Выбрать главу

Mańkut postanowił pozbyć się dyrektora Haciendy. Nie wiedział, że przyjaźni się on z Pete'em Echeverrią, przewodniczącym stanowej Komisji ds. Gier Hazardowych.

„Powinienem był o tym wiedzieć – przyznaje Mańkut. – Kiedy ten człowiek został zwolniony, rozpowiadał wszystkim, że Pete Echeverria załatwi Franka Rosenthala na cacy. Usłyszałem o tych groźbach już po fakcie. Nie zwracałem na nie uwagi”.

*

Peter Echeverria był pięćdziesięciojednoletnim adwokatem, który chełpił się tym, że „nigdy w życiu nie rzucał kośćmi, nie grał w black jacka ani nie postawił dolara przy stole do gry w ruletkę”, ale uważał, iż „hazard stanowi istotną część gospodarki naszego stanu i należy go prowadzić jak uczciwy interes”.

Echeverria, były senator stanowy, który pracował w stanowej Komisji Planowania, wychował się w Ely w Newadzie, ukończył Uniwersytet Stanowy Newady i studia na wydziale prawa Uniwersytetu Stanforda i od dwudziestu jeden lat zajmował się prawem rzeczowym, gdy gubernator Mike O'Callaghan wybrał go w październiku 1973 roku na szefa stanowej Komisji ds. Gier Hazardowych.

„Wiedziałem, że Echeverria będzie moją Nemezis i skontaktowałem się z Philem Hannifinem – wspomina Rosenthal. – Dopadłem go w kawiarni w Starduście. Zapytałem, jakie mam szanse na uzyskanie licencji na prowadzenie gier hazardowych na kluczowym stanowisku. Powiedziałem mu wszystko o mojej przeszłości. Gdyby sprawa była beznadziejna, po prostu bym się wycofał. Objąłbym inne stanowisko. Powiedziałem, że rozmawiam z nim jak przyjaciel z przyjacielem i że darzę go wielkim szacunkiem.

– Czy biorąc pod uwagę moją przeszłość mogę stanąć przed Komisją ds. Nadzoru i oczekiwać bezstronnego przesłuchania? – zapytałem.

Tylko to chciałem wiedzieć. Czy potraktują mnie sprawiedliwie? Hannifin był twardzielem i rzekł patrząc mi prosto w oczy:

– Powiem ci jedno, Frank. Poprę cię z czystym sumieniem.

Patrzę na niego jak na gwiazdkowy prezent. Licencja pozwoliłaby mi oficjalnie stanąć na czele korporacji. Mógłbym skorzystać z prawa poboru nowych akcji. Świat stanąłby przede mną otworem.

Hannifin dawał mi pięćdziesiąt procent szans na uzyskanie licencji. Echeverria naciskał na niego i Komisję ds. Nadzoru, by zmusili mnie do wystąpienia o licencję.

Skoro miałem szansę, musiałem ją wykorzystać. Nie mogłem przegapić takiej okazji. Wynająłem prywatną firmę detektywistyczną – zatrudniającą samych byłych agentów FBI – i zapłaciłem sto tysięcy dolarów z góry za zebranie wszystkich możliwych informacji na mój temat. Chciałem wiedzieć, czego dowiedzieliby się inspektorzy śledczy komisji, gdyby próbowali mnie utrącić.

Faceci z FBI spisali się niesamowicie. Podyktowali jednak twarde warunki. Nie przyjęli zlecenia, dopóki nie zgodziłem się na wykorzystanie zgromadzonych informacji przeciwko sobie w wypadku, gdyby odkryli coś poważnego.

Zacząłem mieć nadzieję. Nawet Departament Sprawiedliwości zdecydował się w końcu oficjalnie uwolnić nas od zarzutów w sprawie Rose Bowl, a przecież pochodziły one jeszcze z 1971 roku.

Poszedłem do Glicka i powiedziałem mu, że staram się o licencję uprawniającą do zajmowania kierowniczych stanowisk.

Lecz parę tygodni przed przesłuchaniem Hannifin przestał przychodzić do hotelu. Nie miałem od niego żadnych wieści. Nie mogłem skontaktować się z nim telefonicznie. Dzwoniłem dwa razy w tygodniu i nie zastałem go ani razu. Jednego wieczoru natknąłem się na jego żonę. Powiedziała, że Phil oddzwoni, ale tego nie zrobił. Miałem wrażenie, że zostanę oszukany.

