— Jeśli tak mówisz, jestem w budynku w kształcie bąka, na lewo od kierunku zgodnego z ruchem obrotowym. Niech sonda krąży, dopóki nie postanowimy, co robić. Nie jestem pewien, czy już chcę się stąd wydostać.
— Musisz.
— Ale wszystkie odpowiedzi, których szukamy, mogą znajdować się tutaj w Bibliotece!
— Zrobiłeś jakieś postępy?
— Drobiazgi. Wszystko, co wiedziała rasa Halrloprillalar, jest gdzieś w tym budynku. Chcę wypytać wampiry. Są czyścicielami i zdają się być obecne wszędzie.
— Zbierasz informacje po to, by zadawać więcej pytań. Bardzo dobrze, Louis. Masz kilka godzin. Przyślę ci sondę o zmierzchu.
ROZDZIAŁ XXII
Wielka kradzież
Bar samoobsługowy znajdował się w połowie budynku. Louis podziękował losowi za odrobinę szczęścia: Inżynierowie byli wszystkożerni. Gulasz z mięsa i grzybów mógłby być bardziej słony, ale napełnił mu żołądek.
Nikt nie używał tu wystarczającej ilości soli. A wszystkie morza były słodkowodne, z wyjątkiem Oceanów Wielkich. Niewykluczone, że Louis jako jedyny hominid na Pierścieniu potrzebował soli i nie mógł obywać się bez niej do końca życia.
Zjadł szybko. Poganiał go czas. Lalecznik zaczynał się płoszyć. Zadziwiające, że jeszcze nie odleciał, zostawiając Louisa, zdrajcę Chmee i Pierścień ich wspólnemu losowi. Człowiek niemal podziwiał lalecznika za to, że zaczekał, by wybawić schwytanego w pułapkę członka swojej załogi.
Ale dwugłowy może zmienić zamiar, kiedy zobaczy zbliżającą się ekipę remontową. Louis zamierzał znaleźć się na pokładzie „Igły”, zanim Najlepiej Ukryty skieruje teleskop w tamtą stronę.
Wrócił na wyższe piętra. Wszystkie ekrany, które wypróbował, wyświetlały niezrozumiałe pismo, bez obrazów i głosu. W końcu przy jednym z dalszych ekranów dostrzegł znajomy kołnierz.
— Harkabeeparolyn?
Bibliotekarka odwróciła się. Mały, spłaszczony nos; wargi jak kreska; delikatna, łysa czaszka; długie, falujące, białe włosy… oraz ładnie zaokrąglone biodra i zgrabne nogi. W kategoriach ludzkich mogła mieć około czterdziestki. Louis nie wiedział, czy Inżynierowie starzeli się wolniej, czy szybciej niż ludzie.
— Tak?
Jej ton był oschły. Louis podszedł.
— Potrzebuję ekranu programowanego głosem i taśmy na temat właściwości scrithu — powiedział.
Zmarszczyła brwi.
— Nie wiem, co masz na myśli. Programowany głosem?
— Chcę, żeby treść taśmy została odczytana na głos. Harkabeeparotyn wytrzeszczyła oczy, a potem roześmiała się.
Próbowała stłumić śmiech, ale i tak było za późno. Znaleźli się w centrum zainteresowania.
— Nie ma czegoś takiego. Nigdy nie było — próbowała szeptać, ale eksplodował w niej nie opanowany w porę chichot i powiedziała to znacznie głośniej: — Dlaczego nie potrafisz czytać?
Psiakrew i nieżas! Mężczyzna poczuł rumieniec wypełzający mu na szyję i uszy. Umiejętność czytania i pisania była, oczywiście, godna podziwu i wszyscy prędzej czy później uczyli się czytać, przynajmniej w interworldzie. Ale nie była to sprawa życia i śmierci. Każdy świat miał skrzynki głosowe! Przecież bez skrzynki głosowej jego komunikator nie działałby!
— Potrzebuję większej pomocy, niż sądziłem. Potrzebuję kogoś, kto będzie mi czytał.
— Żądasz więcej niż to, za co zapłaciłeś. Niech twój pan renegocjuje umowę.
Louis nie był przygotowany na ryzyko przekupienia tej zakłopotanej i wrogo usposobionej kobiety.
— Pomożesz mi znaleźć taśmy, których potrzebuję? — zapytał.
— Zapłaciłeś za to. Kupiłeś sobie prawo do przerywania mi pracy. Powiedz tylko, czego chcesz — powiedziała energicznie. Uderzyła w klawisze i na ekranie pojawiły się stronice z dziwnym pismem. — Właściwości scrithu? Oto praca z dziedziny fizyki. Są w niej rozdziały na temat budowy i dynamiki świata, w tym jeden dotyczący scrithu. Może być dla ciebie za trudny.
