Выбрать главу

– Nie będę pani dłużej głowy zawracać, utwierdziła mnie pani w poglądach i jestem pani bardzo wdzięczna. Do pana Pietrzaka też mam interes, ale to przyjdę kiedy indziej, umówię się z nim telefonicznie. Dziękuję pani.

Pani Natalia pożegnała mnie miło i życzliwie, chociaż w nastroju raczej minorowym. Wyszłam na ulicę.

Do samochodu miałam tyle, co przez chodnik, ale nie dotarłam do drzwiczek. Skądś pojawiła się ta druga, sąsiadka z przeciwka, tak jakby właśnie wybierała się, na przykład, do sklepu, i zatrzymała się na mój widok.

– U Natalii pani była, co? – powiedziała konfidencjonalnie. – A widziała pani przedtem tego Ksawusia, nie? Zna go pani? I w ogóle ich wszystkich?

Pokochałam facetkę od tego drugiego wejrzenia.

– Nie wiem czy wszystkich – odparłam żywiutko. – Pana Pietrzaka owszem, teraz panią Natalię, pana Przecinaka słabo, ale znam. Jest ktoś jeszcze?

– Mało pani…? Od Natalii nic się pani nie dowie, zamurowało ją. Ksawuś pani jakie świństwo zrobił albo co?

Spróbowałam ukryć uczucia.

– Ksawuś mnie…? Skąd! Ja mam interesy, tak się składa, do pana Pietrzaka i do pani Natalii, każdy na inny temat, ale pan Ksawery…? Dotychczas nic mi złego nie zrobił, a co? Powinien? Znam go z całkiem innej strony, dopiero od wczoraj wiem, że to siostrzeniec pana Pietrzaka. Dlaczego panią Natalię zamurowało? Rozmawiała ze mną normalnie.

– Iiiii tam, nie uwierzę. Tam cała afera była, mówiła co o tym?

– Jaka afera? O aferze nie, ani słowa. A co się stało?

Baba podjechała wózeczkiem na zakupy pod koło mojego samochodu.

– Dużo się stało, ale wiedzieć, to ja nic nie wiem, tylko wszystkiego się domyślam. Jakie pani ma te interesy z nimi?

W mgnieniu oka zdecydowałam się zaspokoić jej ciekawość.

– Jeden to numizmatyczny, z panem Pietrzakiem, ja też się tym trochę zajmuję, różne monety chcę zobaczyć, a drugi całkiem prywatny, o dziewczynę idzie, żeby się nie wplątała w Ksawerego…

– A ta cała kradzież pani nie obchodzi?

– Jaka kradzież?

– A monety. Że Ksawuś okradł wuja, to pewno Natalia słowem jednym nie pisnęła?

– Nie pisnęła, istotnie, i w ogóle pierwsze słyszę. Bardzo mnie to interesuje.

– No i nie panią jedną. Wszystko ugnietli, cicho sza, ale Pietrzak o mało wariactwa nie dostał. Pogotowie przyjeżdżało. Do policji nie zgłosili, żeby zostało w rodzinie, Natalia wody w gębę nabrała, ale ja przecież nie ślepa i nie głucha. Złote pieniądze Ksawuś wujowi podgrandził, na bazarze sprzedał albo gdzieś tam, odkupić mu kazali, jak z pieprzem latał. I odkupił chyba albo może komu innemu ukradł, bo teraz całkiem zadowolony chodzi, ale tak mi się widzi, że mu wujaszek nie przebaczył. Doigra się w końcu ten łobuz.

Zaintrygowała mnie zaciętość, brzmiąca w jej głosie. Najwyraźniej w świecie nie lubiła Ksawusia z całej siły, też jej zrobił coś złego czy jak…?

– Musiał chyba ten Ksawery i pani się jakoś narazić? – zaryzykowałam.

– A pewnie, że się naraził – sapnęła gniewnie i wyszarpnęła wózeczek spod samochodu. – Moją wnuczkę otumanił, głupia gówniara, bo głupia, ale nie będzie przez takiego złodzieja życia sobie marnowała! A już prawie truć się chciała! Rozumu to nie ma za grosz, wykołował ją jak chciał, dobrze chociaż, że prędko na jaw wyszło i jakoś tam się tego oleju do głowy jej nalało. Co się napłakała, to napłakała, już ja mu tego płaczu tak zaraz nie daruję.

