Eugene mówił:
— Projekcja w przyszłość ma charakter stabilny, jest wiarygodna. Ale więcej trudności miałem z projekcją w przeszłość. Żadnych wskazówek nie dostarczyły standardowe modele procesów zachodzących we wnętrzu gwiazd. Zacząłem podejrzewać, że za tym anormalnym zachowaniem się kryje się jakieś nietypowe, pojedyncze zdarzenie — anomalia ukryta za anomalią. Ale miałem kłopoty ze zbieżnością modelu. Dyskusje z panią porucznik Dutt, po tym jak pani profesor McGorran skontaktowała nas ze sobą, dostarczyły mi nowego paradygmatu, nad którym zacząłem pracować.
Siobhan mruknęła do Toby’ego:
— Mówiłam ci.
Michaił przerwał:
— Najlepiej po prostu pokaż nam to, chłopcze.
Eugene szorstko kiwnął głową i postukał palcem w niewidoczną część ekranu.
Czas zaczął biec wstecz i stopniowo pojawiały się rekonstruowane zdarzenia. Kiedy kolejne fale przebiegały przez powierzchnię jądra, na bocznym pasku wyświetlane były szczegóły: częstości, fazy, amplitudy i wartości energii głównych modów drgań. Wpływ interferencji, nieliniowości oraz innych efektów powodował, że emitowana energia to rosła, to malała. Michaił wyjaśnił:
— Model Eugene’a jest wyjątkowo dobry. Byliśmy w stanie przypisać wielu z tych rezonansów pewne godne uwagi anomalie pogody słonecznej w naszej historii: mała epoka lodowcowa, burza z 1859 roku…
Siobhan wcześniej zbadała propagację fal w odniesieniu do wczesnego wszechświata i przekonała się o wartości tej pracy. Powiedziała do Toby’ego:
— Jeżeli to jest ścisłe, będzie to jedna z najbardziej błyskotliwych analiz, jakie widziałam.
— Najbardziej błyskotliwy umysł od czasów Einsteina — powiedział Toby szyderczo.
Teraz obraz na ekranie uległ zmianie. Oscylacje stawały się coraz silniejsze. Siobhan odniosła wrażenie, że energia skupia się w jednym miejscu.
Nieoczekiwanie z jądra wytrysnęła jaskrawa kropla światła, niby przerażający brzask wewnątrz materii Słońca. I jak tylko owa kropla światła opuściła jądro, oscylacje niemal zupełnie zanikły.
Eugene przerwał projekcję, pozostawiając świetlny punkt znieruchomiały na krawędzi jądra, ale pod leżącymi powyżej warstwami materii Słońca.
— W tym miejscu mój model anomalii jądra łączy się płynnie z podprogramem określającym zachowanie się wewnętrznej strefy promienistej, rozciągającej się wokół jądra i…
Siobhan pochyliła się do przodu.
— Zaczekaj, Eugene. Co to jest?
Eugene zamrugał.
— Koncentracja masy — powiedział, jak gdyby to było oczywiste. Pokazał wykresy gęstości. — W tym punkcie masa zawarta w granicach trzech odchyleń standardowych od środka ciężkości wynosi dziesięć do potęgi dwudziestej ósmej kilogramów.
Szybko obliczyła w pamięci.
— To około pięciu mas Jowisza.
Eugene zerknął na nią, jakby zaskoczony, że musi wykonywać tak dziecinne przeliczenia.
— Tak, coś koło tego. — Ponownie uruchomił swoją animację.
Świecący kłębek materii unosił się ze środka Słońca w kierunku jego zewnętrznych warstw. Kiedy tak się poruszał, Siobhan ujrzała, jak fale zaburzeń wnikają do wnętrza tej masy, którą w drodze ku powierzchni Słońca poprzedzał ogon, podobny do ogona komety. Ale przypomniała sobie, że przecież obserwuje tę projekcję od końca. W rzeczywistości ów kłębek materii, który zostawiał za sobą ślad zawirowań, przedzierał się do wnętrza Słońca.
Powiedziała:
— Więc to w taki sposób została przebita strefa promienista.
— Właśnie — powiedział Michaił. — Model Eugene’a jest elegancki w tym sensie, że jedna przyczyna tłumaczy wiele skutków.
Kłębek materii dotarł teraz do powierzchni i poruszał się przez fotosferę. Eugene znów zatrzymał animację. Siobhan zobaczyła, że obiekt wynurzył się w pobliżu słonecznego równika.
Zwróciła uwagę na wyświetlaną datę: 4 rok przed Chrystusem.
