Выбрать главу

Narkotyk eliminuje w rozwoju duchowym sposoby spontaniczne, naturalne, więc i także dramatyczne. Dochodzi do odrzucenia dróg duchowych w samorozwoju.

Toksykomani są pierwotnie zatruci niepowodzeniami w kontaktach z innymi ludźmi. Tu załamała się ich pozytywna identyfikacja miłości, tu została pogwałcona ich wolność. Ze strony matki rozpoznali gest nienawiści, ojciec to karzące bóstwo. Wolność jest dla nich syndromem pustki, samotności, opuszczenia.

Pierwotną odpowiedzią na pragnienie miłości i wolności dziecka jest odpowiedź, jaką uzyskuje ono ze strony ojca i matki. Macierzyństwo i ojcostwo mają fundamentalny wpływ na odczytanie własnej tożsamości, wartości i sensu własnego życia. Narodziny to lęk przed wyjściem w przestrzeń kosmiczną, rodzice odczytują mowę dziecka, jego potrzeby. (Jeżeli matka nie chce narodzin to przekazuje to dziecku.)

Pragnienia dziecka mogą być nie zaspokajane i osłabiane. Wtedy podlegają rozmaitym transformacjom, przesunięciom, zatrzymaniom, oporom.

Przekazywanie przemocy, gdy jest długotrwałe i uporczywe, prowadzi do zamknięcia dziecięcych pragnień w granicach własnego ciała – autoerotyzm, narcyzm, autyzm. Jest to dotkliwe doświadczenie własnej tożsamości lub prowadzi do introjekcji – uwewnętrznienia przemocy rodziców, poddania się ich rytuałowi, przyjęcia postawy niewolniczej i włączenie postawy resentymentu, który w późniejszym okresie życia da o sobie znać w sposób negatywny – odrzucenie lub ambiwalentną miłość połączoną ze wściekłością, a potrzebę wolności połączoną z potrzebą zniewolenia.

Introjekcja przemocy, która wdziera się przez rytuał rodzicielsko – opiekuńczy, może doprowadzić do załamania się standardów identyfikacji osobowej, poprzez patologiczną identyfikację z matką lub ojcem, wyrażającą się skrajnymi postawami podporządkowania lub buntu.

Rytuał ssania jest najbardziej elementarnym doświadczeniem brania i staje się matrycą dla wszystkich sposobów brania i dawania, to dalej, w zależności od relacji matki i dziecka, przybiera postać negatywną lub pozytywną.

Dziecko jest skazane na miłość matki. Dziecko domaga się tej miłości, ale nie może jej wyegzekwować. Bo nie da się wyegzekwować żadnej miłości. Dziecko dostaje polecenie – żyj bez miłości. Taki rozdwojony komunikat staje się matrycą rozdwojenia psychicznego.

Odczytuje ono faktycznie dwa komunikaty jednocześnie – żyj – karmienie, bez miłości – brak uczuć. Te komunikaty nadawane podczas karmienia mają wielkie znaczenie dla ukształtowania się tendencji do życia i rozwoju dziecka.

Przymus życia, jakiego doświadcza dziecko podczas karmienia pozbawionego wartości uczuciowych, jest doświadczany jako przymus cielesny, fizyczny nacisk, spod którego nie może się wyzwolić inaczej jak przez wycofanie.

Przymus życia wiąże się z dotkliwym doświadczeniem swojej odrębności. Dziecko rozpoznaje, że jest kimś innym niż jego matka, że jest inna jego wolność i miłość. To gwałtowne odcięcie dziecka od matki wiąże się z koniecznością zaakceptowania braku miłości i wolności, wybudowaniem tęsknoty za idealną matką i idealną miłością. W strukturę takiej tęsknoty wbudowuje jednocześnie długotrwały, czasem wieczny żal, smutek, nienawiść i wściekłość, które nie pozwalają nawet w przyszłości identyfikować pozytywnie matki i miłości. Istnieje granica możliwości samoobrony i transformacji psychicznej, która złamana zbyt wcześnie, kształtuje osobowość zniewoloną przez negatywny obraz matki – przemoc. Powstaje patologiczny wzorzec identyfikacji osobowej.

Przymus życia zakodowany w przymusie jedzenia niesie jeszcze inny komunikat: „Możesz jeść tylko to, co ode mnie dostajesz”. Jeżeli dziecko dostaje tylko pokarm bez miłości, pozostaje zawężone pole wolności, wolnego wyboru. Narkomania jako odbicie rytuałów rodzica, pozbawionych miłości, replika zatrucia psychicznego. Dziecko staje się lustrzanym odbiciem swoich rodziców.

Silne zaburzenia psychiczne są przenoszone i reprodukowane w innych fazach interioryzacji.

