Выбрать главу

– To cudownie! – Radość błysnęła mu w oczach, lecz tylko po to, by za chwilę zmienić się w niepokój. Jego czuły słuch najwyraźniej uchwycił niuans w jej wypowiedzi.

– Powiedziała pani "nie wierzył". Czas przeszły. Nie uwierzył chyba, prawda?

Emily z prawdziwą przykrością zakomunikowała mu bolesną nowinę:

– Przykro mi. Umarł jakieś pięć lat temu.

Tony przyjął to w milczeniu. Zerwał się nagle i odszedł na chwilę.

Emily obserwowała go ze smutkiem, pragnąc, by można było go pocieszyć, pragnąc móc przynieść mu pocieszenie. Wszystkie te wypadki, które wydarzyły się tak dawno temu, były dla niego czymś nowym. Ból był wciąż świeży.

Jednakże kiedy do niej powrócił, panował już nad emocjami.

– To był dobry człowiek – powiedział o swoim towarzyszu. – Musiał być, żeby przetrzymać moje nastroje. W tym pierwszym roku nie byłem najlepszym kompanem.

Emily spostrzegła, że Tony nie opłakiwał niepowodzenia w swojej sprawie, opłakiwał utratę przyjaciela. Jako przejaw jego charakteru, wywarło to na niej olbrzymie wrażenie.

– Do diabła! – Uderzył w ławkę i natychmiast znowu poddał się żalowi. – To straszne, że umarł w Verdun samotnie, z pewnością z powodu braku środków na łapówki, zamknięty w cytadeli.

– Nie, został zwolniony – pochylając się do przodu powiedziała Emily, zadowolona, że może ofiarować choć tak nikłe pocieszenie. – Jakiś rok po pańskiej rzekomej śmierci z powodu choroby.

– Żartuje pani – Tony stał sztywno, najwyraźniej zbyt dumny, by przyjąć fałszywe pocieszenie.

Emily spróbowała przyjąć przekonywującą minę, zdziwiona, że musi to robić.

– Nie, to prawda. Ostatnie lata spędził w Howe.

– Zwolnili go z powodu choroby? – Na jego twarzy malował się sceptyzm. – Francuzi nie zwalniali Anglików bez łapówek i korzyści politycznych. Lord Yarmouth został zwolniony. Wicehrabia Duncannon został zwolniony. I lord Elgin. Ludzie tacy jak Tavvy nie bywają zwalniani. – Rzadko okazywana gorycz przebijała w jego głosie i sztywno wyprostowanej postawie.

– Może sprawiał za dużo kłopotu? – zasugerowała słabo. Częściowo się z nim zgadzała. To było niezrozumiałe.

– Kłopoty wysyłały człowieka do cytadeli albo do Bitche. Nie wysyłały do domu. – Wciąż w głosie jego brzmiał lekki gniew, lecz wydawał jej się wierzyć. – W każdym razie to dobrze. Cieszę się, że mógł spędzić swoje ostatnie dni w komforcie.

– To w końcu poważnie podważa teorię o pańskiej śmierci – przypomniała mu Emily, dobrze wiedząc, jak słaba to pociecha. – Przypuszczam, że jakiś inny więzień ukradł pańskie rzeczy i dlatego zidentyfikowano go jako pana.

Tony potrząsnął głową.

– Moje rzeczy ukradli strażnicy. Nic z tego nie rozumiem. Nawet gdyby to był inny więzień, który wziął moje rzeczy, nie wierzę, że tych parę moich świecidełek pozostało na swoim miejscu po powrocie ciała do Verdun.

To było dziwne, wszystko było dziwne, i żadne wytłumaczenie nie wydawało się pasować do całej historii o rzekomej śmierci i pogrzebie Tony'ego. Jak jego rzeczy dostały się od strażników, którzy je ukradli, do ciała nieznanego mężczyzny? Sądząc z tego, co Tony jej powiedział, Emily musiała przyznać, że tak wielce nieprawdopodobne, by strażnicy czy gubernator więzienia byli tak uczciwi, że zwrócili jego rzeczy. Nie wydawało się też prawdopodobne, że ciało przybyło nieograbione z kosztowności.

W każdym razie nie było już czasu, żeby tę sprawę rozważyć. Kiedy Emily rozmawiała z Tonym, Nancy ze wszystkich sił próbowała zabawić bliźnięta. Przyjaciel Nancy, lokaj hrabiny, i mały pudel również robili, co mogli, lecz dzieci były najwyraźniej zaintrygowane obcym, który tyle czasu spędzał z ich ciotką. W końcu wyrwały się niańce i podbiegły do ławki, entuzjastycznie rzucając się na Emily.

