— Kawaresksenjajok? Czy czarodzieje zawsze noszą zbroje? Chłopiec spojrzał na niego dziwnie.
— Masz na myśli bajki, prawda? Nie. 2 wyjątkiem sytuacji, jak sądzę, kiedy działają w pobliżu Oceanu Wielkiego. Dlaczego pytasz?
— Czy czarodzieje walczą? Czy są wielkimi wojownikami?
— Niekoniecznie. — Pytania wprawiły chłopca w zakłopotanie.
— Luiwu, być może znam lepiej bajki dla dzieci niż Kawa. Czego próbujesz się dowiedzieć? — wtrąciła się Harkabeeparolyn.
— Szukam domu budowniczych Pierścienia. Ci czarodzieje w zbrojach mogliby nimi być, tyle że pojawiają się w historii zbyt późno.
— Więc to nie są oni.
— Ale co dawało początek legendom? Pomniki? Mumie wykopane na pustyni? Pamięć gatunkowa?
Zastanowiła się nad tym.
— Czarodzieje zwykle należą do gatunku, który opowiada daną historię. Różnią się wzrostem, wagą, sposobem odżywiania. Ale mają wspólne cechy. Są groźnymi wojownikami. Nie poddają się moralnej ocenie. Nie można ich pokonać, a co najwyżej unikać.
Jak łódź podwodna pod polarnym lodem, „Rozżarzona Igła” sunęła pod powierzchnią Oceanu Wielkiego.
Najlepiej Ukryty zwolnił. Mieli dobry widok na długą, misternie rzeźbioną wstęgę szelfu kontynentalnego. Podłoże Pierścienia wyglądało jak ląd: góry tak wysokie, że zapewne wystawały ponad wodę; podmorskie kaniony ukazujące się jako pasma wysokie na pięć, sześć mil.
To, co znajdowało się teraz nad nimi — ciemne nawet we wzmocnionym świetle porowate sklepienie, które wydawało się blisko, chociaż było trzy tysiące mil w górze — to prawdopodobnie Mapa Kzinu. Tak stwierdził komputer. Kiedy powstawała Mapa, Kzin musiał być aktywny tektonicznie. Dna morskie wybrzuszały się mocno; pasma górskie były głębokie i o ostrych zarysach.
Louis niczego nie rozpoznawał. Pokryte ochronną pianką kontury nie wystarczały. Musiałby zobaczyć oświetlony słońcem krajobraz, żółto-pomarańczową dżunglę.
— Niech kamery to rejestrują. Odbierasz sygnał z lądownika? Ze swojego stanowiska przy tablicy sterowniczej Najlepiej Ukryty odwrócił jedną głowę.
— Nie, Louis, scrith go zagłusza. Widzisz tę prawie kolistą zatokę, do której wpada duża rzeka? W zatoce zakotwiczony jest wielki statek. A po drugiej stronie Mapy, to miejsce w kształcie litery Y, gdzie łączą się dwie rzeki… tam jest zamek i nasz lądownik.
— W porządku. Zejdźmy o parę tysięcy mil. Daj mi ogólny widok z góry… a raczej z dołu.
„Igła” zanurkowała pod rzeźbionym sklepieniem. Najlepiej Ukryty powiedział:
— Tę samą trasę pokonaliście na pokładzie „Kłamcy". Spodziewasz się zmian?
— Nie. Niecierpliwisz się?
— Oczywiście że nie.
— Wiem więcej niż wtedy. Może zauważę szczegóły, które wtedy przeoczyliśmy. Jak… co to jest, co sterczy z południowego bieguna?
Najlepiej Ukryty powiększył obraz. Długi, wąski, zupełnie czarny trójkąt o wyraźnej fakturze powierzchni wystawał z samego środka Mapy Kzinu.
— Żeberko chłodnicy — stwierdził lalecznik. — Obszary antarktyczne muszą być, oczywiście, chłodzone.
Mieszkańcy Pierścienia byli zupełnie oszołomieni.
— Nie rozumiem — powiedziała Harkabeeparolyn. — Sądziłam, że mam pewną wiedzę, ale… co to jest?
— To skomplikowane. Najlepiej Ukryty…
— Luiwu, nie jestem dzieckiem ani nie jestem głupia!
Nie może mieć więcej, niż czterdziestkę — pomyślał Louis.
— W porządku, — powiedział. — Chodzi o imitację planety. Wirującej piłki, zgadza się? Promienie słoneczne padają prawie poziomo na bieguny wirującej piłki, więc jest na nich zimno. A zatem, ta imitacja świata musi być chłodzona na biegunach. Najlepiej Ukryty, daj powiększenie.
