Выбрать главу

Gdy powiedziałem mu o tym, co zrobiłem i że teraz mam zamiar złożyć ofertę wykupu akcji Recriona, Baron rzekł:

– Posłuchaj mnie. Daję ci najlepszą radę, jaką kiedykolwiek otrzymałeś – nie wchodź w ten interes. Wycofaj się z umowy. Nie masz pojęcia, w co się pakujesz.

Dodał, że nie ma mowy, by sam pił piwo, którego nawarzę. Z perspektywy czasu zdaję sobie sprawę, że ostrzegał mnie na wszelkie możliwe sposoby.

Ponieważ wyglądało na to, że ze współpracy ze związkiem nic nie wyjdzie, poleciłem ludziom z działu inwestycji, by spróbowali znaleźć inne źródła kapitału. Jeden z naszych przedstawicieli w Los Angeles natrafił na J.R. Simplota, inwestora z Idaho, który był zainteresowany naszym projektem. Pojechałem na spotkanie z nim. Okazał się powściągliwym człowiekiem. Miał na sobie garnitur za dwieście dolarów. Powiedział, że interesuje go branża hotelarska i da mi pieniądze, tyle tylko, że chce mieć pięćdziesiąt jeden procent udziałów.

Nie miałem pojęcia, kim jest. Gdy wróciłem do biura, zadzwoniłem do Kenny'ego Solomona w Valley Bank i poprosiłem, by sprawdził człowieka nazwiskiem Simplot. Okazało się, że Kenny wcale nie musi go sprawdzać. Powiedział, że Simplot może mi dać sześćdziesiąt dwa miliony, siedemset tysięcy dolarów ze swojego konta osobistego, wypisując po prostu czek. Simplot był największym producentem ziemniaków w Stanach Zjednoczonych. Przypuszczalnie nie było takich frytek u McDonalda, których nie usmażono z ziemniaków dostarczonych przez jego firmę.

Nie chciałem jednak rezygnować z kontroli nad spółką. Zadzwoniłem więc ponownie do Ala Barona i powiedziałem, że rano usłyszy, iż zawiązałem spółkę z J.R. Simplotem i że mamy zamiar wykupić Recriona i przejąć udziały związku w hotelach Stardust i Fremont.

– Nie rób niczego, dopóki do ciebie nie zadzwonię – powiedział. Po jakimś czasie dzwoni i proponuje:

– Przyjedź do Chicago na spotkanie.

– Po co miałbym przyjeżdżać? – pytam. – Macie zamiar udzielić mi pożyczki? – Baron nadal nie wiedział.

Nazajutrz poleciałem do Chicago, do siedziby funduszu emerytalnego, w której spotkałem się z Baronem.

– Skoro już grasz w golfa, musisz mieć kij – rzekł, po czym wyjaśnił mi, jak działa system udzielania pożyczek.

Trzeba było znać członka rady powierniczej funduszu, bo tylko członkowie rady mogli składać propozycje udzielenia pożyczki. Rada przekazywała propozycję do rozpatrzenia zarządcy majątku, a potem wnioski kredytowe trafiały do komitetu wykonawczego, który mógł je poprzeć lub nie. W końcu propozycję poddawano pod głosowanie całej rady.

Baron oprowadził mnie po budynku i przedstawił Frankowi Ranneyowi, który właśnie wracał z lunchu z Frankiem Balistrierim. Dowiedziałem się, że Ranney jest związkowym członkiem rady z Milwaukee i zasiada w trzyosobowym komitecie wykonawczym, który rozpatrywał sprawy wszystkich pożyczek kierowanych na zachód od Missisipi, czyli między innymi do Las Vegas.

Al stwierdził, że Balistrieri może być moim łącznikiem z Frankiem Ranneyem. Balistrieri był bardzo spokojnym i bardzo eleganckim mężczyzną. Powiedział, że z przyjemnością mi pomoże i że powinniśmy się spotkać przy okazji jego najbliższego pobytu w Las Vegas.

Następne nasze spotkanie odbyło się w Haciendzie. Omówiliśmy sprawę pożyczki oraz dokumentacji wniosku. Zadeklarował pomoc. Powiedział, że po złożeniu dokumentacji kredytowej w Chicago powinienem przyjechać do Milwaukee, gdzie mógłbym poznać jego synów. Nie bardzo wiedziałem, jaką w tym wszystkim odgrywa rolę, ale nie chciałem zastanawiać się nad tym. Baron powiedział przecież, że Balistrieri jest moim głównym łącznikiem z Frankiem Ranneyem, członkiem rady i komitetu wykonawczego decydującego o pożyczce.

Po złożeniu dokumentacji pojechałem do Milwaukee, gdzie spotkałem dwóch jego synów, Johna i Josepha. Obydwaj byli prawnikami. Balistrieri powiedział, że chce, aby jego synowie wzięli udział w tej operacji. Joseph pomagał mu prowadzić nocne lokale, w których odbywały się występy estradowe, dobrze znał się na rozrywce i mógłby pełnić tego rodzaju funkcję w hotelu Stardust. Nie zobowiązałem się do niczego. Powtarzałem, że możemy o tym podyskutować w momencie, gdy zawrę transakcję.

