Выбрать главу

„Geri nie chciała wszystkiego stracić – wspomina jej siostra, Barbara Stokich – ale Mańkut przyjąłby ją z powrotem tylko wtedy, gdyby zgodziła się na jeszcze jedno dziecko i ograniczyła prochy i alkohol. Wiem, że Geri nie chciała mieć drugiego dziecka, ale to był jedyny sposób, by uniknąć wyrzucenia na bruk. Twierdziła, że Frank jest bardzo wpływowym człowiekiem, ma w kieszeni sędziów i sądy i nie istnieją szanse na zwycięstwo z nim w ewentualnej konfrontacji.

Tak więc ustąpiła i w 1973 roku przyszła na świat Stephanie. To jednak nie rozwiązało ich problemów. W gruncie rzeczy pod wieloma względami pogorszyło sytuację, gdyż Geri stale miała Frankowi za złe, że zmusił ją do urodzenia córki. Steven był cudowny. Cieszyło ją, że ma syna. Ale przymus urodzenia dziecka i do tego dziewczynki – dziewczynki rywalizującej z jej pierwszą córką Robin – wyprowadził Geri z równowagi. Nigdy nie zdołała polubić Stephanie. I nie sądzę, by wybaczyła Frankowi, że zmusił ją do przejścia przez drugą ciążę”.

*

„Wiedziałem, że w domu nie układa się najlepiej – mówi Mańkut – ale przez dłuższy czas nie zdawałem sobie sprawy z powagi sytuacji. Wciąż trudno mi było zrozumieć Geri. Bywały dni, gdy budziła się szczęśliwa, a w inne lepiej było się do niej nie zbliżać. Każde słowo stanowiło hasło do awantury.

Nie lubiła, gdy łajałem ją za picie, nie lubiła też, gdy miałem do niej pretensje o to, że pozwala siedmioletniemu Stevenowi bić Stephanie, która miała dopiero trzy latka.

Geri wprost uwielbiała Stevena. Zepsuła go do cna. Był dla niej nagrodą, jej ślicznym chłopczykiem. Faworyzowała go.

Była również bardzo pewna siebie. Nie obchodziło ją, co mówią i widzą ludzie. A ludzie, którzy znali nas oboje, starali się zachować swą wiedzę dla siebie.

Na przykład nie wiedziałem o hipnotycznym wpływie, jaki miał na nią Lenny Marmor jeszcze długo po tym, jak zostaliśmy małżeństwem. Wiedziałem, że muszą utrzymywać kontakty z powodu Robin, ale nie zdawałem sobie sprawy z faktu, że gdy Geri wyjeżdżała do Beverly Hills na zakupy z żoną Allena Glicka, Kathy, spotykała się z Marmorem.

Geri i Kathy raz lub dwa razy w miesiącu leciały do Los Angeles samolotem Argent Corporation. Z lotniska w Burbank zabierała je limuzyna i jechały do jakiegoś sklepu z konfekcją. Tam zaczynały wybierać i przymierzać. Po paru minutach Geri wychodziła. Nawet nie mówiła Kathy, dokąd idzie. Po prostu znikała, po czym trzy lub cztery godziny później odnajdowała Kathy na lotnisku albo w innym miejscu i razem leciały z powrotem. Żadnych wyjaśnień. Nic.

Kathy mówiła o tym mężowi, ale Allen z obawy przed mieszaniem się w nasze sprawy lub z innego powodu nic mi nie powiedział. Nie miałem więc pojęcia, co jest grane. Geri wiedziała, że jej nie rzucę, i miała rację.

W końcu powiedziała mi o tym dwójka moich najserdeczniejszych przyjaciół, Harry i Bibi Solomonowie, najuczciwsi ludzie, jakich w życiu spotkałem. Od czasu do czasu wychodzili z Geri, gdy ja pracowałem. Pewnego wieczoru zarezerwowałem dla nich stolik w restauracji hotelu Dunes. Bardzo elegancki lokaclass="underline" muzyka, taniec, jedzenie dla smakoszy.

Harry przyszedł do mnie później i oznajmił, że musi mi coś wyznać. To był tego typu człowiek.

– Wiem, że mi tego nie wybaczysz, ale i tak ci powiem. Powinienem powiedzieć ci wcześniej, ale nie mogłem się na to zdobyć – wyjaśnił.

– Daj spokój, Harry, przejdź do rzeczy.

– Powiem ci, co się stało. Jedliśmy kolację. Grała muzyka. Jakiś mężczyzna podszedł do naszego stolika i poprosił Geri do tańca. Powiedziałem mu, żeby spływał. Zapytałem ją, czy oszalała, na co ona poradziła mi, żebym pilnował swoich spraw. Podniosła się z krzesła, podeszła do stolika, przy którym siedział, i powiedziała: «Przyjmę to zaproszenie».

