Выбрать главу

– Proszę się nie martwić – powiedziała lekko, jakby było jej wszystko jedno, czy on uważa, że ona wygląda jak czarownica. – Prawdopodobnie zrobiłabym to samo, gdyby nawet pan się nie pojawił. Monarchowie jadą jutro do Oxfordu, więc będziemy mieli wreszcie dzień odpoczynku.

– To dobrze. – Wydawał się trochę zaskoczony odpowiedzią. Jej irytacja musiała być jednak trochę widoczna.

– Nie chce pan mnie spytać, czy odkryłam coś jeszcze? – przypomniała mu Emily.

– Naprawdę? Tak szybko?

Głos jego brzmiał tak entuzjastycznie i tak pełen nadziei, że Emily przykro było, iż niewiele ma do przekazania.

– Wreszcie zrobiłam początek. Proszę, napisałam to panu pokrótce.

Podała mu arkusz papieru. Biorąc go musnął w przelocie jej dłonie. Wcześniej zdjął rękawiczki, kiedy pomagał Katy czyścić z brudu jakieś świecidełko. A teraz Emily wyjątkowo intensywnie odczuła dotyk jego gołej skóry. Pospiesznie odsunęła się do tyłu i przycisnęła ręce do ciała, żeby ukryć gęsią skórkę.

– Myślę, że wytropiłam paru pańskich przyjaciół z Eton. Czy sądzi pan, że z tymi informacjami pański prawnik będzie mógł się z nimi skontaktować? – mówiła gorączkowo.

– Tak, to duża pomoc.

Nie wydawał się rozczarowany widząc, jak niewiele zebrała wiadomości.

– Znalazłam nawet człowieka, którego nie było na pańskiej liście – podkreśliła.

Tony podążył wzrokiem w dół arkusza, gdzie wskazywała palcem.

– Scrope Davies wspaniały! Pamiętam, był jednym z tych dandysów w college'u.

– Jest także niezłym sportsmenem. Najlepiej pana pamięta z pańskich wyczynów na polu krykietowym i oświadczył, że wszędzie poznałby pańskie uderzenie.

Nagrodą dla Emily był uśmiech.

– Och, Boże, nie miałem w rękach piłki przez dwanaście lat.

– Piłki? Piłki? – spytał podniecony nagle Connor.

– Nie, kochanie, nie mamy piłki. – Emily próbowała udowodnić, że żadnej nie chowa, lecz dziecko było wciąż podejrzliwe.

– Myślę, że teraz lepiej będzie, jeśli zaprowadzę tę dwójkę z powrotem – powiedziała niechętnie.

– Oczywiście. Będę tu jutro, ale nie chcę, by czuła się pani w obowiązku przyjść, jeśli będzie pani zmęczona.

To była tylko uprzejmość. Spojrzenie jego oczu powiedziało jej, że pragnie, żeby przyszła. W gruncie rzeczy to nic dziwnego, powiedziała sobie Emily. Mając do zwierzeń tylko kapitana i ją, desperacko musiał pragnąć towarzystwa, po prostu rozmowy. Co ją zaskoczyło, to jej własne pragnienie ujrzenia go znowu.

– Panno Meriton – rozpoczął Tony, lecz zaraz przerwała mu mała Katy.

– Nie, nie. Emmy. Emmy. – Wskazywała ciotkę palcem, żeby pokazać, o kim mówi.

Emily uniosła ją i wyjaśniła:

– To jest panna Meriton, rozumie pan. Ja – powiedziała z żalem, wskazując siebie – jestem tylko ciocią Emily.

– Nigdy nie będzie pani tylko ciocią – zaprzeczył. Uniesienie w jego oczach powiedziało jej, że naprawdę tak myślał. Emily chciałaby móc uwierzyć w jego słowa. Jak dotychczas Tony okazał, że zobaczył w niej więcej niż jej rodzina i najbliżsi przyjaciele.

Oczywiście, nawet jeśli Tony był na tyle spostrzegawczy, by zauważyć, że więcej w niej namiętności niż zdrowego rozsądku, to nie znaczy, że on lub jakiś inny mężczyzna chciałby, by nią kierowała. Natychmiast przywołała się do porządku. Jakby to miało znaczenie, czy Tony myśli, że jest pociągająca, czy nie! Była zaręczona z Edwardem.

– Chciałem powiedzieć – ciągnął Tony żartobliwie, nie spuszczając oka z młodsze panny Meriton – Emmy, że doceniam wszystko, co pani robi. Wiem, wiem – powiedział, podnosząc ręce przeciwko jej protestom – nie chodzi o mnie, tylko o zaspokojenie pani własnego poczucia sprawiedliwości, niemniej jednak jestem wdzięczny.

Teraz Emily miała okazję przyznać, że uwierzyła w Tony'ego, że to co robiła, robiła dla niego, a nie w imię abstrakcyjnego poczucia sprawiedliwości, ale jakoś nie umiała znaleźć słów. Ten moment wahania sprawił, że utraciła ową okazję. I było już za późno, nawet na żal.