– A zdawałoby się, że całkiem sympatyczny chłopiec…

– Dla siebie może i sympatyczny, ale to taki lisek chytrusek, dla siebie każdemu z gardła wydrze i nawet się nie obróci…

Brzmiało to wszystko tak interesująco, że sama nie wiedziałam, co z tym fantem zrobić. Naradzić się z Januszem? Czy może przedtem z Tym Panem…? Materiału do rozmowy z panem Pietrzakiem miałam już ilość przytłaczającą, złote pieniądze złotymi pieniędzmi, ale czy to przypadkiem nie siostrzeniec podwędził wujowi brakteat Jaksy z Kopanicy…?

I jest to w końcu piegowaty Kuba czy nie…?!

* * *

– Prędzej bym ukradła podobiznę Ksawusia panu Józefowi niż pani Natalii – powiedziałam gniewnie, kiedy Janusz zdziwił się, że nie dokonałam tak prostego czynu. – Nawet nie mogłam jej namawiać, żeby mnie wpuściła na salony. Nie wypadało. Poza tym z pewnością kochany siostrzeniec nie stoi na środku biurka, oprawiony w ramki, to niby co? Miałam grzebać po szufladach?

– Nic się nie stało – pocieszył mnie kochający mężczyzna. – Najwyżej sprawdzenie trochę się opóźni, jeden dzień nikogo nie zbawi. Zgadzałoby się o tyle, że ten cały Przecinak był w Bolesławcu.

– A, to już go w hotelowym spisie wyłapali?

– Jest na liście do sprawdzenia. Zostało im wszystkiego czterdziestu siedmiu, większość w Warszawie. Czekaj, zaraz zadzwonię, to może przyśpieszyć… Jego adresu nie znasz?

Skrucha mnie ogarnęła wielka, co za idiotka, że też nie spytałam, gdzie ten anielski chłopiec mieszka! A okazję miałam, jak rzadko! Ale, zaraz, może Anita wie…?

Gwałtownie sięgnęłam po słuchawkę.

Anita dała się złapać od razu, z miejsca tylko wykrzykując, że siedzi w redakcji i nie ma ani chwili czasu, na żadne okrężne drogi nie mogłam sobie zatem pozwalać.

– Kubuś Wichajster jest łajdus ostatni i łaska boska, że Grażynki nie dopadł – oznajmiłam bez wstępów. – Wiesz może, gdzie on mieszka?

– Co ty powiesz – zmartwiła się Anita. – Wiem, oczywiście, w mieszkaniu po rodzicach. Jego matka do ostatniej chwili dla nas pracowała i mamy tu jej adres.

– I gdzie to jest?

– Aleja Niepodległości… zaraz, niech spojrzę, moment… dwieście siedemnaście, mieszkania dwadzieścia. Skąd wiesz?

– Co skąd wiem?

– Że jest łajdus ostatni?

– Długo by gadać…

– To nie teraz. Zadzwonię do ciebie, jak tu skończymy…

Przekazałam informację Januszowi, który patrzył na mnie jakoś dziwnie.

– Można wiedzieć, kto to jest Kubuś Wichajster?

– Ksawery Przecinak – odparłam niecierpliwie i wyjaśniłam mu kwestię tych nazwiskowych narzędzi pracy.

Zarazem zaciekawiło mnie, jak to załatwią technicznie. Polecą robić zdjęcie Ksawusiowi? Zawloką go do Bolesławca? Czy przywiozą do Warszawy całe tamtejsze towarzystwo…?

– Nikogo nie będą nigdzie wozić, obejdą się zdjęciami – odparł Janusz, wypukując numer tajemniczej osoby, która łamała dla niego wszelkie przepisy. Pośrednio dla mnie. Rany boskie, ten list Grażynki…!

Zanim Anita zdążyła wyplątać się z roboty i zadzwonić do mnie, okazało się, że nic podobnego. Przy alei Niepodległości dwieście siedemnaście mieszkają w trzech pokojach z kuchnią jacyś obcy ludzie, cała rodzina, o nazwisku Drążek. Pan Drążek, pani Drążkowa i dwa małe Drążki, ich dzieci. Wywiadowca, który się na nich nadział, nie przyznał się, rzecz jasna, do siebie samego, pana Drążka obejrzał z uwagą, stwierdził, iż jest to wysoki brunet, brodaty, w wieku około czterdziestki, po czym okazał wielką rozpacz, bo mu zginął przyjaciel, Ksawery Przecinak, który tu mieszkał całe życie. Stracił go z oczu, trzy lata podróżował po niespokojnych krajach, a teraz właśnie wrócił i przyjaciela koniecznie chce odnaleźć. Może ktoś tu wie, gdzie on się podziewa?

