Выбрать главу

Ale Tony marzył, by stać się papieżem mafii. Ja byłbym nowym Lanskym. W ten właśnie sposób rozmawiał ze mną na pustyni.

Chciał, żebym poparł jego plan. Odpowiedziałem, że nie mogę tego zrobić.

Bardzo się wkurzył.

– Wygląda na to, że ilekroć wystąpię z propozycją, która wymaga twojego poparcia, ty odmawiasz.

– Być może – przyznałem. – Więc nie proś mnie o poparcie.

Widziałem, że mnie znienawidził. Gdy tak stałem na pustyni, niwecząc jego plany… odwrócił się ode mnie, przestałem być jego przyjacielem. Odmówiłem mu o jeden raz za dużo”.

*

Federalne Biuro Śledcze w Las Vegas od lat badało przypadek Spilotra i zgromadziło pokaźną ilość informacji o nim i jego ludziach. Miały one posłużyć jako dowód, że Spilotro jest tym, za kogo zawsze uważały go gazety – głównym przedstawicielem mafii w Las Vegas i prawdziwym szefem w hotelu Stardust. Lecz prawie żadna z informacji wyłowionych z podsłuchu FBI nie potwierdziła tej opinii.

Spilotro ze swoją grupą bukmacherów, speców od wymuszeń, lichwiarzy i włamywaczy zajmowali się właśnie tym: bukmacherstwem, wymuszeniami, lichwą i włamaniami – i niczym więcej. Ich działalność miała niewiele wspólnego z prowadzeniem kasyn. Prawdę powiedziawszy, mieli szczęście, że wywiązywali się z drobnych zleceń od bossów z Chicago.

„Przyłapywaliśmy Spilotra na załatwianiu sprawunków raczej niż kierowaniu kasynami” – przyznał emerytowany agent Bud Hall.

W zakres jego zwykłych obowiązków, określonych w oparciu o nagrania rozmów telefonicznych między 13 kwietnia a 13 maja 1978 roku, wchodziło przyziemne i nudne załatwianie posad i grzecznościowych zaproszeń. FBI podsłuchało, jak brat Spilotra, Michael, dzwonił do trzeciego z braci, Johna, w sprawie pracy w Haciendzie dla swego przyjaciela. Podsłuchali rozmowę telefoniczną przedstawiciela Związku Kucharzy, Stephena Bluesteina, który prosił Spilotra o pracę w Starduście dla czyjejś córki. Słyszeli, jak Spilotro dzwoni do Marty'ego Kane'a, menedżera biura bukmacherskiego w hotelu Stardust, i nakazuje, by zwolnił kobietę, którą ten dopiero co przyjął do pracy, i zatrudnił na jej miejscu młodą przyjaciółkę Tony'ego. Nagrali rozmowę telefoniczną jego chłopca na posyłki, Herbiego Blitzsteina, z Joeyem Cusumano; Herbie prosił o zdobycie kilku kopert, w których pracownicy Stardustu otrzymywali wypłaty, żeby móc sprawdzić ich wymiary i zrobić parę dla siebie. Przechwycili nawet telefon z miejscowej policji z informacją, że agent IRS uzyskał dostęp do policyjnej kartoteki Spilotra.

*

Seria rozmów telefonicznych, które chyba najdoskonalej obrazują czarną robotę, jaką Spilotro wykonywał na życzenie swoich szefów z Chicago, miała miejsce 1 maja 1978. Zaczęło się od telefonu Josepha Joeya Klowna Lombarda, jednego z głównych bossów ulicznych gangów i capo Spilotra. Herbie Blitzstein, snujący się po Gold Rush ze swą przyjaciółką, Deną Harte, odebrał telefon. Lombardo chciał się dowiedzieć, dlaczego jego prośba o bezpłatny pokój z wyżywieniem w Starduście dla Barbary Russel, sekretarki Gregory'ego Pecka, została zignorowana. Spilotro od razu wziął słuchawkę i obiecał, że natychmiast zbada tę sprawę.

„Strasznie mi przykro – zapewnił. – Nie mam pojęcia, co się stało”.

„Gdy do ciebie dzwonię – odparł Lombardo – powinieneś się tym zająć”.

Spilotro powiedział, że nawet zostawił w hotelu wiadomość, że chodzi o życzenie Lombarda.

„Innymi słowy, nie kiwnąłeś palcem” – skwitował jego wyjaśnienia Lombardo.

Spilotro zapewnił go, że natychmiast sprawdzi przyczyny tego zaniedbania i agenci FBI wysłuchali przez następnych kilka godzin, jak Spilotro usiłuje wyplątać się ze sfuszerowanej sprawy. Ustaliwszy w rozmowie z Blitzsteinem, że Lombardo rzeczywiście przekazał swą prośbę, zadzwonił do Leonarda Garmisy, znajomego Lombarda, i szefa funduszu emerytalnego, Allena Dorfmana, który jako pierwszy poprosił Joego Klowna o przysługę.

