Выбрать главу

— Uprawiacie rishathrę z mięsożercami?

— Z Pasterzami, Trawożercami, Wiszącymi Ludźmi i Nocnymi Ludźmi. To się pamięta.

— Z Nocnymi Ludźmi? Z wampirami? — Louis odsunął się trochę.

— Nocni Ludzie są dla nas bardzo ważni. Przynoszą informacje nam i Maszynowym Ludziom. Utrzymują razem to, co pozostało z cywilizacji, więc staramy się ich nie obrażać.

— Uhm.

— Ale to było… Luiwu, Nocni Łowcy mają bardzo czuły węch. Zapach wampirów pobudza ich do biegu. Powiedziano mi, że muszę zrobić rishathrę z Nocnym Łowcą. Bez zapachu wampira. Poprosiłam o przeniesienie do Biblioteki.

Louis przypomniał sobie Mar Korssil.

— Nie wydają się odpychający — stwierdził.

— Ale rishathrą? Ci z nas, którzy nie mają rodziców, muszą spłacać dług społeczny, zanim mogą zawrzeć małżeństwo i założyć rodzinę. Kiedy się przeniosłam, straciłam zgromadzone pieniądze. Przeniesienie nie nastąpiło wystarczająco szybko. — Spojrzała mu w oczy. — To nie było wesołe. Ale kiedy indziej bywało równie źle. Gdy ulotni się zapach wampirów, zostaje pamięć. Pamięta się zapachy. Krew w oddechu Nocnego Łowcy. Odór rozkładu na skórze Nocnych Ludzi.

— Już masz to za sobą — powiedział.

Paru kzinów próbowało wstać. Niedługo potem wszyscy zapadli w sen. Dziesięć minut później opuścił się właz. Wyszedł Chmee, żeby przejąć dowództwo.

* * *

Było późno, kiedy ponownie pojawił się Najlepiej Ukryty. Wyglądał na wymiętego i zmęczonego.

— Zdaje się, że twój domysł był prawidłowy — powiedział. — Nie dość, że scrith wytwarza pole magnetyczne, to jeszcze cała konstrukcja Pierścienia opleciona jest siecią nadprzewodzących kabli.

— To dobrze — stwierdził Louis. Ciężar spadł mu z serca. — To dobrze! Ale skąd Inżynierowie mogli o tym wiedzieć? Nie sądzę, żeby dokopywali się do scrithu, by to odkryć.

— Nie. Robili magnesy do kompasów. Wyśledzili sieć nadprzewodników tworzących heksagonalne wzory w materiale konstrukcyjnym Pierścienia na przestrzeni pięćdziesięciu tysięcy mil. Pomogło im to przy wykonywaniu map. Minęły wieki, zanim Inżynierowie poznali na tyle fizykę, że zrozumieli znaczenie swojego odkrycia i opracowali własne nadprzewodniki.

— Bakterie, które posialiście…

— Nie tkną nadprzewodników zagrzebanych w scrithcie. Wiem, że powierzchnia Pierścienia jest wrażliwa na uderzenia meteorytów. Musimy mieć nadzieję, że żaden nie naruszył sieci nadprzewod­ników.

— Jest spora szansa. Lalecznik zamyślił się.

— Louis, nadal szukamy sekretu transmutacji?

— Nie.

— To bardzo ładnie rozwiązałoby nasz problem. Urządzenie musiało działać na ogromną skalę. Przekształcanie materii w ener­gię jest dużo łatwiejsze, niż przekształcanie materii w inną materię. Przypuśćmy, że po prostu wystrzelimy z… nazwijmy to, działa transmutacyjnego w spodnią część Pierścienia w momencie naj­większego oddalenia od słońca. Reakcją byłoby bardzo zgrabne przesunięcie całej konstrukcji na właściwe miejsce. Oczywiście, nie obeszłoby się bez problemów. Wstrząs spowodowałby śmierć wielu tubylców, ale wielu też przeżyłoby. Spaloną osłonę przeciwmeteorytową można by wymienić kiedyś w przyszłości. Dlaczego się śmiejesz?

— Jesteś wspaniały. Kłopot polega na tym, że nie mamy podstaw przypuszczać, iż kiedykolwiek istniało działo transmutacyjne.

— Nie rozumiem.

— Halrloprillalar po prostu zmyślała bajeczki. Przyznała się do tego później. Zresztą skąd miałaby wiedzieć, w jaki sposób zbudowano Pierścień? Jej przodkowie byli jeszcze małpami, kiedy to się działo. — Louis zobaczył, że głowy lalecznika dają nurka pod brzuch, i warknął: — Nie strasz mnie. Nie mamy czasu.

