Toby Pitt, w garniturze i krawacie, z dala od swego naturalnego środowiska, czuł się nieswojo.
— Ładny ekran — powiedział.
Bisesa wzruszyła ramionami.
— Jest już trochę przestarzały. Zapewnia Myrze towarzystwo, gdy jestem nieobecna. Teraz Myra ma inne zainteresowania — powiedziała z irytacją. — I niewiele oglądamy. Jest zbyt dużo złych wiadomości.
Siobhan wiedziała, że to powszechne. W każdym razie tego dnia ekran był nastawiony na rządowy kanał informacyjny i pokazywał drgające obrazy Michaiła, Eugene’a i pozostałych, przekazywane z Księżyca i orbity okołoziemskiej bezpośrednio do tego mieszkania w Chelsea.
Bisesa krzątała się, przygotowując kawę.
Toby pochylił się do Siobhan i powiedział cicho:
— Nadal uważam, że to jest błąd. Żeby zajmować się teoriami o stojących za burzą słoneczną knowaniach obcych — w ten sposób ludzie tracą zaangażowanie.
Siobhan wiedziała, że ma rację.
Nieuchronnie zbliżająca się burza słoneczna i tak działała na ludzi przygnębiająco. A teraz przygotowania do jej odparcia wszystkim zaczynały wyraźnie dawać się we znaki. Gigantyczne konstrukcje, takie jak Kopuła, były źródłem ogromnych utrudnień w ruchu ulicznym. Na terenie miasta rutynowe prace były prowadzone pośpiesznie albo zaniedbywane i już było to widać; fakt, że nie odmalowywano na czas najważniejszych budynków, sprawiał, że Londyn wyglądał coraz bardziej nędznie. Na budowę Kopuły przeznaczono ogromne środki, a poza tym wszyscy gromadzili wielkie zapasy i dlatego w sklepach stale brakowało towarów. Niedawna fala ogólnoświatowego terroryzmu oraz ściślejsza kontrola podjętych środków bezpieczeństwa sprawiły, że sytuacja stała się jeszcze trudniejsza. Nastały czasy niepokoju, czasy, z których ludzie pragnęli się jak najszybciej wyrwać.
Wszystkie główne agencje prasowe donosiły o katastrofalnym spadku oglądalności, a równocześnie niebywały boom przeżywały opery mydlane, które pozwalały zapomnieć, że świat zewnętrzny w ogóle istnieje. Światowi przywódcy byli coraz bardziej zaniepokojeni, że jeśli pojawi się więcej niepomyślnych wiadomości, wszyscy po prostu ukryją się w domach, aż straszny świt 20 kwietnia 2042 roku położy kres wszelkim spekulacjom.
— A jeśli Bisesa ma rację? — powoli powiedziała Siobhan. Ta nikła, ale niepokojąca możliwość kierowała jej poczynaniami od dnia, gdy Bisesa po raz pierwszy — już z górą rok temu — podstępnie dostała się do Towarzystwa Królewskiego i dlatego podjęła pewien wysiłek, żeby zainteresować się pomysłami Bisesy. — Jeżeli to prawda, Toby, nie ma co tego ukrywać, bez względu na cenę.
— Przepraszam — powiedział szybko. — Masz moje pełne poparcie. Wiesz o tym. Chodzi o to, że zawsze miałem wrażenie, iż skontaktowanie Bisesy Dutt, porwanej-przez-obcych, z Eugene’em Manglesem, największym-umysłem-od-czasów-Einsteina, będzie źródłem kłopotów.
Zmusiła się do uśmiechu.
— Tak, ale jaka to frajda!
Bisesa wróciła, niosąc kawę.
— Nic nie możesz na to poradzić, Miriam — powiedział Nicolaus głosem ochrypłym z napięcia. — System łączności samolotu jest zniszczony, a zresztą i tak podczas wchodzenia w atmosferę będziemy odcięci od reszty świata. Nawet Arystoteles jest nieosiągalny. Fakt, że samolot jest zautomatyzowany, tylko ułatwił sprawę. Urządzenie zegarowe jest zabezpieczone przed manipulacją, więc nawet gdybyśmy mogli się do niego dostać…
Uniosła dłonie.
