Выбрать главу

— Ognia — rozkazał Louis.

Najlepiej Ukryty używał ostatnio tej wiązki jako reflektora. Na bliską odległość była niszcząca. Latający budynek zamienił się w rozżarzony słup z kometarnym jądrem z wrzącego betonu. Chwilę później została tylko chmura pyłu.

— Nurkuj — polecił Louis.

— Louis?

— Stanowimy tutaj cel. Nie mamy czasu. Nurkuj. Dwadzieścia g. Wybijemy własne drzwi.

Krajobraz koloru ochry znalazł się nad ich głowami. Radar ukazywał dziurę w scrithcie, która zbliżała się, żeby ich pochłonąć. Ale wszystkie zmysły pokazywały krater z litą lawą w Olympus Mons, obniżający się z ogromną prędkością, żeby ich zmiażdżyć. Paznokcie Kawaresksenjajoka wbiły się do krwi w ramię Louisa. Harkabeeparolyn zamarła. Mężczyzna przygotował się na wstrząs.

Ciemność.

Na ekranie radaru pojawiło się przytłumione, mleczne światło. Jarzyło się coś jeszcze: zielone, czerwone i pomarańczowe gwiazdy. Tarcze na tablicy przyrządów.

— Najlepiej Ukryty! Żadnej odpowiedzi.

— Najlepiej Ukryty, daj nam trochę światła! Włącz reflektor! Zobaczmy, co nam zagraża!

— Co się stało'' — zapytała płaczliwie Harkabeeparolyn. Wzrok Louisa przyzwyczajał się: zobaczył ją, jak siedzi na podłodze, obejmując kolana.

Zajaśniały światła kabiny. Najlepiej Ukryty odwrócił się od pulpitu. Wyglądał, jakby się skurczył: już do połowy zwinął się w kłębek.

— Nie jestem już w stanie tego zrobić, Louis.

— Nie możemy użyć przyrządów sterowniczych. Wiesz o tym. Włącz reflektor, żebyśmy mogli się rozejrzeć.

Lalecznik dotknął przycisków. Białe, rozproszone światło zalało przód pokładu nawigacyjnego.

— Utknęliśmy w czymś. — Jedna głowa spojrzała w dół: druga powiedziała: — Lawa. Zewnętrzna część kadłuba ma temperaturę siedmiuset stopni. Lawa zalała nas, kiedy byliśmy w polu statycznym, a teraz ostygła.

— Wygląda na to, że ktoś na nas czekał. Nadal jesteśmy odwróceni do góry nogami?

— Tak.

— Więc nie możemy polecieć w górę. Tylko w dół.

— Tak.

— Chcesz spróbować?

— A o co pytasz? Chciałbym zacząć od chwili, zanim jeszcze spaliłeś napęd hiperprzestrzenny…

— Oj, przestań.

— … albo zanim postanowiłem porwać człowieka i kzina. To był prawdopodobnie błąd.

— Tracimy czas.

— Nie ma tu miejsca, żeby wypromieniować nadmiar ciepłą „Igły". Użycie silników głównego ciągu przybliżyłoby nas o go­dzinę lub dwie do momentu, kiedy będziemy musieli włączyć pole statyczne i czekać na rozwój wydarzeń.

— Więc wstrzymaj się na razie. Co pokazuje radar?

— Wulkaniczną skałę we wszystkich kierunkach, popękaną w trakcie stygnięcia. Zwiększę zasięg… Louis? Scrith jakieś sześć mil pod nami, pod dachem „Igły". Znacznie cieńsza warstwa scrithu czternaście mil nad nami.

Louis zaczął wpadać w panikę.

— Chmee, widzisz to wszystko? — spytał.

Otrzymał nieoczekiwaną odpowiedź. Usłyszał wycie nieludz­kiego bólu i wściekłości, kiedy Chmee zeskoczył z dysku trans­ferowego, zasłaniając ramionami oczy. Harkabeeparolyn usunęła mu się z drogi. Kzin potknął się o łóżko wodne, przetoczył się po nim i spadł na ziemię.

Louis rzucił się do prysznica. Nastawił go na pełną moc, skoczył przez łóżko wodne, chwycił Chmee pod pachy i dźwignął.

Ciało stwora było gorące pod futrem. Kzin wstał i pozwolił się zaciągnąć pod zimny strumień.

Obracał się, żeby woda dotarła do każdego skrawka skóry; potem osunął się na podłogę, podstawiając twarz pod ulewę z prysznica. W końcu zapytał:

— Skąd wiedziałeś?

— Za minutę poczujesz — odparł Louis. — Spalone futro. Co się stało?

