A Chmee musiał dotrzeć do Mapy Kzinu wiele godzin temu, w poszukiwaniu sprzymierzeńców przeciwko Najlepiej Ukrytemu.
Louis podążył za rzeką do morza. Teraz przesunął swoim boskim okiem „na południe”, wzdłuż wybrzeża największego kontynentu Mapy. Spodziewał się portów, chociaż kzinowie niewiele korzystali ze statków. Nie lubili morza. Ich porty morskie były miastami przemysłowymi; nikt nie mieszkał w nich dla przyjemności.
Ale tak było w Imperium Kzinu, gdzie od tysiącleci używano generatorów grawitacji. Louis spoglądał teraz w dół na port morski, który mógłby rywalizować z Nowym Jorkiem. Roiło się w nim od kilwaterów ledwo widocznych statków. Port miał niemal kołowy wygląd krateru meteorytowego.
Obserwator przesunął swój punkt obserwacyjny wyżej, w niebo, żeby zyskać ogólny widok. Zamrugał oczami. Czy znowu zmyliło go słabe wyczucie skali? Czy też nieumiejętnie obchodził się z przyciskami?
Po drugiej stronie stał zakotwiczony statek. To on powodował, że port wyglądał niczym wanna. Kilwatery mniejszych statków wciąż były widoczne. Więc to prawda. Statek wielki jak miasto. Niemal zamykał hak naturalnego portu.
Nie ruszają go zbyt często — pomyślał Louis. Silniki gwałtownie zbełtałyby wodę, zmieniając ukształtowanie dna morskiego. Po wypłynięciu kolosa zmieniłby się układ pływów w porcie. I jak kzinowie zaopatrywaliby w paliwo coś tak ogromnego? Gdzie znaleźliby metale? Po co?
Louis nigdy poważnie nie zastanawiał się, czy Chmee znajdzie to, czego szuka, na Mapie Kzinu. Aż do tej chwili. Przekręcił tarczę powiększenia. Punkt obserwacyjny cofnął się do przestrzeni kosmicznej, aż Mapa Kzinu stała się skupiskiem punkcików na bezmiarze niebieskiego morza. Blisko brzegów ekranu ukazały się inne Mapy.
Najbliżej Mapy Kzinu znajdowała się okrągła, różowa kropka. Mars… leżał tak daleko od Kzinu, jak Księżyc od Ziemi. Jak można pokonać takie odległości? Nawet teleskop nie spenetrowałby więcej niż dwieście tysięcy mil atmosfery. Pomysł przebycia takiego dystansu na statku oceanicznym — nawet na statku wielkości małego miasta… nieżas!
— Wzywam Najlepiej Ukrytego. Louis Wu wzywa Najlepiej Ukrytego. — Czas kurczył się dla niego, w miarę jak ekipa remontowa posuwała się w stronę „Igły”, a Chmee dobierał sobie wojowników. Louis nie zamierzał wspomnieć o tym Najlepiej Ukrytemu. Tylko napędziłby mu strachu.
Co takiego robił Najlepiej Ukryty, że nie mógł odpowiedzieć na wezwanie? Czy człowiek w ogóle jest w stanie to odgadnąć? Więc kontynuujmy obserwację.
Obserwator zmniejszył skalę, aż ujrzał obie krawędzie. W pobliżu linii środkowej Pierścienia, na lewo od Oceanu Wielkiego, szukał Pięści Boga. To nie tam. Powiększył obraz. Ukazała się czerwonawa i naga łata pustyni większej od Ziemi, choć małej w porównaniu z Pierścieniem, a jasna kropka blisko jej środka była… Pięścią Boga, wysoką na tysiąc mil, z wierzchołkiem z nagiego scrithu.
Przesunął obraz w lewo, śledząc trasę, którą przebyli po katastrofie „Kłamcy". Zanim zdążył się przygotować, dotarł do wody, szerokiej zatoki Oceanu Wielkiego. Zatrzymali się wtedy w pobliżu niej. Louis cofnął się, szukając czegoś, co z góry powinno wyglądać jak podłużna, stała chmura. Ale nie znalazł oka cyklonu.
— Wzywam Najlepiej Ukrytego! W imię Kdapta, Finagla, Allaha przywołuję cię, niech to nieżas! Wzywam…
— Jestem, Louis.
— W porządku! Jestem w Bibliotece, w latającym mieście. Mają tu salę map. Przejrzyj taśmy Nessusa z sali map, w której…
— Pamiętam — przerwał mu chłodno lalecznik.
— A zatem w tamtej sali map wyświetlano stare taśmy. Te tutaj pochodzą z bieżącej chwili!
— Jesteś bezpieczny?
