— Samoloty zostały zniszczone! Wszystkie!
— Następny krok — powiedział Louis. — Nie możesz po prostu wytłuc wszystkich w twierdzy. Domyślam się, że samice nie potrafią zatroszczyć się o siebie.
— Nie… Louis, to dziwne. Samice w zamku są znacznie bardziej inteligentne niż w Patriarchii.
— Tak inteligentne, jak ty?
— Nie! Ale mają nawet pewien zasób słów.
— Czy to możliwe, że twoja własna rasa wyhodowała uległe samice? Przez setki tysięcy lat odmawiając parzenia się z inteligentnymi? I macie rasę niewolnic.
Chmee poruszył się niespokojnie.
— Możliwe — odparł. — Męscy osobnicy również są tutaj inni. Próbowałem dogadać się z władcami statku poszukiwawczego. Pokazałem swoją siłę, a potem czekałem, aż podejmą próby negocjacji. Niczego podobnego nie spróbowali. Zachowywali się, jakby nie pozostawało nic innego, jak tylko walczyć, dopóki nie zginą oni albo ja. Musiałem przedrzeźniać Chjarrla, obrazić jego przodków, zanim cokolwiek mi powiedział.
Ostatecznie laleczniki nie wyhodowały tutaj łagodnych kzinów — pomyślał Louis.
— Cóż, jeśli nie możesz zabrać tych samic z twierdzy — powiedział — i nie możesz wybić wszystkich samców, będziesz musiał, nieżas, ułożyć się z nimi. Gambit boga?
— Może. Zróbmy to w ten sposób…
Lądownik krążył poza zasięgiem strzał, tuż poza zasięgiem działa na pojeździe. Jego cień przesłaniał popioły ogniska na dziedzińcu. Louis słuchał głosów dobiegających z komunikatora Chmee i czekał na sygnał kzina.
Chmee zapraszający łuczników, by do niego strzelali. Chmee grożący, obiecujący, grożący. Staccato laserowej wiązki przecinającej skałę, a po nim huk. Syczenie, warczenie, parskanie. Żadnej wzmianki o naprawdę niebezpiecznym bogu.
Już cztery godziny Chmee przebywał na dole. Wreszcie wyszedł przez jedno z wąskich okien i wzniósł się w górę. Louis zaczekał, aż wejdzie na pokład, i wystartował.
W końcu pojawił się za nim, bez uprzęży do latania bez stroju ochronnego.
— Nie dałeś sygnału do gambitu boga — powiedział człowiek.
— Jesteś obrażony?
— Nie, oczywiście że nie.
— Źle by to wypadło. 1… nie mogłem tego zrobić. To mój własny gatunek. Nie mógłbym straszyć ich człowiekiem.
— W porządku.
— Kathakt wychowa moje dzieci na bohaterów. Nauczy je walczyć, dobrze uzbroi i kiedy podrosną, wypuści je, żeby zdobyły dla siebie własną ziemię. Nie będą stanowiły zagrożenia dla jego terytorium i będą miały szansę przeżyć, o ile nie wrócę. Zostawiłem Kathaktowi moją laserową latarkę.
— Nieźle.
— Mam nadzieję.
— Skończyliśmy już z Mapą Kzinu? Chmee zamyślił się.
— Schwytałem pilota samolotu — powiedział. — Wszyscy są arystokratami, mają nazwiska i wszechstronne wykształcenie. Gdy wykpiłem dokonania jego przodków, Chjarrl powiedział mi sporo o epoce poszukiwań. Możemy założyć, że na „Behemocie” znajduje się obszerna biblioteka historyczna. Zdobędziemy ją?
— Powiedz mi, co opowiedział ci Chjarrl. Jak daleko dotarli na Marsie?
— Znaleźli ścianę spadającej wody. Późniejsze pokolenia wynalazły skafandry ciśnieniowe i samoloty wysokiego pułapu. Zbadali brzegi Mapy, a jedna grupa dotarła dalej, do miejsca, gdzie jest lód.
— Myślę więc, że po prostu zostawimy w spokoju bibliotekę „Behemotha". Nigdy nie weszli do wnętrza. Najlepiej Ukryty, jesteś tam?
— Tak, Louis — odpowiedział mikrofon.
— Kierujemy się w stronę Mapy Marsa. Zrób to samo, ale trzymaj się naszej lewej strony na wypadek, gdybyśmy musieli wykonać skok.
— Tak jest. Macie coś do przekazania?
— Chmee zebrał trochę informacji. Kzinowie badali powierzchnię Mapy Marsa i nie znaleźli niczego niemarsjańskiego pochodzenia. Więc nadal nie wiemy, gdzie szukać wejścia.
