Выбрать главу

Louis widział już kiedyś Nessusa w takiej pozycji. Była to reakcja laleczników na szok: zwinąć się w kłębek i sprawić, żeby wszechświat zniknął. Zgoda, ale dziewięć godzin to lekka przesada. Gdyby lalecznik wpadł w stan katatonii z powodu terapii szokowej w wykonaniu Louisa Wu, mogłoby to oznaczać koniec wszyst­kiego.

Lalecznik miał uszy w głowach. Słowa Louisa musiały przenik­nąć przez mięśnie i kości.

— Pozwól, że ci przekażę parę rzeczy do przemyślenia! — krzyknął.

Lalecznik nie zareagował. Louis podniesionym tonem wygłosił monolog:

— Ta budowla ześlizguje się na swoje słońce. Jest parę rzeczy, które możemy zrobić, ale nie zrobimy żadnej z nich, dopóki kontemplujesz swój pępek. Nikt oprócz ciebie nie potrafi ob­sługiwać instrumentów „Igły”, czujników, napędów i tak dalej, i ty sam tak to zaplanowałeś. A zatem: z każdą minutą, jaką spędzasz na udawaniu podnóżka, ty, ja i Chmee jesteśmy bliżsi okazji, której nie mógłby oprzeć się żaden astrofizyk.

Skończył zapiekankę i czekał. Laleczniki były doskonałymi lingwistami, potrafiły nauczyć się dowolnej liczby języków obcych. Czy Najlepiej Ukryty połknie haczyk?

I rzeczywiście wystawił jedną głowę na tyle, by zapytać:

— Jakiej okazji?

— Okazji do zbadania słonecznych plam od spodu. Głowa znów schowała się pod brzuchem.

— Ekipa remontowa nadchodzi! — zawył Louis.

Głowa i szyja pojawiły się ponownie i lalecznik zawył w od­powiedzi:

— Co nam zrobiłeś? Co zrobiłeś mi, sobie, dwojgu tubylcom, którzy mogli uciec przed zagładą? Czy myślałeś o czymkolwiek, czy to był czysty wandalizm?

— Owszem. Sam to kiedyś powiedziałeś: któregoś dnia musimy zadecydować, kto kieruje wyprawą. I nadszedł ten dzień — oświadczył buntownik, — Pozwól, że wyjaśnię ci, dlaczego powinieneś wypełniać moje rozkazy.

— Nigdy nie odgadłbym, że uzależniony może pragnąć czystej władzy.

— Niech to będzie pierwszy punkt. Jestem lepszy od ciebie w odgadywaniu.

— Mów dalej.

— Nie odlatujemy stąd. Nawet Flota Światów jest poza naszym zasięgiem przy szybkościach podświetlnych. Jeśli Pierścień zginie, zginiemy wszyscy. Musimy w jakiś sposób przesunąć go w poprze­dnie położenie. Trzeci punkt. Budowniczowie Pierścienia nie żyją od co najmniej ćwierć miliona lat — powiedział Louis ostrożnie. — Chmee uważa, że od paru milionów. Hominidzi nie mogliby wyewoluować na drodze mutacji, w czasie kiedy żyli budowniczo­wie. Nie dopuściliby do tego. To byli Pakowie protektorzy.

Louis spodziewał się panicznego strachu, przerażenia lub zaskoczenia. Lalecznik okazał tylko rezygnację.

— Ksenofobi — stwierdził. — Zdeprawowani, odważni i bar­dzo inteligentni.

Musiał go podejrzewać.

— Moi przodkowie — powiedział Louis. — Zbudowali Pierś­cień i stworzyli system, który miał go utrzymać we właściwym położeniu. Który z nas ma największą szansę, by myśleć jak protektor? Jeden musi spróbować.

— Te argumenty nie miałyby żadnego znaczenia, gdybyś zostawił nam szansę ucieczki. Louis, zaufałem ci.

— Nie chciałbym myśleć, że byłeś tak głupi. Nie zgłosiliśmy się ochotniczo na tę wyprawę. Kzinowie i ludzie są kiepskimi niewolnikami.

— Masz czwarty argument?

— Chmee jest rozczarowany co do mnie. — Louis wykrzywił się. — Chce cię nagiąć do swojej woli. Gdybym mu powiedział, że słuchasz moich rozkazów, byłby pod wrażeniem. A po­trzebujemy go.

— Tak, potrzebujemy. On może bardziej niż ty myśleć jak protektor.

— A zatem?

— Jakie rozkazy? Louis powiedział mu.

