Выбрать главу
*

Przyjaciele Rosenthala byli równie zirytowani jego sławą, jak wrogowie z wymiaru sprawiedliwości. Joe Agosto, dyrektor ds. rozrywki w Tropicanie, który w rzeczywistości kierował skimmingiem w tamtejszym kasynie, zaczął wydzwaniać do swego szefa, Nicka Civelli, z narzekaniami na Mańkuta; obawiał się, że jego niepohamowane pragnienie rozgłosu w końcu odbije się na nim i obaj wylecą z branży. Pewnego dnia Agosto zadzwonił do Carla DeLuny, wiceszefa rodziny Civellów; agenci FBI nagrali ich rozmowę.

AGOSTO: – Nikt już dłużej (tego) nie wytrzyma. On (Rosenthal) jest zabójcą, ma instynkt zabójcy, wszystkich pociągnie za sobą w bagno. Martwię się tym. Nie chcę, żeby narobił smrodu i uniemożliwił nam życie w tym cholernym mieście. Posuwa się za daleko i ktoś… powinien pokazać temu kutasowi znak stopu. Skoro popełnił samobójstwo, powinien zaakceptować tę cholerną umowę i koniec, i nie narażać następnych kilku ludzi.

DeLUNA: – Yhm.

AGOSTO: – Rozumiesz, o co mi chodzi?

DeLUNA: – Yhm.

AGOSTO: – Uważam, że sprawa wymyka się spod kontroli. Gdybym był obcy, gdybym nie znał przyjaciół tego faceta i był tutaj tylko po to, by chronić swoje gniazdko… wiesz, co chcę przez to powiedzieć.

DeLUNA: – Yhm.

AGOSTO: – Sam zrobiłbym, co trzeba, nie prosząc nikogo o zgodę, rozumiesz? Gdybym nie miał rozumu w głowie.

DeLUNA: – Czego się obawiasz, Joe?…

AGOSTO: – Boję się, że ten matkojebca nie potrafi ponieść konsekwencji swoich działań. Groził już nawet… Chodzi mi o to, jestem o tym przekonany… że są pewne granice, po przekroczeniu których błoto chlusta na innych ludzi… Obawiam się teraz potężnego chluśnięcia. Nie ma wątpliwości, że ono nastąpi. Być może uda mu się nie zostać oskarżonym, ale z pewnością wypieprzą go stamtąd, a jeżeli nie widzi tego znaku, okaże się najgłupszym sukinsynem, jakiego w życiu spotkałem.

ROZDZIAŁ 17

„Spójrz na tego kutasa. Nawet się ze mną nie przywitał”.

Tony'emu Spilotrowi coraz trudniej było pogodzić się ze sławą, jaką zyskał Mańkut. Musiał oglądać go w telewizji. Musiał oglądać, jak wchodzi do nocnego klubu Jubilation, ciągnąc za sobą stado nadskakujących mu tancerek, prawników i bukmacherów.

„Ludzie potykali się o siebie, by ustąpić mi miejsca przy stolikach – wspomina Rosenthal. – Myślę, że Tony'ego zaczęło denerwować to, że mogłem poruszać się swobodniej niż on”.

„Tony żywił urazę do Mańkuta, ponieważ uważał, że jest prawdziwym bossem w Las Vegas – twierdzi Frank Cullotta – a Mańkut chodził po całym mieście i odbierał pokłony, jakby to on był tutaj grubą rybą. Pewnej nocy siedziałem z Tonym w Jubilation, gdy do klubu wszedł Mańkut. Kiedy przychodziliśmy tam, szef zawsze dawał nam osobny stolik. Nigdy nie sadzał nikogo w pobliżu, ponieważ nie chcieliśmy, by ktoś nas słyszał. Wokół naszego stolika stały puste, nakryte białymi obrusami stoliki – nawet wtedy, gdy w lokalu było tłoczno.

I tej nocy wchodzi Mańkut, prowadząc ze sobą całe towarzystwo ze studia telewizyjnego. Jest parę tancerek, które ma na oku, są Oscar i Joey Boston oraz wszyscy jego wazeliniarze.

Tony widzi, jak Mańkut wchodzi do klubu i wszyscy podrywają się, by uścisnąć mu rękę. Mańkut uwielbia to. Spilotro tylko się przygląda. Jest coraz bardziej wkurzony, zwłaszcza, że Mańkut nawet nie kiwa głową w jego stronę dla okazania szacunku. Tak jakby mówił: To ja jestem grubą rybą w tym mieście, a ty możesz mi skoczyć.

Nie wiem, czy Frank tak właśnie myślał. Twierdzę, że Tony zaczął to odbierać w ten sposób. Jednego wieczoru mówi do mnie:

– Spójrz na tego kutasa. Nawet się ze mną nie przywitał.

– A jak, do kurwy nędzy, ma się przywitać? – pytam. – Nie powinien nawet przebywać w tym samym lokalu co ty.

