Выбрать главу

Za świeże to wszystko, dopiero jestem po zamachu na siebie.

5 lipca – Prosiłam o przepustkę do domu. Już potrafię się obronić przed wizją śmierci.

Wtedy cała w środku krzyczę, że chcę żyć.

Odwiedził mnie ojciec. To po nim mam taką niesamowitą siłę przetrwania, on zwyciężył śmierć na Syberii wiele razy, w chorobach, kiedy nie było żadnej szansy na ratunek, nie poddał się. Tak jak ja teraz. Jestem silniejsza od wyroku śmierci.

Basiu, w końcu musi ci się to udać. W pędzie ku śmierci przeżyłaś już wszystko, śmierć kliniczną także. Na śmierć ostateczną jeszcze za wcześnie. Ja chcę żyć, jestem tego pewna.

6 lipca – Jestem na jednodniowej przepustce w domu. Kiedy lęk się wzmaga, ogarnia mnie coś podobnego do głuchoty, jakby coś z zewnątrz nakładało na mnie ochronny kask, coś w kształcie kuli, jaką noszą kosmonauci. I wtedy słyszę szum w uszach, dźwięki do mnie nie dochodzą.

Mam problemy z podejmowaniem decyzji, bo sama do końca nie wiem, czego chcę.

7 lipca – Dziesiąta doba w szpitalu. Halucynacji chyba nie ma. Jeszcze pojawia się uczucie zagrożenia, lecz wynika ono ze mnie samej. Zdarza mi się często przeczuwać śmierć. Pobyt w domu zniosłam spokojnie.

10 lipca – Poprosiłam o wypis, szef się zgodził. Zobaczyłam rano twarz diabła wiszącą pod sufitem, w czerwono – czarnych barwach. OK, zabieram go stąd do domu.

11 lipca – Kasia przyjechała do mnie. Jest ze mną cały czas i jestem spokojniejsza.

12 lipca – Kuracja specjalna – przyjaciel, piwo, rozmowy, słońce. Śniła mi się epidemia AIDS w Polsce, ach te moje sny.

13 lipca – Kocham, dlatego jestem.

Jestem, bo kocham.

Jestem, kocham.

Kocham, jestem.

Jestem = kocham.

Kasia czyta moje dzienniki. Dowiaduje się, jak to było ze schi.

Nie ma nieskończonego zła czy dobra, takimi są jedynie szatan i Bóg. Kiedy istnieje się jako człowiek, albo zabija się siebie, albo rani się innych. Tak jest przez całe życie.

16 lipca – Kasia układa tekst, który będzie na okładce „Kokainy”. Jaki będzie tego efekt? I tak już jestem „etatową” narkomanką tego kraju, teraz mam zostać dziwką, pisałam ten tekst jako,, Wielka Nierządnica”.

Bóg jungowski jest doskonale wewnętrznie sprzeczny, zły i dobry jednocześnie. Tylko Chrystus jest nieskończenie dobry. Sam Bóg łączy sprzeczności w absolucie dobra i zła.

Za szybko mnie to wszystko dopada, życie za szybko mnie dogania, jakby chciało powiedzieć, że już koniec z odlotami, już wystarczy gry w psychozy czy umieranie, że teraz trzeba mi tu zaistnieć, poczuć rzeczywistość, realne przeżywanie życia, a nie tylko w fantazjach, marzeniach, halucynacjach, kombinacjach, które w rezultacie realizuję na jawie.

Kasia mówi, że w Tadeuszu szukam spełnienia ideału miłości, bo on ma piękną duszę.

Kiedy słucham Kasi, kiedy opowiada mi o sobie, o przeszłości, dopada mnie tęsknota, by po prostu przeżyć choć kilka lat tak jak ona, trochę po wariacku, twórczo i radośnie, i nostalgicznie, bez wyznaczenia sobie kresu, bez dotykania pełni istnienia, które oznacza koniec bycia tutaj, studiując filozofię, czytając cudowną poezję, słuchając jeszcze piękniejszej muzyki, pisząc wariackie i genialne teksty. Tak pożyć, posmakować tej strony istnienia, której naprawdę nie znam, chociaż napisałam trzy książki i trochę wierszy.

Mój stały styl reagowania na stres to doprowadzanie się do stanu halucyjnacyjnego, ucieczka w chorobę. Bycie pacjentem to rola, którą odgrywam w sposób doskonały. Oczywiście cierpienie jest autentyczne, lecz podświadomie „wyreżyserowane”.

Obóz zagłady odradza się nieustannie od nowa w każdym schizofreniku, we mnie także.

Powraca wizja wykonania wyroku przez rozstrzelanie. Na szczęście jest to w rzeczywistości trudne ze względów technicznych.

Dlaczego nie chcę do końca powrócić? Czego tak naprawdę się boję? Dlaczego ponownie marzy mi się sen i senne bycie tutaj? Co mnie tak najbardziej zraniło? Brak miłości.

