– Bliska byłam zachorowania – wyznała Letty. – Gdy pomyślę, jak przesadnie zachowałam się dziś rano!
– Ciii, Letty – powiedziała prędko Emily. Nie chciała słyszeć niemądrych przypuszczeń Letty wymówionych głośno, nawet żartem. – Najlepiej zapomnieć o takich głupstwach.
Tony wykonał ostry, nagły ruch. Bezwolnie, Emily była pewna. Ściągnął na siebie uwagę, nie chciał tego, bo w głosie jego pobrzmiewały lekkie ślady zdenerwowania.
– Letty, dobrze wiesz, że nikt nie ma do ciebie pretensji o twoje zachowanie. Jednakże wolałabym upewnić się, że panna Meriton nie będzie cierpiała krytyki dlatego, iż była na tyle odważna, aby mi pomagać.
Jakże chłodno wymówił jej nazwisko! Fakt, by przemówił, by ochronić jej reputację, niewiele ją pocieszył. Ale od dziś tak powinno być – zganiła się Emily. Prywatnie mogą wciąż pozostać Tonym i Emily, ale te prywatne chwile będą bardzo rzadkie.
Spoglądając na niego Emily ze zdziwieniem spostrzegła, że patrzy na nią z taką tęsknotą. Może on tak żałuje, że świat wtrącił się w ich przyjaźń.
Jednakże świat, stosunki towarzyskie były domeną Letty, która rozważała teraz wszelkie perspektywy.
– John powiedział – zrozumie. MOże mi trochę nagadać, że to się stało przeze mnie, ale zrozumie, dlaczego uważałaś za konieczne zachować się tak niekonwencjonalnie.
Coś w głosie Letty oderwało Emily od potajemnej obserwacji Tony'ego. Naprawdę się martwi, zdała sobie sprawę Emily. I to przede wszystkim o Johna!
– Jednakże plotkarze – ciągnęła Letty – nie zrozumieją. Myślę więc, że wasze poranne spotkania najlepiej trzymać w sekrecie, niech nie wyjdą poza te ściany. Czy ktoś was widział razem? – zapytała zdenerwowana.
– Tak, raz – przyznała Emily. – Choć nie w parku. – Wciąż pamiętała, w jaki sposób spoglądał Tony, kiedy stał obok fortepianu, w jaki sposób uśmiechał się w tańcu, jego ramię pod swoją ręką. Jakże była głupia, nie zdając sobie sprawy, że jeśli Tony pojawi się w towarzystwie, to spotkania mogą wyglądać nie tak całkiem niewinnie?
– Mój przyjaciel, kapitan von Hottendorf załatwił mi zaproszenie na przyjęcie i naukę walca do panny Parkhurst – wyjaśnił Tony.
Jego słowa wytrąciły Letty z równowagi, że nie zauważyła lekkiego uśmiechu, który skierował tylko do Emily. Jednak Emily zauważyła i sama uśmiechnęła się nieznacznie.
– Musisz nas nauczyć, Em – powiedziała Letty. – Och, jak mogłam do tego dopuścić? "Silence" mnie wykpi. Stanąć z nią twarzą w twarz nie umiejąc tańczyć walca!
– Letty! – napominała ją Emily.
– Och, tak, przypuszczam, że ktoś musiał dostrzec Tony'ego na tym przyjęciu…
To z pewnością zbyt mało powiedziane, pomyślała Emily. Nawet teraz, kiedy stał milczący i spokojy, jego obecności nie można było niezauważyć.
– … więc lepiej przyznajmy, że poprosił cię o wstawiennictwo u mnie. Raz. – Letty popatrzyła na Emily znacząco. – Nie chcę myśleć, że ktokolwiek inny weźmie inny sąd – dodała.
Ktokolwiek, to znaczy Edward, oczywiście. Czy on by zrozumiał? – zastanawiała się Emily. Gdybym powiedziała mu to w taki sposób? MOże potrafiłabym sprawić, że zrozumiałby, na dobre lub złe, czuła, że musi jakoś rozwiązać problem ich krępującej sytuacji.
Niestety, nie wiedziała, jak w uprzejmy, bezbolesny sposób wyjaśnić, że to rozwiązanie nie prowadzi do jej ślubu z Edwardem.
Emily podniosła wzrok i znowu napotkała spojrzenie Tony'ego, smutne i prawie współczujące. Lecz jak tylko je przyłapała, ponownie odwrócił oczy. Usiadła wygodnie na drugim końcu sofy, na której siedziała Letty.
– Teraz, kiedy już wiem, że moja współkonspiratorka nie będzie poszkodowana – powiedział – poproszę was obie o radę. Znacie to miasto od podszewki, dużo lepiej niż ja. Co teraz zrobimy?
