Выбрать главу

— Ty też w tym tkwisz. Ty też coś z tego masz, prawda?

Unikał jej wzroku.

— Posłuchaj — powiedział w końcu. — W Montanie jest pewna firma. Skupuje stare, dawno wycofane z eksploatacji podziemne wyrzutnie rakietowe sił kosmicznych USA. Były tak zaprojektowane, aby przetrzymać uderzenie atomowe i umożliwić przetrwanie swym załogom przez kilka tygodni. Widziałem specyfikacje tych urządzeń. Jest rzeczą możliwą, że człowiek może w nich przetrwać burzę słoneczną.

— Nawet jeśli tarcza zawiedzie?

— Jest taka szansa — powiedział wyzywająco. — Ale możesz sobie wyobrazić cenę biletu. Nie rozumiesz? Tutaj nic nie mogę uczynić dla Todda i jego dzieci, nie mogę nawet dla nich wykopać dziury w ziemi. Ale w ten sposób, przekazując maleńki jeden procent jednego procentu budżetu tarczy…

— I wszyscy tutaj to robią?

— Nie wszyscy. — Obserwował ją. — Teraz już wiesz. Kiedy wrócimy na Aurorę, dam ci wszystkie dokumenty, jakie chcesz, dotyczące każdego cholernego centa, który zaginął… Wiem, że na tej podstawie mogłabyś zażądać mojego odwołania.

— Kilka miesięcy przed zakończeniem budowy to byłoby samobójstwo.

Wyraźnie można było dostrzec jego ulgę.

— Ale to nie może dłużej trwać — powiedziała. — Myśl, że wykorzystuje się fundusze projektu, żeby zapewnić ochronę własnej rodzinie, byłaby destrukcyjna dla zaufania, które i tak jest teraz dosyć wątłe. — Zastanowiła się. — Musimy to ujawnić. Ale twoi ludzie są teraz z dala od swych rodzin i większość z nich tutaj pozostanie, kiedy nadejdzie burza. Chcę cię zapewnić, że uczynimy wszystko, co możliwe, aby ochronić wasze rodziny. Dopilnuję tego. Potraktujcie to jako zaliczkę na poczet waszego wynagrodzenia. I postaram się ich przekonać, żeby nie wnosić przeciwko wam oskarżenia, do czasu gdy zakończycie realizację programu ratowania Ziemi.

Wyszczerzył zęby w uśmiechu.

— Zadowolę się tym. — Popchnął drążek sterowy, kierując się z powrotem.

Powiedziała ostrożnie:

— Bud, nigdy mi nie mówiłeś, że masz syna.

— To długa historia. Przykry rozwód, dawno temu. — Wzruszył ramionami. — Nie jest częścią mego życia i nigdy nie stałby się częścią twojego.

W tym momencie Siobhan zrozumiała, że go straciła, jeśli w ogóle go miała. Ale jej romans z Budem miał być jednym z wielu związków, które się rozpadły w tych pełnych napięcia dziwnych czasach.

Obróciła się, aby jeszcze raz spojrzeć na rozległy krajobraz tarczy, który zaczynał ją pochłaniać.

32. Osoba prawna

Kiedy Siobhan z ulgą powróciła na tarczę, przygotowała się do realizacji celu swej wizyty.

Tarcza była na tyle duża, że można było nią owinąć Księżyc jak prezent gwiazdkowy, ale ludzie, którzy ją zbudowali, pozostawili sobie niewiele wolnej przestrzeni i nie było tu miejsca na uroczystości. Z okazji tej szczególnej chwili, czyli włączenia sztucznej inteligencji, która miała zawiadywać tarczą, Bud postanowił, że właściwym miejscem będzie mostek wielkiej, starej Aurory. Szkoda, że już dawno temu został przerobiony na kabinę z prysznicem, ale w ciągu paru godzin doprowadzono go do poprzedniego stanu, jeśli nie liczyć lekkiego zapachu mydła i potu.

Siobhan umieściła się z przodu pomieszczenia, trzymając się dłonią jednej z rozpórek. Budowi towarzyszyło kilku współpracowników. Pozostali pracownicy mieli z nimi łączność elektroniczną i podobnie przyjaciele na Księżycu i na Ziemi, w tym przedstawiciele rządów Eurazji i Stanów Zjednoczonych.

— A więc — powiedziała Siobhan, rozpoczynając przemówienie — najważniejsza osoba jest dzisiaj także wśród nas, nie w tym pomieszczeniu, lecz jakby wokół nas, jak Bóg…

— I fiskus — zawołał ktoś, budząc trochę nerwową wesołość.