Gdy wróciłem do domu, zadzwoniłem do Jerry'ego Solowaya. Jerry był prawnikiem u Jennera i Błocka, w firmie, z której usług korzystałem. Poprosiłem, by sprawdził gościa nazwiskiem Frank Balistrieri. Powiedziałem mu, co sam o nim wiem i rozłączyłem się. Miałem zjawić się w biurze Komisji ds. Nadzoru nad Grami Hazardowymi.

Shannon Bybee, jeden z członków komisji, powiedział, że dziwi go fakt nabycia przeze mnie jednej z największych firm w stanie Newada po rocznym zaledwie pobycie tutaj, i zapytał, czy przypadkiem nie raczyłbym poddać się badaniu przy użyciu wykrywacza kłamstw, czym wyświadczyłbym mu wielką przysługę. Mój adwokat uznał takie badanie za niepotrzebne i niczym nie usprawiedliwione i Bybee zgodził się z nim, ale stwierdził, że spałby spokojniej wiedząc, iż jestem zupełnie czysty. Ponieważ nie miałem nic do ukrycia, skończyło się na dwugodzinnym teście, jakiemu poddaje się podejrzanych o popełnienie najcięższych przestępstw. Zdałem go na piątkę. To właśnie ostatecznie przekonało Bybee'ego i pozwoliło mi uzyskać licencję na prowadzenie gier hazardowych, niezbędną przy zakupie kasyna.

Parę dni po teście zadzwonił Jerry Soloway. Sprawiał wrażenie rozhisteryzowanego. Chciał się upewnić, czy rzeczywiście chodziło mi o Franka Balistrieriego. Odparłem, że tak.

– Po co się z nim zadajesz? – zapytał.

Powiedziałem, że byłem z Balistrierim na kolacji. Że odwiedził mnie w Haciendzie. Że byłem z nim w jego restauracjach. Że gościłem u niego w domu, poznałem jego synów i odwiedziłem ich firmę prawniczą.

Soloway wpadł w szał. Powiedział, że nie mogę sobie pozwolić na to, by widywano mnie z Balistrierim. Zgodnie z informacjami, które uzyskał, Frank Balistrieri został uznany przez FBI za szefa mafii w Milwaukee. Sama rozmowa z tak znaną postacią świata przestępczego może grozić utratą licencji.

Odparłem, że musiała zajść pomyłka, że przecież spotkałem Balistrieriego w biurach Funduszu Emerytalnego Związku Zawodowego Kierowców. Właśnie wracał z lunchu z Frankiem Ranneyem, jednym z członków rady powierniczej funduszu.

Jerry powiedział, że nie obchodzi go, gdzie spotkałem Balistrieriego i że ten człowiek jest szefem zorganizowanej grupy przestępczej w Milwaukee.

Tamtej nocy źle spałem. Zastanawiałem się, co by się stało, gdyby Jerry powiedział mi o tym, zanim poddałem się testowi na wykrywaczu kłamstw. Po czym uświadomiłem sobie, że prawie codziennie rozmawiałem z Balistrierim przez telefon na temat postępu w procedurze przyznawania pożyczki. Widziano mnie w jego towarzystwie w całym mieście.

Z drugiej jednak strony nie sądziłem, bym mógł teraz cokolwiek zrobić. Co mu miałem powiedzieć? Wiem, że jesteś szefem mafii w Milwaukee, więc nie pomagaj mi w załatwieniu pożyczki? Byłem teraz szalenie ostrożny, ale czułem, że potrafię jakoś z tego wybrnąć.

Gdy Balistrieri znowu zadzwonił, był bardzo zadowolony. Powiedział, że uzyskaliśmy zgodę komitetu wykonawczego na pożyczkę w wysokości sześćdziesięciu dwóch milionów siedmiuset tysięcy dolarów. Bill Presser, członek rady – powierniczej z Cleveland, sprzeciwiał się udzieleniu drugiej części pożyczki. Potrzebowaliśmy dodatkowych pieniędzy na renowację i rozbudowę hotelu Stardust.

Balistrieri chciał się ze mną spotkać w Chicago w sprawie drugiej części pożyczki. Przeraziłem się na myśl, że ktoś mnie zobaczy w jego towarzystwie. Zależało mi jednak na tym, by wniosek o pożyczkę przeszedł. Na miejsce spotkania wyznaczył hotel Hyatt w pobliżu lotniska O'Hare. Pojechałem. Gdy dotarłem do jego pokoju, dowiedziałem się, że komitet wykonawczy rozpatruje możliwość udzielenia drugiej części pożyczki – pierwszej raty w wysokości dwudziestu milionów dolarów na rozpoczęcie renowacji. Reszta pieniędzy miała nadejść trochę później. Mieliśmy je wykorzystać na sfinansowanie rozbudowy hotelu Stardust o wieżę z luksusowymi apartamentami dla najbogatszych gości. Wszystko to przeanalizowano i w zasadzie zaakceptowano, jako że utrzymanie się na rynku wymagało intensywnych prac adaptacyjnych.