Выбрать главу

W tym samym biurze pracował Frank Rosenthal, najbardziej wpływowy człowiek mimo oficjalnie używanego skromnego tytułu dyrektora ds. gier hazardowych. Wynegocjował kontrakt z wynagrodzeniem w wysokości dwóch i pół miliona dolarów. Zamierzał stworzyć w kasynie biuro bukmacherskie i wystąpił przed stanowymi organami ustawodawczymi w roli eksperta od tych spraw. Jako pierwszy dopuścił do stołów do gry w black jacka kobiety – krupierów i w ciągu roku podwoił wpływy z tej gry. Zatrudnił u siebie Siegfrieda i Roya oraz ich białe tygrysy z Grandu MGM, proponując, że wybuduje im garderobę zaprojektowaną według ich gustów; jako premię dorzucił białego rolls – royce'a.

„Tak naprawdę to kupiłem tego rollsa dla Geri – wspomina Mańkut – ale ona wolała małego sportowego mercedesa i rolls stał w garażu, więc go oddałem”. Efekciarscy magicy stali się najpopularniejszym i najtrwalszym zespołem estradowym w historii Las Vegas.

Jednak życie w Argent Corporation dalekie było od sielanki. Zamiast przedstawiać Glicka jako znakomitość w świecie biznesu, prasa naigrawała się z niego, nazywając figurantem kupionym za pieniądze Związku Kierowców. Zamiast przyjmować pochwały za nowatorskie zarządzanie kasynem, Rosenthal stale musiał walczyć o przyznanie licencji. Kryzys gonił kryzys. Glick i Rosenthal mieli zapewne nadzieję, że sytuacja uspokoi się i poprawi z chwilą, gdy rozwiążą kryzys dnia – ale gdy tylko go rozwiązywali, pojawiał się następny i zaczynał następny dzień. Najmniej ważne w tym wszystkim były ciągłe tarcia między nimi. Rosenthal został wybrany przez mafię na człowieka kierującego kasynami, ale jego wojownicza postawa wobec ludzi decydujących o przyznaniu licencji ściągnęła nań baczniejszą uwagę, niż ktokolwiek tego pragnął. Mafia wybrała Allena Glicka na swojego figuranta, ponieważ uważano, że jest czysty jak łza. Ale nawet ludzie czyści jak łza mają przeszłość. W 1975 roku firma inwestycyjna Glicka w San Diego wystąpiła do sądu o ochronę przed wierzycielami, a on sam nie spłacił trzech milionów dolarów pożyczki, które wykorzystał przy zakupie Haciendy. Potem zaś wspólnik Glicka z firmy inwestycyjnej zaczął zagrażać całemu układowi powstałemu w Argent Corporation.

Jedyne, co przebiegało sprawnie, to zatajanie wpływów kasyna. I przez długi czas tylko to liczyło się dla mafijnych bossów z Chicago. Przez wiele lat zatajone i skradzione pieniądze spływały z kasyn Stardust i Fremont; mafia potrzebowała takiego uczciwego naiwniaka jak Allen Glick, by źródło dochodów nie wyschło.

Praktyka zatajania wpływów i nielegalnego odprowadzania z kasyna gotówki (skimming), która nie jest odnotowywana jako dochód korporacji – ma przypuszczalnie równie długą tradycję jak pierwsze zliczanie wpływów kasyna. W późnych latach czterdziestych i pięćdziesiątych, po otwarciu Flamingo przez Bugsy Siegela, zatajane wpływy wykorzystywano na potajemne spłaty mafijnych inwestorów, którzy żądali dywidend w gotówce, by umknąć problemów z FBI i IRS.

Istnieją dziesiątki sposobów skimmingu w kasynie. Większość z nich stosowano, zanim jeszcze Glick i Rosenthal przejęli kasyno. Były lewe wpływy z biletów, łapówki od dostawców żywności i napojów, kradzieże w count roomie. Zastanawiał fakt, że automatów do gier losowych w zasadzie nie ruszano. Chodziło o poważny problem techniczny: jak wynieść monety? Milion dolarów w dwudziestopięciocentówkach waży, na przykład, dwadzieścia jeden ton. Lecz w miarę jak automaty zaczęły przynosić coraz większe zyski, liczące się w ogólnych wpływach kasyna, trzeba było znaleźć sposób dobrania się do tych pieniędzy.

Tak więc do nadzoru nad jednorękimi bandytami w kasynach Argent Corporation zatrudniono George'a Jaya Vandermarka. Vandermark doskonale nadawał się do tej pracy: zasłynął jako największy w historii oszust – specjalista od automatów. Zdaniem Gene'a Strohleina, znajomego Vandermarka, „Jay brał cztery miesiące wolnego w roku i po prostu jeździł po całym stanie, otwierając automaty. Wystarczyło, by spojrzał na maszynę, a ta wyrzucała zawartość. Uwielbiał to robić. Widziałem, jak otwiera maszyny do lodu na stacjach benzynowych dla samej przyjemności oglądania wylatujących ćwierćdolarówek”.

