Выбрать главу

Byłaby to prawie przezroczysta soczewka, która lekko odchyliłaby promienie słoneczne, tylko o stopień czy nawet mniej. Ale to wystarczyłoby, żeby uchronić Ziemię przed podmuchem burzy słonecznej. A sama soczewka, w odróżnieniu od zwierciadła, byłaby poddana jedynie drobnemu ułamkowi ciśnienia fotonów.

Rose powiedziała:

— Z konstrukcyjnego punktu widzenia to naprawdę nie jest większe wyzwanie niż nasz obecny projekt. A w ten sposób całkowita masa tarczy mogłaby być znacznie mniejsza.

— Więc jesteśmy z powrotem w obszarze projektów wykonalnych? — zapytała Siobhan.

— No, właśnie — powiedział Bud, uśmiechając się od ucha do ucha.

Siobhan rozejrzała się wokół. Teraz dojrzała w ich spojrzeniach przejęcie, a nawet zapał; wszyscy palili się, żeby wrócić do swoich ludzi i zacząć analizować ten nowy pomysł. Pomyślała z dumą, że to naprawdę dobry zespół, najlepszy, jaki istnieje, i może im wierzyć, że zaczną wgryzać się w ten nowy pomysł, aż stanie się integralną częścią programu. A jeśli pojawi się następna przeszkoda, spotkają się znowu.

— Zanim się rozłączymy, jeszcze jedna dobra nowina — powiedziała. — Być może mam rozwiązanie problemu nanotechnologii.

Wybałuszyli oczy. Uśmiechnęła się.

— To może jeszcze zaczekać. Zawiadomię was o szczegółach, kiedy będę wiedziała coś więcej. Dziękuję wam wszystkim. Zamykam zebranie.

Ekrany zgasły, jeden po drugim.

— Lubisz teatralne efekty, co? — Toby wyszczerzył zęby w uśmiechu.

— Zawsze trzeba, żeby mieli ochotę na więcej.

— Mówiłaś serio o tej nanotechnologii?

— To wymaga dopracowania, ale tak myślę.

— Wiesz — powiedział Toby — mówiąc językiem matematyki, L1 to punkt zwrotny — punkt, w którym krzywa z opadającej staje się wznosząca. Dlatego jest to zarazem punkt równowagi.

— Wiem o tym. Ach, rozumiem. Myślisz, że dzisiaj znaleźliśmy się w punkcie zwrotnym tego projektu?

— A ty jak myślisz?

— Myślę, że nagłówki powinieneś zostawić dziennikarzom. OK. Jaki jest następny punkt programu?

23. Heathrow

W marcu 2040 roku — po tym, jak minęły kolejne święta Bożego Narodzenia, kiedy zostało tylko trochę ponad dwa lata do dnia burzy słonecznej — Miriam Grec postanowiła osobiście odwiedzić miejsce budowy tarczy. Oznaczało do pierwszą w jej życiu wyprawę w przestrzeń kosmiczną.

Kiedy tego dnia zabierano ją z Euroigły, czuła się winna, ale zarazem podniecona, jak dziecko, które poszło na wagary. Potrzebowała urlopu; pomyślała cierpko, że co do tego zgodziliby się zarówno jej przyjaciele, jak i wrogowie.

* * *

Londyńskie lotnisko Heathrow było portem lotniczym od stu lat, a teraz stało się także portem kosmicznym. Samolot kosmiczny, spoczywający na długim, utwardzonym pasie startowym, w bladym świetle Słońca, wyglądał naprawdę pięknie, pomyślała Miriam.

Boudicca była smukłym wrzecionem o długości około sześćdziesięciu metrów. Na dziobie i na ogonie miała niepokojąco małe brzechwy i nawet główne, trójkątne, skośne skrzydła były dziwnie krótkie. Na ich końcach zamontowano pękate asymetryczne gondole, mieszczące główne silniki rakietowe, to znaczy funkcję tę miały pełnić w przestrzeni kosmicznej, natomiast w atmosferze działały jak zwykłe silniki odrzutowe. Górną powierzchnię samolotu stanowiła matowo-biała ceramiczna skorupa, która pod spodem była pokryta czarną metalową powłoką, służącą jako osłona termiczna podczas wchodzenia w atmosferę; wykonana była z substancji będącej dalekim potomkiem osłony termicznej, która w dawnych wahadłowcach sprawiała tyle kłopotów.