— Niech będzie to i podręcznik do fizyki. Spojrzała z powątpiewaniem.
— W porządku. — Uderzyła w następne klawisze. — Stara taśma dla studentów inżynierii na temat budowy systemu transportowego krawędzi. Interesująca tylko dla historyków, ale może ci się na coś przyda.
— Owszem. Czy twoi współplemieńcy kiedykolwiek dotarli pod spód tego świata?
Harkabeeparolyn wyprostowała się.
— Jestem pewna, że tak. Rządziliśmy światem i gwiazdami dzięki maszynom, za które Maszynowi Ludzie wielbiliby nas, gdybyśmy je nadal mieli. — Znowu wystukała coś na klawiaturze. — Ale nie mamy taśm dotyczących tego wydarzenia. Po co ci to wszystko?
— Jeszcze dokładnie nie wiem. Możesz mi pomóc odkryć pochodzenie starego eliksiru młodości?
Harkabeeparolyn roześmiała się, tym razem cicho.
— Nie sądzę, żebyś zdołał unieść tyle szpul z książkami. Ci, którzy robili to lekarstwo, nigdy nie zdradzili swojego sekretu. Autorzy tych ksiąg natomiast nigdy go nie znaleźli. Mogę dać ci dzieła religijne, akta policyjne, relacje z wypraw do różnych części świata. Jest też opowieść o nieśmiertelnym wampirze, który przez tysiąc falanów prześladował Trawożernych Gigantów, stając się z wiekiem coraz bardziej przebiegłym, aż…
— Nie.
— Nigdy nie znaleziono jego zapasu eliksiru. Nie? Niech pomyślę… Ktisek dołączył do Dziesiątki, ponieważ pozostałym budynkom wcześniej zabrakło eliksiru. Fascynująca lekcja polityki…
— Nie, zapomnij o tym. Wiesz coś o Oceanach Wielkich?
— Są dwa Oceany Wielkie — poinformowała go. — Łatwo je dostrzec nocą na Łuku. Niektóre stare historie mówią, że eliksir młodości pochodzi z Oceanu znajdującego się w kierunku przeciwnym do obrotu.
— Uhm.
— Jesteś naiwny. — Harkabeeparolyn uśmiechnęła się z przymusem. — Na Łuku można gołym okiem dojrzeć tylko dwie charakterystyczne rzeczy. Jeśli coś cennego pochodziło z daleka, a teraz już tego nie ma, mówi się, że pochodziło z jednego z Oceanów Wielkich. Kto może temu zaprzeczyć albo zaproponuje inne źródło?
— Prawdopodobnie masz rację — westchnął.
— Luiwu, jaki związek mają te rzeczy?
— Może nie mają.
Wzięła szpule, o które prosił, i jeszcze jedną: książeczkę dla dzieci, opowieści o Oceanie Wielkim.
— Nie mam pojęcia, co z tym zrobisz. Nie ukradniesz ich przecież. Gdybyś uciekł, szukano by cię, i nie mógłbyś poza tym zabrać ze sobą maszyny do czytania.
— Dziękuję za pomoc.
Potrzebował kogoś, kto by mu je przeczytał. Nie miał odwagi poprosić przypadkowego nieznajomego. A może nieprzypadkowego? W jednym z pokojów była wampirzyca. Jeśli wampiry z mrocznej farmy wiedziały o Louisie Wu, może ona również go znała. Ale wampirzyca wyszła, zostawiając po sobie tylko zapach.
Louis opadł na krzesło przed ekranem i zamknął oczy. Bezużyteczne szpule wypychały dwie kieszenie jego kamizelki. „Jeszcze nie przegrałem” — pomyślał. — „Może znowu znajdę chłopca. Może uda mi się zmusić Fortaralisplyara, żeby przeczytał albo przysłał kogoś. To będzie, oczywiście, więcej kosztowało. Wszystko zawsze kosztuje więcej. I trwa dłużej.”
Maszyna do czytania była duża, niezgrabna, połączona ze ścianą grubym kablem. Producent z pewnością nie miał materiału nadprzewodzącego. Louis włożył do mej szpulę i utkwił wzrok w niezrozumiałym piśmie. Rozdzielczość ekranu była kiepska i brakowało miejsca na mikrofon. Harkabeeparolyn powiedziała prawdę.
„Nie mam na to czasu.” Wstał. Nie miał wyboru.