— Nagle zacząłem się palić. Na tablicy przyrządów zabłysło kilkanaście czerwonych lampek. Skoczyłem na dysk transferowy. Lądownik leci na autopilocie, jeśli jeszcze nie jest zniszczony.

— Będziemy musieli to sprawdzić. „Igła” jest zagrzebana w lawie. Najlepiej Ukryty? — Louis odwrócił się w stronę pokładu nawigacyjnego.

Lalecznik zwinął się w kłębek, chowając głowy pod brzuch.

O jeden szok za dużo. Łatwo było to zrozumieć. Ekran na pokładzie nawigacyjnym pokazywał jakby znajomą twarz.

Ta sama twarz, powiększona, spoglądała z prostokąta, który stanowił radarową projekcję. Ludzka twarz przypominająca maskę wymodelowaną ze starej skóry, choć niezupełnie. Łysa czaszka i twarde, wygięte w łuk, bezzębne szczęki. Głęboko osadzone oczy patrzyły w zamyśleniu na Louisa Wu.

ROZDZIAŁ XXX

Splot okoliczności

Wygląda na to, że straciliście pilota — odezwał się intruz ze skórzastą twarzą. Unosił się na zewnątrz kadłuba: zniekształcona głowa protektora i barki wielkości melonów. Duch w czarnej skale, która ich otaczała.

Louis zdołał tylko skinąć głową. Wstrząsy następowały po sobie zbyt szybko. Spostrzegł, że Chmee stoi obok niego, ociekając wodą i w milczeniu obserwując potencjalnego wroga. Inżynierowie zaniemówili. Jeśli Louis prawidłowo czytał z ich twarzy, bliżsi byli nabożnego lęku niż strachu.

— Jesteście w pułapce. Wkrótce będziecie musieli włączyć pole statyczne i nie ma potrzeby mówić, co się z wami stanie później. Czuję ulgę. Jestem ciekaw, czy potrafiłbym was zabić — powiedział protektor.

— Myśleliśmy, że wszyscy nie żyjecie — odezwał się Louis.

— Pakowie wymarli ćwierć miliona lat temu. — Z powodu zrośniętych warg i dziąseł protektor zniekształcał niektóre głoski, ale mówił interworldem. Dlaczego interworldem? — Pokonała ich choroba. Mieliście rację przypuszczając, że protektorzy nie żyją. Ale drzewo życia rośnie głęboko pod Mapą Marsa. Czasami ktoś je odkrywa. Domyślam się, że tutaj wytwarzano eliksir życia, kiedy protektor potrzebował funduszy na jakieś przedsięwzięcie.

— Jak nauczyłeś się interworldu?

— To mój ojczysty język. Louis, nie poznajesz mnie? To było jak pchnięcie nożem w brzuch.

— Teela. Jak to? Jej twarz była nieruchoma niczym maska. Jak mogła wyrażać uczucia?

— Niedostatek wiedzy. Znasz to powiedzenie? Poszukiwacz wędrował do podstawy Łuku. Popisywałam się przed nim moim lepszym wykształceniem. Powiedziałam mu, że Łuk nie ma podstawy, że ten świat jest pierścieniem. Bardzo się zdenerwował. Powiedziałam mu, że jeśli szuka miejsca, z którego można rządzić światem, powinien poszukać zaplecza budowy.

— Centrum Remontowego — powiedział Louis. Rzucił spoj­rzenie na pokład nawigacyjny, gdzie Najlepiej Ukryty przypominał podłużny, biały stołek, wysadzany rubinami i kamieniami koloru lawendowego.

— Oczywiście, zaplecze przekształciło się w Centrum Remon­towe, a także w centrum zasilania — zgodziła się protektorka. — Poszukiwacz przypominał sobie opowieści o Oceanie Wielkim. Wyglądało to na prawdopodobny wybór, chroniony naturalnymi przeszkodami w postaci odległości, burz i drapieżców. Astro­nomowie badali Ocean Wielki z punktów obserwacyjnych na Łuku, a Poszukiwacz pamiętał wystarczająco dużo, by sporządzić dla nas Mapy.

Przez szesnaście lat przemierzaliśmy Ocean Wielki. O tej podróży powinny powstać legendy. Wiesz, że Mapy są zaludnione? Kzinowie skolonizowali Mapę Ziemi. Nie moglibyśmy kon­tynuować podróży, gdybyśmy nie zawładnęli statkiem koloniza­torów. Na Oceanie Wielkim leżą wyspy, które są żywymi stwo­rzeniami z grzbietami pokrytymi roślinnością. Dają nurka, kiedy żeglarz najmniej się tego spodziewa…