Państwo Drążkowie odnieśli się do sprawy z pełnym zrozumieniem i wyjaśnili, że już przed dwoma laty nabyli to mieszkanie od pana Przecinaka, notarialny akt kupna oczywiście posiadają i na tym akcie jakiś adres widnieje. Puszczyka trzy, mieszkania dziesięć. Mają także telefon do niego, komórka, zaraz znajdą, o, proszę! 0 509 207 386.

Wywiadowcą numer komórki nie wstrząsnął, bo nic nie wiedział o Jerzym Stępniaku, zapisał sobie i pojechał na Puszczyka, informując po drodze o wszystkim macierzystą instytucję. Przy okazji Janusza i mnie, byliśmy zatem na bieżąco.

W mieszkaniu numer dziesięć przy Puszczyka trzy nie było nikogo. Wywiadowca nie popuścił, zadzwonił do sąsiadów, całkowicie już wcielając się w postać zmartwionego przyjaciela. Wrażenie robił dostatecznie dobre, żeby każdy z nim rozmawiał bez oporu.

Bez oporu też lokatorka mieszkania numer jedenaście, osoba w średnim wieku, wyjaśniła, że obok mieszka młoda dziewczyna, pracująca w jakichś zakładach krawieckich, szyją chyba stroje dla teatrów i ona miewa dyżury w rozmaitych godzinach, bo czasem w ostatniej chwili trzeba coś dopasowywać, możliwe, że właśnie jest w pracy. Z nią razem mieszka narzeczony, ale nie jest to narzeczony ustabilizowany, tylko raczej zmienny. Ona osobiście tych narzeczonych nie zna, ale rozpoznaje ich z twarzy i ten jest czwarty kolejny, z tym że częstotliwość zmian nie jest oszołamiająca, przeciętnie wypada raz do roku. Nie wie, kiedy dziewczyna wróci, a nazywa się Krystyna Woźniak i tyle. Przyjaźni ścisłej nie utrzymują.

Poczekawszy jeszcze z godzinkę na Krystynę Woźniak, wywiadowca chwilowo zrezygnował. Postanowił spróbować później, ewentualnie nazajutrz od rana.

– Wnioskując ze wszystkiego, co o nim słyszymy – zaopiniował Janusz – sprzedał cholernik mieszkanie i teraz pęta się po dziewczynach. Diabli wiedzą gdzie się go w końcu znajdzie. Ale dowodem zgoła bezcennym jest komórka Stępniaka, numer na papierosach został zapisany rączką Antosia, to już sprawdzono grafologicznie.

– No i co z tego, Antoś bliskiej znajomości nie zaprzecza – powiedziałam z niechęcią. – Mógł sobie pisać nawet i po ścianach.

– Ale dzięki temu już wiemy, że tajemniczy Kuba to Ksawery Przecinak, siostrzeniec tego twojego Józefa Pietrzaka. Pan Pietrzak od rozmowy się nie wyłga.

– Nawet nie jestem pewna, czy będzie chciał się wyłgiwać. Chociaż, czy ja wiem… Siostrzeniec… Co rodzina, to rodzina, może siostra na łożu śmierci kazała mu coś tam przysięgać…

Nie wymyśliłam, co siostra kazała panu Pietrzakowi przysięgać, ponieważ zadzwoniła Anita. Z dużym zapałem przekazałam jej wieści o wesołym Kubusiu, unikając tylko wzmianki o zbrodni. Wielkim zaskoczeniem to dla niej nie było.

– No i popatrz, nic na takie przekręty nie wskazywało, a ja wcale nie czuję się strasznie zdziwiona – pochwaliła sama siebie. – Coś mi tam chyba gdzieś, na dnie duszy, popiskiwało. Ale nikt Kubusia o duże hopy nie posądzał, najwyżej o drobne podskoki na krawędziach prawa, niepoważny, ale w granicach. No, taki miło skowronkowaty.