– Co takiego?
– Pamiętam satysfakcję w jego głosie. NIczego nie żałował. Chciałbym wierzyć, że był zdesperowany. Zapłata z pewnością była dość nędzna. Jakoś pewien byłem, że on się z niej ucieszył.
– Zatem ktoś, kto nie pochodził z najlepszego towarzystwa. Ani nawet z trochę mniej dobrego – zasugerowała.
Odwróciwszy się, żeby na nią spojrzeć, zapytał:
– Dlaczego tak sądzisz?
– Z wyjątkiem ciebie, najbardziej wpływowi ludzie mogli zapewnić sobie zwolnienie. Bogaci i dobrze urodzeni, którzy pozostali z różnych powodów, byli w stanie prowadzić bardzo eleganckie życie… bale, wyścigi, kluby. Wygląda na to, że twój człowiek nie mógł sobie na takie życie pozwolić, a pragnął go. – Emily odwróciła się zakłopotana badawczym spojrzeniem Tony'ego. – Tylko tak przypuszczam, oczywiście.
– Ufam twoim przypuszczeniom bardziej niż przysięgom innych. Ty rozumiesz ludzi. Ty… – Tony przerwał i z powrotem zainteresował się drogą. Pełna nadziei Emily czekała, co powie dalej, lecz kiedy przemówił ponownie, powrócił do kwestii zdrady.
– Możemy dodać jeszcze trochę pewnych informacji do naszej układanki. To nie był ktoś, kogo znam na tyle, by rozpoznać go po głosie. To oczyszcza paru duchownych i nauczycieli, którzy byli przyjaciółmi Tavvy'ego, i którzy w innym wypadku spełnialiby twoje warunki. Pomyśleć, że kiedyś żałowałem tych godzin, kiedy słuchałem Tavvy'ego, jak dyskutował problemy filozoficzne i z historii naturalnej ze swymi przyjaciółmi!
– Miejmy nadzieję, że nauczył się także logicznej dedukcji – zażartowała, po czym wzięła głęboki oddech. – Mogę zaczynać?
Tony skinął głową i westchnął.
– Honourable (tytuł należny osobom pewnych szczebli arystokracji) Arthur Annesley…
Lista, bardzo skrócona dzięki ściślej dopracowanym kryteriom Emily i Tony'ego, została zwrócona Lordowi Castlereaghowi. Emily przewidywała, że na tym skończy się jej wykład i zastanawiała się, czy kiedykolwiek pozna zakończenie poszukiwania zdrajcy, a nawet czy w ogóle było jakieś zakończenie. W imieniu Tony'ego żywiła nadzieję, że będzie miał w końcu satysfakcję ujrzeć, że człowiek, który wyrządził mu tyle złego, został ukarany. Czego sobie nie wyobraziła, to jak Tony zareaguje na przymus czekania, bezczynnie i cierpliwie, na zawiadomienie o sukcesie.
– Jak mogę tak po prostu czekać? – pytał. – Powiedziałaś, że jakiś człowiek jest odpowiedzialny za odebranie mi dziesięciu lat życia, ale nie martw się, ktoś inny się tym zajmie! To nie dla mnie. Przyznaję, że nie mogę zdziałać tyle co lord Castlereagh, ale to nie znaczy, że mam stać obok i nic nie robić.
Dziwne wydało się Emily stać w wypożyczalni Hatcharda, przeglądać książki na półkach i omawiać próby odkrycia zdrajcy. Z prawej strony widziała, jak stara pani Barres przegląda księgę z kazaniami, podczas gdy jej dwie młode córki próbowały zerknąć do ostatniej powieści wydanej przez Minerva Press. W kącie kapitan von Hottendorf zabawiał Letty, co było nie lada zadaniem, jako że Letty, wciąż mając nadzieję, że uda się zastąpić kimś Edwarda, wydawała się zdecydowana pchnąć kapitana naprzeciw Emily.
A jednak tego sobie nie wyobrażała. Tony zamierzał sam spróbować odkryć swego zdrajcę. Nie, nie całkiem sam. Potrzebował jej pomocy.
– Tony, co według ciebie mogliśmy zrobić?
Odpowiedział promiennym uśmiechem. Pytaniem swoim nie miała zamiaru dodać mu odwagi, lecz najwidoczniej dodała.
– Cóż, posłuchaj, oczywiście – powiedział, jakby to było istotnie najoczywistsze. – Możemy wykorzystać dwie rzeczy: że ludzie chętnie ci się zwierzają i że często mówią więcej niż zamierzali.
Myśląc o tym, jak nie udało jej się z panem Neale, Emily nie była pewna, czy to prawda.
– A ta druga rzecz? – podsunęła zasępiona.
– Moja znajomość Verdun. Jeśli w tym, co nam powiedzą, będzie jakaś nieprawda, z pewnością to rozpoznam.
