Whil był tęgim hominidem z małpią twarzą, ubranym w prześcieradło, które dawno już utraciło oryginalny kolor. Teraz wyglądało jak tęcza szalonego boga. Whil nie mówił wiele. Miał krótkie, grube i z wyglądu bardzo silne ramiona. Poprowadził ich przez ostatnią kondygnację schodów, niosąc skrzynkę z narzędziami, i dalej na zewnątrz, gdzie już świtało.
Znajdowali się u wylotu przewodu wentylacyjnego, na ściętym wierzchołku podwójnego stożka. Brzeg był zaledwie stopę dalej. Louisowi oddech zamarł w krtani. Z zepsutą uprzężą, miał powody obawiać się wysokości. Wiatr gnał, wydymając prześcieradło Whila w powiewającą wielobarwną flagę.
— I co? Potrafisz to naprawić? — zapytała Laliskareerlyar.
— Nie tutaj. Maszyneria musi być niżej.
Była, ale trudno dostępna. Otwór, w który wpełzli, był zaledwie parę cali szerszy od Louisa Wu. Whil czołgał się przed nim, otwierając płyty, zgodnie z instrukcjami.
Tunel, w którym się znajdowali, miał toroidałny kształt i otaczał maszynerię, która z kolei musiała otaczać kręgiem przewód wentylacyjny. Bez wątpienia, woda powinna skraplać się na przewodzie. Przez ochłodzenie? A może przez coś bardziej wyszukanego?
Urządzenia ukryte za płytami były ciasno upakowane i stanowiły dla Louisa całkowitą tajemnicę. Lśniły czystością, z wyjątkiem… tak. Louis przyjrzał się bliżej, wstrzymując oddech. Cienki jak nitka, spiralny ślad kurzu ciągnął się przez maszynerię. Louis próbował odgadnąć, skąd się tam wziął. Musiał przyjąć, że reszta maszynerii nadal jest sprawna.
Wycofał się. Pożyczył od Whila grube rękawice i parę cienkich szczypiec. Odciął kawałek czarnego materiału i skręcił go. Rozciągnął między dwoma stykami i zamocował, Nic się nie wydarzyło. Ruszył dalej wzdłuż kręgu, podążając za Whilem. Znalazł jeszcze sześć spiralnych smug. Zamocował sześć skręconych pasków nadprzewodnika w miejscach, gdzie, według niego, powinny się znaleźć. Wyczołgał się z tunelu.
— Oczywiście wasze źródło zasilania mogło już dawno się wyczerpać — powiedział.
— Musimy sprawdzić — stwierdziła stara kobieta. Weszła schodami na dach. Louis i Whil poszli za nią.
Gładka powierzchnia przewodu wentylacyjnego wydawała się zaparowana. Louis uklęknął i dotknął go. Mokry. Woda była ciepła. Już zbierały się krople i spływały w dół do rur. Pokiwał głową w zamyśleniu. Kolejny dobry uczynek, który za piętnaście falanów nie będzie miał znaczenia.
ROZDZIAŁ XX
Gospodarka w Lyar
Tuż poniżej grubej talii Budynku Lyar znajdowało się coś, co wyglądało na połączenie sali audiencyjnej i sypialni. Ogromne, koliste łoże z baldachimem, kanapy i fotele wokół małych i dużych stołów, ściana widokowa wychodząca na bliższy koniec mrocznej farmy, barek przystosowany do serwowania dużego wyboru trunków. Ten wybór należał do przeszłości. Laliskareerlyar nalała płynu z kryształowej karafki do pucharu z dwoma uchami, pociągnęła łyk i podała Louisowi.
— Udzielasz tutaj audiencji? — zapytał Louis.
— Coś w tym rodzaju. Rodzinne zebrania. — Uśmiechnęła się. Orgie? Bardzo prawdopodobne, jeśli rishathra była tym, co utrzymywało razem rodzinę Lyar. Rodzinę, dla której nadeszły ciężkie czasy. Louis łyknął z pucharu i poczuł smak koktajlu z nektaru i paliwa. Dzielenie się kielichami i naczyniami… czy krył się za tym strach przed trucizną? Ale ona robiła to tak naturalnie. A na Pierścieniu nie było chorób.
— To, co dla nas uczyniłeś, poprawi nasz status i finanse — oznajmiła Laliskareerlyar. — Proś.
— Muszę dostać się do Biblioteki i przekonać ludzi, którzy nią rządzą, żeby mi dali wolny dostęp do całej wiedzy.
