Выбрать главу

— Powiedziałaś „pozostały przy życiu protektor"? Było ich czterech, a teraz jest on i ty? Co się stało z innymi?

— Dwóch protektorów opuściło ekipę remontową w tym samym czasie co ja. Zrobili to osobno. Może znaleźli ślady świadczące o waszym przylocie. Uznałam za konieczne śledzenie ich i powstrzymanie.

— Naprawdę? Jeśli byli protektorami, nie potrafiliby zabić półtora biliona myślących hominidów, podobnie jak ty.

— Mogli w jakiś sposób doprowadzić do tego.

— W jakiś sposób. — Ostrożnie ze słowami. Był zadowolony, że nikt mu nie próbuje przerywać. Nawet Chmee, zręczny dyplomata. — Pozwoliliby dotrzeć reproduktorom do jedynego miejsca na Pierścieniu, gdzie może zostać popełniona zbrodnia. Czy taka byłaby ich strategia, gdyby nie twoja interwencja?

— Może.

— Gdyby ci starannie dobrani reproduktorzy jakoś uchronili się przed zapachem drzewa życia. — Skafandry ciśnieniowe! To dlatego Teela szukała statku międzygwiezdnego. — I zorientowaliby się w sytuacji. Protektor musiałby obmyślić sposób pozbycia się ich, zanim znajdą rozwiązanie i skorzystają z niego, zabijając astronomiczną liczbę reproduktorów, żeby uratować ich znacznie więcej. Czy właśnie temu, twoim zdaniem, zapobiegłaś?

— Tak.

— I to jest właściwe miejsce?

— Dlaczego inaczej miałabym tutaj czekać?

— Został jeden protektor. Czy przyjdzie tu za tobą?

— Nie. Protektorka z rasy Nocnych Ludzi wie, że została sama, żeby dopilnować ewakuacji. Jeśli spróbuje mnie zabić, a ja zabiję ją, reproduktorzy zginą sami w podróży.

— Zdaje się, że łatwo ci przychodzi zabijanie — stwierdził Louis cierpko.

— Nie. Nie potrafię zabić pięciu procent populacji Pierścienia i nie wiem, czy potrafię zabić ciebie, Louis. Jesteś reproduktorem z mojej rasy. Na Pierścieniu jesteś jedyny.

— Myślałem o sposobach uratowania Pierścienia — powie­dział. — Jeśli wiesz, gdzie jest urządzenie transmutacyjne na dużą skalę, my wiemy, jak je wykorzystać.

— Oczywiście Pakowie nie mieli żadnego. To nie jest twój najbystrzejszy domysł, Louis.

— Gdybyśmy wywiercili dziurę pod jednym z Oceanów Wiel­kich, a następnie kontrolowali wypływ, moglibyśmy wykorzystać siłę reakcji, by przesunąć Pierścień na właściwe miejsce.

— Sprytne. Ale nie dasz rady wywiercić dziury ani jej potem załatać. Co więcej, istnieje rozwiązanie, które spowoduje mniejsze szkody, ale mimo wszystko szkody, i ja nie mogę na to pozwolić.

— Jak uratowałabyś Pierścień?

— Nie mogę — odpowiedziała protektorka.

— Gdzie jesteśmy? Co to za część Centrum Remontowego? Minęła dłuższa chwila.

— Nie mogę powiedzieć wam więcej — rzekła w końcu — niż wiecie. Nie widzę sposobu, w jaki moglibyście stąd uciec, ale muszę brać pod uwagę taką możliwość.

— Rezygnuję — oznajmił Louis. — Poddaję się. Niech to nieżas z twoją głupią grą.

— W porządku, Louis. Przynajmniej nigdy nie umrzesz. Mężczyzna zamknął oczy i zwinął się w kłębek w polu.

„Pobożna dziwka".

— Dotrzymam wam towarzystwa, dopóki nie będziecie musieli włączyć pola statycznego — oświadczyła Teela. — Niewiele więcej mogę zrobić dla waszego lepszego samopoczucia. A wy, jak się nazywacie i skąd pochodzicie? Należycie do rasy, która podbiła Pierścień i gwiazdy.

Paplanina. Dlaczego ludzie nie rodzą się z klapkami na uszach? Czy istnieje hominid z taką cechą?

— Jakie jest stanowisko czarodziei wobec rishathry? — zapytał Kawaresksenjajok .

— To ważne, kiedy spotyka się nową rasę, prawda, chłopcze?

— Moje stanowisko jest takie, że rishathra jest dla reproduktorów. Ale potrafimy kochać.

