– Panno Meriton, przykro mi, że nie miałem sposobności pomówić z panią od czasu tego okropnego wypadku. – Nagle głos starszego pana załamał się. Doprawdy, cała jego postawa raczej przywodziła na myśl pogrzeb. – Pani szwagierka, lady Meriton… jak ona się miewa?
Emily nie życzyła sobie, aby mówił o Letty tak, jakby spodziewał się jej rychłego zgonu.
– Niestety, wciąż jest niedysponowana.
Ruthven podniósł brew i czekał pełen nadziei, lecz Emily nie speszyła z zaspokojeniem jego ciekawości. Choć nie bardzo pochwalała zachowanie Letty, nie miała cierpliwości dla człowieka, który upierał się, by chwilową niedyspozycję potraktować jako coś kłopotliwego, skandalicznego, wręcz śmiertelną chorobę.
– Musimy mieć nadzieję, że Obecna Nieszczęsna Sytuacja szybko sama się rozwiąże i perspektywa pani rychłego szczęścia pomoże jej odzyskać zdrowie.
– Oczywiście – odpowiedziała Emily wymijająco.
Gdyby tylko jej nerwy nie były tak napięte… Chęć uświadomienia lorda Ruthvena, co naprawdę sądzi Letty o Edwardzie i jej małżeństwie, była bardzo silna. Wciąż musiała sobie przypominać, że wuj Edwarda, choć często napuszony, miał doprawdy dobre serce.
Ruthven obejrzał się przez ramię, żeby się upewnić, że nikt nie może go podsłuchać.
– To przerażające zamieszanie strasznie wytrąciło mnie z równowagi, lecz jestem niepocieszony, że musiało zdarzyć się w tak nieodpowiednim momencie dla ciebie i dla Edwarda. Żeby coś takiego stało się w czasie, kiedy powinniście świętować…! Edward przekonał mnie, że lepiej przesunąć ogłoszenie zaręczyn, i myślę, że się z nim zgadzam, lecz serce mi pęka z waszego powodu.
Prawdopodobnie ubolewa nad tym bardziej niż dwoje zainteresowanych, pomyślała Emily z poczuciem winy.
– Muszę wyznać milordzie, że znajduję sytuację trochę kłopotliwą, ale przecież to tylko mała zwłoka. Najważniejsze teraz to odkryć prawdę i dowieść jej tak szybko, jak to możliwe.
– Absolutnie. Ten łotr musi zostać ogłoszony tym, kim jest… oszustem.
Tego Emily nie powiedziała i wcale nie to miała na myśli, lecz zwątpiła, czy zdoła przekonać starszego dżentelmena, że dojście prawdy i ogłoszenie Tony'ego oszustem to niekoniecznie jedno i to samo. Życzyła sobie tylko pewności lorda Ruthvena.
– Lordzie Ruthven, czy nie wie pan, jak długo potrwa dochodzenie?
– Śpieszno ci do ślubu, prawda? – Ruthven trącił ją łokciem i mrugnął znacząco. – Nie chcę pani oszukiwać. Sam chciałbym wiedzieć, ile czasu zajmie uprzątnięcie tego bałaganu. Ten typ jest diabelnie zdeterminowany, to muszę przyznać. Popełniliśmy błąd, nie doceniając go na samym początku, i proszę, do czego to doprowadziło. No, drugi raz tego błędu nie popełnimy, to mogę przyrzec. Ale to znaczy, że będziemy musieli działać wolniej i staranniej.
– Nie rozumiem, milordzie. Co pan ma na myśli mówiąc, że nie doceniliście go na samym początku?
Lord Ruthven być może głupawy, lecz Emily nie wierzyła, że jest aż tak tępy, aby nie zdawać sobie sprawy, że dżentelmen, który zjawił się na balu, był człowiekiem, z którym należy się liczyć.
Ruthven jakby z lekka stracił głowę.
– Edward nie chciał, abym o tym wspominał. Jest zakłopotany, bez wątpienia, szczególnie po tym incydencie na balu – pochylił się i mówił szeptem. – Ten typ był w naszym domu już przedtem, rozumiesz. Powiedziano mi, że wyglądał jak zbój, nie ogolony i ubrany w podarty mundur piechoty. No i co miał Edward pomyśleć, że to jakiś ubogi żołnierz próbujący wyłudzić parę funtów.
Emily kręciło się w głowie. Gdyby jego pretensje były słuszne, to najpierw zwróciłby się do rodziny – powiedział Edward, jakby Tony tak nie postąpił – i to miało świadczyć przeciw niemu.
To było przed balem? – Emily z niedowierzaniem, usiłowała udowodnić sobie samej, że Edward jej nie oszukiwał.