— Mam zaszczyt być świadkiem tych narodzin — powiedziała Siobhan. — Tak, to prawdziwe narodziny. Kiedy wcisnę ten przycisk, zostanie uruchomiony komputer, ale co więcej, we wszechświecie pojawi się nowa osoba. W przeciwieństwie do Arystotelesa i Talesa, którzy musieli nam udowodnić, że posiadają osobowość, ta osoba od samego początku będzie osobą prawną (nie-ludzką), obdarzoną takimi samymi prawami, z jakich i ja korzystam.

— To cudowne pomyśleć, że umysł, który dzisiaj zapoczątkuje jej istnienie, wyłoni się z sieci złożonej z miliardów elementów, wytworzonych w ogrodach i na polach, na dachach domów i w skrzynkach na kwiaty ludzi zaludniających naszą planetę. Ta osoba w pewnym sensie wszystkim nam zawdzięcza swoje istnienie, ale jest to dług, który musi spłacić. Zacznie pracować natychmiast, a jej zadaniem będzie obrócenie tarczy tak, aby została skierowana ku Słońcu. Od chwili przebudzenia będzie na niej spoczywać ogromna odpowiedzialność.

Zerknęła na Buda.

— Jeśli chodzi o jej imię, pomysł poddał pułkownik Tooke. Jako dziecko poznałam stary grecki mit o Perseuszu, synu Zeusa. Perseusz stanął naprzeciw Meduzy, której spojrzenie mogło go zamienić w kamień. Dlatego trzymał przed sobą tarczę z brązu. Widział w niej odbicie Meduzy i zabił ją. Bud powiedział mi, że według niektórych wersji tego mitu tarcza w rzeczywistości należała do siostry Perseusza, która sama była boginią. I dlatego imię, jakie zaproponował Bud, imię tej bogini, wydaje mi się bardzo odpowiednie.

Wyciągnęła dłoń nad klawiaturą.

— Witaj na świecie. I w miejscu o kluczowym znaczeniu dla naszej przyszłości. — Wcisnęła przycisk.

Pozornie nic się nie zmieniło. Stłoczeni ludzie spojrzeli po sobie. Ale Siobhan odniosła wrażenie, jakby coś zawisło w powietrzu. Czuło się jakieś wyczekiwanie, nagły przypływ energii.

Wtedy ktoś zawołał:

— Patrzcie! Tarcza!

Bud pośpiesznie przywołał na ekran monitora obraz całej tarczy, przekazywany z kamery umieszczonej na platformie wysoko nad jej główną osią. Na powierzchni tarczy kładły się długie cienie, ale teraz na jej obwodzie rozbłysły iskierki rakiet.

Bud powiedział:

— Spójrzcie na to. Już zaczęła pracować. — Podniósł głowę. — Czy mnie słyszysz?

W powietrzu rozległ się głos. Trochę niepewny, spokojny i pozbawiony akcentu kobiecy głos, coś jak żeńska wersja Arystotelesa.

— Dzień dobry, pułkowniku Tooke. Mówi Atena. Jestem gotowa do pierwszej lekcji.

33. Jądro

Uszkodzone Słońce uspokoiło się. Przypadkowemu obserwatorowi mogłoby się wydawać, że nic się nie wydarzyło, że samotna planeta nigdy nie pojawiła się w pobliżu.

Ale na tym oczywiście polegał plan. Miały minąć stulecia, zanim skomplikowane fale przebiegające przez jądro Słońca osiągną wartość rezonansową. Wszystko to było logicznym następstwem owego metaforycznego kamienia, który został ciśnięty w układ słoneczny z odległości szesnastu lat świetlnych.

Gdy na Słońcu rozwijał się przewidywany ciąg zdarzeń, na Ziemi rodziły się i upadały królestwa.

Kiedy pewna młoda cywilizacja ponownie zainteresowała się poglądami jednego z dawnych przodków, zaczęła się głęboka rewolucja. Po raz pierwszy od czasów starożytnych umysły mieszkańców Europy zwróciły się ku Słońcu nie z uczuciem podziwu czy trwogi, lecz zaciekawienia. W 1670 roku Izaak Newton rozszczepił światło słoneczne za pomocą pryzmatu, uzyskując wszystkie barwy tęczy. Nieco później John Flamsteed, pierwszy Astronom Królewski, wykorzystując prawa odkryte przez Newtona, był w stanie przewidywać ruchy planet i określił rozmiary Słońca oraz jego odległość. W roku 1837 William Herschel ogrzał za pomocą światła słonecznego miskę wody i w ten sposób zmierzył energię promieniowania wysyłanego przez gwiazdę. W dwudziestym wieku astronomowie zaczęli wykorzystywać neutrina do sondowania najgłębszych regionów Słońca.