Harry dostał szału. Nie wiedział, co robić. Poprosił o rachunek. Gdy Geri skończyła tańczyć, powiedział:

– Geri, nie powiem o tym Frankowi, ale już nigdy nie usiądę z tobą przy jednym stoliku pod nieobecność Franka.

Geri nie przejęła się. Uważała, że zwariowali.

Zawsze żyła po swojemu. Nie chciała się zmienić. Patrząc wstecz, myślę, że przez wszystkie te lata była z Lennym Marmorem – pamiętaj, że ten facet nigdy nawet nie wysłał jej życzeń urodzinowych – ponieważ Lenny zawsze pozwalał jej robić to, na co miała ochotę.

Dzięki temu miał nad nią władzę. Nie obchodziło go, co robiła – o ile tylko zarabiała pieniądze. I myślę, że Geri wolała to od sytuacji, w której ktoś taki jak ja zawsze ją za coś strofował.

Gdy Geri puszczała się tutaj, Lenny nie powiedział: «Dość! Kocham cię. Nie chcę, byś to robiła». Nie, mój panie. Lenny pozwalał jej robić, co tylko chciała. Nie obchodziło go to. Pijesz? Proszę bardzo. Bierzesz prochy? W porządku. Lenny nigdy niczego jej nie zabraniał, ponieważ zarabiała pieniądze.

Potem pojawiłem się ja i prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu spotkała człowieka ustalającego reguły. No cóż, sama zawsze stosowała się wyłącznie do własnych reguł”.

*

„Geri była zaćpaną zdzirą – wspomina Tommy Scalfaro, który pracował u Mańkuta jako szofer. – Jej stosunek do ludzi zależał od zaopatrzenia w prochy. Gdy wzięła percodan, była przyjazna i serdeczna. Chętnie dałaby człowiekowi pieniądze. Niewiele potrafiła wtedy zrobić. Kazała ładnie ubrać dzieci i to wszystko.

Gdy kończył się percodan, stawała się podłą jędzą. Ciągle tylko słyszałem: «skurwysyn» to, «skurwysyn» tamto. Wszczynała kłótnie z Mańkutem. Bywało naprawdę nieprzyjemnie.

Wrzeszczała, że Mańkut pieprzy się, z kim popadnie, i groziła, iż mu się zrewanżuje.

– Widziałam cię z Donną! – krzyczała. – Widziałam, jak migdaliliście się z Mary. Jeżeli nie przestaniesz, będę robić to samo.

Zresztą kto, u diabła, mógł wiedzieć, co robiła? Mańkuta i tak często nie było w domu. Zarządzał kasynami i starał się nie podpaść Komisji ds. Nadzoru. Był bardzo wymagający. Wszystko musiało być idealnie. Miał obsesję na punkcie kroju swoich marynarek i garniturów. Raz w tygodniu odwiedzał swego krawca, a facet płaszczył się ze strachu. Mańkut stale zawracał mu głowę jakąś drobną zmarszczką z lewej strony. Cały dzień poprawiał krój kołnierza, rękawów i mankietów.

Miał więcej garniturów, niż można sobie wyobrazić. Wisiały w długiej na trzydzieści stóp szafie. Miał też spodnie, koszule i swetry. Wszystko musiało leżeć jak ulał.

Za to ożenił się z narkomanką. Lekarz zapisywał mu percodan na wrzody i Geri co dwa tygodnie posyłała mnie do apteki po nową porcję. Ale Mańkut prawie w ogóle go nie zażywał.

Gdy spotkałem Geri po raz pierwszy, wiedziałem, że będą z nią problemy. Nazywała Mańkuta «panem R» i wzięła mnie na spytki. Czułem, że czyni przygotowania, bym biegał za jej sprawami. I rzeczywiście, natychmiast zaproponowała, żebym pojechał do Burger Kinga i kupił jej dzieciom hamburgery, żebym odebrał rzeczy z pralni. Nie tylko wysyłała mnie po sprawunki, ale starała się ubliżyć mi sposobem, w jaki wydawała polecenia.

Gdybym się ugiął, kazałaby mi ganiać po całym mieście. Poskarżyłem się Mańkutowi i odtąd Geri mnie nie znosiła, ale gówno mnie to obchodziło.

Geri jeździła do centrów handlowych. Jeździła do Kalifornii i robiła tam zakupy. Dzieci wychowywała służąca i jej córka.