— Chmee?
— Osiem stóp wzrostu, pokryty pomarańczowym futrem. On… jest na wyprawie na Oceanie Wielkim. Lecimy teraz po niego. Możesz namówić go, żeby się z tobą podzielił miejscem.
Chłopiec roześmiał się.
— Twój przyjaciel musi znaleźć sobie inną partnerkę. Ja nie uprawiam rishathry.
Louis zarechotał. (Zaklął w myślach: nieżas!).
— Chmee jest dziwniejszy, niż przypuszczasz. Równie prawdopodobne, że chciałby uprawiać rishathrę z rośliną kiełbaskową. Byłabyś zupełnie bezpieczna, chyba że wolałby mieć całe łóżko dla siebie, co jest możliwe. Uważaj, żeby nigdy nie budzić go przez potrząsanie. Albo możesz spróbować płyt.
— Czy ty używasz płyt do spania?
— Tak. — Domyślił się, co oznacza jej mina. — Można tak ustawić pole, by rozdzielało dwa ciała. (Nieżas! Czy to obecność chłopca ją hamuje?)
— Luiwu, narzuciliśmy wam swoje towarzystwo w połowie wyprawy. Czy przylecieliście po to, by ukraść wiedzę? — zapytała.
Właściwa odpowiedź brzmiałaby „tak". Odpowiedź Louisa była przynajmniej prawdziwa:
— Jesteśmy tutaj, żeby uratować Pierścień.
— Ale jak mogę…? — powiedziała w zamyśleniu. A potem spojrzała rozszerzonymi oczami ponad ramieniem Louisa.
Najlepiej Ukryty czekał za ścianą i wyglądał wspaniale. Pazurki miał pomalowane na srebrno, a grzywę w złote i srebrne pasemka. Krótkie jasne włosy pokrywające resztę ciała były wyszczotkowane do połysku.
— Harkabeeparolyn, Kawaresksenjajok, witajcie — zaśpiewał. — Wasza pomoc jest pilnie potrzebna. Przebyliśmy ogromny dystans między gwiazdami w nadziei uratowania was i waszego świata od śmierci w płomieniach.
Louis stłumił śmiech. Na szczęście, jego goście mieli oczy utkwione w lalecznika Piersona.
— Skąd pochodzisz? — zapytał chłopiec. — Jak tam jest?
Lalecznik spróbował im opowiedzieć. Mówił o światach mknących w przestrzeni z szybkością podświetlną, pięciu światach ustawionych w pięciokąt, rozetę Kemplerera. Sztuczne słońca krążyły wokół czterech z nich, które dostarczały żywność dla populacji piątego. Piąty świat rozjaśniały jedynie światła ulic i budynków. Kontynenty świeciły jasnożółtym blaskiem, a oceany spowijał mrok. Odosobnione jasne gwiazdy, otoczone mgłą, były fabrykami pływającymi po morzu, a wytwarzane przez nie ciepło doprowadzało wodę do wrzenia. Samo ciepło powstające jako produkt uboczny procesów produkcyjnych chroniło świat przed zamarznięciem.
Chłopiec, zasłuchany, zapomniał o oddychaniu. A bibliotekarka powiedziała cicho do siebie:
— On musi pochodzić z gwiazd. Nie jest podobny do żadnej żyjącej istoty.
Lalecznik mówił o zatłoczonych ulicach, ogromnych budowlach, parkach, które stanowiły ostatnią oazę miejscowej flory i fauny. Mówił o systemie dysków transferowych, pozwalających okrążyć cały świat w ciągu kilku minut.
Harkabeeparolyn gwałtownie potrząsnęła głową. Podniosła głos:
— Proszę, nie mamy czasu. Przykro mi, Kawa! Chcemy usłyszeć więcej, musimy dowiedzieć się więcej, ale… świat, słońce! Louis, nigdy nie powinnam była wątpić w twoje słowa. Jak możemy pomóc?
— Poczytajcie mi — powiedział Najlepiej Ukryty.
Kawaresksenjajok leżał na plecach, patrząc na przesuwający się za ścianą spód świata. „Igła” mknęła pod bezkształtnym, czarnym dachem, w którym Najlepiej Ukryty umieścił dwa hologramowe „okna". Jeden szeroki prostokąt ukazywał spodnią część Pierścienia w podczerwieni, a drugi we wzmocnionym świetle widzialnym. W podczerwieni obszary, gdzie panował dzień, świeciły jaśniej niż lądy, gdzie panowała noc; rzeki i morza były ciemne w dzień i jasne w nocy.
— Jak wewnętrzna strona maski, widzisz? — Louis ściszył głos, żeby nie przeszkadzać Harkabeeparolyn. — Ten rozgałęziony łańcuch to rzeka; widzisz, jak wystaje? Morza również są wypukłe. A te wklęśnięcia to pasmo górskie.
