Tony kazał wówczas Joeyowi poprosić Mańkuta, który udawał wtedy dyrektora działu zaopatrzenia hotelu Stardust, by ten dał dziewczynie pracę kelnerki.
Joey zjawia się po paru dniach i mówi, że Mańkut nie chce jej zatrudnić, ponieważ jego zdaniem nie jest wystarczająco ładna, a w dodatku ma krzywe nogi.
Spilotro wściekł się i zrobił coś, czego nigdy nie powinien robić – zadzwonił do kasyna. Złapał Joeya Bostona, eks – bukmachera, którego Mańkut zatrudnił do prowadzenia hotelowego totalizatora sportowego.
Tony nie powinien dzwonić do kasyna, ponieważ teraz FBI miało taśmę z nagraniem rozmowy, w której prosił jednego z dyrektorów kasyna o pracę dla krewnej chicagowskiego capo. Właśnie na to czekaliśmy. Telefon Spilotra świadczył o bezpośrednim powiązaniu mafii z licencjonowanym kasynem, powiązaniu, którego żadna ze stron nie chciała ujawnić, o związku, który mógł zagrozić istnieniu kasyna i wskazać, kto jest jego faktycznym właścicielem”.
Dziewczyna trafiła w końcu do pracy w ochronie jednego z hoteli w Vegas. Lecz historia o tym, jak Tony Spilotro, najgroźniejszy gangster w Las Vegas, nie był w stanie załatwić pracy w kasynie dla jednej z krewniaczek chicagowskiego capo przeszła do legendy.
„Stałe bywałem w towarzystwie Tony'ego i pamiętam, że zawsze bał się, iż ktoś nas podsłucha – wspomina Matt Marcus, ważący trzysta pięćdziesiąt funtów bukmacher, który przyjął od Spilotra sporo zakładów. – Byliśmy w Food Factory przy Twain Street, w lokalu, w którym mieliśmy trochę udziałów. Tony posługiwał się językiem ciała: przechylał się do tyłu na krześle, wzruszał ramionami, kręcił głową i marszczył brwi. Zwykle pił herbatę. Kawy nie brał do ust. Zawsze siedział z filiżanką, z której zwisała nitka torebki z herbatą, przechylając się na krześle, wzruszając ramionami, kręcąc głową i marszcząc brwi. Był przekonany, że obok siedzi agent FBI. Bez przerwy zmieniał samochody. Wywiadowcy zawsze sprawdzali ich tablice rejestracyjne. Podchodzili do wozów i zapisywali numery”.
„Wydawało się, że przechytrzanie agentów FBI sprawia mu prawdziwą frajdę, ale Tony nie był głupcem – wspomina Frank Cullotta. – Ilekroć miał mi coś do powiedzenia, szliśmy na spacer po pustym parkingu lub poboczem drogi biegnącej przez pustynię. Gdy mówiłeś coś do niego, zazwyczaj robił po prostu miny, marszczył czoło albo uśmiechał się i w ten sposób dawał do zrozumienia, co masz zrobić. Nawet wtedy gdy rzeczywiście mówił, zawsze zasłaniał usta ręką na wypadek, gdyby agenci federalni zamierzali czytać z ruchu jego ust przez lornetkę”.
W pewnym momencie FBI było tak zawiedzione efektami podsłuchów w Gold Rush, że ukryli kamerę w suficie pokoju na zapleczu restauracji Cullotty; podejrzewali, że Spilotro urządza w nim część najważniejszych spotkań.
„Otrzymaliśmy informację, że coś tam jest – opowiada Cullotta – i zerwaliśmy podwieszony sufit. To «coś» przypominało małą kamerę telewizyjną. Był na niej napis: «Własność rządu Stanów Zjednoczonych» czy jakoś tam, a numer seryjny został zdrapany. Wkurzyłem się nie na żarty. Chciałem wywalić to cholerstwo na śmietnik, ale Tony kazał nam wezwać Oscara i oddać kamerę”.
Gdy FBI zrozumiało, że ponaddwuletni elektroniczny nadzór nie zdołał doprowadzić do przyłapania Spilotra, posłało do Gold Rush tajnego agenta, Ricka Bakena, używającego nazwiska Rick Calise.
Zgodnie z opracowanym planem – pułapką Baken wiele miesięcy wcześniej zdobył względy brata Tony'ego, Johna, grywając i przegrywając z nim w karty. Podczas karcianych spotkań Baken „przypadkiem” wyjawił, że jest eks – oszustem i złodziejem biżuterii, który rozpaczliwie potrzebuje gotówki i szuka okazji do sprzedania kradzionych diamentów po atrakcyjnej cenie. Biuro spreparowało, rzecz jasna, Bakenowi życiorys potwierdzający jego kryminalną przeszłość na wypadek, gdyby Spilotro chciał to sprawdzić. Ale po spotkaniu ze Spilotrem Baken przekonał się, że Herbie Blitzstein uniemożliwia mu bezpośrednią rozmowę z Tonym.