* * *

Harkabeeparolyn przekręciła się na bok, wstała i dopiero wtedy zauważyła, że Louis wychodzi z kąta. Zaczerpnęła gwał­townie tchu, przykucnęła i schowała się pod swoje okrycie. Fałdziste poncho zaczęło przesuwać się w stronę rzuconej na podłogę niebieskiej szaty.

Dziwne zachowanie. Inżynierowie i nagość jako tabu? Może sam Louis powinien nałożyć ubranie? Zrobił to, co uznał za taktowne: odwrócił się do niej plecami i podszedł do chłopca.

Kawaresksenjajok stał przy ścianie, patrząc na wielkie, zdemon­towane statki. Poncho, które miał na sobie, było za duże.

— Luiwu — zapytał — czy to były nasze pojazdy?

— Tak.

Chłopiec uśmiechnął się.

— Czy twoja rasa budowała takie duże statki?

Louis próbował sobie przypomnieć.

— Wolne statki były prawie takich samych rozmiarów. Po­trzebowaliśmy bardzo dużych pojazdów, zanim przekroczyliśmy barierę prędkości światła.

— Czy to jeden z waszych statków? Może lecieć szybciej od światła?

— Kiedyś mógł. Teraz już nie. Myślę, że kadłuby General Products nr 4 były nawet większe od waszych, ale nie my je budowaliśmy. To były statki laleczników.

— Ten, z którym wczoraj rozmawialiśmy, to lalecznik, prawda? Pytał o ciebie. Nie potrafiliśmy powiedzieć mu wiele.

Podeszła do nich Harkabeeparolyn. Razem z niebieską szatą bibliotekarki odzyskała zimną krew.

— Czy nasz status zmienił się, Luiwu? Powiedziano nam, że nie będziesz mógł nas odwiedzać. — Zmusiła się, by spojrzeć mu w twarz.

— Przejąłem dowodzenie — odparł.

— Tak łatwo?

— Zapłaciłem pewną cenę… Przerwał mu głos chłopca:

— Luiwu! Lecimy?

— Wszystko w porządku.

— Możesz sprawić, żeby tu było ciemniej?

Louis głosem zgasił światło. Natychmiast poczuł się lepiej. Mrok zakrył jego nagość. Zachowanie Harkabeeparolyn było zaraźliwe.

„Rozżarzona Igła” uniosła się dwadzieścia stóp nad występ portu kosmicznego. Szybko, niemal chyłkiem, bez pokazów pirotechnicznych, statek minął skraj świata i wyleciał w przestrzeń.

— Dokąd lecimy? — zapytała kobieta.

— Pod spód świata. Dotrzemy do Oceanu Wielkiego.

Nie było poczucia spadania, ale port kosmiczny cicho mknął w górę. Najlepiej Ukryty pozwolił, by spadali jeszcze przez kilka mil, zanim włączył silniki. „Igła” zwolniła i zaczęła przesuwać się pod Pierścieniem.

Pojawił się rąbek ciemności, który okazał się niebem. Pod spodem znajdowało się morze gwiazd, jaśniejszych, niż mieszkańcy Pierścienia mogli zobaczyć przez gęstą warstwę atmosfery i roz­proszone światło Łuku. Ale niebo było samą esencją czerni. Osłona Pierścienia z gąbczastego scrithu nie odbijała światła gwiazd.

Louis nadal czuł się nieswojo z powodu nagości.

— Wracam do swojej kabiny — oznajmił. — Może pójdziecie ze mną? Tam jest jedzenie, zmiana ubrania i lepsze łóżka, jeśli zechcecie.

Harkabeeparolyn pojawiła się jako ostatnia na dysku trans­ferowym i cofnęła gwałtownie. Louis roześmiał się głośno. Próbowała patrzeć na niego, ale wzrok jej uciekał. Nagość! Louis zamówił długą bluzę i okrył się.

— Lepiej? — zapytał.

— Tak, lepiej. Myślisz, że jestem głupia?

— Nie, myślę, że nie macie kontroli nad klimatem. Nie możecie chodzić nago przez większość czasu, więc wygląda to dla ciebie dziwnie. Mogę się mylić.

— Nie, masz racje — powiedziała zaskoczona.

— Spaliście ostatniej nocy na twardym pokładzie. Wypróbujcie łóżko wodne. Jest wystarczająco duże dla was obojga i jeszcze paru osób, a Chmee nie korzysta z niego teraz.

Kawaresksenjajok rzucił się na pokryte futrem legowisko. Odbił się, a pod futrzaną narzutą zafalowało.

— Luiwu, podoba mi się to! To jak pływanie, ale na sucho! Harkabeeparoiyn sztywno i nieufnie usiadła na niepewnej powierzchni. Zapytała z powątpiewaniem: