Выбрать главу

Kiedy projekt stał się bardziej realny, u polityków wywołał prawdziwy gniew. Siobhan w pewnym sensie było to na rękę, oznaczało bowiem, że ponad rok od bożonarodzeniowego przemówienia Alvarez ta „udawana wojna” zbliża się do końca i ludzie uwierzyli w nadchodzącą burzę słoneczną na tyle, aby zacząć się interesować, co się w tej sprawie robi. Oczywiście było do rozwiązania wiele problemów technicznych, usiłowano bowiem zrobić coś, czego nie robiono nigdy przedtem. Ale Siobhan wiedziała, że gdyby zasiać w ludziach ziarno wątpliwości, wkrótce załamałby się kruchy polityczny consensus związany z realizacją projektu, równie ważny jak szklane elementy transportowane z Księżyca.

Siobhan pomasowała skronie.

— Więc znajdziemy inny sposób. Co możemy zmienić? Rose zaczęła wyliczać na palcach.

— Nie można zmienić działających sił. Nie można zmienić pola grawitacyjnego Słońca czy Ziemi ani też ciśnienia światła słonecznego. Nie można zmniejszyć rozmiarów tarczy. Gdyby była przezroczysta, światło oczywiście przedostałoby się na drugą stronę bez przeszkody. — Uśmiechnęła się. — Ale wtedy jej budowa w ogóle nie miałaby sensu, prawda?

— Cholera, musi być jakiś sposób — warknęła Siobhan.

Popatrzyła na ekrany zainstalowane na ścianach pokoju. Obrazy patrzących na nią twarzy, twarzy kierowników projektu, były przesyłane z rozmaitych zakątków Ziemi i Księżyca oraz z samego punktu L1. Wyraz twarzy Buda i Michaiła był jak zawsze pełen sympatii i poparcia. Rose miała jak zwykle nachmurzoną minę, mówiącą: „tego się nie da wykonać”. Pozostali zachowywali większą rezerwę. Niektórzy z nich być może byli wdzięczni Rose, bo dzięki temu mogli ukryć własne problemy.

Siobhan pomyślała, że to zwyczajnie do nich nie dotarło. Brakowało im wyobraźni, choć niektórzy z nich byli najzdolniejszymi inżynierami i technikami, jacy się tam znaleźli, i byli bliżej projektu niż ktokolwiek inny. Oni nie budowali tutaj jakiegoś mostu ani nie lecieli na Marsa; to nie był po prostu kolejny projekt, kolejny wiersz w ich życiorysach. To dotyczyło przyszłości całego rodzaju ludzkiego. Gdyby z jakiegokolwiek powodu nawalili, nie będzie żadnego jutro, żeby można było zrzucić na kogoś winę, niczyja kariera nie zostanie zrujnowana, nie będzie nowych kierunków badań. Siobhan pomyślała, że powinna powitać z zadowoleniem otwartość Rose, przynajmniej ona nie owijała w bawełnę, nie bacząc na konsekwencje.

— Nie mam zamiaru wygłaszać przemowy zagrzewającej do jeszcze większego wysiłku — powiedziała. — Chcę tylko przypomnieć, co powiedziała prezydent Alvarez. Niepowodzenie nie wchodzi w rachubę. To jest wciąż aktualne. Będziemy nad tym pracować do utraty tchu i znajdziemy rozwiązanie obecnych problemów i tych, które się pojawią w przyszłości.

Bud mruknął:

— Jesteśmy z tobą, Siobhan.

— Mam nadzieję, że to prawda. — Wstała, odpychając krzesło, i powiedziała do Toby’ego: — Muszę zrobić przerwę.

— Nie mam ci tego za złe. Tylko pamiętaj, o dziesiątej masz spotkanie.

Siobhan zerknęła na widniejący na ekranie terminarz.

— Porucznik Dutt? — Kobieta-żołnierz, która jak się wydawało, spędziła ponad rok, próbując dotrzeć do Siobhan, dysponująca ważnymi informacjami, których nie chciała ujawnić nikomu innemu, w końcu znalazła się na czele listy oczekujących. Dodatkowe problemy. Ale przynajmniej inne.

Przeciągnęła się, próbując pozbyć się bólu w górnej części szyi.

— Jeśli to kogoś obchodzi, wracam za trzydzieści minut.

22. Punkt zwrotny

Porucznik brytyjskiej armii Bisesa Dutt czekała na Siobhan w salach londyńskiego ratusza. Piła kawę i patrzyła na telefon.