Po jedenastu miesiącach tej bezowocnej i niebezpiecznej pracy agenci FBI byli tak sfrustrowani, że zdecydowali się na rozpaczliwe posunięcie. Mając przy sobie, jak zwykle, mikrofon i nadajnik, Baken zagadnął Spilotra i powiedział, że FBI zgarnęło go na przesłuchanie i groziło więzieniem, jeżeli nie opowie o jego nielegalnej działalności.
Ku jego zaskoczeniu Spilotro zaproponował wizytę u swego adwokata, Oscara Goodmana.
Ani się Baken obejrzał, już siedział w gabinecie adwokata z całą aparaturą i udawał zawodowego oszusta. Goodman przez kwadrans słuchał jego opowieści, po czym dał mu nazwiska i numery telefonów kilku adwokatów. Wspaniale się później bawił, wykorzystując ów incydent jako dowód, że FBI usiłowało naruszyć tajemnicę kontaktów adwokat – klient, podsłuchując potencjalnego oskarżonego i jego obrońcę.
Z biegiem lat Spilotro spędzał coraz mniej czasu ze swą żoną Nancy. Gdy byli razem, kłócili się – a agenci FBI słuchali. Nancy narzekała, że przestał się nią interesować. Oskarżała go o romanse. Nigdy nie było go w domu. Nigdy z nią nie rozmawiał. Rano FBI rejestrowało brzmienie ciszy, w której Tony parzył sobie herbatę, a Nancy czytała gazetę. Po czym bez słowa pożegnania wychodził do sklepu.
Nancy musiała czasem dzwonić do niego do pracy, żeby mu przekazać jakąś wiadomość. Zdaniem Buda Halla Tony zawsze był wtedy opryskliwy:
„ – Nie wiem, czy ta sprawa może poczekać, ale dzwonił taki a taki – mówiła, a on odpowiadał nieco sarkastycznie:
– Może poczekać – i odkładał słuchawkę. Albo rzucał z irytacją:
– Nancy, jestem zajęty – i się rozłączał. Nigdy nie był wobec niej dżentelmenem.
Nancy żaliła się Denie Harte, dziewczynie Herbiego Blitzsteina, która prowadziła sklep Tony'ego. Ilekroć Tony ją pobił albo gdy podejrzewała, że zdradza ją z jakąś inną kobietą, mówiła o tym Denie; Dena stale donosiła jej o postępkach męża.
Pewnego razu Dena zadzwoniła do Nancy do domu i powiedziała:
– Ta suka tu jest.
Nancy wskoczyła do samochodu, wpadła do sklepu jak burza i zaczęła wrzeszczeć na Sheryl, przyjaciółkę Tony'ego. Wyzwała ją przy wszystkich od najgorszych kurew.
Słyszeliśmy jej wrzaski. Po chwili wychodzi Tony i słychać, jak Nancy krzyczy do niego, żeby przestał ją bić. Tłukł żonę, ile wlezie. Baliśmy się, że ją zatłucze na śmierć. Zrobiło się gorąco. Zadzwoniliśmy więc pod dziewięćset jedenaście i powiedzieliśmy, że siedzimy w niemieckiej restauracji Black Forest i słyszymy przez ścianę, iż napadli na kogoś w Gold Rush. Nie mogliśmy powiedzieć glinom, kim jesteśmy, bo wyglądało na to, że Tony ma ich w kieszeni, a nie chcieliśmy zostać zdemaskowani. Policja dotarła na miejsce w ciągu paru minut i wszystko ucichło”.
„Nancy miała swoje sprawy, a Tony swoje – wyjaśnia Frank Cullotta. – Jej życie polegało głównie na grze w tenisa i bieganiu po okolicy w białych strojach. Miała Vincenta, braci Tony'ego i ich rodziny. Raz w tygodniu Tony zabierał ją na kolację lub coś w tym rodzaju. Nancy nie bała się go. Darła się na Tonny'ego i doprowadzała go do szału.
Powiedział mi, że kiedyś próbowała go zabić. Pokłócili się o coś i Tony rzucił nią o ścianę. Po chwili zjawiła się z naładowaną trzydziestką ósemką. Wycelowała w jego głowę.
– Zabiję cię, jeżeli mnie jeszcze raz uderzysz – ostrzegła.
– Pomyśl o Vincencie – poradził Tony. – Zobaczyłem śmierć – opowiadał mi później. – Spacerowaliśmy, dopóki nie odłożyła pistoletu. Potem ukryłem całą broń znajdującą się w domu”.