– Tak. Żeby Edwardowi oddać sprawiedliwość, jestem pewien, że sądził, iż ta sprawa jest już skończona. Powiedział temu człowiekowi, że jeśli spróbuje ciągnąć tę grę dalej, znajdzie się za kratkami. – Ruthven potrząsnął głową, jakby nie mógł uwierzyć w to, co się stało. – Nie wiedziałem o tym, dowiedziałem się dopiero po balu, że ten człowiek był u mnie i u prawników.
A więc Tony uczynił to wszystko, co powinien zrobić prawdziwy lord Palin po powrocie z niewoli we Francji. I Edward okłamał ją.
Na coś takiego Emily nie była przygotowana. Zacisnęła usta, żeby nic nie powiedzieć. Ani nie rozpłakać się.
Ponad ramieniem lorda Ruthvena ujrzała zbliżającego się Edwarda z zafrasowanym wyrazem twarzy. Pewnie, pomyślała Emily z obcym sobie dotychczas cynizmem, musi bardzo dobrze wiedzieć, że jego wuj potrafi wyjawić za wiele.
Poza lekką zmarszczką na czole wyglądał tak jak zwykle. Jego miękkie włosy były starannie uczesane na Brutusa, oczy miał tak samo jasnoniebieskie. Może przez chwilkę zaciskał usta, lecz teraz wargi ułożył w ten sam powitalny uśmiech, który zawsze rezerwował dla Emily. Nic się w Edwardzie nie zmieniło – zmienił się tylko sposób, w jaki na niego patrzyła.
– Wreszcie – oznajmił z westchnieniem. – Obawiałem się, że cię nigdy nie znajdę w tym tłoku. Jak się masz, moja droga?
– Całkiem dobrze, dziękuję. – Jedno dobre kłamstwo zasługuje na drugie, pomyślała Emily. Teraz jasno rozumiała, że niemożliwością było, by Edward nie spostrzegł jej na parkiecie czy też nie zauważył jej te^te-a-te^te (sam na sam) z dwoma tak ważnymi ludźmi jak Castlereagh i Metternich. Bez wątpienia usiłował jej unikać.
– Jak pięknie dziś wyglądasz. Ten odcień niebieskiego naprawdę sprawia, że wyglądasz bardzo… bardzo imponująco.
Wróciła Królowa Nocy, bez wątpienia. Dobrze. Chciała, żeby wiedział, że jest rozgniewana.
– Jestem pewna, że już jesteś zmęczony pytaniami, Edwardzie, więc pozwoliłam, aby twój wuj powiedział mi, jak rozwija się twoja sprawa.
– Doprawdy? – Patrzył to na nią, to na wuja, który na tyle był przyzwoity, że miał lekko zawstydzony wyraz twarzy. – Więc musisz wiedzieć, że mamy nadzieję na szybkie rozwiązanie.
– Och? Lord Ruthven mówił właśnie, że powinieneś działać powoli i starannie. – Emily nie miała zamiaru puścić niczego płazem.
Edward spojrzał na Emily, potem na wuja i znów na Emily.
– Czyję, że lord Ruthven wiele powiedział. Czy wybaczysz nam, wuju? Myślę, że pannie Meriton i mnie potrzebna jest chwila prywatnej rozmowy.
Tu Emily zgodziła się z Edwardem, lecz w zatłoczonej sali balowej trudno było mówić o prywatności. Wydawało jej się, że Edward nie chce przedłużać tej rozmowy poza ten wieczór czy kontynuować ją dzie indziej.
– Sądzę, że przydałaby ci się szklanka orszady dla ochłody – zaproponował Edward, prowadząc ją w kierunku napojów orzeźwiających. – A teraz, co ten stary piernik powiedział, że tak cię to wzburzyło?
To był ten dobry Edward, taki, jak o nim często myślała, uprzejmy i uważny. Ale czy ten Edward był prawdziwy?
– Lord Ruthven powiedział, że T… że ten człowiek przyszedł zarówno do twojego, jak i mojego domu. Kiedy ostatnio rozmawialiśmy, dałeś co najmniej do zrozumienia, że nie robił nic z tych rzeczy.
Emily zadowolona była, że w jej głosie nie brzmiał ton oskarżenia, jedynie lekkie zmieszanie. Była zmieszana. Czuła się tak, jakby przyrzekła poślubić nieznajomego. Gdyby lord Ruthven parę chwil temu nie mówił, że wie o jej zaręczynach, mogłaby nawet pomyśleć, iż zdarzyły się tylko w jej wyobraźni.
– I pomyślałaś, że ja… – Edward uniósł dłonie w geście bezradności. – No, nie wiem już, co jest gorsze: czy będziesz miała mnie za kłamcę czy za głupca. Wierz mi, Emily, przez pewien czas nie miałem pojęcia, że to ten sam człowiek. Widziałaś, jak wyglądał, kiedy przerwał bal. Ten, który przyszedł do domu to był najprawdziwszy zbój. Żal mi go było, wyglądał tak nieszczęśliwie. Zaoferowałem mu nawet pięć funtów, ale rzucił mi je w twarz!