— Może pod spodem.
— Tak, to możliwe. To byłoby przykre. Jak się miewają nasi goście?
— Powinieneś jak najszybciej do nich wrócić.
— Kiedy tylko będę mógł. Sprawdź, czy w komputerze „Igły” są jakieś dane na temat Marsa. I Marsjan. To wszystko. — Odwrócił się. — Chmee, chcesz pilotować? Nie przekraczaj czterech mil na sekundę.
Pod dotknięciem kzina lądownik posłusznie pomknął w górę i do przodu. Szara ściana chmur rozstąpiła się, przepuszczając ich; dalej było tylko błękitne niebo, ciemniejące, w miarę jak się wznosili. Pod nimi ciągnęła się Mapa Kzinu. Wkrótce została z tyłu.
— Lalecznik wydaje się całkiem potulny — powiedział Chmee.
— Tak.
— Jesteś bardzo pewny co do Mapy Marsa.
— Tak. — Louis wyszczerzył się. — To bardzo ładny przykład mistyfikacji, ale niedoskonały. Mieli zbyt wiele do ukrycia, objętościowo. W drodze tutaj przelecieliśmy pod Oceanem Wielkim. Zgadnij, co odkryliśmy, lecąc pod Mapą Marsa?
— Nie igraj ze mną.
— Nic. Nic oprócz dna morskiego. Nawet żeberek chłodnicy. Większość pozostałych Map ma chłodnice na biegunach. Bierne systemy chłodzenia. Musi istnieć system chłodzenia Mapy Marsa. Dokąd uchodzi ciepło? Myślałem, że może uchodzić do morskiej wody, ale nie. Sądzimy, że ciepło jest pompowane bezpośrednio do sieci nadprzewodników w „podłodze” Pierścienia.
— Sieci nadprzewodników?
— Rzadka sieć, ale steruje zjawiskami magnetycznymi w podłożu Pierścienia. Używana jest do sterowania zjawiskami na słońcu. Jeśli Mapa Marsa podłączona jest do tej sieci, musi być Centrum Remontowym Pierścienia.
Chmee zastanowił się nad tym, co usłyszał.
— Nie mogliby pompować ciepła do morza. Ciepłe, wilgotne powietrze unosiłoby się do góry. Nad tym obszarem stale przemieszczałyby się, na zewnątrz i do środka, ogromne masy chmur, Z kosmosu Mapa Marsa wyglądałaby jak wielki cel. Czy potrafisz sobie wyobrazić, że protektorzy popełniają taki błąd?
— Nie. — Chociaż Louis potrafił.
— Zbyt mało pamiętam na temat Marsa. Planeta nigdy nie była ważna dla twojej rasy, prawda? Stanowiła jedynie źródło legend. Wiem, że Mapa sięga na wysokość dwudziestu mil, ze względu na bardzo rozrzedzoną atmosferę prawdziwej planety.
— Dwadzieścia mil wysokości i pięćdziesiąt sześć milionów mil kwadratowych powierzchni. To miliard sto dwadzieścia milionów mil sześciennych kryjówek.
— Wrrr — powiedział Chmee. — Musisz mieć rację. Mapa Marsa jest Centrum Remontowym, a Pakowie dobrze postarali się je ukryć. Chjarrl opowiadał mi o potworach, burzach i odległościach na Oceanie Wielkim. Stanowiłyby bardzo dobrych strażników. Flota najeźdźców nigdy nie odgadłaby sekretu. Louis w zamyśleniu potarł swędzące miejsca na czole.
— Jeden przecinek dwanaście razy dziesięć do dziewiątej mil sześciennych. Muszę przyznać, że te liczby mnie paraliżują. Co oni tam trzymali? Łaty na tyle duże, by zreperować Pięść Boga? Maszynerię dość wielką, żeby przewieźć te łaty, położyć i przyspawać? Ten wyciąg do dysz korygujących, który widzieliśmy na krawędzi? Rezerwowe dysze? Nieżas, chciałbym znaleźć te rezerwowe dysze. Ale i tak zostałoby im mnóstwo miejsca.
— Floty wojenne.
— Tak. Już wiemy o ich dużej broni, ale… floty wojenne, oczywiście, i statki do przewożenia uchodźców. Mapa to jeden wielki statek dla uchodźców. Musiałby być tak duży, by można ewakuować Pierścień, zanim populacja zacznie wypełniać każdą niszę ekologiczną.
— Statek kosmiczny? Może statek dość duży, by dał radę odholować Pierścień z powrotem na miejsce? Trudno mi myśleć w takiej skali, Louis.