Ogon Chmee przeciął powietrze.
— Nie posunąłbym się do twierdzenia, że lubiłem Halrloprillalar. Ale jednak była sprzymierzeńcem.
— Ja ją lubiłem.
Wokół nich powiał gorący wiatr, pełen kurzu. Louis odczuwał udrękę. Nie trafi im się druga okazja, żeby porozmawiać na osobności. Sonda, która przekazywała sygnały z i do „Igły”, wkrótce znajdzie się zbyt wysoko na Łuku, żeby udały się podobne sztuczki.
— Potrafisz przez chwilę myśleć jak Pak, Chmee?
— Mogę spróbować.
— Na Oceanach Wielkich poumieszczali mapy. Czy możesz mi powiedzieć, dlaczego zamiast robić mapy Kzinu, Down, Marsa, Jinx, nie zlikwidowali po prostu kzinów, Grogów, Marsjan i bandersnatchów?
— Wrrr. Dlaczego? Według Brennana, Pakowie nie cofnęliby się przed wytępieniem obcych gatunków.
Chmee chodził dużymi krokami, rozgryzając problem.
— Może spodziewali się, że będą poszukiwani. Jeśli przegrali wojnę? I byli przekonani, że zwycięzcy będą ich ścigać? Tuzin spalonych światów w obrębie kilkunastu lat świetlnych od siebie mogło, według Paków, wskazywać na nich.
— Hmm, może. Ale powiedz mi, przede wszystkim, dlaczego zbudowali Pierścień. Jak, u licha, zamierzali go bronić?
— Nie próbowałbym bronić tak podatnej na zniszczenie budowli. Ale nie w tym rzecz. Zastanawiałem się głównie, dlaczego Pakowie mieliby przybyć do tego obszaru kosmosu. Zbieg okoliczności?
— Nie! Za daleko.
— A zatem?
— No cóż… możemy zgadywać. Przypuśćmy, że większość Paków chciała uciec najdalej, jak to możliwe. Załóżmy więc znowu, że przegrali wojnę. Dostali kopniaka. Cóż, istniała jedyna bezpieczna droga ucieczki w kierunku ramion Galaktyki i właśnie ją przedstawiono na mapach. Pierwsza wyprawa, ta, która zasiedliła Ziemię, dotarła do Układu Słonecznego, nie napotykając po drodze poważnych niebezpieczeństw. Wysłała wskazówki. Zwyciężeni podążyli więc w ślad za nią. Później otworzyli interes w bezpiecznej odległości od Układu Słonecznego.
Chmee zamyślił się.
— Jakkolwiek tutaj dotarli — rzekł — byli inteligentnymi, wojowniczymi ksenofobami. Ma to określone konsekwencje. Broń, która zmieniła w parę połowę „Kłamcy”, broń, którą ty i Teela uparliście się nazywać obroną przeciwmeteorytową, prawie na pewno zaprogramowano tak, by strzelała do obcych statków. Jeśli będzie miała okazję, wypali w „Rozżarzoną Igłę” lub w lądownik. Mój drugi wniosek jest taki, że Najlepiej Ukryty nie powinien dowiedzieć się, kto zbudował Pierścień.
Louis potrząsnął głową.
— Oni już dawno musieli wymrzeć. Według Brennana, jedynym celem protektorów jest ochrona potomków. Nie dopuściliby do rozwoju mutacji. Nigdy nie pozwoliliby na to, żeby Pierścień zaczął się przysuwać do słońca.
— Louis…
— Tak naprawdę, musieli wymrzeć setki tysięcy lat temu. Spójrz na różnorodność hominidów, których spotkaliśmy.
— Powiedziałbym, że miliony lat. Musieli wyruszyć wkrótce po tym, jak ten pierwszy statek wezwał pomocy, i wymarli niedługo po zakończeniu budowy. Skąd inaczej wzięłaby się ta cała różnorodność gatunków. Ale…
— Chmee, posłuchaj: przypuśćmy, że ukończyli Pierścień jakieś pół miliona lat temu. Dajmy reproduktorom ćwierć miliona lat na rozprzestrzenienie się, przy czym protektorzy nie toczyli wojen, gdyż terytorium było praktycznie nieograniczone. Potem protektorzy wymarli.
— Dlaczego?
— Brak danych.
— Zgoda. I co dalej?
