27 lipca – Życie, życie, jeszcze wczoraj cię żegnałam w tajnych myślach i umierałam symbolicznie po to, by ponownie się narodzić. Nie walczę o przetrwanie. Nie mam takiej potrzeby, nigdy nie było. Jestem przede wszystkim dla samej siebie, dla mego istnienia. Jeżeli mnie kochają, to przecież nie za coś, nie za osiągnięcia, a za sam fakt istnienia. Nikomu nie muszę udowadniać, że muszę tu być. Oto jestem. Ci, którzy naprawdę kochają, kochają zawsze i nigdy nie opuszczają. Tak jest z przyjaźnią.
Ta książka będzie bardzo trudna do napisani. Normalne wytłumaczenie zdarzeń i psychotyczne wytłumaczenie tych samych zdarzeń. Podwójna analiza. Basi normalnej i Basi chorej.
To takie proste – nie mogę jedynie wymierzyć ciosu przeciwko sobie. Zdecydowanie wybieram życie.
Schizofrenicy tęsknią za obłędem – to prawda. Ten świat jest przecież tak ogromny, przerastający wszystko, co możliwe, wszystkie nieprawdopodobieństwa.
Czego oczekuję od ciebie, miłości? Byś była ze mną tak często, jak to możliwe, bym mogła słyszeć twoje – kocham cię – bym mogła cię przytulić i poczuć blisko. Bym w słowach – kocham cię – czuła to, co czuję, bym mogła bez lęku opowiadać o moich tęsknotach, byś umiała unieść to spokojnie lub się na mnie zezłościła z tym cudownym uśmiechem i zaciśniętymi pięściami. Kiedy jesteś przy mnie obecna, miłości, wszystkie fantazje są jedynie fantazjami.
31 lipca – Odkrywanie siebie wciąż od nowa, oto istnienie. Miłość należy do sfery życia, nie śmierci czy psychozy. Do człowieczeństwa. Nie przewidziałeś, Przyjacielu, jaką straszliwą prawdę niosę w sobie. Tak długo milczałam. Teraz we mnie miłość odkrywa prawdę codziennie od nowa.
3 sierpnia – To dopiero początek, wiem, że wszystko mi trzeba odbudowywać, nić po nici tkać, od spraw najprostszych. Boję się tego, dlatego uciekam w autyzm, halucynacje, urojenia.
To tak, jakby nagle wszystko przestało mi wystarczać, każda pozytywna sprawa jest jakby przeciwko mnie, bo „Zmusza” do uczestnictwa tutaj, do tego co najzwyklejsze, kontaktu z ludźmi. To mnie przeraża, powoduje szczękościsk i autoagresję. Ile czasu potrzebuję, by zrobić początki istnienia tutaj, bo stale wszystko jest poza mną, dalekie i obce, nienaturalne, bo niepoznawalne przez moje uczucia i zmysły. Nie dopuszczam do siebie świata realnego, bo do tej pory był zbyt bolesny i tragiczny.
I mimo że świat psychotyczny był bardzo okrutny, świat realny był całkowitą tragedią. Bo w świecie realnym nie było miłości.
Czy stało się we mnie coś nieodwracalnego, tak mocne uderzenie, po którym ugięłam się ostatecznie i całkowicie. Wybrałam schizofrenię jako ratunek i mechanizm utrwalił się – boję się emocjonalnego odrzucenia, więc w „zapasie” mam kombinacje na temat samobójstwa czy narkotyków lub kolejne halucynacje, lecz i one już mnie nie chronią. Ich rola została zakończona.
Doprowadziłam do ostatecznej eksplozji. Każdy krok emocjonalny wzbudza lęk, że zrobię coś nie tak. W dzieciństwie pozbawiono mnie nauki właściwych reakcji emocjonalnych i to teraz wyłazi w pustą przestrzeń i nie wie, gdzie przystanąć. A także ja sama nie potrafię odczytywać emocji innych ludzi, pomimo ogromnej intuicji, oddzielona od nich szklaną szybą.
Uczę się teraz wszystkiego.
Kim jestem poza obrazem ruchomym, przezroczystym, gdzieś tam falującym w przestworzach?
Nie, to nieprawda, ja czuję i to wiele, tylko sama przed sobą nie chcę się do tych emocji przyznać.
Może ja wcale nie kocham rodziców, tylko ich nienawidzę. Patologiczna symbioza dziecka, które nadal się domaga niemożliwego, tj. by je matka pokochała.
5 sierpnia – Tęsknię za tamtą Basią, zupełnie nieświadomą. Przyszedł dzisiaj nakaz śmierci, przetwarzany po wielokrotności, i fruwałam gdzieś tam i nie było przy mnie ciebie. I zaczęłam się bać już wszystkiego – powrotu do domu, mojej do nich nienawiści, mojego życia tam, i ogarnęła mnie prawdziwa panika i rozpłakałam się w twoich ramionach jak bezradne dziecko, zagubione, które nie wie, jak ma żyć, i wycierałaś mi łzy. I mówiłaś mi, czym jest życie, poprzez łzy, uśmiech, pocałunki. Słuchałam i powoli zaczęło do mnie docierać, że życie po prostu jest, jest mi dane i tylko ode mnie zależy, ile go sobie dla siebie wezmę, a przez to ile będę potrafiła go ofiarować innym i siebie innym przez własne życie.
