Выбрать главу

Emily przyjęła szklankę orszady i upiła łyk.

– I nic ci nie przyszło do głowy, kiedy przyszedł później?

– Oczywiście, że przyszło, ale pomyślałem, że to nic innego, tylko ta sama opowieść o moim kuzynie, którą znają wszyscy wracający więźniowie i żołnierze. Ten człowiek musiał znać mojego kuzyna w tym francuskim więzieniu, nie sądzisz?

Emily pomyślała już o tym wcześniej. Jednakże z postawy Letty wywnioskowała, że kimkolwiek był Tony, musi pochodzić z przeszłości Letty. Zachowanie Letty, zdała sobie z tego sprawę, mogło prawdopodobnie wynikać z samej myśli o powrocie ukochanego. John mógł mieć rację, że jej nadwrażliwe serce opanowane jest przez poczucie winy.

– Tak, musiał siedzieć w tym samym więzieniu – Powiedziała Emily cichym głosem. Nikt, kto słyszał, jak Tony mówi o Bitche, nie mógł o tym wątpić. Ciekawe, jak Edward zareagowałby na fakt, że nikt nie słyszał, iż przez dziewięć lat Tony używał innego nazwiska poza nazwiskiem Varrieur. Lecz nie zaobserwowała dotąd jego reakcji, ponieważ nic mu o tym nie powiedziała.

– Nie martw się, Emily. Potrafię się tym zająć.

– Mówiąc naszemu kamerdynerowi, żeby zawrócił tego człowieka spod naszych drzwi? – rzuciła wyzwanie, patrząc mu prosto w oczy.

– Gniewasz się na mnie.

Głos jego brzmiał tak, jakby Edward był zaskoczony, lecz Emily z pewnością wiedziała, że nie był. Westchnąwszy i rozejrzawszy się dookoła, poprowadził Emily do spokojnego kąta.

– Spytałem, czy twój brat ostrzegł służbę, i okazało się, że nie – wyjaśnił rozsądnie. – Zważywszy, że prawie nie odstępował lady Meriton, nie było w tym nic dziwnego. Więc postanowiłem sam zrobić to, co bez wątpienia uczyniłby sir John, gdyby jego myśli nie były zajęte czym innym. Myślę, że było to zarozumiałością z mojej strony, ale zrobiłem to tylko dlatego, żeby chronić ciebie, moja droga.

– Doprawdy? – Jedyną rzeczą, którą Emily zawsze u Edwarda lubiła, był fakt, że nigdy nie traktował jej, jakby była bezradna czy przesadnie krucha. Sądziła, że zbyt ją szanował.

– Przykro mi, Edwardzie, lecz wydaje mi się, że twoje postępowanie zmierzające do obrony twojego majątku jest szczególnie bezwzględne.

– Mam nadzieję. Czy sądzisz, że zachowałbym to, to co jest moją własnością siedząc i zakładając, że prawo zatriumfuje? Gdybym ślepo zaufał brytyjskiemu sądownictwu, szybko znalazłbym się z powrotem w domku mojej babki w Tunbridge Wells. Ten człowiek jest twardy i cwany. Jeśli zamierzam go pokonać, muszę być jeszcze twardszy i dużo cwańszy.

Jego spokojny rozsądek ulotnił się. Edward rwał się do walki. Teraz mówił prawdę, z tak wielką pasją, o którą Emily nigdy go nie podejrzewała.

Zmartwiła się tą jego postawą i poczuła się trochę oszołomiona wzmianką o babce. Jedyną rodziną, o której Edward kiedykolwiek mówił – był jego wuj, lord Ruthven.

– Zawsze byłeś bardzo miły i uprzejmy, Edwardzie. Nie podoba mi się twoje zachowanie.

– Dożo mniej podobałoby ci się w Tunbridge Wells, zapewniam cię, moja droga. A teraz przestań się martwić. I zaufaj mi.

Ale kiedy odchodził, Emily zdała sobie sprawę, że już nie może mu zaufać. MOże nigdy nie mogła? Może to był ten jeden szczegół, który pominęła, ta jedna rzecz, przez którą przyjaźń nie mogła rozwinąć się w żadne cieplejsze uczucie?

Marzyła o odetchnięciu świeżym powietrzem, kiedy pojawił się jej kolejny tancerz, stary przyjaciel jej brata. Ponieważ skierowała rozmowę na temat uzdolnień jego licznych dzieci, była pewna, że nie musi obawiać się pytań o jej kłopotliwe położenie.

Jednakże nie wszyscy byli tak ślepi.

