Выбрать главу

– Trudno było skupić się na scenie – zgodził się Tony, ale Emily z jakiegoś powodu pomyślała, że nie ma na myśli pojawienia się księżnej Walii.

Teraz, kiedy już tu był, wydawało się, że nie lepiej od niej wie, od czego zacząć. Patrzył na własne stopy i obserwował bliźnięta wpatrzone we własne sylwetki, odbijające się w jego wypolerowanych do połysku butach.

– To chyba pani siostrzenica i siostrzeniec. Jak się nazywają? – spytał uprzejmie. – Ile mają lat?

– To jest Connor, a ta młoda dama, która zostawia ślady palców na pańskich butach, to Katy. Mają po półtora roku.

– W ogóle nie są podobne do Letty – powiedział.

Emily obserwowała twarz Tony'ego, lecz niewiele w niej dojrzała. Dziwne, pomyślała, ale to trochę ta jego niechęć do otwartego wyrażania emocji była powodem, że mu uwierzyła. Fałszywy Tony z pewnością wszelkimi sposobami usiłowałby zyskać współczucie, nieprawdaż?

– Nie, w ogóle jej nie przypominają – zgodziła się. – Myślę, że biedna Katy podobna jest raczej do mnie, ale Connor nie jest podobny do nikogo.

Gdyby to był Tony należący do Letty, co musiał teraz czuć, patrząc na dzieci kobiety, którą kochał, a może wciąż kocha? Bardziej niż cokolwiek innego te dzieci reprezentowały wszystko, co Tony stracił przez te lata spędzone w więzieniu. Jeśli jego żądania okażą się słuszne, Tony odzyska swoją tożsamość i majątek, lecz nigdy nie odzyska utraconych marzeń.

– Próbuję wyobrazić sobie Letty jako stateczną matronę – powiedział z uśmiechem – ale nie potrafię. Wszystko, co pamiętam, to jak wyglądała jako piętnastolatka, kiedy złamała rękę, usiłując pogalopować na wyścigowym wałachu swojego ojca. I jak wyglądała przy naszym pożegnaniu.

Teraz, kiedy poznawała go lepiej, Emily dostrzegła w jego wzroku cień żalu czy smutku. Chciała jakoś mu pomóc, lecz jeśli wciąż jeszcze kochał Letty, nie było dla niego pomocy.

– Letty może i jest matroną, lecz nie sądzę, by ktokolwiek mógł nazwać ją stateczną – przyznała Emily. – Nie sądzę, by wiele się zmieniła, odkąd ją znam.

– Tak? Przypuszczam, że widując ją co dzień nie uświadamia sobie pani zmian. Kiedy zobaczyłem ją na balu… Była inna. Poznałbym ją wszędzie, ale była inna.

Ta zmiana wydawała się wprawić go w zażenowanie – dziwne, bo Emily zastanawiała się teraz, na ile jego zmieniły minione lata. Chwilę później najwidoczniej pomyślał o tym sam.

Roześmiał się.

– Wiem. Sam zmieniłem się nie do poznania. Nie do poznania – powtórzył cicho. – Ale, wie pani, w więzieniu czas jakby stał w miejscu. Moje życie całkiem się zatrzymało, nie ruszało naprzód, dopóki nie stałem się znowu wolny.

Aby odkryć, że świat o nim zapomniał, pomyślała Emily, czując ten ból, który usiłował ukryć. Zdała sobie sprawę, że to właśnie znaczył ten pusty wyraz twarzy, tak często pojawiający się na jego twarzy. Ból należało ukryć przede wszystkim.

– Ale zmienił się nie tylko pański wygląd. Pan nie myśli, nie czuje ani nie działa jak osiemnastoletni chłopiec – dowodziła Emily.

– Czasami wciąż czyję się jak osiemnastoletni chłopiec. Na przykład wczoraj na tym zaimprowizowanym przyjęciu pani przyjaciółki.

A kiedy myśli o Letty?

Jeszcze raz zapadli w kłopotliwe milczenie. Bliźnięta znalazły parę interesujących patyczków i kamyków i teraz przy pomocy patyczków kopały dołki, żeby zasadzić kamyki. Nancy najwidoczniej postanowiła posłużyć się rozmową Emily z Tonym jako pretekstem do małej przechadzki z zaprzyjaźnionym lokajem, więc tylko Kate i Connor mogli tę rozmowę podsłuchać.

– Czy jest pani przykro, że zgodziła się pani mnie spotkać? – spytał Tony po długim milczeniu. – Czy rozmyśliła się pani? Wczoraj wieczorem widziałem panią zmartwioną.