– Wraca pani niańka – powiedział szybko Tony, trochę nawet zakłopotany, pomyślała, okazaniem swoich uczuć. Tak jak i ona, Tony miał trudności, gdy trzeba było mówić o sobie. Szczery chłopak, którego opisała Letty, gdzieś przepadł. – Chyba lepiej już pójdę. Adieu (żegnaj).

I umknął, zanim Emily zdążyła powiedzieć choćby słowo, nawet pożegnać go. Nim zniknął zupełnie, odwrócił się i pomachał jej na dowidzenia. Bliźnięta razem z ciotką oddały mu pozdrowienie.

Emily stanęła przed niańką z lekkim drżeniem. Czy przez dzisiejsze zachowanie nie straci współkonspiratorki? Powinna być uważniejsza. Ich dzisiejsze zachowanie z trudem pasowało do spotkania w interesach.

Lecz Nancy nie powiedziała nic, aż dostarczyły dzieci z powrotem w otwarte ramiona niani.

– Wie pani, panienko – zaczęła, wprawiając Emily w popłoch. – Wie pani, panienko, jak na typa, który wygląda jak złodziejski Cygan, to on sobie okropnie dobrze radzi z dziećmi.

Przepatrzywszy po raz dziesiąty rząd lśniących lóż w teatrze Royal Covent Garden Tony w końcu pojął, że być może, przychodząc dziś do teatru, zamierzał nie tylko uciec od coraz bardziej przykrej ciasnoty swojego mieszkania. To z pewnością nie program wyciągnął go z domu. Ledwo spojrzał na paradę alegorii na cześć zagranicznych gości. Zignorował również uwenturę Wintera do Ryszarda Lwie Serca i niewiele więcej uwagi poświęcił partiom z Muzyką Gre'try'ego.

Przyszedł, żeby zobaczyć Emily.

Ta świadomość wstrząsnęła nim. Zaledwie tydzień temu wierzył, że wciąż kocha Letty, oskarżał Letty, że na niego nie poczekała. Przez ostatnie dziesięć lat myśl o Letty trzymała go przy życiu – teraz ledwo mógł wyobrazić sobie, jak wygląda.

Upokarzająca była myśl, że ojciec kiedyś miał rację. Z zakłopotaniem przypomniał sobie, jak będąc osiemnastolatkiem krzyczał na ojca, że nie wie nic o miłości – co za głupie oskarżenie. Gdy żyła jeszcze matka, pomyślał, dom cały czas był pełen śmiechu i otwarcie okazywanych uczuć, aż młody Tony rumienił się.

Teraz mógł przyznać, iż dawni temu uświadomił sobie, że on i Letty byli wówczas zbyt młodzi, by się pobrać, fakt, którego nie śmiał uznać głośno, skoro uważał, że wciąż należy do Letty. Nieważne, co mówi się o czekaniu i rozczarowaniu, objecał Letty, że ożeni się z nią zaraz po powrocie. Biorąc pod uwagę okoliczności, nie mógł złamać danego słowa.

Jednakże dane słowo już go nie obowiązywało. Przypadek uchronił ich przed skutkami młodzieńczej głupoty. Emily powiedziała, że Letty jest szczęśliwa ze swym mężem i dziećmi. Dawna przyjaciółka z pewnością życzy mu takiego samego szczęścia.

Był teraz na tyle dorosły, by wiedzieć czego chce, czego mu potrzeba. Marzenia, które go trzymały w Bitche przy życiu, nie zniknęły, przybrały tylko teraz właściwe barwy. Marzenia – to kobieta, która go pokocha i stanie przy nim. Nieważne, czy ma włosy blond i błękitne oczy, czy ciemne loki i oczy srebrne.

Jednak nie czuł się jeszcze gotowy, by sprostać uczuciom, które się w nim kłębiły. Nadeszły zbyt szybko, zbyt nagle. Czuł się obezwłasnowolniony. I przestraszony. Jeśli pozwoli sobie pokochać Emily i straci ją, nie dojdzie do siebie tak jak po stracie Letty.

Nie miał też powodów, by sądzić, że Emily spojrzy na niego przychylnie. Gdyby ten głupiec jej kuzyn nie rozgniewał jej i nie rozczarował, mogłaby nigdy nie zechcieć pomagać mu tak żarliwie. Zaapelował do jej poczucia sprawiedliwości, nie do jej serca.

Wbrew sobie Tony wciąż szukał jej, jakby coś go zmuszało. W końcu jego lornetka natrafiła na pożądany obiekt. Znowu siedziała z Castlereaghami. Ubrana na biało, wyglądała tego wieczoru bardzo elegancko, uroczo. Jednakże czegoś jej brakowało. Tego ranka, kiedy ją spotkał z dziećmi, była wspaniała, tak radosna i pełna życia, z włosami opadającymi na uszy, że ze wszystkich sił musiał powstrzymywać własne ręce, by nie sięgnąć i nie dotknąć tych pokręconych loków, tych zaróżowionych policzków.