Powierzchnia chłodnicy zmieniła się w miriady poziomych, nastawnych klap, srebrnych u góry, czarnych u dołu. Lato i zima — pomyślał; i usłyszał, jak sam mówi:
— Nie mogę w to uwierzyć.
— Luiwu? Bezradnie rozłożył ręce.
— Za każdym razem gubię się. Wydaje mi się, że coś zaakceptowałem, a potem nagle okazuje się to zbyt duże. Nieżas, zbyt duże.
Oczy Harkabeeparolyn wypełniły się łzami.
— Teraz w to wierzę. Mój świat jest imitacją prawdziwego świata. — powiedziała.
— Jest prawdziwy. — Louis otoczył ją ramionami. — Czujesz to? Jesteś równie prawdziwa jak ja. Tupnij. Ten świat jest równie realny, jak nasz statek. Tylko większy. Znacznie, znacznie większy.
— Louis? — odezwał się Najlepiej Ukryty. Za pomocą teleskopu znalazł jeszcze więcej chłodnic, mniejszych, rozmieszczonych na obwodzie Mapy. — Naturalnie obszary arktyczne również muszą być chłodzone.
— Tak. Za chwilę wszystko będzie w porządku. Lećmy w stronę Pięści Boga, ale nie spiesz się. Czy komputer ją znajdzie?
— Tak. A może już jest zaklejona? Powiedziałeś, że oko cyklonu zostało naprawione.
— Załatanie Pięści Boga nie byłoby łatwe. Dziura jest większa od Australii, a góra wystaje nad atmosferę. — Mocno potarł zamknięte oczy.
„Nie mogę do tego dopuścić” — pomyślał, „To, co się dzieje, jest realne. A to, co jest realne, mogę objąć umysłem. Nieżas, nigdy nie powinienem był używać prądu. Zatraciłem poczucie rzeczywistości. Ale… chłodnice pod biegunami?”
Zostawili za sobą spodnią część Mapy Kzinu. Na radarze nie było widać żadnych rur pod wybrzuszonymi dnami mórz. To oznaczało, że osłonę przeciwmeteorytową stanowi gąbczasty scrith. Rury musiały tam być, bo inaczej flup wypełniłby dna oceanów. Te pasma górskie na spodniej części Pierścienia… te długie, długie podmorskie kaniony. Pogłębiarka w każdym z najgłębszych kanionów, wylot z drugiego końca; można utrzymać całe dno oceanu w czystości.
— Skręć trochę w prawo, Najlepiej Ukryty. Przelećmy pod Mapą Marsa. Potem pod Mapą Ziemi. Nie zboczymy zbytnio z naszej trasy.
— Prawie dwie godziny.
— Zaryzykujemy.
Dwie godziny. Louis drzemał w polu. Wiedział, że poszukiwacz przygód śpi, kiedy może. Obudził się znacznie przed czasem. Dno morskie nadal przesuwało się nad „Igłą". Widział, jak zwalnia i zatrzymuje się.
— Nie ma Marsa — powiedział Najlepiej Ukryty. Louis gwałtownie potrząsnął głową. „Obudź się!”
— Co? — zawołał.
— Mars jest zimną, suchą, niemal pozbawioną atmosfery planetą, prawda? Cała Mapa powinna być chłodzona, osuszana w jakiś sposób i wyniesiona ponad atmosferę.
— Tak. Wszystko się zgadza.
— Wiec spójrz. Powinniśmy znajdować się pod Mapą Marsa. Widzisz jakąś chłodnicę większą niż ta pod Mapą Kzinu? Widzisz jakąś okrągłą jamę o głębokości dwudziestu mil?
Ponad ich głowami nie było niczego, oprócz odwróconych konturów dna morskiego.
— Louis, to niepokojące. Jeśli pamięć naszego komputera zaczyna zawodzić… — Pod Najlepiej Ukrytym ugięły się nogi. Głowy zanurkowały w dół, pod brzuch.
— Pamięć komputera jest w porządku — powiedział Louis. — Uspokój się. Komputer jest w porządku. Sprawdźmy temperaturę oceanu nad nami.
Najlepiej Ukryty zawahał się, już prawie w pozycji płodowej. — Tak jest. — I usadowił się przed pulpitem sterowniczym.
— Czy dobrze was zrozumiałam? Brakuje jednego z waszych światów?
— Jednego z mniejszych. Zwykłe niedopatrzenie, moja droga.
— To nie są piłki — powiedziała w zamyśleniu.