8 sierpnia – Nie chcę już Anki, doprowadziła do tego, że odpowiedziałam nienawiścią na jej nienawiść.
9 sierpnia – To problem libido, panie Freund. Jedynie wobec śmierci jeszcze mam porywy namiętności. Wiem, że we mnie jeszcze jest wiele przekory i przewrotności wobec życia, a to dlatego, że jestem stale oszołomiona faktem istnienia i w ogóle.
13 sierpnia – Kiedy wsiadam na konia, cały świat przestaje istnieć, jestem tylko ja i koń, i bieg do przodu, i jestem spokojna i szczęśliwa.
Co zobaczyłam w śmierci klinicznej po powieszeniu? Czy skala tamtego przeżycia jest tak druzgocąca, że świat tutaj zdaje się być czymś nikłym i nie wzbudzającym emocji?
Tam jest czarna dziura.
Inni schizofrenicy głoszą swoją wizję i misję całemu światu, a ja ukrywałam się sama przed sobą. Jaka to było możliwe? Co tak zadziałało, że dysymulowałam sama przed sobą i byłam przekonana, że jestem zdrowa? I przekonałam o tym wszystkich w około, tylko Ciebie, Tadeuszu nie udało mi się zwieść. Jest to dla mnie stale nie pojęte, dlaczego dla mnie samej tak przebiegała choroba. „Normalnie”, jak to zwykle bywa, powinnam chodzić i głosić, że jestem Bogiem albo szatanem, albo Chrystusem. A ja nawet o tym nie wiedziałam, że nimi byłam. Wszystko podświadomie zapisywałam w dziennikach, lecz nie wiedziałam, co zapisuję.
Mój pierwszy zapis z dzienników, które ocalały, to 18 rok życia i odwiedziny szatana w moim pokoju. To mnie nie przerażało, byłam zadowolona, że przychodzi On, Pan Ciemności, do mnie potępionej, „czyniącej” zło. Co się jeszcze wydarzyło, kiedy miałam 13,14 lat? Nie pamiętam.
19 sierpnia – Nie żałuję ani jednej sekundy cierpienia, przez które przeszłam. Nie żałuję niczego, co się w moim życiu wydarzyło, nie żałuję, że miałam schizofrenię, nie żałuję tych okrutnych lat, uważam, że pomimo choroby i niewyobrażalnego cierpienia nie są stracone.
To nic, że mnie nie kochano, zdradzono, byłam ofiarą wielu osób. To, co przeżyłam, potrafiłam zamienić w twórczość, stało się jądrem mego istnienia. Dzięki temu poznałam tajemnicę schizofreni do końca, tak jak zawsze chciałam.
Zapłaciłabym jednak najwyższą karę, straciłabym życie, lecz Bóg czuwa nad niewinnymi i zawsze daje mi szansę na odnalezienie siebie.
20 sierpnia – Rozstanie z ukochaną osobą. To tak, jakbym nagle stanęła przed białą ścianą i niepewnie dotykała jej palcami. Twoja obecność paraliżuje mnie. Jak to dobrze, że wrócono mi życie, jak to dobrze, że udało mi się przeżyć śmierć kliniczną. Kocham i żyję.
21 sierpnia – Jaka cisza wokoło, jakbym bez ciebie nie słyszała świata. Wyobraziłam sobie ptaki bez nieba.
22 sierpnia – Nie można żadnej prawdy dotknąć do końca. To boskie prawo. Ja jestem jedynie człowiekiem. Tylko w ten sposób kocham prawdziwie.
Miłość boska jest miłością nierealną. Nie jest miłością do końca. Nie jest miłością duchową czy przyjazną. Jest miłością ponad miłością, czymś, czego możemy doświadczyć w przeżyciach ostatecznych, granicznych, pod warunkiem, że staniemy nadzy na chwilę przed Bogiem na pograniczu dwóch światów, pozbawieni wszystkiego, i powrócimy tutaj w nowe życie.
Tak się stało ze mną. Wybrałam się TAM, w podróż zbyt daleką, bym mogła się spodziewać powrotu, a jednak dane mi było zawrócić, by doświadczyć prawdziwej miłości. I w tym objawiła się miłość Boga do mnie po całym okrucieństwie mego życia.
23 sierpnia – Oswajam w sobie twoją nieobecność tutaj, by lżej tu być. Kiedy myślę o tobie, ciepło wokół serca rozrasta się i staję zasłuchana w jego rytm. I chociaż tęsknię, jest mi tak dziwnie, niesamowicie. Jesteś namacalna we wspomnieniu i w rzeczywistości.
25 sierpnia – Wieczór mi się wydłuża, samotny jak ja, wędruje po pokoju, zdumiony niedawnym zachodem słońca, osaczony czasem, który gna do przodu w czas teraźniejszy, w przyszłość niepewną. I chociaż niepokój dogania wieczór, moje myśli biegną tam, gdzie ty jesteś, z ciepłem wokół serca, tak blisko, tak namacalnie cię wyczuwam. I mocniej staje się tutaj, w nadchodzącą ciemność. Kocham cię, szepczę, i jakaś moc mnie ochrania, czuwa nade mną. Moc niepojęta, silniejsza od tej, która jeszcze czai się w zakamarkach duszy.