Vandermark był tak dobrze znany jako crossroader (człowiek obrabiający automaty do gier), że figurował w Czarnej Księdze Boba Griffina, who's who kasynowych oszustów. Prawdę powiedziawszy, gdy jeden z dyrektorów Fremontu zobaczył, jak Vandermark wchodzi na salę gier, chciał wyrzucić go za drzwi; porzucił ten pomysł, gdy mu powiedziano, że Vandermark to jego nowy szef.

Jedną z pierwszych rzeczy, jakie Vandermark zrobił po objęciu swego stanowiska w Argent Corporation, było wyeliminowanie kontrolerów, którzy gwarantowali właściwą rejestrację całej gotówki wpływającej do count roomu. Scentralizował nadzór nad automatami wszystkich czterech kasyn i polecił, by przewożono monety z Fremontu, Haciendy i Mariny do Stardustu, gdzie codziennie je liczono.

Vandermark zredukował również liczbę audytorów, którzy mieli sprawdzać, czy zapakowane i ułożone w sterty monety odpowiadają wagą i wartością liczbie luźnych monet, które trafiły do count roomu.

Gdy jeden z audytorów skarżył się Vandermarkowi, że pozbawia się go szalenie ważnego instrumentu zabezpieczenia pieniędzy, usłyszał, że to nie jego sprawa.

Ów audytor powiedział później członkom Komisji ds. Nadzoru nad Grami Hazardowymi, że natychmiast poszedł na górę, aby donieść skarbnikowi korporacji, Frankowi Mooneyowi, że podejrzewa Vandermarka o kradzież. Według audytora Mooney poradził mu po prostu, „żeby w takim razie robił to, co potrafi”.

Pośród innowacji, które Vandermark wprowadził w Starduście, było takie ustawienie liczników, by rejestrowały o jedną trzecią wyższe wygrane, niż te, które faktycznie wypłacono.

Okazało się to znakomitym pociągnięciem; gdy opróżniano automaty i zanoszono monety do count roomu, elektroniczną wagę do ważenia monet podłączano w taki sposób, by nie doważała o jedną trzecią.

Vandermark mógł teraz zataić jedną trzecią wpływów z gry na maszynach, ponieważ automaty zostały tak ustawione, by wskazywać, że gracze zabrali do domu tyle właśnie monet jako wygrane.

Był jednak jeden szkopuł: jak usunąć tony monet ze ściśle strzeżonego count roomu, nie mówiąc już o zabraniu ich z kasyna? Lecz Vandermark znalazł rozwiązanie: na sali gier stworzył dodatkowe banki, w których „nadliczbowe” monety wymieniano na banknoty. Dodatkowe banki pozwalały obejść normalną procedurę: banknotów nie noszono do kasy, żeby policzyć je z resztą papierowych pieniędzy. Vandermark kazał zabudować w ścianach dodatkowych banków metalowe drzwiczki, tak aby po wsunięciu banknotów do zamkniętej na klucz przegródki jego ludzie mogli otworzyć je z zewnątrz i zabrać pieniądze w dużych jasnobrązowych kopertach.

Koperty z dodatkowych banków każdego z kasyn Argent Corporation przewożono potem do gabinetu Vandermarka. Następnie pieniądze przekazywano specjalnym kurierom – jednym z nich był chicagowski agent biura podróży nazwiskiem Caruso – którzy odbywali regularne podróże, przewożąc gotówkę z Vegas do Chicago, skąd przekazywano ją do Milwaukee, Cleveland i Kansas City.

Skimmingu dokonywano w Argencie w otwarty sposób. Nikt nie przemykał się w środku nocy z gotówką ukrytą pod koszulą. Ludzie pracujący w count roomie i w kasie dobrze wiedzieli, co jest grane. Kiedyś, przy okazji przestrajania elektronicznych wag, zainstalowano w nich przełączniki umożliwiające niedoważanie o trzydzieści albo o siedemdziesiąt procent. Pewnego dnia, gdy w kasynie panował szczególnie gorączkowy ruch, jeden z ludzi Vandermarka przekręcił niewłaściwy przełącznik i nagłe waga nie doważała o siedemdziesiąt procent. Vandermark zauważył, jak wysoki jest wynik zliczania i zdał sobie sprawę, co się stało. „Ty głupi sukinsynu, wpakujesz nas wszystkich w kłopoty. Nie możemy kraść aż tyle” – warknął.