– Jesteś pewien? Co będzie, jeśli dochodzenie do niczego nie doprowadzi? Co będzie, jeśli to się przeciągnie dłużej?
John rozumiał, ku czemu ona zmierza.
– Nie. – Jego łagodna twarz przybrała naraz przeraźliwie władczy wyraz. – Nie pozwolę ci niepokoić twojej szwagierki. Umówmy się co do tego.
Emily pochyliła głowę. John rzadko wydawał rozkazy, ale jeśli to robił, obowiązywały nieodwołalnie.
– John – powiedziała z wahaniem. – A co, jeśli to naprawdę lord Palin?
– Autentyczny? Nie wierzę w to. – Potrząsnął głową. – Pomyśl, Em. Jakie są szanse, że lord Varrieur ponownie pojawił się po tylu latach, kiedy uważano go za zmarłego? A w każdym razie nie wierzę, że moja Letty nie wyszłaby mu naprzeciw, gdyby to naprawdę był jej stary przyjaciel. Chyba nie wątpisz w prawość Letty, nieprawdaż?
– Oczywiście, że nie! Ale… ona tylko ledwo raz na niego spojrzała, na tym balu. Jak może być pewna!
– Dlaczego nie miałaby sądzić, że to oszust? Czy słyszałaś, by ktoś, jakiś stary przyjaciel Varrieura wystąpił, żeby poprzeć jego żądania?
To była prawda. Jak dotychczas nikt publicznie nie uznał tony'ego jako lorda Palina. I dopóki to się nie stanie, nikt nie będzie się spieszył, aby go zaaprobować.
– Mówię ci, kotku – ciągnął John – gdybym sądził, że w żądaniu tego człowieka jest choć cień słuszności, nie pozwoliłbym Letty chować się na górze. Możesz być pewna, że jeśli jego słowa są prawdziwe, Letty je poprze.
Jednakże to niewielka pociecha dla Tony'ego wiedzieć, że jego byłą ukochaną trzeba zmuszać, by za nim przemówiła. Tony drugi raz nie poprosił Emily o wstawiennictwo u Letty. Jakże musi się czyć, pomyślała, skoro Letty wciąż się do niego nie odzywa? Rozczarować się do przyjaciela – to dość bolesne; kiedy zapiera się ciebie i ignoruje cię ktoś, kogo kiedyś kochałeś, to prawie śmierć. To naprawdę najgorszy rodzaj zdrady.
– Em, nie martwisz się chyba, co będzie, jeśli Edward przegra sprawę? Nie sądzę, żebyś należała do tego rodzaju dziewcząt, które przywiązują wagę do tytułu markizy.
– Ależ nie – zaprotestowała, z hałasem upuszczając widelec. Brzęk jeszcze bardziej ją zirytował. Jak mogłaby powiedzieć Johnowi, że jej największą obawę wzbudza fakt, że sprawiedliwość mogłaby zawieść i Edward zatrzymałby tytuł?
– Nie dlatego zgodziłam się go poślubić. Nie zważałabym na to, że mieszkamy w chatce w Tunbridge Wells, gdyby tylko…
– Gdyby tylko…? – podpowiedział John, najoczywiściej wstrząśnięty faktem, że nieoczekiwanie odsłoniła swoje uczucie. KIedy nie odpowiedziała natychmiast, zapytał ponownie: – Gdyby co?
Gdyby tylko Edward był wciąż tym przyjacielem, którego zgodziła się poślubić, chłopcem, którego zawsze znała i lubiła. Emily popatrzyła na zatroskaną twarz brata. Tak bardzo usiłował zrozumieć.
– Trochę martwi mnie zachowanie Edwarda, odkąd zaczęły się kłopoty – wyznała, tym razem całkowicie panując nad głosem. – Nie – uprzedziła – nie tylko dlatego, że trochę mnie zaniedbuje. Mam nadzieję, że wiesz, iż nie jestem z tych, co to oczekują, by narzeczony cały dzień kręcił się koło nich. Ale wciąż słyszę takie rzeczy… o tym, w jaki sposób postępuje. Powiedziałam ci, że wszystko mi jedno, czy Edward straci majątek, czy nie, ale obawiam się, że jemu nie jest wszystko jedno. Więcej. Wyzwanie rzucone przez tego człowieka chyba go zmieniło, stał się bardziej bewzględny. Zaczyna być obcy.
No. Powiedziała to. W sposób sobie właściwy wspomniała o swoim przerażeniu, jakby nie znaczyło więcej, niż przypalony dziś rano tost, lecz tym razem miała nadzieję, że John potrafi wszystkiego się domyśleć. Emily wstrzymała oddech i czekała na odpowiedź brata.
