Выбрать главу

Minęło pięć dni, odkąd zamordował Karola Borię.

Musiał się upewnić, czy córka wie cokolwiek o Bursztynowej Komnacie. Być może ojciec wspomniał coś w minionych latach. Może wiedziała coś o Czapajewie. W sumie to stara historia, ale teraz wszystko zaczęło mu się wymykać z rąk i nie powinien przegapić najdrobniejszej informacji. Trop, który jeszcze niedawno wydawał się intrygujący, zaprowadził go donikąd.

Wsiadł do zatłoczonej windy i wjechał na szóstą kondygnację gmachu sądowego. Po obu stronach korytarza znajdowały się sale rozpraw oraz biura pełne klientów. Miał na sobie szary garnitur, koszulę w paski oraz bladożółty jedwabny krawat, który kupił wczoraj w sklepie z męską garderobą.

Z rozmysłem dobrał pastelowe kolory, by wyglądać na solidnego konserwatystę.

Pchnął szklane drzwi z napisem SĘDZIA RACHEL CUTLER i wszedł do pustego przedpokoju, w którym za biurkiem siedziała trzydziestokilkuletnia czarnoskóra kobieta. Na identyfikatorze widniało jej imię i nazwisko: SAMI LUFFMAN.

– Dzień dobry – powiedział najlepszą angielszczyzną, na jaką było go stać. Kobieta się uśmiechnęła i odwzajemniła pozdrowienie. – Nazywam się Christian Knoll.

Podał jej wizytówkę podobną do tej, która posłużył się u Borii; tym razem jednak widniał na niej napis KOLEKCJONER SZTUKI, bez tytułu akademickiego i adresu.

– Czy mam szansę porozmawiać z panią sędzią? Kobieta wzięła wizytówkę.

– Przykro mi, ale sędzia Cutler jest dzisiaj nieobecna.

– Mam bardzo ważną sprawę, naprawdę muszę z nią porozmawiać.

– Czy pańska sprawa wiąże się z procesami toczącymi się w naszym sądzie?

Zaprzeczył ruchem głowy, z miną zakłopotaną i niewinną.

– Ależ nie, to sprawa osobista.

– Ojciec pani sędzi zmarł w zeszłym tygodniu…

– Ach, jak mi przykro – powiedział z udawanym współczuciem. – To dla niej zapewne wstrząs.

– Tak, to okropne. Bardzo ją to poruszyło i zdecydowała się na krótki urlop.

– Ubolewam, nie tylko ze swojego, ale i z jej powodu.

– Jestem w mieście tylko do jutra i miałem nadzieję, że porozmawiam z sędzią Cutler przed wyjazdem. Być może mogłaby pani przekazać jej moją prośbę o telefon do hotelu?

Sekretarka przez chwilę się zastanawiała, on zaś wykorzystał ten czas, by przyjrzeć się oprawionej fotografii wiszącej na ścianie wyklejonej tapetą. Stała na niej przed jakimś mężczyzną kobieta z podniesioną prawą ręką, jakby składała przysięgę. Miała ciemnobrązowe włosy do ramion, zadarty nos i głębokie spojrzenie. Ubrana była w czarną togę, trudno zatem było powiedzieć cokolwiek o jej figurze. Policzki pokrywał rumieniec, a lekki uśmiech był dyskretny, odpowiedni do wagi chwili. Wskazał ręką na zdjęcie.

– Sędzia Cutler?

– Jak składała przysięgę cztery lata temu.

Była to ta sama kobieta, którą widział we wtorek na pogrzebie Karola Borii. Stała na przedzie tłumu żałobników, przytulając dwójkę małych dzieci, chłopca i dziewczynkę.

– Mogę przekazać sędzi pańską wiadomość, ale nie jestem pewna, czy zdoła skontaktować się z panem.

– Dlaczego?

– Wylatuje dziś po południu.

– Wybiera się w podróż?

– Tak, do Niemiec.

– To cudowny wybór. – Musiał się dowiedzieć, dokąd konkretnie jedzie, czyli wypróbować trzy główne miejsca odlotów. – Berlin jest piękny o tej porze roku. Podobnie jak Frankfurt i Monachium.

– Jedzie do Monachium.

– Ach! To magiczne miasto. Może wyjazd przyniesie jej ulgę w okresie żałoby?

– Mam nadzieję.

Wiedział już wystarczająco dużo.

– Dziękuję, pani Luffman. Była pani bardzo uprzejma.

