Выбрать главу

– Dzień dobry, staruszko! – zawołał Joe i mrugnął do niej.

Robił to codziennie rano od siedmiu lat. Pogwizdując, ustawił stołek na właściwym miejscu i usiadł.

– Zaraz będziesz o parę kilo lżejsza, starucho.

Tuż za sobą usłyszał nagle jakiś szelest. Gwałtownie odwrócił się na stołku i zobaczył stojącego nad sobą czarnoskórego mężczyznę. Obcy był potężnie zbudowany, miał zimne, duże oczy i ogoloną na łyso głowę. Joe nie zdążył nawet zapytać, kim jest intruz. Na ramieniu poczuł ciężką, dużą dłoń i ujrzał, jak z góry spada na niego wielki młotek. Całe ciało Joe odczuło cios, chociaż dziwne, drżące odrętwienie, które go ogarnęło, nie było bolesne. Mrugnął raz, jakby ze zdziwieniem, a potem duża dłoń obcego puściła jego ramię.

Joe Elders padł na ziemię obok stołka, z szeroko otwartymi, nieruchomymi oczami utkwionymi w nabrzmiałe mlekiem wymiona Shirley.

Rozdział 10

– Słyszałem, jak Emma poruszyła się na górze. Mamy tylko parę minut, zanim zejdzie do nas, więc rozmowę o twoim ojcu odłożymy na później. Teraz wróćmy do najważniejszej sprawy – musimy przyjąć do wiadomości, że ścigają nas zawodowcy, którzy z pewnością należą do jakiejś zorganizowanej grupy. Jeżeli chociaż raz użyjemy kart kredytowych, natychmiast nas znajdą, ale jeśli będziemy ostrożni, twoje trzy tysiące i moje dwa powinny wystarczyć nam do czasu, kiedy wreszcie wyplączemy się z tej afery.

Molly pomyślała, że tylko raz w życiu musiała liczyć się z pieniędzmi, dokładnie przez trzynaście miesięcy. Odeszła z bogatego domu i zaczęła radzić sobie sama, ale nie trwało to długo. Potem trafiła do nowego domu. Od bogatego ojca do bogatego męża… Przez ostatnie dwa lata była znowu sama, wzięła się do pracy i była z tego bardzo zadowolona.

Uśmiechnęła się szeroko, chyba pierwszy faz od dawna.

– Pójdę wyszorować toaletę – oświadczyła.

– Mamo, znowu żartujesz!

Emma zbiegła na dół, wypoczęta i pełna energii. Molly przyciągnęła ją do siebie, uściskała i soczyście pocałowała w ucho.

– Nie, kochanie, wcale nie żartuję – powiedziała. – No, może trochę. Jak ogram Ramseya w pokera, wtedy on będzie musiał umyć klozet, co ty na to?

Emma przechyliła głowę na bok.

– Lepiej zagraj z nim w wojnę, może ci się uda. Ostatnim razem to ja ograłam cię w pokera, pamiętasz?

– Dzięki za słowa zachęty, moje dziecko. No dobrze, jeszcze o tym pomyślę. Pewnie dam mu mata?

– Mata daje się w szachach, mamusiu.

– Wiem, ale może wpadnę na pomysł, jak zastosować mata w pokerze. Hej, macie ochotę na hot dogi na kolację?

– Och, tak! Ramsey robi najpyszniejsze hot dogi na świecie. Wtykamy parówki na metalowe wieszaki i trzymamy je nad ogniem w kominku.

Ramsey siedział w dużym fotelu, z rękami założonymi na brzuchu i nogą wspartą na poduszce.

– Będziesz musiała bardzo się postarać, żeby wygrać z moimi hot dogami, Molly.

– Za to ja wiem, jak przyrządza się pyszny piankowy deser. Ten sekret zdradziła mi rodzina babci, która była Włoszką. Mój deser sprawi, że Emma szybko opuści twoje okopy, Ramsey.

– Zobaczymy, zobaczymy. Mam w zanadrzu kilka innych pysznych rzeczy, na przykład pyszną zwykłą musztardę. Skąd wiesz, że mat to pozycja w szachach, Emmo?

– Mój chłopak nauczył mnie grać w szachy.

– Masz chłopaka, Em?

– Ma na imię Jake. Jest głupi, ale to mój chłopak, i już. Ramsey przewrócił oczami.

– A masz też mądrego chłopaka?

– Nie, Ramsey! Mądrzy chłopcy są zwykle ohydni!

– Zaraz, ja byłem kiedyś niegłupim chłopakiem i wcale nie byłem ohydny!

– Czy to było dawno temu?

– Tak, kiedy byłem mały.

– Taki jak ja?

Ramsey z powagą spojrzał w skupioną, zwróconą ku niemu buzię.