— Tak jest.

— Co jeszcze możesz powiedzieć?

— Niewiele. Analiza sieci jest nie skończona. Baśnie dotyczące Oceanu Wielkiego nic dla mnie nie znaczą. Ty je przejrzyj.

— Jutro.

* * *

Obudziły go ciche, trudne do zinterpretowania dźwięki. Prze­wrócił się na drugi bok. Mimo nocy było jednak wystarczająco jasno, by mógł widzieć. Kawaresksenjajok i Harkabeeparolyn leżeli, trzymając się w ramionach i szepcząc sobie do ucha. Komunikator Louisa nie mógł tego wychwycić. Brzmiało jak wyznania miłosne. Nagłe uczucie zazdrości sprawiło, że zaśmiał się z samego siebie. Sądził, że chłopiec jest zbyt młody. Sądził, że kobieta złożyła ślubowanie. Ale to nie była rishathra. Pochodzili z tej samej rasy.

Odwrócił się i zamknął oczy. Nasłuchiwał odgłosów rytmicznych poruszeń; nie doczekał się jednak i w końcu zasnął.

Śniło mu się, że jest w Oderwaniu. Mknął, mknął między gwiazdami. Kiedy świat stawał się zbyt bogaty, zbyt zróż­nicowany, zbyt wymagający, nadchodził czas, by wszystko za sobą zostawić. Louis robił to przedtem. Sam w małym stateczku leciał w nie zbadane obszary poza poznanym kosmosem, żeby zobaczyć, co było do zobaczenia, i przekonać się, czy nadal kocha samego siebie. Teraz unosił się w powietrzu między płytami wytwarzającymi pole i śnił szczęśliwe sny o locie między gwiaz­dami. Żadnych podopiecznych, żadnych obietnic, które trzeba dotrzymać.

Potem jakaś kobieta zawyła mu w przerażeniu prosto do ucha. Kopnięcie piętą trafiło go w same żebra i Louis zgiął się wpół z krzykiem. Jakieś ręce zaczęły tłuc go jak cepy, a potem zamknęły się wokół jego szyi w śmiertelnym uścisku. Zawodzenie nie milkło. Pochwycił ręce, żeby się uwolnić.

— Pole, wyłącz się! — zawołał.

Powróciła grawitacja. Louis i napastnik opadli na dolną płytę. Harkabeeparolyn przestała krzyczeć. Pozwoliła oderwać sobie ręce od szyi mężczyzny. Kawaresksenjajok klęczał obok niej, zmieszany i przestraszony. Zadawał natarczywe pytania w języku Inżynierów. Kobieta odburkiwała. Chłopiec znowu o coś zapytał. Harkabeeparolyn udzieliła mu długiej odpowiedzi. Kawa potaki­wał niechętnie. Cokolwiek usłyszał, nie spodobało mu się to. Podszedł do rogu pomieszczenia ze smutnym wyrazem twarzy, którego Louis zupełnie nie potrafił zinterpretować, i zniknął w ładowni.

Człowiek sięgnął po komunikator.

— No dobrze, o co tutaj chodzi? — spytał.

— Spadałam! — zaszlochała.

— Nie ma się czego bać — uspokoił ją. — Niektórzy z nas tak śpią.

— Spadając? — Podniosła wzrok.

— Tak.

Łatwo było odczytać jej minę. „Szaleństwo. Zupełne szaleńst­wo…” i wzruszenie ramionami. Wyraźnie wzięła się w garść.

— Zrozumiałam, że moja przydatność się skończyła, teraz kiedy wasza maszyna potrafi czytać szybciej ode mnie. Mogę zrobić tylko jedną rzecz, żeby twoja misja była łatwiejsza: — ulżyć twojej nie zaspokojonej żądzy.

— Co za ulga — powiedział. Miał to być sarkazm; czy ona tak to odbierze? Niech to nieżas, jeśli on przyjmie tego rodzaju jałmużnę.

— Gdybyś się wykąpał i bardzo starannie wyszorował zęby…

— Przestań. Poświęcenie własnego dobrego samopoczucia dla wyższych celów jest chwalebne, ale gdybym je przyjął, byłaby to oznaka złych manier.

— Luiwu? Nie chcesz rishathry ze mną? — Była zdezorientowana.

— Dziękuję, nie. Pole, włącz się. — Louis odpłynął od niej. Po poprzednich doświadczeniach czuł, że zbliża się awantura i nie można jej zapobiec. Ale jeśli Harkabeeparolyn spróbuje użyć siły, zacznie spadać.

Zaskoczyła go.