Kiedy Siobhan przechodziła przez pokój, jej uwagę zwrócił szczególny cień. Patrząc przez okno, ujrzała surową konstrukcję, wznoszącą się nad dachami Londynu. Był to szkielet budowli, która miała stać się Kopułą stanowiącą własną osłonę miasta przed burzą słoneczną. W długiej historii Londynu była to największa budowla, jaką kiedykolwiek wzniesiono, choć jak można się było spodziewać, przyćmiewają ją przez jeszcze potężniejsze budowle wznoszone nad Nowym Jorkiem, Dallas i Los Angeles.

Tak jak zapowiadała Alvarez, od początku wiedzieli, że tarcza nie osłoni Ziemi przed całym promieniowaniem rozszalałego Słońca, zakładając, że w ogóle zostanie zbudowana. Część tego promieniowania przeniknie do wewnątrz, ale tarcza zapewni ludziom szansę, którą trzeba wykorzystać. Kłopot polegał na tym, że nikt nie wiedział, jak wiele energii będzie musiał pochłonąć świat i miasta takie jak Londyn.

Kopuła była najbardziej widoczną ze zmian, jakie nastąpiły w mieście. Rząd rozpoczął realizację programu gromadzenia zapasów żywności, paliw, środków medycznych i innych artykułów, których ceny zaczęły piąć się w górę. Nawet cena wody poszła w górę, kiedy władze wypełniły wodą ogromne podziemne zbiorniki znajdujące się pod miejskimi parkami. Przypomina to przygotowania do wojny, pomyślała Siobhan. Ale potrzeba tych przygotowań była aż nadto realna.

Budowa Kopuły, będącej fizycznym przejawem nadchodzącego niebezpieczeństwa, z pewnością sprawiła, że ludzie wreszcie zaczęli wierzyć, że burza słoneczna stanowi realne zagrożenie. W mieście wyczuwało się lęk, a służby medyczne donosiły o rosnącym zaniepokojeniu i napięciu. Ale panował także nastrój podniecenia i w pewnym sensie oczekiwania.

Siobhan dużo podróżowała i przekonała się, że wszędzie sytuacja jest mniej więcej taka sama.

Zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych panowało poczucie determinacji i wspólnoty. Ameryka jak zwykle musiała wziąć na siebie nieproporcjonalnie wielką część całego trudu. Wszędzie, nawet tam, gdzie budowa kopuł okazała się niepraktyczna, pojawiało się dążenie do przygotowania się do zbliżającej się katastrofy, a Gwardia Narodowa, skauci i setki ochotników kopali schrony we własnych ogródkach i ogródkach sąsiadów, gromadzili wodę deszczową w podziemnych zbiornikach i zbierali aluminiowe puszki, żeby umieścić w nich żelazne racje żywności. W tym samym czasie podejmowano znacznie mniej widoczne, lecz równie energiczne wysiłki, aby zgromadzić jak najwięcej wiedzy w postaci cyfrowej i drukowanej i umieścić ją w wielkich magazynach, w głębokich szybach kopalnianych, studniach, bunkrach z czasów zimnej wojny, a nawet na Księżycu. Ostatecznie wiedza stanowiła prawdziwy skarb całego narodu, w istocie całej ludzkości, ale program ten wzbudzał wiele kontrowersji wśród tych, którzy argumentowali, że trzeba ratować przede wszystkim ludzi. Prezydent Alvarez jeszcze raz okazała się ekspertem, jeśli chodzi o poderwanie ducha narodu; na rok 2041 planowała obchody rocznicy Drugiej Wojny Światowej, aby przypomnieć swym ziomkom o wielkich trudach, w obliczu których stawali w przeszłości i które zdołali przezwyciężyć.

Na całym świecie panowały rozmaite tarcia. Poza autentyczną różnicą zdań, jak należy reagować na zagrożenie, było wielu pobożnych ludzi, którzy uważali, że to wszystko jest karą wymierzoną przez Boga za rozmaite grzechy, oraz wielu innych, którzy gniewali się na Boga dlatego, że do tego dopuścił. A niektórzy, zieloni radykałowie, mówili, że ludzie powinni po prostu pogodzić się z losem. Była to swego rodzaju kara za to, że narobiliśmy bałaganu na swojej planecie: niech Ziemia zostanie oczyszczona, a potem wszystko zacznie się od początku. Siobhan pomyślała ze smutkiem, że to mogłaby być pocieszająca myśl, gdybyśmy mogli mieć pewność, że po przejściu burzy słonecznej nic nie pozostanie.

Ale mimo to wszystko wokół wydawało się błyszczeć. Słońce świeciło jasno nad Londynem, a Kopuła wydawała się równie nie na miejscu jak choinka w lipcu. Większość ludzi po prostu prowadziła normalne życie, nawet ci, którzy myśleli, że to wszystko to zwykły kant wykręcony przez przedsiębiorstwa budowlane.