– To adres mojego hotelu. – Wymyślił naprędce nazwę oraz numer pokoju; nie potrzebował już kontaktu. – Proszę przekazać pani Cutler, że złożyłem jej wizytę.

– Spróbuję – odparła.

Odwrócił się w stronę wyjścia, ale spojrzał jeszcze raz na fotografię na ścianie, zapisując w pamięci wizerunek Rachel Cutler.

Zjechał z góry i znalazł się na półpiętrze. Po przeciwnej stronie wisiały rzędem aparaty telefoniczne. Przeszedł tam i wystukał numer prywatnej linii Franza Fellnera na starym kontynencie. W Niemczech dochodziła teraz piąta po południu. Nie był pewien, kto odbierze oraz komu będzie musiał zdać relację. Bez wątpienia władza przechodziła teraz z rąk do rąk: Fellner stopniowo się wycofywał, przekazując kontrolę nad interesem Monice. Starszy pan nie należał do osób, które bez wahania oddają stery, szczególnie gdy stawką w grze było coś tak wielkiego i wspaniałego jak Bursztynowa Komnata.

– Słucham – po dwóch dzwonkach odezwała się Monika.

– Pełnisz obowiązki sekretarki?- zapytał po niemiecku.

– Najwyższy czas, żebyś się odezwał. Minął już prawie tydzień. Z tarczą czy na tarczy?

– Powinniśmy sobie coś wyjaśnić. Nie mam zamiaru meldować się codziennie jak sztubak. Dajesz mi zlecenie i wolną rękę. Dzwonię wtedy, kiedy uznam to za konieczne.

– Zrobiliśmy się drażliwi, czy tak?

– Nie zgadzam się na ścisły nadzór.

– Przypomnę ci o tym, kiedy następnym razem znajdziesz się między moimi udami.

Uśmiechnął się. Trudno było przycisnąć ją do muru.

– Znalazłem Borię. Upierał się, że niczego nie wie.

– I ty mu uwierzyłeś?

– Czyżbym coś takiego powiedział?

– Ale on nie żyje, prawda?

– Tragiczny wypadek: spadł ze schodów.

– Ojcu nie będzie się to podobać.

– Sądziłem, że to ty rządzisz?

– Tak, ale mówiąc szczerze, to nie ma znaczenia. A oprócz tego ojciec ma rację: niepotrzebnie ryzykujesz.

– Nigdy nie podejmuję niepotrzebnego ryzyka.

Tym razem był istotnie bardzo ostrożny. Podczas pierwszej wizyty nie dotknął niczego oprócz szklanki z herbatą, którą wymył, przychodząc po raz drugi, już w rękawiczkach.

– Powiedzmy, że uznałem to za konieczne z uwagi na zaistniałe okoliczności.

– Co takiego zrobił? Wystawił na szwank twoją dumę? Zdumiewające, jak Monika potrafiła czytać w jego duszy, nawet z odległości czterech tysięcy mil. Nie zdawał sobie sprawy, że jest dla niej tak przewidywalny.

– To nieistotne.

– Któregoś dnia wyczerpiesz limit szczęścia, Christianie.

– A ty mówisz tak, jakbyś czekała z utęsknieniem na ten dzień.

– Niezupełnie. Niełatwo będzie cię zastąpić.

– O czym mówisz?

– O wszystkim, draniu.

Uśmiechnął się. Dobrze wiedzieć, że jej również nie jest obojętny.

– Dowiedziałem się, że córka Borii wybiera się do Monachium. Być może ma zamiar odwiedzić Czapajewa.

– Skąd ci przyszedł do głowy ten pomysł?

– Boria najwyraźniej migał się od odpowiedzi oraz powiedział coś interesującego na temat bursztynowych płyt.

– Że może lepiej, by nie zostały odnalezione.

– Może jego córka po prostu wybrała się na wakacje.

– Wątpię. To nie może być zbieg okoliczności.

– Zamierzasz ruszyć za nią?

– Jeszcze dziś po południu. Teraz muszę jeszcze coś załatwić.

22

Suzanne obserwowała Christiana Knolla z drugiej strony antresoli. Siedziała w zatłoczonej poczekalni przy szklanych drzwiach, na których widniał napis SEKRETARIAT SĄDU, GRZYWNY ZA WYKROCZENIA DROGOWE. Blisko siedemdziesiąt pięć osób stało; w kolejce, by podejść do biurka i odebrać pozew; panował chaos, w powietrzu unosił się dym z papierosów mimo rozwieszonych, gdzie tylko się dało, tabliczek z napisem ZAKAZ PALENIA.