Co do tego John się mylił. Regent przybył do lady Salisbury prosto z własnego przyjęcia, najwyraźniej pijany. Nie został długo, lecz i ta jego krótka obecność ożywiła wieczór, i tak już interesujący ze względu na zagranicznych gości.
Emily zdziwiona była odkryciem, że nie potrzebuje tego rodzaju rozrywek, aby poprawić jej nastrój. Choć myśl o balu rzadko wprawiała ją w podniecenie, dziś jej serce zabiło szybciej. Dziś nie była zwykłą panna z towarzystwa, choć znaną jako osoba miła i dobra przyjaciółka. Dziś była kobietą, która chce osiągnąć swój cel, kobietą zdecydowaną poprzeć sprawiedliwość, rację prawowitego lorda Palina.
Od każde prawie osoby mogłaby spodziewać się jakiegoś tropu – pomyślała Emily przeczuwając przygodę i rozglądając się po sali balowej. Energiczny oficer, który zmęczył się już, tańcząc na lewo od niej, nudna matrona, wylewająca swoje żale, podczas gdy Emily pomagała prze reperacji naderwanej falbany, wstydliwa debiutantka, chowająca się za flagi ozdabiające salę – każdy z nich mógł znienacka okazać się ukrytym dotąd źródłem wiedzy.
Miała też bardziej osobiste powody do radości, przyjaciół, których powita. Szarmancki pruski kapitan przez większą część wieczoru był zajęty przy boku księcia Hardenburga, lecz udało mu się znaleźć czas, aby z nią zatańczyć i rozśmieszyć ją. Kiedy Emily wraz z przyjaciółmi odpoczywała – orkiestra miała przerwę – z zadowoleniem ujrzała pana Scrope'a Daviesa tym razem poza pokojem, gdzie grano w karty.
Choć od dawna podejrzewała, że pan Davies większą część swoich dochodów uzyskuje raczej przy stoliku karcianym niż jako wykładowca w Cambridge, zawsze przekonywała się, że dżentelmen ten jest uprzejmy i dowcipny. To była bardzo rzadka kombinacja i Emily tym bardziej ją ceniła. Uśmiechając się poklepała miejsce, obok którego siedziała.
Przysiadł się akurat w chwili, gdy jeden z dżentelmenów nadmienił, że nie widziano Emily po południu w Hyde Parku. Pan Danies pochwalił jej rozsądek.
– Lecz cóż to był za wspaniały spektakl! – zaprotestował drugi dżentelmen. – Osiem tysięcy jeźdźców towarzyszyło monarchom w przejeździe do Kensington Gardens!
– Tak – powiedział pan Danies rozsiadając się wygodnie – ale spektakl, który nastąpił potem, kiedy jechali ku Serpentine był jeszcze wspanialszy. Damu krzyczały, buty pospadały! Muszę wyznać, że naprawdę ucieszył mnie widok królewskiego koniuszego, zrzuconego na trawnik. A nieustraszony generał Blucher, biedak, wielbiciele zdążyli go w końcu, przyparli do drzewa.
Obraz, jaki odmalował, rozśmieszył Emily.
– Ale wciąż chronił flanki przed atakiem – odpowiedziała. – Zawsze żołnierz, nawet w Hyde Parku.
– Rzeczywiście – zgodził się pan Davies. – I wreszcie zasługuje na całe uwielbienie, na jakie może zdobyć się nasz naród.
Emily odwróciła się, żeby powitać Georgy, całą w obłoku jedwabi i z wachlarzem z piór.
– Nie, nie musicie mi nawet mówić – przerwała, zanim ktokolwiek zdążył ją poinformować. – Mogę wam powiedzieć, o czy rozmawiacie. Po pierwsze – o dzisiejszym okropnym zachowaniu następcy tronu. Po drugie – o wydarzeniach w parku po południu. Po trzecie – o tajemniczym pretendencie do tytułu Palina. Słyszałam to już trzy razy.
Pan Davies ustąpił jej miejsca i Georgy nagrodziła go olśniewającym uśmiechem.
– Wiecie, że zaczynam myśleć, iż największa korzyść z wizyty zagranicznych królów to to, że angielskie grzeszki giną w ogólnym podnieceniu.
Stwierdzenie Georgy powitano chórem protestów i dopominaniem się, by powiedziała, co ostatnio zrobiła takiego, o czym nikt by nie wiedział. Zupełnie bezwiednie Emily skierowała rozmowę na interesujący ją temat.
– No, Georgy, musisz przyznać, że kłótnia o tytuł Palina to angielski skandal – zauważyła.
– Ależ to nie skandal! Na to się właśnie użalam – odpowiedziała Georgy.
– Nie rozumiem dlaczego – odpowiedział pan Davies, wtórując myślom Emily. – Są tu wszystkie elementy skandalu: zabity bohater, możliwe oszustwo, nazwisko i majątek człowieka w zawieszeniu. Jest pani zbyt sroga, panno Parkhurst.
– Jest zazdrosna – dodał inny dżentelmen. – Biedna panna Parkhurst, przykro jej przyznać, że jest jedną z niewielu osób, które przegapiły szansę na obejrzenie tego pretendenta.
Gdyby tylko wiedzieli – pomyślała Emily – Georgy lepiej niż ktokolwiek z nich obejrzała sobie Tony'ego. Zatem dlatego nie miała pojęcia, kto to jest.
– Nie byłaś na przyjęciu, które wydał lord Ruthven dla Palina? – spytała przyjaciółkę. W ścisku i podnieceniu, jakie panowały tego wieczoru, nie zauważyła nieobecności Georgy.
– Nie – jęknęła Georgy. Po czym przechylając się, by nikt jej nie usłyszał, wyszeptała Emily do ucha: – Nie byłam zaproszona. Nie jestem widać dla lorda Ruthvena dostatecznie godna.
Emily ogarnął gniew. Edward wiedział, że Georgy była jej dobrą przyjaciółką i miał taki sam wpływ na listę gości, jak lord Ruthven. Oto następna zdrada ku jej zmartwieniu.
– Nie mogłam nawet znaleźć nikogo, kto by mi dobrze opisał tego człowieka – ciągnęła Georgy, zwracając się do wszystkich.
– Stałaś blisko drzwi, Emily – przypomniał sobie ktoś. – Nie widziałaś go dobrze?
Ostatnią rzeczą, jakiej pragnęła Emily było opisywanie Tony'ego Georgy. Wzruszyła ramionami.
– Przykro mi. Moja szwagierka zachorowała i obawiam się, że całą uwagę poświęciłam jej.
– No – zażądała Georgy. – Ktoś musiał dostrzec jego wygląd.
– Ja go widziałam – zaofiarowała się wstydliwie młoda debiutantka. Emily mogłaby ją udusić. – Myślę, że robi duże wrażenie. Bardzo, bardzo wysoki i szczupły. Ma bladą skórę i ciemne włosy, i władcze, ciemne oczy. Prawdę mówiąc, trochę się dziwię, że tak małe wrażenie wywarł na pannie Meriton.
Mała żmijka. Nie, przyznała Emily, dziewczyna jedynie mówi prawdę. Nikt, kto widział wejście Tony'ego nie mógłby go zapomnieć.
– To zaczyna być coraz bardziej intrygujące – ku przerażeniu Emily wyznała Georgy.
– Nie, jeśli jesteś zmuszona słuchać, co o tym mówi Palin – poskarżył się jeden z dżentelmenów.
Emily szybko wtrącił:
– Nudne jest to, że nikt nie ma nic do dodania. Co jeszcze można powiedzieć, kiedy już opisało się spektakularne wejście tego człowieka? Czy ktoś go zna? Czy ktoś znał lorda Varrieura przed jego… przypuszczalną śmiercią? – zapytała z przyzwyczajenia. Od ludzi, których dobrze znała, nie spodziewała się niespodzianek.
– Prawdę mówiąc, ja go znałem – oświadczył pan Davies, ku jej radosnemu zdumieniu. – Byłem z nim w Eton.
Nie było go na liście Tony'ego, lecz Tony nie mógł z pewnością wymienić każdego chłopca ze szkoły. Całe towarzystwo zaczęło domagać się dalszych informacji, Emily nie musiała już nic mówić.
– Był dużym chłopakiem, pamiętam to dobrze – powiedział były kolega Tony'ego. – Niewiele więcej mógłbym dodać. Nie znałem go bliżej. Był ode mnie dwa lata młodszy i nie mieszkał w internacie.
Emily wiedziała, że jej przyjaciel pan Davies musiał przecierpieć rygory życia w college'u. W internacie nie mieszkali, jak pamiętała ze szkolnych czasów Johna, ci chłopcy, których rodzice byli na tyle zamożni, by ulokować ich u jakiejś starszej osoby w mieście.
– Znałem go w ogóle tylko dlatego, że grał w krykieta, i to dobrze. Zaraz, jest coś, o co Palin mógłby na przesłuchaniu zapytać. Niech ten człowiek opisze zawody Eton-Westminster z dziewięćdziesiątego dziewiątego. – Pan Davies spoglądał po słuchaczach, jakby w oczekiwaniu pochwały za tę sugestię.
Nie usłyszał jej, choć Emily pomyślała, że pomysł wart jest zastanowienia.