Minęło wiele lat odkąd Louis kochał kobietę swojej rasy. Harkabeeparolyn zjawiła się nie w porę. Louis był zadowolony, kiedy lalecznik w końcu do nich wyszedł i odciągnął jego uwagę.
Rozmawiali cicho w interworldzie, żeby nie przeszkadzać Harkabeeparolyn czytającej komputerowi.
— Skąd się wzięła ta amatorska ekipa remontowa? — zastanawiał się Louis. — Kto na Pierścieniu miałby wystarczającą wiedzę, żeby zamontować z powrotem dysze korygujące? Ale chyba nie zdają sobie sprawy, że to nie wystarczy.
— Zostawmy ich w spokoju — powiedział Najlepiej Ukryty.
— Może wiedzą, że to nie wystarczy? Może ci nieszczęśnicy nie potrafią wymyślić nic innego. I pozostaje pytanie, gdzie zdobyli sprzęt. Może pochodzi z Centrum Remontowego.
— Mamy teraz dość komplikacji. Zostaw ich w spokoju.
— Przynajmniej raz uważam, że masz rację. Ale nie mogę przestać się dziwić. Teela Brown zdobyła wykształcenie na Ziemi. Wielkie budowle w przestrzeni kosmicznej nie są dla niej niczym nowym. Kiedy słońce zaczęło się przesuwać, wiedziałaby, co to oznacza.
— Czy Teela potrafiłaby zorganizować tak wielkie przedsięwzięcie?
— Może nie. Ale był z nią Poszukiwacz. Masz Poszukiwacza na swoich taśmach. To mieszkaniec Pierścienia, prawdopodobnie nieśmiertelny. Teela go znalazła. Trochę zwariowany, ale potrafiłby to zorganizować. Twierdził, że był parę razy królem.
— Teela Brown to nieudany eksperyment. Próbowaliśmy wyhodować ludzką istotę obdarzoną szczęściem, uważając, że społeczeństwo laleczników skorzysta z tego szczęścia. Teela może i była szczęściarą, ale jej szczęście z pewnością nie udzielało się. Nie chcemy spotkać Teeli Brown.
Louis zadrżał.
— Nie.
— Więc musimy unikać zwracania na siebie uwagi ekipy remontowej.
— Taśma, którą wysyłasz do Chmee, musi mieć postscriptum — zarządził nowy dowódca. — Louis Wu odrzuca ofertę azylu na Flocie Światów. Louis Wu przejął dowództwo nad „Rozżarzoną Igłą'” i zniszczył napęd hiperprzestrzenny. To powinno nim wstrząsnąć.
— Mną wstrząsnęło. Louis, czujniki nie przenikną scrithu. Twoja wiadomość będzie musiała zaczekać.
— Kiedy do niego dotrzemy?
— Za czterdzieści godzin. Przyspieszyłem do tysiąca mil na sekundę. Przy tej prędkości potrzeba ponad pięciu g ciągu, żeby utrzymać się na kursie.
— Wytrzymamy trzydzieści g. Jesteś zbyt ostrożny.
— Znam twoją opinię.
— I nie słuchasz rozkazów — dodał Louis. — Nieżas.
ROZDZIAŁ XXV
Kosmiczne nasiona
Ponad przezroczystym, zaokrąglonym sufitem mknęła powierzchnia Pierścienia. Z odległości trzydziestu tysięcy mil, przy szybkości tysiąca mil na sekundę, nie było wiele widać na powierzchni pokrytej gąbczastym materiałem. W końcu chłopiec zasnął na pomarańczowym futrze. Louis nadal obserwował. Wolał to niż zastanawianie się, czy nie skazał ich wszystkich na zagładę. Wreszcie Najlepiej Ukryty powiedział do kobiety z rasy Inżynierów:
— Wystarczy.
Louis zgramolił się z chybotliwej powierzchni wodnego łoża. Harkabeeparolyn masowała szyję. Patrzyli, jak dwugłowy przepuszcza cztery ukradzione taśmy przez maszynę do czytania. Zajęło mu to tylko kilka minut.
— Teraz to problem komputera — powiedział lalecznik. — Zaprogramowałem pytania. Jeśli na taśmach znajdują się odpowiedzi, będziemy je mieli za, najwyżej, kilka godzin. Louis, a jeśli się nam nie spodobają?
— Posłuchajmy pytań.