— To bardzo kosztowne.
— Więc nie niemożliwe? To dobrze. Uśmiechnęła się.
— Zbyt kosztowne. Stosunki między domami są skomplikowane. Dziesiątka zarządza turystyką…
— Dziesiątka?
— Dziesięć dużych budynków, Luiwu, najpotężniejszych spośród nas. Dziewięć nadal ma światło i kondensatory wody. Wspólnie wybudowały most do Wzgórza Nieba. Cóż, rządzą turystyką i handlem, i płacą mniejszym budynkom za udzielanie gościny obcym; za korzystanie z publicznych miejsc; za imprezy w prywatnych domach. Zawierają wszelkie umowy z innymi rasami, na przykład z Maszynowymi Ludźmi w sprawie pompowania wody. Płacimy Dziesiątce za wodę i za specjalne koncesje. Twoje pozwolenie byłoby bardzo szczególne… chociaż Biblioteka otrzymuje od nas ogólną opłatę za edukacje.
— Biblioteka należy do Dziesiątki?
— Tak. Luiwu, nie mamy pieniędzy. Czy istnieje szansa, żebyś coś zrobił dla tej instytucji? Może twoje badania na coś by im się przydały.
— To możliwe.
— Zwróciliby część opłaty w zamian za twoją usługę. Może nawet więcej, niż dalibyśmy. Ale nie mamy pieniędzy. Sprzedałbyś im swoją świetlną broń albo maszynę, która mówi za ciebie?
— Myślę, że lepiej nie.
— Jesteś w stanie naprawić więcej kondensatorów wody?
— Może. Czy nie powiedziałaś, że jeden budynek z Dziesiątki nie ma czynnego kondensatora? Wiec dlaczego jest jednym z Dziesiątki?
— Budynek Orlry należy do Dziesiątki od czasu Upadku Miast. Tradycja.
— Czym był wcześniej?
— Magazynem broni. — Zignorowała rechot Louisa. — Mają zamiłowanie do broni. Twój miotacz światła…
— Bałbym się go oddać. Ale może zechcą, bym naprawił ich kondensator wody?
— Dowiem się, jakiej zapłaty żądają za wpuszczenie cię do Budynku Orlry.
— Żartujesz.
— Nie. Musisz być pilnowany, żebyś nic nie wyniósł. Płaci się za obejrzenie starożytnej broni, a dodatkowo, jeśli ma odbyć się demonstracja jej działania. Gdybyś zobaczył tamtejszą pracownię konserwacyjną, mógłbyś poznać ich słabe strony. Zapytam. — Wstała. — Rishathra?
Louis trochę się tego spodziewał, a jego wahania nie spowodował dziwny wygląd Laliskareerlyar. Wywołał je strach przed zdjęciem stroju ochronnego i odłożeniem ekwipunku. Przypomniał sobie stary rysunek króla dumającego na tronie. „Jestem paranoikiem. Ale czy w wystarczającym stopniu?”
Miał jednak poważne zaległości w spaniu! Będzie musiał, po prostu, zaufać Lyarom.
— Dobrze — powiedział. Zaczął ściągać ubiór ochronny.
Wiek osobliwie potraktował Laliskareerlyar. Louis znał starożytną literaturę, sztuki i powieści z czasów, gdy nie istniał utrwalacz. Wiek czynił ludzi niedołężnymi… ale ta kobieta nie była niedołężna. Miała obwisłą skórę i ciało nie tak giętkie jak on. Lecz przejawiała niewyczerpane zainteresowanie miłością i odmiennością ciała i reakcji mężczyzny z innej rasy.
Minęło dużo czasu, zanim zasnął. Błagał ją, by nie pytała o plastykową płytkę pod włosami. Żałował, że mu o tym przypomniała. Najlepiej Ukryty miał działający droud… a on nienawidził się za to, że go pragnie.
Obudził się przed zapadnięciem nocy. Łóżko podskoczyło dwa razy, a Louis zamrugał oczami i przekręcił się. Znalazł się twarzą w twarz z Laliskareerlyar i mężczyzną z rasy Inżynierów, którego również naznaczył wiek.
Laliskareerlyar przedstawiła go jako Fortaralisplyara, swojego oficjalnego partnera i gospodarza Louisa. Podziękował gościowi za naprawienie starej maszynerii budynku. Kolacja już czekała na jednym ze stołów i Louis został zaproszony do dużej miski gulaszu, zbyt mdłego jak na jego gust. Zjadł go jednak.