Выбрать главу

— Budynek Orlry żąda więcej, niż mamy — powiedział Fortaralisplyar. — Kupiliśmy dla ciebie prawo wejścia do trzech sąsiadujących z naszym domów. Jeśli uda ci się naprawić chociaż jeden z kondensatorów wody, możemy zaprowadzić cię do Orlry. Czy to cię zadowala?

— Całkowicie. Potrzebuję maszyn, które nie działają od tysiąca stu lat i w których nic nie ruszano.

— Moja partnerka powiedziała mi o tym.

Louis zostawił ich samych, kiedy zapadła ciemność. Zaprosili go wprawdzie do siebie, a łoże było wystarczająco obszerne, by pomieścić troje, ale Louis wyspał się już i zaczął odczuwać niepokój.

Wielki budynek przypominał grobowiec. Z górnych pięter przybysz wypatrywał jakiegoś ruchu w labiryncie mostów. Nie zobaczył nikogo, oprócz paru wielkookich Nocnych Łowców. Jeśli Inżynierowie przesypiali dziesięć 2 trzydziestu godzin, mogło to równie dobrze wypadać w okresie ciemności. Był ciekaw, czy w oświetlonych budynkach też wszyscy śpią.

— Wzywam Najlepiej Ukrytego — powiedział.

— Tak, Louis. Musimy używać tłumacza?

— Nie ma potrzeby, jesteśmy sami. Przebywam w latającym mieście. Dostanie się do Biblioteki zajmie mi dzień lub dwa. Chyba jestem tutaj uwięziony. Moja uprząż nie działa.

— Chmee nadal nie odpowiada. Louis westchnął.

— Co jeszcze nowego?

— Za dwa dni moja pierwsza sonda zakończy okrążanie krawędzi. Mogę ją wysłać do latającego miasta. Chcesz, żebym negocjował bezpośrednio z mieszkańcami? Jesteśmy w tym dobrzy. Przynajmniej mogę uwiarygodnić twoją historyjkę.

— Zawiadomię cię. Co z dyszami korygującymi? Znalazłeś jeszcze jakieś?

— Nie. Z tych, o których wiesz, działają wszystkie dwadzieścia jeden. Widzisz je?

— Stąd nie. Najlepiej Ukryty! Możesz dowiedzieć się czegoś o fizycznych właściwościach scrithu, materiału, z którego skon­struowano Pierścień? Wytrzymałość, elastyczność, właściwości magnetyczne…

— Pracowałem nad tym. Krawędź jest dostępna dla moich instrumentów. Scrith jest znacznie gęstszy od ołowiu. Podłoże ze scrithu ma na Pierścieniu prawdopodobnie mniej niż sto stóp grubości. Pokażę ci dane, gdy wrócisz.

— Dobrze.

— Louis, mogę ci zapewnić transport, w razie potrzeby. Byłoby jednak łatwiej, gdybym mógł posłać Chmee.

— Świetnie! Jaki transport?

— Będziesz musiał zaczekać na sondę. Wtedy dam ci następne instrukcje.

Jeszcze przez chwilę po wyłączeniu się Najlepiej Ukrytego Louis patrzył na opustoszałe miasto. Czuł się przygnębiony. Samotny w zrujnowanym budynku zrujnowanego miasta, bez drouda…

Jakiś głos odezwał się za jego plecami:

— Powiedziałeś mojej pani, że nie jesteś stworzeniem nocnym.

— Cześć, Mar Korssil. Używamy elektrycznego oświetlenia. Niektórzy z nas funkcjonują w dziwnych godzinach. Zresztą jestem przyzwyczajony do krótszego dnia — Louis odwrócił się.

Wielkooka kobieta nie celowała do niego z karabinu.

— W ciągu ostatnich falanów dzień zmieniał długość. To niepokojące.

— Tak.

— Z kim rozmawiałeś?

— Z dwugłowym potworem.

Mar Korssil odeszła. Może się obraziła. Louis Wu został przy oknie, na zasadzie wolnych skojarzeń przywołując wspomnienia z długiego i pełnego wydarzeń życia. Porzucił nadzieję na powrót do poznanego kosmosu. Zrezygnował z drouda. Może nadszedł czas, by zrezygnować… z czegoś więcej.

Budynek Chkar był płytą z lanego kamienia pokrytą balkonami. Eksplozje pokiereszowały jedną jego stronę, obnażając miejscami metalowy szkielet. Kondensator wody był rynną wzdłuż szczytu, lekko pochyloną. Dawny wybuch zasłał odłamkami metalu znajdującą się niżej maszynerię. Louis nie oczekiwał, że naprawa się uda, i miał rację.

