Jednakże nawet powóz Castlereaghów nie zapewniał szybkiego i wygodnego przejazdu przez zatłoczone drogi. Długie oczekiwanie w kolejce do wejścia nie wprawiło Emily w nastrój odpowiedni, by doceniła przepiękną iluminację – olbrzymiego gołębia z gałązką oliwną w dziobie. Dopiero powitalny uśmiech matki chrzestnej sprawił, iż wrócił jej zwykły, dobry humor.
– Jak cudownie wyglądasz, chrzestna mamo – skomplementowała pulchną matronę. – Przykro mi, że sprawiam ci tyle kłopotu.
– To żaden kłopot – odpowiedziała lady Castlereagh na te wyrazy ubolewania, witając Emily posuwającą się w kolejce przybyłych. – Prawdę mówiąc ucieszyłabym się, gdybyś była mi podporą przez jakiś tydzień.
– I ja również – zawtórował jej lord Castlereagh. Z czułością spoglądał na swoją małżonkę. – Odczułbym to jako dużą ulgę, gdybym wiedział, że stoisz u boku mojej pani, kiedy ja przy niej nie mogę być.
– Bardzo jesteście oboje mili. Mam tylko nadzieję, że naprawdę będę mogła wam pomóc w tym gorączkowym okresie. – Emily uśmiechnęła się z prawdziwą radością. Furia, która dotąd nią miotała, trochę osłabła.
– Gorączkowy to nie jest właściwe słowo – oznajmiła lady Castlereagh z serdecznym westchnieniem. – Ale znajdzie się parę prawdziwych przyjemności.Czy poznałaś już delegata Austrii, księcia Metternicha? Nie? Trochę później Cas musi cię jemu przedstawić – to prawdziwy dżentelmen. Ma taki gładki i elegancki sposób bycia.
W przeciwieństwie do cara i jego siostry, domyśliła się Emily. Najwyraźniej nie była jedyną osobą doświadczającą pewnego zdenerwowania. Jej matka chrzestna nigdy dotąd nie wyrażała się tak sarkastycznie. Uśmiechając się z rozbawieniem, Emily opuściła kolejkę gości chcąc odnaleźć Edwarda, lecz w sali balowej otoczyła ją grupka przyjaciół.
– Przyprawiłaś mnie prawie o wstrząs – oskarżyła Emily Georgianna Parkhust, dziobiąc ją w policzek. – Kiedy ujrzałam, jak fruniesz przez drzwi, pomyślałam, że to Królowa Nocy z tej opery, którą musiałam przez ciebie przesiedzieć całą.
– Nie wiem, czy chciałabym być porównywana do kobiety, która prosi swoją córkę, żeby zabiła własnego ojca – odpowiedziała Emily żartobliwym tonem, lecz była naprawdę zaskoczona. Czy rzeczywiście wyglądam na aż tak wściekłą? – zastanowiła się.
– To pewnie ta twoja suknia mi ją przypomniała – improwizowała Georgianna. – Szczególnie z tym diademem. – Cofnęła się o krok i z zachwytem popatrzyła na strój Emily: obszytą brylancikami granatową suknię wieczorową. – Raczej śmiały kolor dla ciebie, kochanie, ale podoba mi się.
– W końcu to tylko kolor jest nieśmiały. Doprawdy, Georgy, czy to trochę za wiele? – spytała Emily wskazując dekolt sukni panny Parkhust.
– Prawie, muszę przyznać – zamruczała z dezaprobatą przechodząca obok wdowa.
Nie speszona Georgy odpowiedziała:
– Car, zdaje się, lubi takie.
– Nie dziwi mnie to. Georgy, czy widziałaś tu dziś lorda Palina? Miałam nadzieję, że zamienię z nim parę słów.
– Palina? – Georgy poruszyła ustami, jakby to nazwisko jej nie smakowało. – Dlaczego chcesz rozmawiać z tym nudziarzem? Wszystko, czym się interesuje, to polityka. A gdybyś chciała zapytać mnie o tego przystojnego Austriaka, z którym widziałam cię wczoraj, to oczywiście go zauważyłam. Opowiesz mi o nim, prawda?
A więc jej przejażdżka z kapitanem nie przeszła niezauważona.
– – Chcesz powiedzieć, że nic nie wiesz? Doprawdy, Georgy, jesteś niepoprawnie wścibska. – Widząc, że przyjaciółka nie zamierza zrezygnować, Emily westchnęła i dodała: – Nazywa się kapitan August von Hottendorf i jest jednym z adiutantów księcia Hardenburga. Prusak, nie Austriak.
– I?
– I nic. Wydaje się, że to miły dżentelmen. – I wzruszeniem ramion podkreśliła, że to koniec opowieści.
