Выбрать главу

– Nie ma w tym nic dziwnego – wyjaśnił Grumer. – Zachodnia prasa rzadko zajmowała się Bursztynową Komnatą.

– Niewiele osób wie, co to w ogóle jest. Tylko badacze w Niemczech i Rosji przez długie lata studiowali jej dzieje. Słyszałem niejednokrotnie o tej wizycie Göringa w Mauthausen, ale nigdy nie była to relacja naocznego świadka, jak ta powtórzona teraz przez Frau Cutler.

– Jaki to ma związek z naszymi pracami eksploracyjnymi? – chciał ustalić McKoy.

– Jeden z dokumentów potwierdza, że jantarowa boazeria została załadowana na trzy ciężarówki, kiedy Hitler przejął nad nią kontrolę. Ciężarówki ruszyły na południe od Królewca i nikt już nigdy ich nie zobaczył. Były to duże auta ciężarowe…

– Na przykład marki Büssing NAG – dokończył Wayland.

Grumer przytaknął.

McKoy opadł na brzeg łóżka.

– Te trzy ciężarówki, które odnaleźliśmy? – zapytał nieco łagodniejszym tonem.

– Czy nie byłby to zbyt wielki zbieg okoliczności, jak pan sądzi?

– Ale ciężarówki są puste – zaprotestował Paul.

– Właśnie – podjął Grumer. – Być może Wybawcy Zaginionych Dzieł Sztuki dowiedzieli się wcześniej, gdzie ich szukać. Być może to właśnie wyjaśnia żywe zainteresowanie naszymi wykopaliskami obojga akwizytorów.

– Ale pan nie jest do końca pewny, czy Knoll i ta kobieta mają jakieś powiązania z tym stowarzyszeniem – powątpiewała Rachel.

– Rzeczywiście, nie mam, Frau Cutler. Ale Margarethe nie wygląda mi na niezależną kolekcjonerkę. Jakiś czas przebywała pani w towarzystwie Knolla. Czy nie odniosła pani wrażenia, że on pracuje dla kogoś?

– Knoll nie chciał mi powiedzieć, dla kogo.

– Co dodatkowo potwierdza hipotezę Grumera – ocenił McKoy.

Paul wyciągnął z kieszeni marynarki portfel znaleziony w pieczarze i wręczył go Grumerowi.

– Co powiesz o tym? – spytał i zrelacjonował, w jaki sposób wszedł w posiadanie tego przedmiotu.

– Pan znalazł to, czego ja szukałem. Informacje, których żądał zleceniodawca, miały dotyczyć wszelkich śladów pozostawionych później niż w roku 1945. Szukałem w pobliżu pięciu szkieletów, ale nie znalazłem. A to jest dowód, że pieczara została splądrowana dobrych kilka lat po wojnie.

– Na ocalałym skrawku karty jest coś napisane. O co tu chodzi?

Grumer przyjrzał się z bliska.

– To rodzaj zezwolenia czy licencji. Wydane w marcu 1951 roku. Ważne do 15 marca 1955 roku.

– I ta Margarethe chciała właśnie tego? – zapytał Wayland.

– Zamierzała sowicie zapłacić za takie znalezisko – przytaknął Grumer.

McKoy przeczesał włosy palcami. Wyglądał na wycieńczonego. Grumer wykorzystał ten moment i podjął próbę usprawiedliwienia się.

– Herr McKoy, nie miałem pojęcia, że pieczara jest splądrowana. Byłem równie podekscytowany jak pan, kiedy się do niej przebiliśmy. Jednak coraz wyraźniej odczytywałem negatywne sygnały. Żadnych ładunków wybuchowych ani nawet niewypałów. Wąski chodnik. Nie było drzwi ani stalowych wzmocnień w szybie, także w jaskini. I te ciężarówki.

– Ciężarówki o dużej ładowności nie powinny się tu znaleźć.

– Chyba że kiedyś przywieziono tu nimi tę pieprzoną Bursztynową Komnatę.

– Słusznie.

– Niech pan nam powie coś więcej o tym, co mogło się nadarzyć – Paul zwrócił się do Grumera.

– Niewiele mogę powiedzieć. Z relacji świadków wynika, że bursztynowe płyty ścienne spakowano do skrzyń, potem załadowano na trzy ciężarówki. Konwój zmierzał najprawdopodobniej na południe, do Berchtesgaden, by znaleźć bezpieczne schronienie w Alpach. Ale armie radziecka i amerykańska zajmowały już niemal całe Niemcy. Nie było dokąd jechać. W tej sytuacji samochody ciężarowe ukryto naprędce byle gdzie. Nie zachowały się żadne relacje z tego wydarzenia. Niewykluczone więc, że ukryto je w jednej z kopalń w górach Harzu.