— To moja wina — oświadczyła Laliskareerlyar. — Za­pomniałam, że Budynek Chkar walczył z Orlry dwa tysiące falanów temu.

Budynek Panth przypominał cebulę stojącą na czubku. Louis domyślił się, że pierwotnie służył jako klub odnowy; rozpoznał baseny, zdroje, sauny, stoły do masażu, salę gimnastyczną. Wydawało się, że jest tu dużo wody. I ten słaby, jakby znajomy zapach, który pobudził jego wspomnienia…

Panth również walczył z Orlry. Pozostały po tym wyrwy. Łysy, młody mężczyzna o imieniu Arrivercompanth przysięgał, że kondensator wody nie został uszkodzony. Louis znalazł w maszy­nerii ślady pyłu, a nad nimi styki. Kiedy skończył naprawę, na zaokrąglonym dachu zaczęły się formować krople wody i spływać do rynny.

Były pewne kłopoty z zapłatą. Arrivercompanth i jego ludzie chcieli zaoferować rishathrę i obietnice. (I wtedy Ziemianin rozpoznał zapach, który drażnił mu powonienie i pamięć. Znaj­dował się w domu o złej reputacji i gdzieś tutaj były wampiry.) Laliskareerlyar domagała się gotówki od razu. Louis próbował śledzić spór. Wywnioskował, że Dziesiątka będzie nieszczęśliwa, kiedy Panth przestanie kupować wodę, i aż nadto szczęśliwa, mogąc nałożyć nań grzywnę za oszustwo. Arrivercompanth zapłacił.

Gisk stanowił w okresie Upadku Miast coś w rodzaju kondominium. Był w połowie pustym sześcianem z szybem wen­tylacyjnym biegnącym przez środek. Sądząc po zapachu, Gisk przesadnie ograniczał zużycie wody. Louis nauczył się już wyglądu maszynerii do kondensacji wody. Szybko dokonał napraw, które okazały się skuteczne. Giskowie zapłacili od razu. Padli Lalis­kareerlyar do stóp, by wyrazić wdzięczność… ignorując jej operującego narzędziami sługę. No cóż, trudno.

Fortaralisplyar był zachwycony. Wepchnął dwie garści metalo­wych monet do kamizelki swojego gościa i wyjaśnił zawiłą etykietę przekupstwa. Język, którego zadaniem było ratowanie pozorów, forsował jego komunikator do granic możliwości.

— Jeśli masz wątpliwości, nie rób tego — powiedział mu Fortaralisplyar. — Pójdę z tobą jutro do Budynku Orlry. Pozwól, że ja się potarguję.

* * *

Budynek Orlry znajdował się po lewej stronie miasta. Louis i Fortaralisplyar nie spieszyli się, zwiedzając po drodze co ciekawsze obiekty i idąc po najwyżej położonych rampach, ze względu na lepszy widok. Fortaralisplyar był dumny ze swojego miasta.

— Trochę cywilizacji pozostało nawet po Upadku — powie­dział. Wskazał na Rylo, budynek, który był zamkiem imperatora. Piękny, ale pokiereszowany. Imperator próbował ogłosić miasto swoim mniej więcej w tym czasie, kiedy zbudowano Budynek Orlry. Żłobiona kolumna w kształcie greckich filarów, która nie podtrzymywała niczego oprócz samej siebie, to Chank, dawne centrum handlowe. Bez zapasów Chank — z targów, restauracji, domów towarowych z odzieżą i pościelą, a nawet sklepów z zabawkami — przeznaczonych na handel z Maszynowymi Ludźmi — miasto zginęłoby już dawno. Od sutereny Budynku Chank powietrzna droga wiła się do Wzgórza Nieba.

Budynek Orlry był dyskiem o grubości czterdziestu stóp i szerokości dziesięć razy większej, zbudowanym według przepisu na placek. Masywna wieża na jednym krańcu, ze stanowiskami armatnimi, platformami, balustradami i żurawiem masztowym, przypominała Louisowi mostek wielkiego statku… wojennego.

Droga do Orlry była szeroka, ale tylko jedna, podobnie jak wejście do budynku. Wzdłuż górnej krawędzi widniały setki małych występów. Louis domyślił się, że to kamery albo inne czujniki i że nie działają. Okna wybito w Orlry dopiero po wzniesieniu budynku. Szyby były kiepsko dopasowane.