— Powiedzmy, że protektorzy wymarli ćwierć miliona lat temu. Dajmy reproduktorom jedną dziesiątą czasu, jaki był potrzebny, żeby na Ziemi wyewoluowała ludzka rasa. Jedna dziesiąta tego czasu, wielce sprzyjające środowisko, ponieważ protektorzy nie sprowadzili niczego, co zagrażałoby reproduktorom, i podstawowa populacja liczona w biliony.
— Widzisz? Na Ziemi mogło być jakieś pół miliona reproduktorów, kiedy wymarli protektorzy. Na Pierścieniu trzy miliony razy więcej miejsca i mnóstwo czasu na rozprzestrzenienie się. Mutanci mieliby go do swojej wyłącznej dyspozycji.
— Nie sądzę, żebyś miał rację — powiedział Chmee spokojnie. — Mam wrażenie, że przeoczyłeś coś ważnego. Zgoda, że protektorzy prawie na pewno wyginęli. Prawie na pewno. A jeśli Najlepiej Ukryty dowie się, że to ich własność, ich dom?
— Oo. Ucieknie. Z nami albo bez nas.
— Oficjalnie nie odkryliśmy tajemnicy Pierścienia. Zgoda?
— Tak.
— Nadal szukamy Centrum Remontowego? Zapach drzewa życia mógłby być dla ciebie śmiertelny. Jesteś zbyt stary, żeby stać się protektorem.
— Nie chciałbym tego. Czy w lądowniku jest spektroskop?
— Tak.
— Drzewo życia nie rośnie bez pewnego składnika gleby: tlenku talu. Tal musi być bardziej rozpowszechniony w jądrze Galaktyki niż tutaj. Tam, gdzie protektorzy spędzali większość swojego czasu, będzie tlenek talu potrzebny roślinom. Właśnie tak znajdziemy Centrum Remontowe. Wejdziemy w skafandrach ciśnieniowych, jeśli kiedykolwiek dotrzemy tak daleko.
ROZDZIAŁ XIV
Zapach śmierci
Kiedy dotarli do drogi, eksplodował w nich głos Najlepiej Ukrytego.
— Lądownik! Chmee, Louis, co ukrywacie? Najlepiej Ukryty wzywa lądo…
— Przestań! Do diabła, nieżas, przycisz to, pękną nam bębenki!
— Słyszycie mnie?
— Słyszymy cię świetnie — odpowiedział człowiek. Kzin schował uszy w futrzastych kieszeniach. Louis żałował, że też nie może tego zrobić. — Góry zakłóciły łączność.
— A o czym rozmawialiście, kiedy byliśmy odcięci?
— O buncie. Głosowaliśmy przeciwko. Chwila przerwy.
— Bardzo mądrze — pochwalił dwugłowy. — Chcę, żebyście zinterpretowali ten hologram.
Na jednym z ekranów ukazało się coś w rodzaju półki wystającej z krawędzi. Zdjęcie było lekko zamazane i dziwnie oświetlone: wykonane w próżni, w świetle słonecznym i świetle odbitym od Pierścienia, znajdującego się na prawo. Wspornik zdawał się być utworzony z fragmentu ściany, jak gdyby naciągnięto scrith jak toffi. Podtrzymywał parę torusów oddzielonych własną średnicą. Nic więcej nie było widać oprócz szczytu ściany. Nie dało się ocenić skali.
— Wykonany został przez sondę — poinformował lalecznik. — Osadziłem ją w systemie transportowym krawędzi, jak radziliście. Przyspiesza w kierunku przeciwnym do obrotu.
— Tak. Co o tym sądzisz, Chmee?
— To może być dysza korygująca.
— Może. Istnieje wiele sposobów projektowania silników strumieniowych Bussarda. Najlepiej Ukryty, zauważyłeś jakiekolwiek zjawiska magnetyczne?
— Nie, maszyneria wygląda na uśpioną.
— W próżni plaga nie dotknęłaby jej. Nie wygląda na uszkodzoną. Przyrządy sterownicze mogą przecież znajdować się gdzie indziej. Na powierzchni. Może da się je naprawić.
— Musiałbyś je najpierw znaleźć. W Centrum Remontowym?
— Tak.
Droga biegła między bagnami a skalistymi górami. Minęli coś, co wyglądało na kolejną fabrykę chemiczną. Pewnie ich zauważono: z komina wydobył się niski dźwięk syreny mgłowej i strumień pary. Chmee nie zwolnił.