– Domyślasz się tego na podstawie żywego zainteresowania Margarethe listami Borii oraz faktu, że tu przyjechała.

– I wysnuwasz z tego wniosek, że Bursztynowa Komnata ma z tym coś wspólnego? – zapytał Wayland.

– Istotnie, taki wniosek wydaje się logiczny.

– Na jakiej podstawie wnioskuje pan, że Loring jest pracodawcą Margarethe?

– To jedynie moje domysły. Wiele czytałem i słyszałem przez lata. Rodzina Lormgów była i jest żywo zainteresowana Bursztynową Komnatą.

– A dlaczego wymazał pan te litery? – zapytała nagle Rachel. – Czy Margarethe zapłaciła panu także za to?

– Nie do końca. Dała tylko jasno do zrozumienia, że nie powinno w środku pozostać nic, co wskazywałoby na czyjąś obecność w jaskini po 1945 roku.

– Jakie to może mieć znaczenie? – dopytywała się sędzia Cutler.

– Nie mam doprawdy najmniejszego pojęcia.

– Jak ona wygląda? – to pytanie zadał mu Paul.

– To ta sama kobieta, którą opisywał pan po południu.

– Zdaje pan sobie sprawę, że ona mogła zamordować Czapajewa oraz ojca Rachel.

– I nie pisnąłeś nawet cholernego słówka! – wrzeszczał na niego McKoy. – Powinienem zatłuc cię na śmierć! Zdajesz sobie przecież sprawę, w jakie gówno wdepnąłem, gdy pieczara okazała się już splądrowana. A teraz jeszcze to.

Przetarł oczy, najwyraźniej starając się uspokoić. Zwyciężyła jednak ciekawość.

– Kiedy macie następne spotkanie, Grumer?

– Powiedziała, że zadzwoni.

– Chcę wiedzieć o tym w tej samej sekundzie, kiedy ta suka to zrobi. Mam już tego dość. Czy wyrażam się jasno?

– Nie można jaśniej – wystękał Grumer.

McKoy wstał i ruszył w kierunku drzwi.

– Lepiej, żebyś mnie posłuchał, Grumer. Masz mnie powiadomić w sekundę po tym, jak usłyszysz jej głos.

– Oczywiście. Zgodnie z rozkazem.

Paul otwierał drzwi i w tym samym momencie zadzwonił telefon w ich pokoju. Gdy Rachel weszła, on już trzymał słuchawkę przy uchu. Dzwonił Fritz Pannik. Paul szybko zdał inspektorowi relację z tego, co stało się wcześniej, informując, że Knoll i podejrzana kobieta kręcą się w pobliżu, a przynajmniej byli tu jeszcze przed paroma godzinami.

– Przyślę jutro z rana kogoś z lokalnej policji, by spisał wasze zeznania.

– Sądzi pan, że tych dwoje wciąż tu jest?

– Jeśli to, co mówi Alfred Grumer, jest prawdą, myślę, że tak. Miłych snów, Herr Cutler, i do usłyszenia jutro.

Paul odłożył słuchawkę i usiadł na łóżku.

– Co o tym sądzisz? – zapytała Rachel.

– Ty jesteś od sądzenia. Czy Grumer jest wiarygodnym świadkiem?

– Według mnie nie. Ale McKoy chyba kupił jego opowiastki.

– Nie jestem tego pewien. Mam wrażenie, że nasz poszukiwacz skarbów również coś ukrywa. Nie umiem tego sprecyzować dokładnie, ale on czegoś nam nie mówi. Słuchał bardzo uważnie słów Herr Doktora na temat Bursztynowej Komnaty. Nie możemy jednak teraz się tym przejmować.

– Niepokoją mnie Knoll i ta kobieta. Krążą wokół i wcale mi się to nie podoba.

Usiadła na łóżku obok niego. Jego wzrok padł na pełne piersi, dodatkowo podkreślone obcisłym golfem. Królowa Lodu? Nie dla niego. Czuł jej bliskość ostatniej nocy i ta bliskość nie dawała mu zasnąć. Wdychał jej woń, gdy spała.

W pewnym momencie usiłował sobie wyobrazić, że czas cofnął się o trzy lata, że ciągle są małżeństwem i on wciąż może się z nią kochać. Wszystko wydało mu się takie nierealne.

Utracony skarb. Mordercy krążący wokół. Jego była małżonka znowu razem z nim w jednym łóżku.

– Być może miałeś rację od początku – podjęła rozmowę. W pewnym sensie to wszystko nas zupełnie nie dotyczy i powinniśmy wyplątać się z tej afery. Musimy myśleć o Marli i Brencie. – Spojrzała na niego. – No i jeszcze o nas samych – dodała, nakrywając jego dłoń własną.