Eugene powiedział:
— To jest moment zderzenia. Masa obiektu w tym czasie wynosiła mniej więcej dziesięć do potęgi… — Spojrzał na Siobhan. — Około piętnastu mas Jowisza. W miarę wnikania do wnętrza Słońca jego zewnętrzne warstwy były oczywiście odrywane, ale pięć mas Jowisza dotarło do jądra.
Toby Pitt powiedział:
— Piętnaście mas Jowisza. To była planeta — i to ogromna. I dwa tysiące lat temu spadła na Słońce. Czy to właśnie chcesz powiedzieć?
— Niezupełnie — powiedział Eugene. — Znowu postukał palcem w ekran i obraz uległ gwałtownej zmianie. Teraz Słońce było jasną kropką w środku ciemnego ekranu, a orbity planet zaznaczono świecącymi kołami. — W tym miejscu dołączyłem kolejny podprogram do obliczania trajektorii, zgodnie z teorią Newtona. Poprawki relatywistyczne aż do orbity Merkurego nie mają żadnego znaczenia, ale nawet potem są bardzo małe…
Wiedząc, w jakim miejscu i z jaką szybkością ów potężny obiekt uderzył w Słońce, Eugene, korzystając z praw Newtona, obliczył jego tor, aby się dowiedzieć, skąd nadleciał. Świecąca linia wychodząca ze Słońca i przecinająca orbity wszystkich planet opuściła układ słoneczny i znalazła się poza obrębem ekranu. Siobhan zobaczyła, że była tylko nieznacznie zakrzywiona.
Toby powiedział:
— Nie rozumiem. Dlaczego mówisz, że to nie spadło na Słońce?
Siobhan natychmiast wyjaśniła:
— Ponieważ trajektoria jest hiperboliczna. Toby, to ciało poruszało się szybciej niż wynosi słoneczna prędkość ucieczki.
Michaił powiedział złowieszczo:
— To nie spadło na Słońce. Zostało wystrzelone.
Toby otworzył usta i zamknął.
Wydawało się, że Bisesa wcale nie jest zaskoczona.
Jednobożcy pojawili się jako swego rodzaju reakcja na pełen wzajemnej życzliwości ruch Ekumenów. Fundamentaliści trzech największych światowych religii, judaizmu, chrześcijaństwa i islamu, zwrócili się ku swym wspólnym korzeniom. Zjednoczyli się pod sztandarem Boga Starego Testamentu, Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba. Jahwe, który jak uważano, pochodził od jeszcze starszego bóstwa imieniem El, boga Kananejczyków.
El był wścibskim bogiem plemiennym, prymitywnym, stronniczym i zbrodniczym. Pod koniec lat dwudziestych jego pierwszym aktem, dokonanym rękami jego współczesnych wyznawców, było zniszczenie Kopuły na Skale, gdy fanatycy w autodestrukcyjnym ataku użyli granatu jądrowego, niszcząc miejsce o wyjątkowym znaczeniu dla co najmniej dwóch spośród trzech światowych religii. Miriam przypomniała sobie, że Bud Tooke uczestniczył w odgruzowywaniu i odbudowie tej budowli.
— Nicolaus, dlaczego chcesz zakłócić prace przy budowie tarczy? Przez cały czas stałeś u mego boku. Czyż nie rozumiesz, jakie to ważne?
— Jeżeli Bóg pragnie, abyśmy spłonęli w ogniu burzy słonecznej, niech tak będzie. A jeżeli zechce nas uratować, niech i tak będzie. Według nas kwestionowanie jego władzy nad nami tym monstrualnym przedsięwzięciem…
— Och, daj spokój — powiedziała zirytowana. — Słyszałam to już przedtem. Wieża Babel w kosmosie, tak? A ty jesteś tym, który ją zburzy. Jakież to nędzne, jakie banalne!
— Miriam, twoje drwiny już mnie nie zranią. Odnalazłem prawdziwą wiarę — powiedział.
Zdała sobie sprawę, że na tym polega prawdziwy problem.
Nicolaus nie był sam. Po 9 czerwca wszystkie główne wyznania, sekty i kulty na całym świecie zanotowały znaczny wzrost nawróceń. W obliczu nadciągającej katastrofy można było oczekiwać, że ludzie będą uciekać do Boga, ale istniała teoria, wciąż kontrowersyjna i przedstawiona jej podczas poufnych rozmów, zgodnie z którą wzrost aktywności Słońca jest skorelowany z impulsami religijnymi ludzi. Wyglądało na to, że intensywny strumień energii, omywający planetę od 9 czerwca, wywoływał drobne zakłócenia skomplikowanych pól bioelektrycznych w ludzkim mózgu, podobnie jak w kablach elektroenergetycznych i komputerowych chipach.