– I ma pan całkowitą rację – przyznała Emily. – Naprawdę muszę odkryć prawdę.
Następnego ranka Emily otrzymała od Georgianny Parkhust zaproszenie na lekcję walca – miało w niej wziąć udział jeszcze paru przyjaciół. Georgy była dziewczyną o dobrym sercu, lecz bez wątpienia nieco awanturniczą. Miała na tyle wrodzonego wyczucia, by nie posuwać się aż do skandalu, lecz czasem Emily przerażona była, jak Georgy bliska była przekroczenia zakazanej granicy.
Aranżacja spotkania Emily z kimś, kto twierdził, iż zachwyca się jej urokiem, najoczywiściej przemawiała do awanturniczej strony charakteru Georgy. Emily mogła mieć tylko nadzieję, że Georgy potwierdzi, iż to pruski oficer, który zarzucił na nią sidła i doręczył zaproszenie, jest jej konkurentem, a nie ten drugi dżentelmen, którego spodziewała się spotkać.
Pieczęć na liściku była złamana. "Proszę, niech pani przyjdzie" – dodał Tony, jakby zgadywał, że namyślała się nad tym spotkaniem. Podpisał się jako pan Howe, prawdopodobnie aby ostrzec ją, że pod tym nazwiskiem przyjdzie na zebranie u Georgy. Bardzo był uprzejmy, że tak szybko odpowiedział na jej propozycję, a i kapitan miło postąpił pamiętając, że wyraziła chęć nauczenia się nowego tańca.
Całe szczęście, że Tony będzie miał czas, aby spotkać się z nią tak szybko. Emily czuła się lekko winna, żądając by poświęcał jej swój czas. Napominała się surowo, że to on prosił o pomoc. Musi mieć tysiące innych rzeczy do zrobienia w swojej sprawie. Edward z pewnością był zbyt zajęty, by odpowiedzieć na jej liściki. A kiedy poprosiła o spotkanie Tony'ego, zgodził się przyjść.
Zanim udała się do swoich zajęć, spróbowała wyrwać Letty z łoża boleści, machając jej przed nosem zaproszeniem. Nie miała pojęcia, co powiedziałaby o obecności Tony'ego, gdyby Letty chciała z nią pójść. Oczywiście, Letty nie chciała. Choć przez chwilę błysk w oku Letty zdradził, że chętnie by poszła. Cztery dni w łóżku to więcej niż energiczna Letty mogła tak lekko znieść, nawet sparaliżowana strachem. Emily poczuła się pełna nadziei, kiedy dołączyła do przyjaciół i wraz z nimi udała się do Parkhurstów.
W holu powstało zamieszanie przy powitaniach i zdejmowaniu okryć. Dzięki temu Emily zyskała sposobność poobserwowania Tony'ego chwilę przed tym, zanim on ją zauważył.
Był bardzo pociągający, kiedy tak niedbale opierał się o fortepian w sali balowej Parkhustów. Promieniował siłą i energią, której nie daje żaden mundur na świecie. Przez chwilę, kiedy przeglądał jakieś nuty, miał spuszczone powieki i Emily spostrzegła, że rzeczywiście rzęsy miał długie i jedwabiste. Dokładnie tak, jak mówiła Letty.
Na szczęście kapitan podszedł przywitać ją, zanim Tony mógł zauważyć, że stoi i patrzy na niego. Muszę nauczyć się lepiej kontrolować swoje reakcje – powiedziała Emily. Jeśli Georgy lub ktokolwiek z młodych dam i dżentelmenów domyśli się zainteresowań Emily, zaczną mówić o "panu Howe". Edward szybko zorientuje się, kto zacz ten pan Howe, a Emily – pomimo niepokojącego postępowania narzeczonego – nie chciała go zranić.
Szybko okazało się, że nie ma się czym martwić. Było tutaj dość dżentelmenów, by zamaskować wszelkie poczynania. Jeśli Georgy mówiła, że organizuje zebranie "kilku przyjaciół", w rzeczywistości oznaczało to popołudniowy raut.
Wśród gości było wielu wojskowych, a także dyplomatów. Emily zastanawiała się, czy jej przyjaciółka rzeczywiście zna choć połowę z nich. Wielce było prawdopodobne, że na szczęście dla Emily, nie znała, bo tylko dzięki temu mógł pojawić się tu "pan Howe".
Monsieur Leblanc został zaangażowany, by udzielać instrukcji, jak wyjaśniła Georgy, lecz wkrótce dla każdego stało się jasne, że jedyną funkcją jaką mógł pełnić, było przygrywanie do tańca młodym ludziom, uczącym się nawzajem. Niektóre panny już nauczyły się kroków, brakowało im jedynie sposobności wypraktykowania ich z przedstawicielami płci przeciwnej. Większość wojskowych i dyplomatów chlubiła się biegłością, którą chętnie podzieliłaby się z innymi.
