Выбрать главу

Mańkut cały czas siedział w kasynie lub na spotkaniach z pracownikami kasyna. Parę razy musiałem zabierać go o trzeciej rano i wieźć do 7 – Eleven, gdzie spotykał się z ludźmi z Chicago.

Nawet się nie przebierał. Wyskakiwał z naszego samochodu i wskakiwał do wozu człowieka, który na niego czekał. Nie chciałem przyglądać się zbyt dokładnie, ale czasami wyglądało na to, że Mańkut wydaje rozkazy, a czasem na to, że je przyjmuje”.

*

„Mniej więcej rok po przejęciu korporacji Allen Glick urządził przyjęcie w swym domu w La Jolla – wspomina Mańkut. – Pojechaliśmy tam z Geri. Było trzysta, może czterysta osób.

Glick miał sześć odrzutowców wożących gości z Vegas do San Diego. On, człowiek, który musiał pożyczyć ode mnie siedem tysięcy dolarów, gdy przejął spółkę, a oczekiwane pieniądze nie spływały. Nawiasem mówiąc, zwrócił mi je od razu.

Z okazji przyjęcia oddał mi do dyspozycji dwa odrzutowce dla moich przyjaciół.

Gdy dotarliśmy na miejsce, okazało się, że Glick posadził mnie obok siebie, a Geri z drugiej strony.

W drodze na przyjęcie zapowiedziałem jej:

– Nie waż się, kurwa, pić.

Od pewnego czasu dochodziło między nami do przykrych scysji z powodu jej nałogu, ale wtedy nie wiedziałem jeszcze, co mnie czeka.

W tym okresie nie piłem. Naprawdę. Nie wiedziałem, że niektórzy nie potrafią nad tym zapanować. Nie miałem pojęcia o środkach uspokajających i pobudzających. Byłem naiwny jak dziecko. Byłem frajerem. Ale uparłem się, że Geri nie tknie na przyjęciu alkoholu.

– To poważna sprawa – powiedziałem.

– O taak, o taak – usłyszałem w odpowiedzi.

Przyjęcie się zaczyna, podchodzi kelner z szampanem na tacy i Geri bierze kieliszek. Ty suko – mówię do siebie. Wokół trzysta osób. Nie chcę, by się zalała i urządziła jakąś scenę.

Opróżnia kieliszek. Spoglądam na nią, ale ona nie mówi ani słowa. Udaje nawet, że nie widzi, iż na nią patrzę.

Ktoś prosi ją do tańca. Wstała i poszła tańczyć. Wtedy spostrzegłem, że szampan uderzył jej do głowy. Nikt inny tego nie zauważył, ale ja znałem Geri na tyle dobrze, by widzieć, że alkohol zrobił swoje.

Po skończonym tańcu wraca i siada przy stole. Kelner znowu nadchodzi z tacą i Geri kiwa na niego głową. Kelner stawia przed nią kieliszek z szampanem.

Mówię do niej szeptem:

– Dotknij ustami tego kieliszka, suko, a zwalę cię z krzesła.

Geri spogląda na mnie i mówi:

– Nie odważysz się.

– Odważę.

Widzę, że Glick patrzy na mnie, ale nie słyszy, o czym mówimy. Nie słyszy, jak dodaję:

– Nie obchodzi mnie, jak wiele problemów tym sprawię ani czy stracę przez to pracę. Jeżeli dotkniesz ustami tego kieliszka, spadniesz z krzesła.

Geri chwyta za kieliszek. Wiedziałem, co za chwilę nastąpi, więc nachyliłem się i powiedziałem Glickowi, że nie chcę go wyprowadzać z równowagi, ale byłoby dobrze, gdyby spróbował przekonać Geri do odstawienia kieliszka, bo jeżeli go nie odstawi, zrobię coś, czego będę żałował przez resztę swego życia.

– Allen, jeżeli ona tknie tego szampana, wyląduje tyłkiem na ziemi – ostrzegłem. Glick zbladł. – Jeżeli mnie nie posłucha, spadnie z krzesła – powtarzam.

I Glick pyta:

– Geri, czy wyświadczysz mi przysługę i posłuchasz swego męża?

Geri puściła kieliszek i syknęła:

– Odpłacę ci za to jeszcze, sukinsynu.

Można sobie wyobrazić, jak wspaniale się bawiliśmy na tym przyjęciu, ale chyba nikt o tym nie wiedział. Geri była doskonałą aktorką. Wytrzymała. Nie słaniała się na nogach.

Gdy ożeniłem się z Geri, wysłuchiwałem całej masy opowieści. Ale nie przejmowałem się tym, co robiła.

– Jestem Frank Rosenthal – mówiłem – i potrafię ją zmienić”.