Tony odpowiada, że zdaje sobie z tego sprawę, ale przecież są różne sposoby witania się i niewitania.

Tony zaczął uważać, że Mańkut wyzwala się spod wszelkiego wpływu, a sukces programu telewizyjnego i cała reszta uderzają mu do głowy. Że przede wszystkim jest potwornym egocentrykiem i że to wszystko wymyka się spod kontroli. Mańkutowi tak odbiło, że gdy raz trochę wypił, powiedział ponoć, mając na myśli żydów w mafii:

– Jestem najpotężniejszym żydem w Ameryce.

– Nie wiedziałem, że Lansky nie żyje – odparł Joey Cusumano, przyjaciel Tony'ego, który siedział przy tym samym stoliku. Tony uwielbiał tę historię. Wszystkim ją opowiadał. Joey z mety usadził Mańkuta”.

*

„Ilekroć gazety wspominały o Tonym – biadał Rosenthal – zawsze w następnym akapicie padało moje nazwisko. Bez względu na to, ile razy mówiłem im, że chociaż znamy się od dawna, nie łączą nas żadne interesy, media zawsze nas kojarzyły. Nie pomogło mi to. Prawdę powiedziawszy, z pewnością nie miałbym problemów z uzyskaniem licencji, gdyby nie bezustanne kojarzenie mnie z Tonym.

W rzeczywistości – jestem o tym przekonany – Tony był w mafii zwykłą płotką. Jego publiczny wizerunek przeczył faktom. Cała Newada – Moe Dalitz, moja własna żona, Boże zmiłuj się – wszyscy myśleli, że Tony to mafijny boss Las Vegas. W rzeczywistości wcale nim nie był. Zaczął jednak wierzyć artykułom prasowym na swój temat.

Jego żądania były horrendalne. Chciał przyzwolenia na coraz to nowe morderstwa. Nazwiska ludzi, których pragnął sprzątnąć za moim wstawiennictwem, wzbudzały grozę. Można było zemdleć na myśl o zamiarach, w których miałem mu dopomóc. Jego brat poszedł załatwić pracę w kasynie i ją dostał. Ale zwalniają go po czterdziestu ośmiu godzinach – z powodu nazwiska. Podał fałszywe, ale odkryli, kim naprawdę jest i pozbyli się go. Nie chcieli użerać się z przestępcą. Ale Tony dostał szału. Chciał, żebym załatwił mu zgodę na zabicie właściciela kasyna.

Innym razem jakiś reporter wypisywał o nim różne denerwujące historie.

– Chcę zakatrupić tego sukinsyna – powiedział. Tłumaczyłem, że facet pisze to, co mu kazali. Więc zmienił zdanie i zapragnął wykończyć wydawcę. Starłem się z nim. Powiedziałem, że byłby to koniec dla wszystkich, że sprowadziliby wojsko. – Mylisz się – powtarzał. – Zrobimy z nimi porządek. To nam tylko pomoże.

Pewnego wieczoru spotkałem się z nim na pustynnej drodze, daleko za miastem. Tony miał plan. Chciał opanować Środkowy Zachód. Zaczyna mówić o ludziach, których musi zabić, a ja sobie myślę: z kim ja się zadaję?

– Chodzi o miliardowe przedsięwzięcie – tłumaczy. Rozmawia ze starym przyjacielem, doradcą, kimś, kto znał wszystkich graczy, i pyta, co o tym myślę. I przez cały czas podaje nazwiska ludzi, których trzeba rozwalić. Serce bije mi jak młot.

Pohamowałem go trochę.

– Tony, powiedzmy, że ci się udało – a nie sądzę, byś miał więcej niż pięćdziesiąt procent szans. Co twoim zdaniem stanie się w Kansas City, Milwaukee, Detroit i Nowym Jorku?

Wpada mi w słowo i zauważa, że wymieniłem miasta na wschód od Missisipi. My mieszkamy gdzie indziej. Ograniczmy się do Środkowego Zachodu. Używa argumentów geograficznych. Faktem jest, że oddziały z terenów na wschód od Missisipi nie mają nic wspólnego ze Środkowym Zachodem i Zachodnim Wybrzeżem, ale zamordowanie kilku szefów rodzin mogłoby na pewien czas zmienić sytuację.

Ale nie, Tony wciąż chce jedynie dyskutować o oddziałach ze Środkowego Zachodu.

– W porządku – odpowiadam. – Czy myślisz, że inne grupy nie będą wiedziały, iż w Chicago działa grupa szaleńców, którzy bez zgody zwierzchników przejęli kontrolę nad tym obszarem? Zostaniecie uznani za najbardziej niebezpieczny oddział na świecie. A poza tym, nawet jeżeli rozwalicie najważniejszych bossów Chicago, na jakiej podstawie sądzisz, że ich podwładni podporządkują się wam?