Выбрать главу

– Wydaje się, jakbyśmy dopiero przyszli – zgodził się Tony z nutą żalu w głosie. – Jednak proszę się nie martwić. Nie mogłem spać zeszłej nocy, więc siedziałem do późna i spisałem pani tę listę.- Wyciągnął złożony arkusz papieru z kieszeni kamizelki i zaczął mówić szybciej: – Ta pierwsza grupa ludzi to ci, którzy byli ze mną w Eton. Tych prawdopodobnie odszuka pani najłatwiej. Ci dalsi… – Westchnął i rozprostował ramiona. – Nie brałem udziału w życiu towarzyskim w Verdun, ale miałem kontakty z innymi d'etenus. Mam nadzieję, że niektórzy mogą pamiętać coś, co się przyda.

– W głosie jego bynajmniej nie było nadziei.

– Dlaczego? – spytała Emily. – Przepraszam, nie chcę być niegrzeczna ani się wtrącać, ale to dziwne, że trzymał się pan z dala od towarzyszy niedoli.

Takie postępowanie nie pasowało zgoła do młodego Tony'ego o szczerym sercu, jakiego znała z opisu.

– Nie chciałem tego. – Przerwał i rzucił ukradkowe spojrzenie na niańkę. Emily, idąc jego śladem ujrzała, że Nancy robi co może, żeby okazać się pomocną i nie ma zamiaru wracać do domu, dopóki Emily nie będzie gotowa to uczynić.

– Wie pani, nie mogę przebaczyć Francuzom tego, co ze mną zrobili – wyjaśnił. – Wszyscy internowani byli wściekli z powodu zatrzymania, ale ja mogłem myśleć tylko o tym, że trzymają mnie z dala od Letty. Większość d'etenus usiłowała żyć tak normalnie, jak to było możliwe.

– To zrozumiałe.

– Tak, ale jedyną drogą było płacenie wszelkich łapówek, których żądali Francuzi, a żądali łapówek za wszystko. Jeśli chciało się uniknąć apeli, codziennej musztry, płaciło się łapówkę. Kluby płaciły łapówki, żeby istnieć. Jeśli wydawało się bal, nie tylko należało upewnić się, czy zaproszony jest gubernator, generał Wirion, i jego żona, ale trzeba było zapewnić mu wygraną w kartach. To samo, jeśli chodzi o wyścigi.

– A pan nie chciał płacić łapówek?

– Och, niektórych nawet nie mogłem uniknąć. Mój wychowawca był stary i chory. Żeby miał odpowiednią opiekę, musiałem opłacać prywatne mieszkanie i płacić za jego nieobecność na apelach. Jedną z ulubionych sztuczek Wiriona było też umieszczanie służących z dala od ich państwa, i trzeba było wykupywać ich z powrotem. Musiałem to robić parę razy. Ale nie miałem ochoty na nic więcej. Nie z powodu oburzenia na myśl o płaceniu łapówek. Nie chcę, aby myślała pani, że byłem męczennikiem własnego sumienia. Jego postawa była rodzajem samozniszczenia, niemniej jednak wywarła na Emily wrażenie. Wiele odwagi trzeba, by przeciwstawić się francuskim władzom więziennym, szczególnie gdy chodzi o osiemnastoletniego chłopca, któremu odmówiono w życiu tylko jednej rzeczy.

– Dlaczego zatem nie chciał pan płacić? – naciskała Emily?

– Miałem świadomość, że w ten sposób dobre, angielskie pieniądze trafiają do Francuzów. Och, na początku wszystko szło prosto do kieszeni Wiriona, ale stamtąd rozchodziło się wszędzie. Każdy angielski pens wydany w Verdun ostatecznie musiał służyć sprawie Napoleona. I dlatego nie chciałem płacić.

– A więc nie chodził pan na bale…

– Ani do klubów, ani na wyścigi. Skrupulatnie uczęszczałem na apele, ale jedyni d'etenus, których można tam było znaleźć, to biedacy, nie mogący sobie pozwolić na płacenie. W rezultacie lepiej poznałem marynarzy niż internowanych cywili. A więc nazwiska, które pani zobacz, to głównie nazwiska ludzi z marynarki, plus nazwiska paru duchownych, którzy regularnie odwiedzali mojego wychowawcę.

Wychowawcę, który z uporem twierdził, że Tony jeszcze żyje.

Możliwe, że te znajomości mogą być najbardziej pomocnicze.

Niańka poczęła się niecierpliwić, a także okazywać ciekawość. Emily stanowczo powinna obmyśleć jakieś wytłumaczenie. Jednakże uprzytomniła sobie, że musi powiedzieć Tony'emu jeszcze jedno.