— Czy na Pierścieniu prowadzono już kiedyś naprawy? Jeśli tak, czy maszyneria pochodziła z jednego źródła? Czy naprawy są częstsze w jakimś określonym miejscu? Czy jakaś część Pierścienia jest lepiej konserwowana niż pozostałe? Zlokalizować wszystkie wzmianki o istotach podobnych do Paków. Czy kształt zbroi zmienia się wraz z odległością od centralnego punktu? Jakie są magnetyczne właściwości podłoża Pierścienia i ogólnie scrithu?
— Dobrze.
— Pominąłem coś?
— …Tak. Chcemy znać najbardziej prawdopodobne źródło eliksiru młodości. Będzie nim Ocean Wielki, ale mimo to zapytajmy.
— Dobrze. Dlaczego Ocean Wielki?
— Cóż, po pierwsze dlatego, że jest dobrze widoczny. A po drugie dlatego, że znaleźliśmy tylko jedną ocalałą próbkę eliksiru, jedną jedyną. Miała ją Halrloprillalar. Znaleźliśmy ją w pobliżu Oceanu Wielkiego. — A po trzecie dlatego, że tam się rozbiliśmy, pomyślał Louis. Szczęście Teeli Brown kpi sobie z rachunku prawdopodobieństwa. Szczęście Teeli Brown mogło nas zaprowadzić za pierwszym razem prosto do Centrum Remontowego. — Harkabeeparolyn! Myślisz, że coś przeoczyliśmy?
— Nie rozumiem, co robicie. — Miała zachrypnięty głos. Jak to wyjaśnić?
— Nasza maszyna pamięta wszystko, co jest na twoich taśmach. Każemy jej przeszukać pamięć i znaleźć odpowiedzi na zadane pytania.
— Zapytajcie, jak uratować Pierścień.
— Musimy zadawać bardziej szczegółowe pytania. Maszyna potrafi zapamiętywać, porównywać i wykonywać obliczenia, ale nie potrafi myśleć. Nie jest wystarczająco duża.
Potrząsnęła głową.
— A jeśli odpowiedzi będą złe? — nalegał Najlepiej Ukryty. — Nie możemy odlecieć.
— Spróbujemy czegoś innego.
— Myślałem o tym. Musimy dotrzeć na orbitę biegunową wokół słońca, by zminimalizować ryzyko, że uderzą w nas fragmenty rozpadającego się Pierścienia. Włączę pole statyczne, żeby poczekać na ratunek. Ratunek nie nadejdzie, ale lepsze takie ryzyko niż to, z jakim teraz mamy do czynienia.
Może do tego dojść — pomyślał Louis.
— Świetnie. Mamy parę lat na szukanie lepszego rozwiązania — powiedział.
— Mniej. Jeśli…
— Zamknij się.
Wyczerpana bibliotekarka opadła na wodne łóżko. Imitacja futra kzina zafalowała i zmarszczyła się. Harkabeeparolyn na chwilę zesztywniała, a potem ostrożnie się położyła. Futro w dalszym ciągu falowało. W końcu rozluźniła się i poddała kołysaniu. Kawaresksenjajok zaprotestował przez sen i przekręcił się na bok. Bibliotekarka wyglądała bardzo pociągająco. Louis zwalczył w sobie pokusę, by przyłączyć się do niej.
— Jak się czujesz? — spytał.
— Jestem zmęczona. I przygnębiona. Czy kiedykolwiek jeszcze zobaczę swój dom? Jeśli nadejdzie koniec… kiedy nadejdzie, wolałabym oczekiwać go na dachu Biblioteki. Ale do tego czasu kwiaty zginą, prawda? Spalone słońcem albo zmarznięte.
— Tak. — Louis był poruszony. On z pewnością nigdy nie zobaczy swojego domu. — Postaram się, żebyś wróciła. Teraz potrzebujesz snu. I masażu pleców.
— Nie.
Dziwne. Czy Harkabeeparolyn nie należała do rasy Halrloprillalar, Inżynierów, którzy rządzili Pierścieniem głównie dzięki seksapilowi? Czasami trudno pamiętać, że obce istoty mogą różnić się między sobą, tak jak ludzie.
— Zdaje się, że wśród personelu Biblioteki jest więcej kapłanów niż profesjonalistów. Zachowujesz czystość?
— Kiedy pracujemy w Bibliotece, zachowujemy wstrzemięźliwość. Ale ja jestem wstrzemięźliwa z wyboru. — Uniosła się na łokciu i spojrzała na niego. — Wiemy, że wszystkie inne gatunki pragną uprawiać rishathrę z Inżynierami. Czy podobnie jest z tobą?