Wiesz Basiu, i nie chcesz się do tego przyznać ponownie przed sobą, w nowej świadomości, nie chcesz zaistnieć do końca jako osoba do końca dorosła, odpowiedzialna. Wolisz być tu, tam, ówdzie, nigdzie, ponad tam, lekka, bolesna, ponadczasowa, na swój sposób nieśmiertelna.

Jaka Bóg.

Dobrze, chcesz? Udowodnisz całemu światu, że byłaś schizofreniczką i wyszłaś z psychozy po 32 latach jej trwania. Ta praca jest do wykonania. Trzeba przez to przejść jeszcze raz, by sobie powiedzieć – to jest poza mną.

Kasie powiedziała mi, bym zapisywała radość. Nie potrafisz tego zrobić jak bólu i cierpienia.

Nie pamiętam dobrych rzeczy w moim życiu, a było ich przecież wiele. Były osoby, które mnie kochają i które ja kocham.

20 lipca – Diabeł nie zrezygnuje, ma nowe transformacje, był cały czarny z białymi ustami.

Tym razem nie przestraszyłam się.

22 lipca – Nie mogę mieszkać z rodzicami, zawsze będą próbowali mnie zniewolić. Siedzenie tutaj jest najbardziej wysublimowaną formą masochizmu, samoudręczenia. Kilka dni spędziłam z ciocią. Jej miłość zawsze mnie ratowała przed czynami ostatecznymi. Gdyby nie jej miłość, zginęłabym dużo wcześniej.

24 lipca – Byłam z ciocią w domku na wsi. Po prawie roku od tamtej historii z Ewą. Konfrontacja wypadła OK. Tamto zdarzenie mnie już nie rani. Nie mam już poczucia winy.

Mam swój świat fantazji, do którego miewasz wstęp, Kasiu, i to jak na mnie jest szalony postęp. Nie można wejść w człowieka do końca, jest ten element mrocznej duszy, gdzie nikt, ale to nikt nie wejdzie, ten margines absolutny prywatności niezbędny do zachowania własnego ja. To osobista wolność. Miłość bez wolności jest tylko udręką. To wszystko oznacza, że jesteś dla mnie najważniejsza.

25 lipca – Zaczęłam się uczyć bronić przed innymi. Popatrz, przyjacielu, kończy się ten szalony dziennik, jestem coraz bliżej zdrowia, częściej powracam tu dzięki miłości. Wiem, że człowiek najpierw musi siebie zaakceptować, pokochać, aby stać się osobą dla samego siebie i dla drugiego człowieka.

Pisząc teraz Schi, powrócę, by nabrać do niej dystansu. Jest mi to potrzebne, by ostatecznie żyć w zgodzie z sobą i w spokoju.

Przeszłam tak wiele, można rzec – wszystko, i Twój los, Kasiu, był piekłem. Trzeba nam rozpocząć inny los, twórczy, bez ładowania się w sytuacje paraliżujące, a kiedy przyjdą do nas mocne zdarzenia, chcę umieć spokojnie ocenić sytuację i mądrze pomóc sobie i innym.

Chociaż znając prawdę, do której dane mi było dojść, wiem że sytuacje często bywają beznadziejne.

I także pragnę się przy tym umieć ochronić, tj. przyjąć los takim, jaki on jest, kiedy niewiele można uczynić, bo ta druga osoba nie chce zmiany. Tak było ze mną, nie chciałam podświadomie żadnej zmiany, oprócz jednego, co było niemożliwe do spełnienia – aby matka mnie pokochała.

Wtedy, Tadeuszu, nie mogłeś niczego uczynić, tylko wspierać mnie na tyle, na ile pozwalałam.

Ty wiesz, Tadeuszu że na sobie poznałam straszliwą siłę bezmiłości ze wszystkimi jej konsekwencjami i dlatego moja dusza jest jeszcze w depresji.

Uczę się ponownie stanowczo wyrażać moje postanowienia i życzenia typu: chcę – nie chcę, potrzebuję, – nie potrzebuję. Nieumiejętność komunikowania jasno emocji powodowała, że nieustannie stawałam się ofiarą i powodowała autoagresję.

26 lipca – Topi mnie smutek, zbyt potężny, wszechogarniający moje istnienie i bycie z ludźmi. Trudne jest to życie do udźwignięcia, kiedy wydaje się, że wszystko się wydarzyło.

Mogę tworzyć ku miłości i życiu. Po co odchodzić, kiedy istnienie może być radością. To mi naprawdę możne się udać, pomimo głosu, który nakazuje mi odejść. Potrafię go nie słuchać, bo to ja pragnę żyć i ta druga nie będzie mną rządziła.

Jestem także fizycznie. Jestem, Boże, jestem. Czyż to nie jest piękne, sam fakt istnienia, tak świadomego istnienia, bez względu na poznaną prawdę.