— Bezpieczny? O tak, dość bezpieczny. Użyłem materiału nadprzewodzącego, żeby zdobyć sobie przyjaciół. Ale jestem w pułapce. Nawet gdybym mógł za pomocą przekupstwa wydostać się z miasta, musiałbym jeszcze przejść przez posterunek Maszynowych Ludzi na Niebiańskim Wzgórzu. Wolałbym raczej nie torować sobie drogi siłą.
— Mądrze.
— Co nowego u ciebie?
— Dwie wiadomości. Pierwsza, że mam hologramy dwóch pozostałych portów kosmicznych. Wszystkie jedenaście statków splądrowano.
— Silniki Bussarda zniknęły? Wszystkie?
— Tak.
— Co jeszcze?
— Nie możesz oczekiwać ratunku od Chmee. Lądownik znajduje się na Mapie Kzinu, na Oceanie Wielkim — oznajmił lalecznik. — Powinienem był się domyślić. Kzin zdezerterował, zabierając lądownik.
Louis zaklął po cichu. Że też od razu nie rozpoznał tego zimnego, pozbawionego emocji tonu. Lalecznik był porządnie zaniepokojony; tracił kontrolę nad niuansami ludzkiej mowy.
— Gdzie on jest? Co robi?
— Patrzyłem przez kamery lądownika, kiedy krążył nad Mapą Kzinu. Znalazł wielki statek oceaniczny…
— Również go znalazłem.
— Twoje wnioski?
— Próbowali zbadać albo skolonizować inne Mapy.
— Tak. W poznanym kosmosie kzinowie w końcu podbili inne układy gwiezdne. Na Mapie Kzinu musieli ograniczyć się do oceanu. Oczywiście, mało prawdopodobne, by odbywali podróże kosmiczne.
— Fakt. — Pierwszy krok w poznawaniu kosmosu to umieszczenie czegoś na orbicie. Prędkość orbitalna na Kzinie wynosiła około sześciu mil na sekundę. Jej odpowiednik na Mapie Kzinu wynosił siedemset siedemdziesiąt mil na sekundę. — Nie mogli jednak zbudować zbyt wielu takich statków. Skąd wzięliby metale? A podróże trwałyby całe dziesięciolecia. Ciekaw jestem, jak w ogóle dowiedzieli się, że istnieją inne Mapy.
— Możemy domyślać się, że zainstalowali teleskopowe kamery w rakietach. Instrumenty musiały działać szybko. Pocisk nie docierał na orbitę. Unosił się i zaraz spadał.
— Ciekaw jestem, czy dotarli do Mapy Ziemi. To kolejne sto tysięcy mil za Marsem… a Mars nie stanowiłby dobrego punktu etapowego. — Co kzinowie znaleźliby na Mapie Ziemi? Tylko Homo habilis czy również protektorów? — Na prawo jest Mapa Downu, ale nie znam świata, który leży w kierunku przeciwnym do ruchu obrotowego.
— Znamy go. Jego mieszkańcy to rozumne, społeczne istoty. Sądzimy, że nigdy nie wyruszą w kosmos. Ich statki musiałyby pomieścić cały rój.
— Gościnni?
— Nie, walczyliby z kzinami. A kzinowie najwyraźniej zrezygnowali z podboju Oceanu Wielkiego. Zdaje się, że używają wielkiego statku do zamykania portu.
— Tak. Domyślam się również, że jest to siedziba rządu. Mówiłeś o Chmee.
— Kiedy krążąc nad Mapą Kzinu, dowiedział się już wszystkiego, czego chciał, zawisł nad wielkim statkiem. Wtedy z pokładu kolosa wystartowały jakieś samoloty i zaatakowały go pociskami eksplodującymi, Chmee pozwolił na to, a pociski nie wyrządziły mu żadnej szkody. Potem kzin zniszczył cztery samoloty. Pozostałe kontynuowały atak, dopóki nie wyczerpało im się paliwo i amunicja. Kiedy wróciły na pokład, Chmee poleciał za nimi w dół. Lądownik obecnie stoi na platformie wieży dowodzenia wielkiego statku. Atak trwa. Louis, on szuka sprzymierzeńców przeciwko mnie?
— Jeśli to stanowi dla ciebie pocieszenie, nie znajdzie niczego, co byłoby w stanie zagrozić kadłubowi General Products. Nie mogą nawet uszkodzić lądownika.
Długa przerwa, a potem:
— Może masz rację. Samoloty mają silniki odrzutowe spalające wodór oraz pociski napędzane przez chemiczne materiały wybuchowe. W każdym razie, muszę sam cię wybawić. Spodziewaj się sondy o zmierzchu.
— A co potem? Jest przecież krawędź. Powiedziałeś, że dyski transferowe nie prześlą niczego przez scrith.
— Użyłem drugiej sondy, żeby umieścić dwa dyski transferowe na krawędzi jako przekaźniki.