– Nie, Em, nigdy nie byłem taki mały jak ty.

Zachichotała. Naprawdę zachichotała! Ramseyowi zrobiło się ciepło wokół serca. Molly spojrzała na nich z uśmiechem.

– Cieszę się, że teraz jesteś starszy – powiedziała Emma i położyła rękę na opatrunku na jego nodze. – Rana nie jest już ciepła Ramsey.

– Nie. Teraz cały jestem w temperaturze pokojowej.

Poklepała go po ramieniu i pobiegła do kuchni, żeby pomóc matce. Był to miły, spokojny wieczór, w czasie którego żadne z nich ani słowem nie wspomniało o wiszącym nad ich głowami mieczu Damoklesa, ani o mocno związanym ze światem przestępczym ojcu Molly. Grali w gry słowne, potem Ramsey zaczął uczyć Emmę czytać, układając wyrazy z plastikowych liter, które kupił jeszcze w Dillinger.

Dziewczynka była bardzo inteligentna i bystra. Tuż przed dziewiątą wieczorem umiała już napisać jego imię, a także imię matki i swoje własne.

– Wystarczy zetknąć najlepszego nauczyciela na świecie z najmądrzejszym dzieckiem na świecie, i proszę, oto efekty – rzekł Ramsey, nachylając się nad stołem, aby przeczytać ostatnie ułożone przez Emmę słowo – UBIKACJA…

Oboje zapakowali Emmę do łóżka w dużej sypialni.

– Zostawić zapaloną lampkę, Em?

– Nie, mamusiu. Dziś też będziesz spała ze mną?

– Tak – odparła Molly spokojnie. – Jeżeli Ramsey obudzi się w nocy i poczuje się samotny, będzie mógł porozmawiać z nami przez ścianę.

Emma uśmiechnęła się i zamknęła oczy. Długo stali, wpatrując się w dziecko, które odmieniło życie każdego z nich.

– Ułożyła moje imię – powiedział Ramsey. – Potem użyła go w zdaniu. Zdumiewające.

– Odziedziczyła inteligencję po matce. – Molly roześmiała się cicho. – Widziałam to zdanie: MÓJ RAMSEY JEST MĄDRY. Tak, to nawet nieźle brzmi. Uwierzysz, że napisała też UBIKACJA?

– I to bezbłędnie. Zaśmiewała się przy tym do rozpuku. Skąd ma takie włosy?

– Po ojcu – rzuciła krótko.

Nie powiedziała nic więcej. Dlaczego ojciec Emmy nie wrócił do Stanów, kiedy dowiedział się o porwaniu? Ramsey wiele razy zadarł sobie to pytanie. Po prostu nie wyobrażał sobie, że ojciec może nie szaleć z niepokoju o dziecko. Wydawało mu się to niemożliwe. Rozwód rodziców niczego przecież nie zmieniał, jeśli chodzi o ich uczucia w stosunku do dzieci.

– Chodźmy na dół – powiedział. – Teraz, kiedy Emma zasnęła, musisz opowiedzieć mi o swoim ojcu.

– Powinnam najpierw zadzwonić do Mecklina i Anchora. Kompletnie o nich zapomniałam…

– Wcale nie zapomniałaś, ale to bez znaczenia. Zadzwoń, kto wie, może dowiedzieli się czegoś nowego.

– Wierzysz w to?

Poprosiła o połączenie z detektywem Mecklinem. Po minucie oczekiwania gwałtownym ruchem odłożyła słuchawkę.

– Próbują namierzyć telefon – warknęła. – Znam ich sztuczki. Dranie!

– Chyba masz rację. Zadzwonimy rano. Nie przejmuj się, nie mieli dość czasu, aby sprawdzić centralę.

– Nie wątpię, że wiesz o tym znacznie więcej ode mnie.

– Daj spokój, Molly. Na szczęście nie musimy ukrywać się przed policją.

– Nie chcę, żeby dostali jaw swoje łapy. Mogliby zabrać ją i postawić przed całym oddziałem lekarzy, psychiatrów. Bóg wie, kogo jeszcze. Emma świetnie sobie radzi, powoli wychodzi z szoku. Boję się ryzykować, zresztą ty też się bałeś. Ona musi mieć spokój, to najważniejsze.

– W porządku. Wiesz co? Zadzwonimy do Dillona Savicha, tego mojego przyjaciela z Waszyngtonu. Może on wie, co jest grane.

– Kim właściwie jest ten twój przyjaciel?

– Informatykiem, specem od komputerów, a przy okazji agentem FBI. Zaufaj mi, Molly, Savich pod żadnym względem nie przypomina agenta Anchora. To on razem ze swoją partnerką, teraz żoną, Sherlock, rozwikłał sprawę Opiekacza w Chicago. Pamiętasz to?