— Naprawdę nie chcę tego wiedzieć. — Spojrzała na ścienne ekrany, na których było teraz widać coraz silniejszą poświatę, o barwie zmieniającej się z różowej w białą. Pomyślała, że to jak znaleźć się we wnętrzu ogromnej żarówki. Czy jej życie naprawdę musi dobiec kresu pośród takiego piękna?
Próbowała odnaleźć w sobie gniew, ale znalazła jedynie pustkę i litość. Po latach napięcia była całkowicie wyczerpana, zbyt zmęczona, aby ogarnął ją gniew nawet z takiego powodu. I może myślała, że coś takiego było w końcu nieuniknione. Ale chciała to zrozumieć.
— Po co to, Nicolaus? Znasz wyniki sondaży lepiej niż ja. Za sześć miesięcy i tak zeszłabym ze sceny. A to naprawdę nie będzie miało żadnego znaczenia dla projektu. Przeciwnie, to prawdopodobnie umocni ogólną determinację, aby go zrealizować.
— Jesteś pewna? — Uśmiechał się cierpko. — To będzie prawdziwy numer. Jesteś premierem największego państwa demokratycznego na świecie. I nikt dotąd nie zniszczył samolotu kosmicznego. Jeżeli zaufanie do lotów kosmicznych zostanie nadszarpnięte chociaż trochę — jeżeli ludzie pracujący przy budowie tarczy zaczną się oglądać za siebie zamiast pracować — osiągnę to, co postanowiłem.
— Ale nie przeżyjesz, żeby się o tym przekonać, prawda? — Zresztą ja też nie… — Jesteś kolejnym przedstawicielem długiej linii samobójców, którzy za nic mają życie innych ludzi, tak jak ty teraz.
Powiedział chłodno:
— Nie znasz mnie wystarczająco dobrze, by mnie obrażać. Mimo że pracowałem u twego boku przez dziesięć lat.
Oczywiście to prawda, pomyślała, z nagłym poczuciem winy. Przypomniała sobie o swym postanowieniu, żeby spróbować sprawić, by Nicolaus trochę się otworzył, ale na terenie tarczy była zbyt urzeczona tym, co ją otaczało, by w ogóle zwracać na niego uwagę. Czy miałoby jakiekolwiek znaczenie, gdyby tak nie było? Może to dobrze, pomyślała, że nie będzie żyła wystarczająco długo, aby nękały ją takie pytania.
— Powiedz mi dlaczego, Nicolaus. Myślę, że jesteś mi to winien.
Głosem ściśniętym od napięcia powiedział:
— Poświęcam swe życie dla El, Jedynego Prawdziwego Boga.
I to powiedziało jej wszystko.
Siobhan spojrzała na twarze na ściennym ekranie Bisesy.
— Czy wszyscy są on-line? Widzicie nas?
Zareagowali ze zwykłym, denerwującym opóźnieniem spowodowanym odległością.
— Nie trzeba żadnych prezentacji, żadnych ceremonii. Kto chce zacząć? Eugene?
Kiedy jej słowa dotarły do Księżyca, Eugene wyraźnie podskoczył, jak gdyby jego uwaga była skupiona na czymś innym.
— OK — powiedział. — Najpierw tło. Oczywiście wiecie o moich badaniach Słońca. — Środek ekranu wypełnił obraz Słońca, który po chwili stał się przezroczysty, ukazując warstwową budowę gwiazdy. Serce Słońca, jego jądro — gwiazda wewnątrz gwiazdy — płonęło ponurą czerwienią. Oplatały je krzyżujące się ciemne i jasne pasy, dynamiczne, ulotne, stale zmieniające się. W rogu widniała dzisiejsza data, marzec 2040 roku. Eugene powiedział: — Te oscylacje w najbliższej przyszłości doprowadzą do katastrofalnego wytrysku energii do otoczenia.
Jakby od niechcenia puścił czas do przodu, aż obraz nagle rozbłysnął.
Siobhan poczuła, jak Toby się wzdrygnął. Mruknął:
— On naprawdę nie widzi, jak na nas działa, prawda? Ten chłopak czasami przeraża mnie bardziej niż samo Słońce.
— Ale jest użyteczny — szepnęła Siobhan.