Pomimo zgromadzonego wokół sprzętu naziemnego i chmur pary wydobywającej się ze zbiorników kriogenicznego paliwa samolot w rzeczywistości wyglądał, jakby należał do zupełnie innego świata i jakby nieśmiało wylądował tu, na Ziemi. Ale był to sprawny pojazd — w istocie weteran lotów kosmicznych. Z lśniącego kadłuba wystawały dysze rakiet czujników orientacji, wokół których powierzchnia kadłuba była usiana pęcherzami, a wielokrotne wchodzenie w atmosferę pozostawiło w jego dolnej części liczne wypalone ślady.

Samolot był brytyjski. Podczas gdy na usterzeniu poziomym widniał gwiaździsty krąg Unii Euroazjatyckiej, po drugiej stronie powiewała animowana flaga Unii, a na skrzydłach i powierzchniach bocznych wymalowano słynny znak RAF-u, który przypominał, że ten kosmiczny ptak może zostać skierowany do służby w siłach zbrojnych.

Jego konstrukcja sięgała pionierskich badań w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, prowadzonych przez takie firmy jak British Aerospace i Rolls Royce. Ale w latach dwudziestych badania te straciły rozpęd, pojawił się bowiem nowy rodzaj inżynierii materiałowej i nowe konstrukcje silników, i ów bodziec sprawił, że całkowicie sprawne samoloty zasiliły flotę handlową. A kiedy wzniosły się w powietrze, Brytyjczycy byli niezwykle dumni ze swych pięknych, nowych zabawek.

Miriam pomyślała, że wybór żeńskiego imienia jest bardzo odpowiedni, ten samolot kosmiczny z pewnością był najpiękniejszym dziełem brytyjskiego przemysłu lotniczego od czasów Spitfire’a. Ale imię celtyckiej królowej, która niegdyś przeciwstawiła się potędze Rzymu, wybrane w drodze powszechnego głosowania, wydawało się w tym okresie ogólnej harmonii niezbyt taktowne, chociaż Miriam zastanawiała się, czy kolejna rozważana propozycja byłaby bardziej zadowalająca: Margaret Thatcher…

Mimo to nawet w tej epoce zjednoczonej Eurazji trzeba było respektować ciągle żywe nastroje narodowe, dopóki odgrywały konstruktywną rolę. A poza tym, jak Nicolaus nieustannie jej przypominał, ten rok był rokiem wyborów. Dlatego Miriam pozwoliła, aby ją sfotografowano na tle lśniącego kadłuba z uśmiechem przylepionym do twarzy.

* * *

Pojechała małymi schodami ruchomymi i weszła do samolotu przez właz w zakrzywionym kadłubie.

Znalazła się w małej, ciasnej kabinie. Jeżeli spodziewała się, że wnętrze samolotu będzie równie eleganckie jak jego piękna strona zewnętrzna, musiało ją spotkać rozczarowanie. Kabinę wypełniały rzędy prostych foteli, przypominające miejsca pierwszej klasy w samolocie dalekiego zasięgu, ale nic ponadto. W ścianach nie było nawet okienek.

Powitał ją wysoki, wyprostowany mężczyzna w mundurze Euroazjatyckich Linii Lotniczych i czapce z daszkiem. Włosy miał srebrzysto białe i musiał dobiegać osiemdziesiątki, ale miał ostre, sympatyczne rysy i jasnoniebieskie oczy, a kiedy się odezwał, jego akcent wyraźnie świadczył, że musi pochodzić z wyższych sfer.

— Szanowna pani, bardzo mi miło powitać panią na pokładzie. Jestem kapitan John Purcell i moim obowiązkiem będzie dopilnowanie, by pani lot do tarczy przebiegał jak najprzyjemniej. Proszę zająć miejsca, dzisiaj są państwo jedynymi pasażerami i mogą państwo wybierać…

Miriam i Nicolaus siedli w różnych rzędach, aby mieć więcej miejsca. Purcell pomógł im zapiąć solidne pasy bezpieczeństwa, po czym zaproponował napoje. Miriam poprosiła o Bucks Fizz. Co tam, pomyślała.

Nicolaus trochę cierpko odmówił. Miriam uderzyło, że od jakiegoś czasu wydawał się podenerwowany. Przypuszczała, że każdy ma prawo być zdenerwowany, gdy zostaje wysłanyw przestrzeń kosmiczną, nawet teraz. Ale może było w tym coś więcej. Przypomniała sobie swoje postanowienie, żeby spróbować, aby trochę się otworzył.