Miłość i wolność stają się wartościami pragnień dziecięcych: zależności i niezależności.

Niezaspokojenie tych pragnień w fazie oralnej, poprzez przymus i walkę lub rezygnację, powoduje, że dziecko nauczy się wybierać to, czego nie chce, to, co niszczy jego pragnienia.

Modelem takiego samozniszczenia jest rytuał toksykomani.

Odsunięcie od piersi to trudniejszy do odczytania komunikat uczuciowy, wywołuje ono niepokój i chęć odzyskania tego, co dawało poczucie bezpieczeństwa.

Patogenny niedobór miłości zmusza do wyłamania się spod rytuału miłosnego, zmusza do buntu, ucieczki odejścia, nawet w formach samobójczych, dla tych, którzy muszą się wydostać spod ciężaru zniewolenia.

Jeżeli dziecko doświadcza dawania „bez miłości”, samo bez miłości odda to, co uprzednio dostało. Dramat toksykomanów polega na tym, że nawet nie umieją oddać zła. Przyjmują zło jako wartość. Prowadzi to do zgody na zło, którym jest trucizna zastępująca miłość i wolność, symulująca sens i wartość życia. Patogennie szuka się miłości rodzica zamiast poszukać jej w innym człowieku.

Fiksacja oralna może być rozszerzona w fazie edypalnej tak, że dziecko spostrzega swoich rodziców nieraz jako byty niemal wyłącznie seksualne.

Kiedy nie ma personifikacji, kiedy dziecko nie przebrnęło swojej wstępnej fazy albo zostało przez rodziców zablokowane, oni sami – rodzice, i ciało dziecka są wartościowane negatywnie, przechodzą w sferę cienia, stają się jego treścią – sferą kary, lęku i zniewolenia.

Introjekcja cienia, zarażenie nienawiścią i złem, domaga się fizycznego dopełnienia w postaci trucizny, wyzwolenia, które zniewala.

Rozdział VI

Wyjechałam w maju do Krakowa, do Kasi. Chciałam odpocząć od ostatnich przeżyć, a także dalej nad sobą popracować z dala od miejsca, które wywoływało złe stany emocjonalne.

Spędziłyśmy z Kasią dni pełne wrażeń bycia z sobą, odkrywania siebie w przyjaźni. Pracowałyśmy wzajemnie się poznając.

Był to czas prawdy i odkryć, tak jak poznaje się nieznany ląd, na którym pragnie się zamieszkać.

7 maja – Kasia powoli mi się zwierza, ofiarowuje siebie w przyjaźni. To cudowna istota.

Wspólnie czytamy „Kokainę”, wtedy nie boję się wspomnienia tego tekstu ani tego, co on zawiera.

Lagerkvist. „ Tylko bogowie mają wiele losów i nie muszą nigdy umierać. Są przepełnieni wszystkim i przezywają wszystko. Wszystko z wyjątkiem szczęścia człowieka”. (Sybilla).

To, co ja przeżyłam, te tysiące agonii i zmartwychwstań, to moje przekleństwo i błogosławieństwo.

Mój los nadludzki na ziemi, moja wędrówka. Będę dalej podążała tą drogą, wypełniała nią siebie i innych.

W miłości i twórczości.

W człowieczeństwie.

W cierpieniu i radości.

W świadomości tajemnicy istnienia, którą poznałam do końca. Stale odczuwam obecność

Boga, który przychodzi stamtąd.

Kasia mnie kocha, a ja ją, spełnienie miłości to największe szczęście. Ofiarowanie swojej jaźni drugiemu, w wolności wyboru bycia do końca sobą.

Kasia zaprowadziła mnie na cmentarz krakowski i zobaczyłam na jawie drzewa, które obserwują oczami sędziów. Pomiędzy alejami ogromnego parku wyłaniają się, ot tak sobie, setki, tysiące grobów. Tutaj została połączona sprzeczność życia i śmierci. Tutaj jest to naturalne – groby i piękna zieleń, wręcz baśniowa. Tutaj jest to naturalne, że życie przechodzi w śmierć i powraca w cyklu natury, który się spełnia.

10 maja – Kiedy dopada mnie męcząca, wręcz dręcząca bezsenność, rozsypuję się zbyt gwałtownie, wątpię i trzeba mi się potem mocno podnosić.

Ewa zabita we mnie mężczyznę, Chrystusa, i„Kokainę” pisałam jako kobieta – Wielka

Nierządnica. Potem narkoza zabiła we mnie kobietę – Matkę Boską, i jako Chrystus chciałam wstąpić do nieba.

Tadeuszu, coś jeszcze jest w mojej chorobie. JEST, bo mnie męczy.

11 maja – Dokonuję dalszej analizy przy Kasi. Analizy schizofrenii i mego życia.