Przesłuchania Komisji ds. Nadzoru odbywały się w Carson City, co było bardzo niewygodne i uciążliwe. Żeby pomieścić moich prawników i większość świadków, którzy mieszkali i pracowali w Las Vegas, musieliśmy przewieźć ich paroma firmowymi odrzutowcami.

Przesłuchania odbywały się w wielkiej sali. Pamiętam, jak przyglądałem się Lindzie Rogers, sekretarce Oscara Goodmana, wożącej na wózku sterty dostarczonych przeze mnie materiałów”.

Komisja obradowała ponad dwa dni na pierwszym piętrze budynku administracji stanowej w Carson City. Mańkuta wypytywano o wszystko: o rzekome aresztowania na Florydzie i Soczystego Eliego, o zarzucaną mu próbę przekupienia futbolisty w Północnej Karolinie i o znajomość z Tonym Spilotrem.

„Mańkut bardzo szczegółowo odpowiadał na pytania komisji – wspomina Don Diglio, felietonista «Las Vegas Review Journal» – czasami nawet zbyt szczegółowo”.

Zdaniem Diglia odpowiadając na pytania Mańkut tak się podniecał, że nie potrafił przerwać swych długich wyjaśnień i usprawiedliwień. Zapytany, na przykład, o znajomość z Tonym, Mańkut rozpoczął chaotyczny monolog: powiedział, że zna go od urodzenia, że ich rodzice także się znali, ale oni sami od czasu przeprowadzki do Las Vegas nie utrzymywali żadnych stosunków towarzyskich i służbowych.

„Przyznaję się do tej znajomości – rzekł – świadom wszystkich nieprzychylnych opinii i zarzutów przeciwko Tony'emu i oświadczam, że się z nimi nie zgadzam. Czytałem, gdzie pan Spilotro rzekomo bywał, by strzec mnie, czuwać nade mną i tak dalej. Zdałem sobie sprawę, że wchodzę na bardzo grząskie pole gier hazardowych i nawiązałem bliskie kontakty z Komisją ds. Nadzoru.

Ale zarazem uznałem moje prawo i prawa mojej rodziny, fakt, że jestem żonaty i mam szczęście posiadać dwoje zdrowych dzieci i że powinienem uważać.

Staram się to czynić od dnia, w którym wszedłem do hotelu Stardust. Myślę, że moja przeszłość, myślę, że przewodniczący – w tym momencie, według Diglia, Rosenthal spojrzał znacząco na Hannifina – przyzna, iż moja przeszłość była taka, że jestem niemal bez skazy… lub bliski doskonałości.

Myślę, że Tony uznał to. Przyjechał do Newady na własną rękę. Ma prawo mieszkać ze swoją rodziną, gdziekolwiek zechce. Szanuję to prawo. Myślę, że on szanuje moje.

Tony unikał Franka Rosenthala, a ja unikałem Tony'ego. Do tego stopnia, że nie przypominam sobie, by Tony Spilotro wszedł na teren Argent Corporation. Po prostu nie pamiętam. Jeżeli mnie zapytacie: «Frank, czy umówiliście się z Tonym, że nie będziecie się spotykać?» – to odpowiedź brzmi: w żadnym razie. Myślę, że chodziło o wzajemny szacunek i doceniam to”.

Rosenthal bronił się przez pięć godzin; całe przesłuchania trwały dwa dni. Allen Glick również zeznawał i stwierdził, że nie znał wszystkich szczegółów z przeszłości Rosenthala, gdy go zatrudniał. Dodał jednak, że jest zadowolony z jego pracy i teraz podjąłby taką samą decyzję.

„Gdybyście nie przyznawali licencji temu, kto ma coś na sumieniu – powiedział do członków komisji – przypuszczalnie trzeba byłoby odebrać je połowie mieszkańców tego miasta”.

„Drugiego dnia przesłuchań – wspomina Jeff Silver, główny doradca Komisji ds. Nadzoru – było oczywiste, że Mańkut nie jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie nasze pytania. Zapytałem Jacka Strattona, po co – skoro tak czy owak nie mają zamiaru przyznać temu biedakowi licencji – męczyć go tymi pytaniami. I przerwaliśmy przesłuchania”.

15 stycznia 1976 roku, po dwóch dniach przesłuchań, Komisja ds. Nadzoru zaleciła, by nie przyznawać Mańkutowi licencji.

*

„Gdy dwaj pozostali członkowie komisji zagłosowali przeciwko przyznaniu mi licencji – wspomina Mańkut – Hannifin nie chciał ujawnić, jak sam głosował. Kiedy jednak oni wygłosili przemówienia i poprosili, żeby decyzja została podjęta jednogłośnie, Hannifin przychylił się do prośby.