Z wdziękiem zatoczył ręką koło, wskazując je obie, lecz Emily dobrze wiedziała, że jej zdanie będzie teraz mniej ważkie.
– Oczywiście, zrobię, co będę mogła – powiedziała, nie mogąc nie obdarzyć go pokrzepiającym uśmiechem. – Ale to Letty zadość uczyni pańskiej prośbie.
– Szczerze mówiąc, przeraża mnie myśl, że moje odpowiedzi na parę pytań prawników mogą mieć takie znaczenie – wyznała Letty. – Wiecie, że kiedy się zdenerwuję, wyrażam się jak głupia, z pewnością.
Emily uśmiechnęła się słysząc, jak opisuje siebie jeden z głównych filarów towarzystwa.
– Nie sądzę, by ktoś pomyślał, iż jesteś na tyle głupia, że uznasz oszusta, Letty. MOże najlepszą rzeczą, jaką mogłabyś dla Tony'ego uczynić, to po prostu pozwolić, by dowiedziano się, że go rozpoznałaś. Któregoś dnia John powiedział coś co, myślę, jest szczerą prawdą. Nikt nie chce być tym pierwszym, który wystąpi, ale jeśli ktoś to już uczyni, szczególnie ktoś ważny w towarzystwie, inni będą odważniejsi i poprą Tony'ego.
– Trafiła pani w sedno – powiedział Tony. – Niedawno pomyślałem, że musi istnieć paru moich starych przyjaciół, którzy ciekawi są choćby, czy potrafią mnie rozpoznać, ale nie odważą się na jeden krok, by odszukać moje mieszkanie.
– Właśnie. To trzeba wyraźnie powiedzieć. Lecz jeśli byliby w stanie zaspokoić swą ciekawość bez przedsiębrania specjalnych działań… – Emily pozwoliła, by jej głos wskazał niezliczone możliwości.
– Jasne. Tak! – Oczy Letty błyszczały psotnie. Energicznie zatarła ręce.
– Tak, co? O czy pomyślałaś, Letty? – spytała Emily.
– Nie możemy teraz zaplanować balu, a zwykłe przyjęcie nie wystarczy. Które z przyjęć, według ciebie, jest najbardziej prestiżowe z tych, na które zaproszono nas w tym tygodniu?
– Och, tak. – Emily kiwnęła głową ze zrozumieniem. – To chyba dziesiejszy bal u Devonshire'ów, tak, bez wątpienia.
– Doskonale – powiedziała Letty z zadowoleniem. – Jako że to zabawa wigów, Edwarda tam nie będzie, więc nie musimy się obawiać, że wieczór skończy się bójką dwóch pretendentów.
Emily pragnęła osobiście wyjaśnić Edwardowi całą sprawę trochę później, lecz ostatecznie nie chciała stanąć przed nim z Tonym u boku. Letty była tak przejęta swymi planami, że zdawała się nie pamiętać o Edwardzie, chyba jako o kimś mało ważnym, kto ją drażnił.
– Letty, nie oczekujesz chyba, że pojawię się tam bez zaproszenia – zaprotestował Tony, odgadłszy, w jakim kierunku zmierzają jej myśli.
– Oczywiście, że nie. Co za szokujący pomysł? Jednakże nie wątpię, że jeśli poproszę gospodynię balu o pozwolenie wprowadzenia ciebie…
– Letty, nie możesz. – W głosie Tony'ego było przerażenie, fascynacja i poufałość, które świadczyły o tym, jak często miewał do czynienia z kaprysami Letty.
– Najoczywiściej na świecie mogę i zrobię to. Zbyt długo przebywałeś z dala od towarzystwa, Tony. Dlaczego mielibyśmy się krępować? To będzie prawdopodobnie gwóźdź jej przyjęcia.
– POwiedziano mi, że mój problem to miła odmiana po plotkach o zagranicznych monarchach, ale… – Trzymając dłonie uniesione, jakby bronił się przed jej perswazją, Tony cofnął się.
– Monarchowie! Och, nie. Emily, szybko, co za dzień dzisiaj? – wyraz twarzy Letty przeszedł następną transformację, zmieniając się znowu z radosnego w przerażony.
– Środa – odpowiedziała Emily, zakłopotana szybkością, z jaką zmieniły się myśli i uczucia Letty. – Dwudziesty pierwszy. A co?
– Och, co ja narobiłam? Nie zdawałam sobie sprawy, jak długo się ukrywałam – jęknęła Letty.
– Nie rozumiem. O co chodzi, Letty?
– Nie widzisz tego? – Letty spojrzała najpierw na jedno, potem na drugie. Wzdychając z przesadą, rozrzuciła ręce w geście, który miał oznajmić, że nie ma do nich cierpliwości. – On jutro wyjeżdża – wyjaśniła powoli, jak dziecku. – To moja ostatnia szansa, żeby zobaczyć cara!