Kiedy wróciła z tarasu, sądziła, że panuje już nad emocjami i własną twarzą, lecz spotkawszy nieco później młodego pruskiego oficera przekonała się, jak bardzo była w błędzie.

Kapitan von Hottendorf był jak zwykle czarujący, lecz był także przebiegły. Zbliżał się do Emily niezdecydowanie, jakby nie był pewien przyjęcia.

– Panno Meriton, dlaczego siedzi pani wśród tych przyzwoitek, kiedy powinna pani tańczyć? Nie wierzę, by pani karnecik był pusty. Chyba spodziewałbym się za wiele, licząc na szczęście zatańczenia z panią.

Nie wypowiedziane pytanie w jego spojrzeniu mówiło o czymś więcej niż o tańcu.

– Może pan najwyżej spodziewać się, że podepczę panu stopy – odpowiedziała Emily, czując, że pod prawdziwym zainteresowaniem, które ujrzała w jego oczach, wraca jej dobry humor. – Jeszcze nie nauczyłam się tego nowego tańca, który przywieźliście z kontynentu.

– Chyba nie uzna go pani za zbyt szokujący, prawda?

Emily z zazdrością obserwowała wirujące pary. Tańczący wyglądali tak, jakby nic na świecie ich nie obchodziło.

– Myślę, że to wygląda pięknie. Niech pan zobaczy, z jaką gracją car unosi lady Jersey. Jeśli tak nobliwe osoby tańczą, wątpię, czy największe świętoszki zdołają utrzymać długo jakieś objekcje. Wygląda na to, że walc będzie nową modą.

Zazdrość musiała wyglądać z jej oczu bardziej, niż zdawała sobie z tego sprawę.

– Zatem musi pani koniecznie nauczyć się tego i to jak najszybciej – zachęcił ją kapitan von Hottendorf. – Chciałbym, z całym szacunkiem, powiedzieć, że jestem nielada praktykiem, jeśli chodzi o walca i byłbym więcej niż szczęśliwy mogąc panią nauczyć. – Spoglądał na nią pełen nadziei.

– Dziękuję, kapitanie. Będę o tym pamiętać.

Gdyby tu była Letty, obie nauczyłybyśmy się walca w tej samej chwili, w której car zademonstrował jego uroki. Do licha z Letty. Emily gotowa była nią wstrząsnąć. Cały świat Emily począł się rozpadać i desperacko pragnęła zlepić go z powrotem. Pragnęła przekonać się, że jej osąd był tak bezsporny jak zwykle. Pragnęła…

Emily popatrzyła na otaczających ich gości. Jeden z dżentelmenów zdzierał sobie gardło usiłując porozmawiać z głuchym księciem Hardenburgiem. Hetman Płatow stał samotnie, ponieważ mówił tylko po rosyjsku i wyglądał na nieprzystępnego.

– Kapitanie, czy możliwe byłoby spotkać się znowu z pańskim przyjacielem?

– Tak, oczywiście – odpowiedział natychmiast. Z pewnością zdawał sobie sprawę, że jej pytanie nie było przemyślane. – Nie, proszę nie czuć zakłopotania – powiedział. – I proszę nie myśleć, że musi pani cokolwiek wyjaśniać.

Dobrze postąpiła. Emily nie sądziła, że potrafi określić przyczyny, które nią kierowały, nawet samej sobie, lecz odezwała się do kapitana:

– Myślę, że nie potrzebuje pan wyjaśnień, ponieważ jest pan najwyraźniej pewny siebie, że uda się panu przeciągnąć mnie na stronę pańskiego przyjaciela.

– Ależ nie.

Emily uniosła jedną brew.

– Jednakże Tony powiedział, że możemy polegać na pani poczuciu sprawiedliwości, że nie zadowoli się pani niczym poza szczerą prawdą.

– Jeśli sądzi pan, że rozpoznam prawdę, kiedy ją zobaczę, wie pan więcej ode mnie. – Myślała przecież, że zna Edwarda.

– Ma pani kłopoty. Widziałem, jak pani weszła dziś wieczór. Wyglądała pani jak Walkiria, wojowniczka ze starych legend. Teraz błyskawice znikają z pani oczu. Dlaczego? Czy to przez Tony'ego i przeze mnie?

– Nie, nie – zapewniła go, wdzięczna za uprzejmą troskliwość. – To nie pańska wina.

To nie była jego wina, że Letty zachowywała się tchórzliwie i niemądrze, a Edward stał się fałszywy, nieuczciwy. Do tego wszystkiego kapitan von Hottendorf zabiegał o jej pomoc, wyraźnie mu na niej zależało.