*

„Wszczynali masę okropnych awantur – wspomina Barbara Stokich. – Oboje byli bardzo zawzięci i żadne nie chciało ustąpić. Frank groził, że z powodu picia odbierze jej Stevena, ale potem godzili się i kupował Geri jakąś ładną biżuterię.

Pamiętam, że po jednej z kłótni Geri powiedziała, że prędzej umrze, niż zrezygnuje z alkoholu. Uwielbiała, gdy Frank wypijał kieliszek wina. Odprężał się. Ona również się odprężała. Wiem, że Frank zaczął pić tylko po to, by sprawić jej przyjemność, ale miał wrzody i nie mógł nadużywać alkoholu”.

*

„Pewnego dnia Tony spotkał się ze mną w moim domu – wspomina Mańkut. – Miał już wyjść i dzwonił z poleceniem, by odebrał go jeden z jego ludzi. Geri miała zabrać dokądś Stevena i Stephanie i zaproponowała, że go podrzuci.

Tony zapytał, czy się zgadzam.

– Jasne, proszę bardzo – odparłem i więcej nie myślałem o tym.

Mniej więcej po tygodniu Tony zadzwonił do mnie. Powiedział, że chce się ze mną spotkać. Był bardzo poważny. Umówiliśmy się o północy albo o pierwszej nad ranem. Zabrałem go z umówionego miejsca i zaczęliśmy krążyć po mieście. Robiliśmy to dość często, zanim policja nie zaczęła dobierać nam się do skóry.

Tony oznajmił, że musi mi o czymś opowiedzieć. O czymś, co go naprawdę zaniepokoiło, co widział jadąc samochodem z Geri i naszymi dziećmi. Nie wiedziałem, o co chodzi. Był bardzo poważny. Oto facet, który zrobił parę naprawdę obrzydliwych rzeczy, jest wytrącony z równowagi. Jadę, a serce podchodzi mi do gardła. Mięśnie tężeją.

Tony powiedział, że gdy wsiadł do samochodu z Geri i naszymi dziećmi, Steven zaczął dokuczać Stephanie. Dziecinne igraszki. Nic poważnego. Potem rozległ się nagle krzyk dziewczynki:

– Mamusiu, ratunku! Mamusiu, ratunku! – Spojrzał na tylne siedzenie i zobaczył, że Steven tłucze siostrę.

– Nie możesz ich rozdzielić? – zapytał.

– To tylko zabawa – odpowiedziała Geri.

Stephanie zaczęła krzyczeć. Tony odwrócił się, widzi, że Steven zepchnął Stephanie na podłogę i okłada ją pięściami. W końcu zmusił Geri do zatrzymania samochodu i przerwania bijatyki.

Tony kazał mi przysiąc, że go nie wydam przed Geri. Powiedział, że musiał mi to opowiedzieć, bo jego zdaniem zachowanie Geri było nienormalne; jakby czerpała przyjemność z cierpień własnego dziecka”.

*

Pewnego wieczoru Rosenthal zabrał Geri na tańce w klubie. Wyglądała prześlicznie. Była czarująca.

„Byłem z niej taki dumny – wspomina Mańkut. – Przyciągała uwagę. Była naprawdę wystrzałową babką. To jeden z problemów z ożenkiem z piękną lub nawet bardzo ładną dziewczyną. Takie kobiety są niebezpieczne.

W każdym razie jesteśmy w klubie. Młody dyrektor, którego właśnie zatrudniłem, bystry, przystojny chłopak, podszedł i pogratulował mi czegoś, już nawet nie pamiętam czego. A potem odwrócił się do Geri i rzekł:

– Pani Rosenthal, jest pani najwspanialszą kobietą, jaką widziałem.

Geri podziękowała mu i uśmiechnęła się. Ja też mu podziękowałem. Geri czasami działała tak na innych. Zachowywała się trochę kokieteryjnie. Zachęciła go. Mimo to trzeba przyznać, że chłopak miał odwagę. Następnego dnia wylałem go z pracy”.

ROZDZIAŁ 13

„Nie miał bladego pojęcia o tym, co robią i w jaki sposób to robią”.

Allen Glick stal się drugim pod względem znaczenia właścicielem kasyn w Las Vegas. Kursował na pokładzie beechcraft hawkera 600 między Vegas i swoim domem w La Jolla – rezydencją w normańskim stylu z kortem tenisowym, basenem i kolekcją samochodów, która obejmowała lamborghini i stutz bearcata z dywanikami i tapicerką z norek. Jego gabinet w apartamencie biurowym na dachu hotelu Stardust był utrzymany w purpurowo – białej kolorystyce. W nim właśnie udzielał wywiadów jako błyskotliwy biznesmen. Powiedział nawet prasie o swej umiejętności zastygania w zupełnym niemal bezruchu przez dłuższy czas. „Jestem bardzo zdyscyplinowanym człowiekiem” – wyznał.