Chłopiec bawił się znakomicie. Jego ciekawość nie miała granic. Teela opowiedziała o swojej wielkiej podróży. Jej zespół po­szukiwaczy schwytali Grogowie na Mapie Down, a uwolnili inni niezwykli mieszkańcy. Na Kzinie żyły człekokształtne zwierzęta, przywiezione dawno temu z Mapy Ziemi, hodowane dla szczegól­nych cech, dopóki nie zaczęły się tak różnić między sobą, jak psy w zamieszkanej przez ludzi części kosmosu. Załoga Teeli ukryła się wśród nich. Ukradli statek kolonistów z Kzinu. Zabili jedno z żywiących się krylami zwierząt-wysp, zamrażając jego mięso w pustym zbiorniku po płynnym wodorze. Jedli je przez wiele miesięcy. W końcu Louis usłyszał, jak Teela mówi:

— Muszę teraz coś zjeść, ale wkrótce wrócę. — I nastała cisza. Kilka minut ciszy skończyło się, kiedy stępione zęby delikatnie zacisnęły się wokół nadgarstka Louisa Wu.

— Louis, obudź się. Nie ma czasu na spanie.

Odwrócił się; wyłączył pole. Przez chwilę napawał się niezwyk­łym widokiem lalecznika obok tryskającego zdrowiem kzina. — Myślałem, że wyłączyłeś się z tego.

— Cenna iluzja, która zbytnio zbliżyła się do rzeczywistości. Kusiło mnie, żeby zostawić rzeczy ich biegowi — przyznał lalecznik. — Teela Brown mówiła prawdę, kiedy stwierdziła, że nie umrzemy. Większa część Pierścienia rozpadnie się i odleci w kosmos, poza kometarne halo. Może nawet któregoś dnia znajdą nas.

— Zaczynam myśleć podobnie. Jestem gotów poddać się.

— Protektorzy wymarli ćwierć miliona lat temu. Kto to powiedział?

— Gdybyś miał trochę rozsądku, przestałbyś mnie słuchać.

— Jeszcze nie, jeśli pozwolisz. Mam wrażenie, że protektorka próbowała nam coś powiedzieć. Pakowie byli waszymi przodkami, a Teela należy do twojego gatunku. Doradź nam.

— Ona chce, żebyśmy za nią wykonali brudną robotę — oświadczył Louis. — Przez cały czas prowadziła z nami grę. Do diabła, studiowałeś wywiady z Brennanem, przeprowadzone po tym, jak został protektorem. Protektorzy mają silne instynkty i nadludzką inteligencję. Między nimi musi występować konflikt.

— Nie pojmuję, o co ci chodzi z tą brudną robotą.

— Teela wie, jak uratować Pierścień. Wszyscy oni wiedzieli. Zabić pięć procent, uratować dziewięćdziesiąt pięć… Ale nie mogą zrobić tego sami. Nie mogą nawet pozwolić, by zrobił to ktoś inny, a jednocześnie muszą postarać się, żeby ktoś inny to zrobił. Zawiłe rozumowanie.

— Szczegóły?

W związku z tymi liczbami coś zaświtało Louisowi w głowie. Dlaczego?.. Nieżas z tym.

— Teela wybrała ten budynek, ponieważ wyglądał jak latające więzienie Halrloprillalar, to, które zarekwirowaliśmy podczas pierwszej wyprawy. Wybrała je, żeby zwrócić naszą uwagę. Umieściła je tam, gdzie chciała nas ściągnąć. Nie wiem, jaką rolę pełni ta część Centrum Remontowego, ale to jest właściwe miejsce w całej tej bryle o objętości miliarda mil sześciennych. My mamy domyślić się reszty.

— I co dalej? Czy ona jest pewna, że złowiła nas w pułapkę?

— Cokolwiek postanowimy, dołoży starań, aby nas powstrzy­mać. Dlatego będziemy musieli ją zabić. Właśnie to chciała nam przekazać. Mamy tylko jedną przewagę. Ona walczy, żeby przegrać.

— Nie rozumiem — powiedział lalecznik.

— Chce, żeby Pierścień żył. Chce, żebyśmy ją zabili. Powie­działa nam tyle, ile mogła. Ale nawet jeśli domyślimy się wszystkiego, czy zdołamy zabić tyle obdarzonych rozumem istot?

— Szkoda mi Teeli — powiedział Chmee.

— Tak.

— Jak możemy ją zabić? Jeśli masz rację, musiała coś dla nas zaplanować.

— Wątpię. Przypuszczam, że zrobiła wszystko, co w jej mocy, by nie myśleć o tym, co możemy zrobić. Musiałaby temu przeszkodzić. Jesteśmy zdani na siebie. Ona instynktownie zabije obcych. Przy mnie może się zawahać w decydującym ułamku sekundy.