Emily na początek zatańczyła z jednym z Kozaków cara, młodym chłopcem o srogich wąsach i niewinnych oczach. Nie znał angielskiego, lecz umiał skutecznie posługiwać się tymi oczami.
Nawet skupiona na własnych stopach i muzyce Emily słyszała dochodzące zewsząd chichoty i dostrzegła mnóstwo flirtujących par, do tego stopnia, że zaczęła się zastanawiać, czy tylko ona wykorzystała to przyjęcie dla odbycia schadzki. Na szczęście Georgy wykazała jakieś poczucie odpowiedzialności. Pilnowała, aby wszyscy tancerze zmieniali partnerów i dopiero późnym popołudniem Emily stanęła twarzą w twarz z Tonym.
Emily sądziła, że przyzwyczaiła się już do niezwykłej bliskości partnerów w walcu, lecz teraz okazało się, że jest w błędzie. To chyba dlatego, że nie koncentruję się już do tego stopnia na krokach – pomyślała. I dlatego tak intensywnie czuła pewną dłoń Tony'ego na swych plecach, kiedy prowadził ją w tańcu.
– Gus, kapitan von Hottendorf, mówił mi, że chciała mnie pani widzieć – powiedział.
W tym prostym zdaniu kryło się pytanie i stwierdzenie. Pytanie było oczywiste. Dlaczego poprosiła, żeby przyszedł? Emily wciąż próbowała zrozumieć, dlaczego tak ważne było dla niej to ponowne spotkanie. Jak mogła wytłumaczyć, nawet sobie samej, nagle powstałe przekonanie, że jakoś, jeśli znowu go zobaczy i znowu z nim porozmawia, wszystko w jej głowie poukłada się i przejaśni?
Nawet jeśli motywy jej postępowania były złożone i powikłane, jego reakcja niepokoiła ją. Poprosiła i był tu. Proste – zdawała się mówić cała jego postać.
Jakby wyczuwając jej wahanie, Tony ciągnął:
– Może pani powiedzieć mi później. Gus i ja odwieziemy panią do domu. Tak będzie dobrze, prawda? Wszyscy są tak zajęci podziwianiem epoletów Gusa, że nikt nie zauważy mnie.
Emily wątpiła w to. Tony nie był człowiekiem, który bywał niezauważany. Zastanawiała się nawet, czy teraz towarzystwo z łatwością nie rozpozna Tony'ego. Dziwne, ale dotąd pojawił się publicznie tylko raz – na balu Edwarda. Z jakiegoś powodu Emily była pewna, że gdyby ktoś jeszcze go spotkał, to ona by o tym usłyszała.
– Dobrze – odpowiedziała. Zaczerwieniła się ze wstydu. To był ten rodzaj postępowania, przed którym często ostrzegała Georgy, że zaprowadzi ją na manowce. – Powiem woźnicy, że jeden z przyjaciół odwiezie mnie do domu.
– Czy czuje się pani zakłopotana z tego powodu, że poprosiła mnie o spotkanie? – spytał Tony, najwyraźniej błędnie rozumiejąc przyczynę jej zmartwienia. – Proszę, nie. Zapewniam, że z tego powodu nie będę źle myślał o pani. – Ton jego głosu stał się niefrasobliwy, lekko złośliwy. – Nie popełnię tego błędu i nie zawstydzę pani zuchwałością jak pańska przyjaciółka, panna Parkhurst.
Emily natychmiast podniosła wzrok znad jego pasiastej kamizelki. Z pewną trudnością wypowiedziała sztywno:
– Jednakże mógłby pan nie zapominać, że panna Parkhurst jest moją przyjaciółką. I to jej zuchwałość, a także uprzejmość sprawiły, że ośmielił się pan tu dzisiaj przyjść.
Tony uśmiechnął się. Nagle wyglądał dużo młodziej. Emily zdała sobie sprawę, że nigdy dotąd nie widziała go uśmiechniętego z prawdziwym rozbawieniem. Trudno było uwierzyć, że Tony pojawił się w Londynie zaledwie parę dni temu, a dopiero przedwczoraj widziała go ostatni raz.
– Och, niech mnie pani źle nie zrozumie – odpowiedział na jej wymówkę. – Bardzo ją lubię, ale to awanturnica. Pozwala sobie, z jej awanturniczą żyłką, na skandaliczne rzeczy. A pani… – Tony zmierzył ją wzrokiem. – Jeśli pani zostanie wciągnięta w coś niezwykłego, to nie z tego samego powodu.