Gold Bush, 1 maja 1978 roku, godzina 15.12. Rozmowa telefoniczna pomiędzy Spilotrem, Garmisą i Deną Harte, przyjaciółką Blitzsteina, nagrana przez FBI:

SPILOTRO: (do kogoś w pokoju) – ten facet to przyjaciel Dorfmana. Co mam ci jeszcze powiedzieć?

GARMISA: – Słucham.

SPILOTRO: – Cześć, Irv.

GARMISA: – Kto?

SPILOTRO: – Irv.

GARMISA: – Jaki Irv?

SPILOTRO: – Czy to Irv Garmisa? O niego mi chodzi.

GARMISA: A kto mówi? SPILOTRO: – Tony Spilotro.

GARMISA: – Tony, mówi Lenny Garmisa.

SPILOTRO: – Ach, Lenny, jak się masz?

GARMISA: – W porządku.

SPILOTRO: – No cóż, tak czy owak byłem blisko.

GARMISA: – Hę?

SPILOTRO: – Byłem blisko, prawda?

GARMISA: – Owszem, byłeś, ale ja nie poznałem cię po głosie. Jak się czujesz, Ton?

SPILOTRO: – Czuję się świetnie, tyle że on dzwonił, to bardzo przykre, i to wszystko.

GARMISA: – No cóż, powiedziałem mu, żeby do ciebie nie dzwonił. Ale chciałem, żeby wiedział, to wszystko.

SPILOTRO: – W porządku, powiedz mi, co się stało, Irv.

GARMISA: – Lenny.

SPILOTRO: – Lenny, powiedz mi, co się stało.

Garmisa wyjaśnia Tony'emu, że gdy nie zastał go poprzednio, przekazał swą prośbę jednemu z ludzi odbierających telefony w Gold Rush.

SPILOTRO: – Zgadza się. Świetnie, dostał wiadomość i…

GARMISA: – Więc mu powiedziałem, zadzwoń do tej babki, Barbary Russel, nocuje w Starduście, już się zameldowała. Zrób dla niej, co tylko możesz zrobić. Chcesz mnie obciążyć kosztami, proszę bardzo, ale potraktuj ją po królewsku. I to wszystko. Więcej o tym nie słyszałem. No i dzisiaj Gregory Peck zadzwonił, żeby mnie zaprosić na przyjęcie urodzinowe swojej córki, więc przy okazji zamieniłem parę słów z jego sekretarką. No i pytam, czy się dobrze bawiła. Odpowiada, że wspaniale. Czy ktoś dzwonił do ciebie? A ona: co przez to rozumiesz? Mówię, no cóż, obiecałem ci, że ktoś do ciebie zadzwoni. Barbara na to, że nie, nikt nie telefonował.

SPILOTRO: – Okay. Pozwól, że cię o coś zapytam.

GARMISA: – Słucham.

SPILOTRO: – Czy obciążono ją kosztami?

GARMISA: – Myślę, że… no cóż, nie wiem.

SPILOTRO: – Myślisz? W porządku, posłuchaj, Lenny. Weź telefon, do cholery, i dowiedz się, czy płaciła. Okay? I zwrócę pieniądze. Co ty na to?

GARMISA: – Wyświadczysz mi przysługę.

SPILOTRO: – Ale jeżeli… poczekaj, to ty posłuchaj. Jeżeli musiała zapłacić, weź telefon i dzwoń do Joeya. Ta dziewczyna miała być w czerwonym rejestrze. Rozumiesz, co to znaczy? Lenny?

GARMISA: – Owszem.

SPILOTRO: – To oznacza pobyt na koszt hotelu.

GARMISA: – Tak, wiem.

SPILOTRO: – W porządku, więc nie wiesz, czy nocowała na koszt hotelu?

GARMISA: – Nie mam pojęcia, ale sądzę, że nie.

SPILOTRO: – Sądzisz, że nie?

GARMISA: – Tak sądzę, ale jeżeli chcesz, zadzwonię do niej z drugiego telefonu.

Garmisa zatelefonował do gabinetu Pecka, a gdy znowu odezwał się, ton jego głosu wyraźnie wskazywał, że żałuje, iż wpakował się w cały ten cyrk.

GARMISA: – Powiedziała mi, że zameldowała się jako pani Barbara Russel, ale jakimś sposobem umieścili ją w spisie gości pod imieniem męża. Twoi ludzie przypuszczalnie próbowali się z nią skontaktować i prawdopodobnie nie mogli, ponieważ figurowała jako Dale Russel.

SPILOTRO: – Dale Russel?

GARMISA: – I ta wiadomość była pod jej imieniem, czekała tam przez trzy cholerne noce, ale trudno, wyślę jej coś. Klnę się na Boga, Tony, bardzo cię lubię, to miło, że zadzwoniłeś, ale nie martw się tym. Powiedziałem to JP (Joeyowi Klownowi Lombardowi), ale…