Emily ukryła zaskoczenie. Tak wiele zauważył. Rzeczywiście była zmartwiona, lecz nie myślą o nim. Zaledwie dwie loże dalej ujrzała Edwarda gawędzącego z paroma zaprzyjaźnionymi politykami i z pełnym uszanowania zainteresowaniem traktującego ich córki. Wszelkie nadzieje, jakie żywiła po rozmowie z nim, prędko zgasły. Edward nie chciał jej nawet zrozumieć.

Przypomniała sobie wszystko, czego się ostatnio o Edwardzie dowiedziała, i to nie było przyjemne. Kiedy Tony poprosił ją o pomoc, nawet nie pomyślała, że mogłaby skorzystać z jakiejkolwiek informacji, którą uzyskała prywatnie od Edwarda. Wydawało się jej, że to byłoby nieetyczne. Teraz…

Teraz wyglądało na to, że Edward zupełnie zapomniał o etyce. Jak mogła nie ostrzec Tony'ego?

– Wczoraj wieczorem usłyszałam coś, co mnie zaniepokoiło – przyznała w końcu. – Wie pan, że pański rywal jest bardzo aktywnym torysem. Oczywiście przypomniał paru ważnym dżentelmenom, że o ile jego poglądy są znane i jego poparcie mają zapewnione, o tyle pan jest wielką niewiadomą.

– Innymi słowy, nie traćcie głosu, który już macie. Sprytnie.

Czy to jej imaginacja, czy Tony naprawdę uważnie ją obserwuje, kiedy ona mówi o Edwardzie? Emily stwierdziła, że musi być przewrażliwiona. Tony powinien w najwyższym stopniu interesować się wszystkim, co dotyczy jego kuzyna.

– Mówił pan wcześniej, że Edward postąpił nie fair. Czy pan spodziewa się jeszcze czegoś w tym rodzaju?

– Niekoniecznie w tym rodzaju, ale spodziewam się, że użyje wszelkich środków, jakimi dysponuje. Byłby głupcem, gdyby tak nie zrobił.

– Nie obraził pana swoim zachowaniem?

– Nie, tak naprawdę nie mogę go oskarżać. Nigdy mnie nie poznał. Biorąc pod uwagę, jak traktowano gałąź jego rodziny przed moim domniemanym zgonem, nie mogę myśleć, że chciałby mi teraz pomóc. Chodzi mi o to, że jego postawa może utrudnić wszelkie pojednanie, kiedy wszystko zostanie już ustalone. Wyobrażam sobie, że zejście z wyżyn będzie dla niego dość trudne.

Czyż to możliwe? Czyż Tony mógłby być tak wielkoduszny? Emily wzięła pod uwagę lata, które spędził w więzieniu i pomyślała, że może mógłby. Kiedy pozostaje ci niewielka cząstka rodziny, cenisz ją tym bardziej. Bez względu na obrazy czy krzywdy.

Tymczasem bliźnięta zarzuciły kopanie i bawiły się w kukułkę między drzewami. Biegający wokół drzewa Connor upadł, z miny Tony'ego wywnioskował, że sytuację może wykorzystać i przerwał rozmowę dorosłych żądaniem natychmiastowego pocieszenia.

– Musi pani pamiętać – ciągnął Tony, kiedy Emily mruczała coś potłuczonemu dziecku – jak wiele może stracić mój kuzyn. Przyszedł znikąd, żeby stać się bogaczem i pierwszym w towarzystwie. Wrócić i być nikim tam… skądkolwiek przyszedł…

– Tunbridge Wells – powiedziała automatycznie, puszczając wyrywające się teraz dziecko. – Tak, rozumiem. Sam powiedział coś takiego, ale wtedy nie zdawałam sobie sprawy, co to znaczy.

– Niemniej jednak jest pani co do niego rozczarowana.

– Tak.

Słowo "rozczarowana" nie pasowało nawet w połowie. Czuła się zdradzona. Może nie kochała Edwarda, ale wierzyła w niego, w jego charakter.

– Zatem jeszcze bardziej mi go żal. Nie chciałbym zasłużyć na pani przyjaźń, a potem panią rozczarować.

Tony ujął jej dłoń. Zanim powiedziała cokolwiek, bliźnięta rozepchnęły ich i pobiegły z powrotem ku niańce. Nastrój minął i Emily mogła tylko później zastanawiać się, co Tony by powiedział, gdyby zdążył. Teraz zauważyła, że niańka wreszcie zainteresowała się Tonym. Lokaj lady Connaught i pudel opuścili park i zbliżała się pora odprowadzenia bliźniąt.

Niechętnie skinęła głową w kierunku domu.

– Czas mi już wracać, a nawet nie zaczęliśmy rozmowy na temat pańskiej sytuacji.