– Dobrze. To się bardzo przyda. Właściwie już spotkałam pewnego dżentelmena, internowanego z Verdun.

– Naprawdę? Czy on mnie zna? Jak się nazywa? – Tony tak był żądny informacji, że pytanie goniło pytanie, bez przerw na odpowiedź.

– To pan Dominic Neale. Nie twierdzi, że poznał pana osobiście, lecz mówi, że widywał lorda Varrieura w mieście. – Zawahała się. – Powiedział, że był na pańskim pogrzebie.

Rozdział szósty

Tony o niczym nie wiedział.

Zanim skończyła mówić, Emily zdała sobie sprawę, jak to musiało zabrzmieć w jego uszach. Jakby zmuszono go, by stanął nad własnym grobem. Twarz jego stała się zupełnie pusta, jak gdyby jakaś zasłona opadła mu na oczy. Musiał zakładać, że długi pobyt w więzieniu spowodował pogłoski o jego śmierci, ale nie zdawał sobie sprawy, że ludzie mieli poważny powód, by wierzyć, iż naprawdę umarł. A ona nie mogła zostać dłużej, by to wyjaśnić, złagodzić jakoś wstrząs i ból, musiała szybko zaprowadzić bliźnięta z powrotem.

Stojąc już w drzwiach odwróciła się nagle i zobaczyła, że Tony wciąż stoi pod wysokim dębem. W momencie kiedy spojrzała na niego – oprzytomniał, ukłonił się i odszedł. Jednakże jego krok nie wydawał się tak pewny jak zazwyczaj, brakowało mu zwykłej energii.

– Bardzo przystojny dżentelmen, panienko – skomentowała Nancy sznurując usta, ze wzrokiem starannie spuszczonym obserwując bliźnięta powoli wspinające się po schodach. – Choć co do mnie, to lubię jasnowłosych mężczyzn, takich co to nie wyglądają jak Cygan, który w mgnieniu oka może ci podciąć gardło.

Emily złapała Katy próbującą znowu zejść ze schodów i w milczeniu ważyła szanse wmówienia niańce, że jej spotkanie z Tonym dotyczyło wyłącznie interesów. Domyślała się, że ogólnie biorąc, nie są zbyt wielkie.

Jednakże w słowach Nancy zabrzmiała jakaś poufałość.

– Tak, on chyba naprawdę wygląda groźnie – zgodziła się Emily niezobowiązująco. – I może trochę na brutala. Z pewnością to nie jest tak subtelny dżentelmen jak, och, na przykład lord Palin.

Nancy jakby trochę się odprężyła.

– Ach, tak, panienko, niewielu dorasta do lorda Palina, jeśli wolno mi tak powiedzieć. To prawdziwy dżentelmen i tak pięknie wygląda.

Gdyby tylko jego normy etyczne były subtelne – pomyślała Emily.

Najwidoczniej Nancy wiedziała, co łączy ją z Ewardem. Czyżby Edward jeszcze coś napomknął? Czy to też skutki zwykłych plotek? Nieważne. Może czas, zdecydowała Emily, wykorzystać nasze sekretne zaręczyny w dobrym celu.

Kiedy bliźniaki popędziły do swego pokoju i wpadły w rozwarte ramiona nani, Emily na chwilę odciągnęła Nancy na bok.

– Nancy, wiem, że mogę ci zaufać – powiedziała, modląc się, żeby to była prawda. – Wiesz, że lord Palin znalazł się w niewygodnej sytuacji i musi udowodnić swoje prawa do tytułu?

– Ach, taaa, panienko. Wszyscy słyszeliśmy o tym typie, który mówi, że jest synem starego lorda.

Oczy niańki były szeroko otwarte z ciekawości. Nie połączyła "tego typa" z Tonym.

A dlaczegóżby miała łączyć? Emily nagle z ulgą zdała sobie sprawę z tego. Kamerdyner prawdopodobnie opisał służbie Tony'ego jako jakiegoś szaleńca, prawie z pianą na ustach. Może, pomyślała, oceniając chciwe spojrzenie Nancy, może to da się zrobić.

– Edward jest tak strasznie tym wszystkim strapiony, że nie może myśleć o niczym innym – wyjaśniła Emily.

Na przykład o swoim narzeczeństwie.

– Bez dwóch zdań. To po prostu wstyd, panienko, ja to mówię. Biedny pan, nie mógł nawet wpaść tu przez tyle dni – ubolewała Nancy.

– To doprawdy wstydliwa sytuacja – zgodziła się Emily. Wzięła oddech, po czym kontynuowała: – Więc zdecydowałam się coś z tym zrobić. Postanowiłam osobiście wejrzeć w tę sprawę. Ale… okazało się, że trzeba mi więcej informacji, więc zorganizowałam sobie kogoś do pomocy.