– Tak… tak, kotku, czy jesteś pewna, że Edward zdaje sobie sprawę, iż ty naprawdę nie dbasz o pieniądze i tytuł? Mężczyzna ma swoją dumę, wiesz. Lubi mieć świadomość, że może pozwolić kobiecie, którą kocha, na wszelkie ekstrawagancje, jakie jej przyjdą do głowy. Edward może nie dbać o to, że sam będzie mieszkał w domku na wsi, ale może desperacko [pragnąć czegoś lepszego dla ciebie. – John wydawał się zadowolony z takiego rozwiązania. – Co powinnaś zrobić, to odciągnąć go na bok, siłą, jeśli będzie trzeba, i wytłumaczyć mu, że kochasz jego, a nie luksusy – poradził z uśmiechem, jak zwykle osądzając Edwarda według siebie. – Tak, to jest rozwiązanie, Em. Porządna przemowa, oto czego mu trzeba. I parę całusów, hę?
Szczęśliwy, że rozwiązał niewielki problem Emily, John zasalutował jej i odszedł do swoich spraw. Jednakże Emily daleka była od zadowolenia z tej analizy postępowania Edwarda.
Wiedziała, że Edward zdaje sobie sprawę, iż ona nie dba ani o bogactwo, ani o tytuł markizy. O ile jej głębsze myśli i uczucia były mu nieznane, to z pewnością znał jej zasady. Przypomniała mu to wszystko następnego dnia po tym, kiedy przyjęła jego oświadczyny. Następnego dnia po tym, jak pojawił się Tony.
Niezadowolona z własnych myśli, Emily odsunęła śniadanie i próbowała zagłębić się w domowe obowiązki. Przejrzała z Cookiem jadłospisy i odłożyła do pocerowania kilka sztuk bielizny, lecz działanie nie wygnało tych myśli z głowy.
Nawet stare, ulubione lekarstwo – wygrywanie najgłośniejszych melodii, jakie znała na fortepianie – nic nie pomogło. Po paru minutach Emily spostrzegła, że gra melodię, którą tańczyła z Edwardem na jego balu. Nie najlepszy wybór.
Próbowała przywołać uczucie ciepła i szczęścia, którego doznała, gdy Edward przywitał ją owego wieczoru, lecz zamiast tego przypomniała sobie przykrość, jaką sprawił jej ten taniec. Czyżby te dobre uczucia przepadły na zawsze? – martwiła się.
Nawet gdyby Edward ponad wszelką wątpliwość dowiódł swych praw do tytułu lorda Palina, Emily nie była pewna, czy potrafi zapomnieć jego kłamstwa, jego postępowanie, które ją zraniło. Jeśliby Edward w jakiś sposób teraz zwyciężył, czy mogłaby go poślubić, wiedząc jak okropnie się zachował i że nie należy mu się tytuł lorda? Jak mogłaby go w ogóle szanować?
A jeśli przegra, co z pewnością się stanie, co wtedy?
Może sprawi mi niespodziankę, pomyślała Emily wybierając następną melodię. Wciąż jest możliwe, że odnajdzie swój utracony humor i honor, i odważnie stawi czoła ubóstwu. Prawdopodobnie wyobraża sobie najgorszą biedę. Jego sytuacja jako zwykłego dżentelmena będzie zupełnie inna, to prawda, ale nie będzie aż tak biedny, jak uważa. Tony wydawał się nie żywić do niego urazy. Prawdę mówiąc współczuł mu bardziej niż ona. Gdyby tylko Edward pozwolił, Tony okazałby hojność. Tego była pewna.
Dlaczego teraz musiała przypomnieć sobie dezaprobatę, jaką Letty okazała na wieść o jej ślubie z Edwardem? Emily z determinacją bębniła sonatę, której nigdy nie zdołała opanować. Wciąż zadawała sobie te same pytania. Dlaczego nie może pamiętać Edwarda ze szczęśliwych dni? Jakoś, zamiast ujrzeć w myślach siebie i Edwarda jadących konno polami w pobliżu Howe, wyobraziła sobie Tony'ego – młodego zapaleńca uganiającego się za Letty.
Emily drgnęła, jakby wydobyła fałszywą nutę.
Jakże mogłaby teraz poślubić Edwarda?
A przecież dała mu słowo. Jest również do tego zobowiązana ze względu na ich długą przyjaźń. Jeśli odwróciłaby się od niego teraz, kiedy on najbardziej jej potrzebuje, zdradziłaby wszystko to, w co wierzy.
Jakże mogłaby go nie poślubić?
Emily wkrótce przekonała się, że jej walenie w fortepian nie przeszło niezauważone. Aby podnieść ją na duchu, John zaoferował, że będzie jej towarzyszył na dzisiejszym balu u lady Salisbury, gdzie, spodziewał się, będzie wyjątkowo nudno, szczególnie, że nie mógł liczyć na błyskotliwe towarzystwo żony.