— Czy wasze światy też są takie?
— O nie. Na jednym z moich światów wszystko, co pod spodem, jest lite, a powierzchnia kształtowała się przypadkowo. Tutaj świat został wyrzeźbiony. Spójrz, wszystkie morza mają taką samą głębokość i są tak rozmieszczone, żeby wszędzie było dość wody.
— Ktoś wyrzeźbił świat jak płaskorzeźbę?
— Właśnie tak.
— Luiwu, to straszne. Jacy oni byli?
— Myśleli o wielkich rzeczach, kochali swoje dzieci i wyglądali jak ubrani w pancerze. — Louis postanowił nie mówić więcej o protektorach.
— Co to jest? — chłopiec pokazał palcem.
— Nie wiem. — W spodniej części Pierścienia był dół… z mgłą w środku. — Sądzę, że to dziura po meteorycie. Nad nią będzie oko cyklonu.
Ekran do czytania znajdował się na pokładzie nawigacyjnym, zwrócony w stronę Harkabeeparolyn, która stała za ścianą. Najlepiej Ukryty naprawił uszkodzenia i połączył go splecionym kablem z tablicą przyrządów. Podczas gdy Harkabeeparolyn czytała na głos, komputer porównywał to z taśmą i zmagazynowaną w pamięci wiedzą na temat języka Inżynierów. Ten język mógł się zmienić w ciągu stuleci, ale niezbyt dużo, przynajmniej w wykształconej społeczności. Istniała nadzieja, że komputer wkrótce opanuje go i przejmie odczytywanie taśm.
Jeśli chodzi o Najlepiej Ukrytego, to zniknął w swojej kabinie. Miewał napady histerii. Louis nie żałował mu tego czasu.
„Igła” stale przyspieszała. W końcu odwrócony krajobraz zaczął przesuwać się ze zbyt wielką szybkością, by dało się odróżnić szczegóły. Głos Harkabeeparolyn stawał się coraz bardziej zachrypnięty. Czas na przerwę obiadową — postanowił dowódca. Ale pojawił się problem. Louis zamówił filety mignion i pieczone ziemniaki, a potem brie i francuskie pieczywo. Chłopiec z przerażeniem wytrzeszczył oczy. Podobnie kobieta, z tym że utkwiła wzrok w gospodarzu.
— Przykro mi. Zapomniałem. Stale myślę o was jako o istotach wszystkożernych.
— Tak, jesteśmy wszystkożerni. Jemy rośliny i mięso — wyjaśniła bibliotekarka. — Ale nie zepsute mięso!
— Nie denerwujcie się tak. W tym nie ma żadnych bakterii. — Właściwie skruszały stek, mleko zaatakowane przez pleśń… Louis wrzucił ich talerze do toalety i złożył następne zamówienie. Owoce, surowe warzywa i osobno do tego sos z kwaśnej śmietany, który zresztą wyrzucił, i owoce morza, w tym sashimi. Goście nigdy przedtem nie widzieli morskiej ryby. Smakowała im, ale mieli po niej pragnienie.
Widząc, co Louis je, poczuli się nieszczęśliwi. Zamierzał ich głodzić?
Skąd miał wziąć dla nich świeże czerwone mięso? Jak to skąd? Z autokuchenki Chmee, oczywiście. Usmaży je szeroką wiązką z lasera, ustawioną na dużą moc. Będzie musiał skłonić Najlepiej Ukrytego, żeby naładował mu laser. To mogło okazać się nie takie łatwe, zważywszy, jaki ostatnio zrobił z niego użytek.
Kolejny problem: zbyt duża ilość soli jak dla nich. Louis nie wiedział, co na to poradzić. Może Najlepiej Ukryty zmieniłby program autokuchenki.
Po obiedzie Harkabeeparolyn wróciła do czytania. Teraz Pierścień mknął zbyt szybko, by można obserwować widoki. Kawareksenjajok przeskakiwał niespokojnie z celi do ładowni i z powrotem.
Louis również był niespokojny. Powinien studiować taśmy z pierwszej wyprawy albo z przygód Chmee na Mapie Kzinu. Ale Najlepiej Ukryty był nieosiągalny.
Stopniowo mężczyzna uświadomił sobie kolejne źródło niepokoju. Pożądał bibliotekarki. Z przyjemnością słuchał jej głosu. Nie stracił śpiewności, choć mówiła już od wielu godzin. Powiedziała mu, że czasami czyta niewidomym dzieciom — dzieciom, które nie widzą. Louisowi na samą myśl o tym zrobiło się słabo. Podobała mu się jej godność i odwaga. Podobał się sposób, w jaki szata podkreślała jej kształty, i widział w przelocie jej nagość.