Niańka przybiegła za nimi, lecz Emily życzliwie odprawiła ją. Skoro Nancy jest towarzyszką w konspiracji, nawet nieświadomą, zasługuje na małą nagrodę. Emily była też zadowolona z przerwy. Ani myśli o przeszłości Tony'ego, ani świadomość jego teraźniejszości nie były przyjemne.

– W porządku, Nancy – powiedziała. – Nie chciałabym utrudniać twojej rozmowy z Jamesem. My możemy rozmawiać i jednocześnie popilnować dzieci.

Nancy na te słowa przystanęła niepewnie, lecz rada była, że ma okazję poszeptać w zaufaniu z lokajem lady Connaught.

– Mam nadzieję, że nie przeceniam naszych możliwości – musiała zaznaczyć Emily tuż po pogoni za Connorem i odciągnięciu go od interesującego paskudztwa na ziemi. – Nie, Connor, nie dotykaj tego.

Tony roześmiał się, po czym zaraz przybrał poważniejszy wyraz twarzy.

– Przepraszam, że tak gadam. Za każdym razem, kiedy panią spotykam, wydaje się, że więcej czasu spędzam po prostu z panią rozmawiając i to nie całkiem na temat. Wiem, że nie ma pani wiele czasu i nie chciałbym go marnować.

– Nie marnuje pan mojego czasu – zaprotestowała. – I lubię słuchać, jak pan mówi.

– Naprawdę? Nie wiem dlaczego, ale muszę przyznać, że cieszę się mogąc z panią rozmawiać. Choć zastanawiam się… – zawahał się chwilę, jakby obawiając się ciągnąć myśl. – Wszyscy przychodzą do pani ze swymi kłopotami. Do kogo chodzi pani ze swoimi?

Znowu zaskoczył ją swoją spostrzegawczością. Niemniej jednak te słowa zbudziły w niej bolesne myśli. Smutna prawda brzmiała tak, że jej serdeczne sekrety pozostawały jej sekretami. Och, wytłumaczyła, nawet logicznie, Letty powody, dla których przyjęła ofertę Edwarda. Wyznała Johnowi, że martwi się zachowaniem Edwarda. Jednakże ani razu nie wspomniała, że każdego wieczoru płacze, aż sen ją zmorzy.

Piękne, ciemne oczy Tony'ego obserwowały ją z oczekiwaniem. On naprawdę chce wiedzieć, uświadomiła sobie, wstrząśnięta. Zadał pytanie nie z grzeczności czy nawet ciekawości. Zasługiwało na uczciwą odpowiedź.

– Wina leży, być może, po mojej stronie. Nie lubię niepokoić przyjaciół takimi trywialnymi problemami.

Lub tak ekscentrycznymi, pomyślała sobie. Nawet jej bliska przyjaciółka Georgy niewiele wagi przykłada do miłości w małżeństwie. Jakże Emily mogłaby jej wyznać, że tęskni za taką miłością?Letty zrozumiałaby to, ale nie miała pojęcia, jak to jest, kiedy ktoś czuje się nieatrakcyjny i nie chciany. Ciekawe, że Tony nie wspominał o Letty, iż mogłaby zwierzyć się Letty.

Najwidoczniej jej odpowiedź nie zadowoliła Tony'ego.

– Jakże cokolwiek, co pani myśli czy czuje, mogłoby być trywialne? – zapytał. – Szczególnie dla przyjaciela.

Możliwe, że zwątpił w swoje prawa do tego tytułu, bo nagle przestał ją wypytywać.

– Proszę mi wybaczyć. Nie chciałem być wścibski – dodał po chwili.

Nieśmiały uśmiech przypomniał Emily jego oświadczenie, że w towarzystwie czuje się niezręcznie. Jego imponująca, wysoka postać i wielka energia sprawiały, że łatwo było zapomnieć, iż on również miewa wątpliwości.

– I teraz znowu pozwoliłem wciągnąć się w rozmowę – wyznał. – Jeszcze raz przepraszam. Zeszłego wieczoru próbowałem przypomnieć sobie więcej nazwisk, które mogłyby się pani przydać, ale… jakoś nie mogłem się skupić. Dziś wieczór spróbuję jeszcze raz. Dokąd pani idzie dziś wieczorem?

– Dziś wieczorem? – Zamknąwszy w skupieniu oczy Emily robiła przegląd swoich planów, zadowolona, że rozmowa nieco odbiegła od tematów osobistych. – Do teatru i do lady Cholmondeley. A po południu wybieramy się do Chelsea i Greenwich.

– Mam nadzieję, że to wszystko nie z mojego powodu – powiedział Tony z troską w głosie. – Nie chciałbym, żeby pani przemęczała się dla mnie.

Patrzył z takim przejęciem, że Emily poczęła się martwić, czy nie ma podpuchniętych oczu.