Georgy uśmiechnęła się z czystym niedowierzaniem, lecz nie podejmowała już tematu. Emily było wszystko jedno. Dopóty, dopóki Georgy nie wywęszy przyjaciela kapitana von Hottendorfa…
Miło było zrelaksować się i poplotkować swobodnie z przyjaciółmi, lecz Emily nie była zadowolona, że jej ostry gniew gdzieś się ulotnił. Ponieważ, kiedy przestała się gniewać, zaczęła lekko się bać.
Choć uczucie, jakie żywili do siebie z Edwardem, nie było romantyczną miłością, w końcu łączyło ich prawdziwe przywiązanie i przyjaźń – w każdym razie tak sądziła Emily. Sądziła również, że zna wady i zalety Edwarda. Lecz nie mieściło jej się w głowie, że mógłby działać za jej plecami, w gruncie rzeczy – oszukiwać.
Musiała z nim porozmawiać.
Krążąc po sali Emily często słyszała wypowiadane nazwisko Palin, lecz nie zawsze mogła się zorientować, czy ludzie mówią o Edwardzie (obecnym), czy o przybyszu (nieobecnym). W końcu odważyła się zapytać gospodynię, czy go nie widziała.
– Palin? Och, tak, on tu jest – odpowiedziała lady Castlereagh. – Słyszałam,, jak rozmawia z sir Charlesem Stewartem. Można by pomyśleć, że każda rozmowa, która nie dotyczy cara, jest osiągnięciem, lecz muszę powiedzieć, że cały ten szum o jego tytuł jest według mnie naprawdę nużący. Och, wybacz mi, kochanie, całkiem zapomniałam, że ten młody Palin to raczej twój przyjaciel.
Raczej przyjaciel? Edward z pewnością nie musiał się obawiać, że ktokolwiek się domyśli, że są zaręczeni. Z pewnością nie, jeśli tak jak teraz będzie jej unikał.
– Och, proszę się tym nie krępować – powiedziała Emily.- Obawiam się, że lord Palin nie zniósł najlepiej tego wyzwania.
Niemniej jednak była zdziwiona. Czyżby Edward opowiadał wszystkim o swoich kłopotach?
– Tak, nie zniósł tego najlepiej – zgodziła się lady Castlereagh. – Nie powinnam chyba mieć mu tego za złe. Któż wie, jak ja sama zachowałabym się w takiej sytuacji? Kłopot w tym, że zbyt wielu ludzi potraktuje go poważnie.
Panie podeszły do swych partnerów na parkiecie, zanim Emily poważnie zastanowiła się nad znaczeniem faktu, że Edward głośno żali się na swoją krzywdę.
Wciąż pamiętała każde słowo Tony'ego: "Mój rywal ma nade mną znaczną przewagę" – tak powiedział. Edward miał pieniądze, informacje i znajomości. Tony mógł prosić o informacje znajomych, lecz Emily nie była tak naiwna, by nie dostrzegać faktu, że Edward mógł korzystać ze swoich znajomości na rozmaite sposoby, i to sposoby, których z pewnością by niezaaprobowała.
Naraz Emily zrozumiała. Edward nie chciał, by wiedziała, co on robi, żeby rozwiązać swój problem. To dla tego się przed nią ukrywał. Nie chciała tego przyznać przed sobą, lecz nie mogła dłużej chować głowy w piasek.
Gdyby Edward w ogóle chciał z nią porozmawiać, mógł ją odszukać. Na parkiecie wszyscy ją widzieli. Rozmawiała jakiś czas z lordem Castlereaghem i księciem Metternichem. Ponieważ ci dwaj mężczyźni byli w centrum zainteresowania, zarówno z powodu posiadanej władzy, jak i wyjątkowo atrakcyjnego wyglądu, przebywając obok nich doprawdy nie mogła pozostać niezauważona.
Natomiast łatwo było jej unikać. Jak długo Edward nie pojawił się na parkiecie, tak długo umykał przed jej wzrokiem.
Emily, obserwując podchodzącego do niej starszego dżentelmena, zdała sobie sprawę, że Edward zapomniał jednak o jednej rzeczy. A mianowicie zapomniał wtajemniczyć w swoje zamiary swego wuja, lorda Ruthvena.
Ten układny, napuszony starszy pan przepełniony był współczuciem. Dla niego przerwanie balu Edwarda i zwłoka w ogłoszeniu zaręczyn stanowiły wręcz katastrofę. Ponieważ związek z domem Palinów uważał za największe szczęście dla każdej kobiety, zakładał naturalnie, że Emily będzie zdruzgotana z powodu zwłoki. Bynajmniej jej nie unikając, skorzystał z pierwszej okazji, by się nad nią poużalać.