Jak mógł mówić tak radośnie i entuzjastycznie? Czy nie zdawał sobie sprawy, że mówi o niebezpiecznym człowieku bez honoru? Trudno było nawet ją przekonać, że Tony'emu teraz nic nie grozi. Zarówno Tony jak i lord Castlereagh dowodzili, że zdrajca występując teraz przeciw Tony'emu na zbyt wiele do stracenia. Jednakże jeśli ona i Tony zaczną węszyć dookoła, to może okazać się nieprawdą.
Emily wyciągnęła książkę z półki i zaczęła kartkować. Myśl o niebezpieczeństwie najwidoczniej Tony'ego nie powstrzyma.
– Co zamierzasz zrobić, jeśli coś odkryjemy?
Tony odebrał jej książkę, odwrócił ją właściwą stroną do góry i oddał.
– Nic. Poinformujemy lorda Castlereagha. Potem on się tym zajmie. Ale coś przynajmniej zrobię.
Zacisnąwszy usta, Emily rozważała konsekwencje. Wiedziała, że sprawa jest poważna, lecz wydawało się wysoce nieprawdopodobne, by ona lub Tony mogli dopomóc lub zaszkodzić. Jeśli tak jest, i jeśli mu to sprawi taką przyjemność… Jego błagalny wzrok był niemal nie do zniesienia.
Mały głosik w środku zaszeptał, że znowu byliby razem. Chwilę dłużej byliby razem.
– Och, dobrze – powiedziała. Nie była to uprzejma zgoda, lecz Tony zdawał się nie zwracać na to uwagi.
– Tu jesteście – przerwała im znienacka Letty, za którą postępował skruszony kapitan von Hottendorf. – Znalazłaś coś? – Wzięła książkę, którą trzymała Emily. – Historia naturalna Selbourne. Czy jesteś pewna, że tego ci trzeba, kochanie?
Kiedy Emily zjawiła się tego wieczora u Parkhurstów, już żałowała swojej decyzji. Wyglądało na to, że bal nie będzie wesoły. Od dnia, kiedy Georgy obraziła Emily swoimi zbyt trafnymi przeczuciami, nie było okazji, by naprawić ich mocno nadwyrężoną przyjaźń. Determinacja Letty, by popchnąć biednego kapitana von Hottendorfa w kierunku Emily stawała się tyleż kłopotliwa, co upokarzająca.
Jednakże miały nastąpić i rzeczy przyjemne. Jutro ona i Tony będą rozmawiać, tylko we dwoje. A dziś wieczorem… dziś wieczorem w ciągu całego jednego walca on będzie trzymał ją w ramionach.
Kiedy Tony podszedł, by zaprosić ją do tańca, uśmiechał się porozumiewawczo. To w tym właśnie domu tańczyła z nim pierwszy raz. Wciąż pamiętała, jak wyglądał, kiedy ujrzała go stojącego przy fortepianie. Jednakże interesy wydawały się nakazem dnia, tak wówczas, jak i teraz.
– Jest jedna rzecz, której nie rozumiem – przyznał Tony cicho, kiedy przechadzali się potem szukając napojów. Starannie wymanewrował tak, by ominąć z daleka matronę, która wydawała się gotowa ich zaczepić. – Ktoś powiedział mi, że jeden człowiek z tej listy – Neale – jest teraz podwładnym lorda Castlereagha. Z pewnością jego lordowska mość zna tego człowieka na tyle, by mu ufać?
– Myślę że jego lordowska mość jest po prostu skrupulatnie uczciwy. Nie przedstawiłby własnego sądu o człowieku jako świadectwa. Jedyna rzecz, która, jeśli chodzi o tego człowieka, może być podejrzana, to że jest na stanowisku, na którym może – prowadzić ten sam rodzaj działalności.
– Rozumiem, o co ci chodzi – Tony szybko wychwytywał niuanse jej głosu. – Nie lubisz go, prawda?
– Nie – przyznała. – Ale tylko dlatego, że miał nieszczęście zaprzeczyć twoim twierdzeniom. Kiedy go pierwszy raz spotkałam, myślałam, że jest dość atrakcyjny.
Tony w odpowiedzi podniósł brwi, ale powiedział tylko:
– Cóż, jeśli ten dżentelmen jest jednym z tych, którzy chcą mi zaszkodzić, prawdopodobnie jest łotrem, bez względu na dobrą opinię jego lordowskiej mości.
Powiedział to tak dobrodusznie, że Emily zaczęła się zastanawiać.
– Czasami tak spokojnie mówisz o kimś, kto zadał ci tyle bólu. Powiedziałeś, że chcesz złapać tego człowieka, ale czy nie pragniesz się zemścić? Nie pragniesz, by ten człowiek, kimkolwiek by nie był, zapłacił za to, co ci uczynił, za to, że to cię tyle kosztowało?