– Ten młody facet, który mordował całe rodziny?
– Tak. Russel Bent.
– Kogoś takiego jak on chyba nigdy nie zwolnią z więzienia, co?
– W tym wypadku możesz zaufać systemowi, Molly. Bent do końca życia nie wyjrzy z więziennego szpitala psychiatrycznego.
– Może masz rację… Pamiętam jednak także przypadek zabójcy z Bostonu, który uciekł po tym, jak sędzia kazał przenieść go do szpitala psychiatrycznego na badania. Dziennikarze nazywali go Mordercą z Linką, pamiętasz?
– Pamiętam. Rzeczywiście tak było. Rzuciła mu długie, zaczepne spojrzenie.
– Dobry system, co?
– Słuchaj, Molly, nasz system prawny zwykle działa zupełnie prawidłowo, ale ponieważ jego wykonawcami są ludzie, zdarzają się pomyłki. Powinnaś być trochę bardziej obiektywna.
Molly westchnęła ciężko i podeszła do wysokiego okna, wychodzącego na łąkę i płynący niżej strumień, wezbrany po wiosennych roztopach. Daleko, na szczytach gór, śnieg lśnił w świetle księżyca.
– To naprawdę piękne miejsce – odezwała się. – Zadzwonisz do Dillona Savicha?
– Tak. Zapomniałem o tym, bo zaczęliśmy rozmawiać na inny temat. Chciałbym powiedzieć mu, kim jesteś, ale oczywiście Dillon nie podejmie żadnych kroków bez twojej wiedzy, w porządku?
Molly skinęła głową.
Ramsey wybrał numer z telefonu stacjonarnego. Po trzech sygnałach ktoś po drugiej stronie podniósł słuchawkę i Ramsey się przedstawił.
– Zdajesz sobie sprawę, że jest pierwsza w nocy? – zapytał Savich. – Nie, nic nie szkodzi. Gdzie jesteś? Widzę, że masz włączony mikrofon. Powiesz mi wreszcie, o co chodzi?
– Słyszałeś o przypadku porwania w Denver? Chodzi o dziewczynkę, Emmę Santera.
– Słyszałem. Zaczekaj, nic nie mów – masz z tym coś wspólnego? Ramsey krótko opowiedział mu o wszystkim, co wydarzyło się do chwili ich przyjazdu do Kalifornii.
– Teraz wszystko jest w porządku, mamy bezpieczną kryjówkę – zakończył. – Pani Santera nie chce, aby ktokolwiek wiedział, gdzie jesteśmy.
– Nawet FBI? Nawet policja? Wszystko to razem wydaje mi się bardzo dziwne, Ramsey.
– Wiem, ale wykrzesaj z siebie jeszcze odrobinę cierpliwości. Możesz mi powiedzieć, co się dzieje w Denver? Czy w jakiś sposób dotarło może do ciebie, co mówi o tej sprawie agent Anchor?
Savich wybuchnął głośnym śmiechem.
– Co mówi Bud? Bud teraz nie mówi, tylko wrzeszczy. Odgraża się, że oskarży panią Santera o utrudnianie śledztwa. Z trudem mi przyjdzie trzymać gębę na kłódkę, Ramsey, ale będę milczał jak Hiob, dopóki nie pozwolisz mi mówić. Wyobrażasz sobie, co działby się w kwaterze głównej FBI, gdyby ktoś się dowiedział, że jestem zamieszany w tę sprawę i że ja przekazuję ci nasze wewnętrzne informacje?
– A co z tą półciężarówką? Podaliśmy policji w Denver i agentowi Anchorowi trzy nazwiska, które od ciebie dostałem.
– Z pierwszej wersji wynikało, że półciężarówką została skradziona w zeszłym miesiącu z farmy mleczarskiej w Loveland w Kolorado. Kradzież zgłosiła żona farmera. Potem mąż oświadczył, że samochód wcale nie został skradziony. Zeznał, że sprzedał go bez wiedzy żony. Kto wie, być może kupili go porywacze. To by grało nie sądzisz?
– Masz rację.
– Zastanówcie się, czy jednak nie lepiej się ujawnić. Były jeszcze jakieś próby porwania dzieciaka?
– Nie. W każdym razie nie odkąd tu jesteśmy.
– Dokładnie rozważ wszystkie za i przeciw, Ramsey. Sprawa wydaje mi się dość śliska. To chyba coś więcej niż zwykłe porwanie. Masz jakieś pomysły?
– Może. Słuchaj, zostaniemy tu przez pewien czas. Zadzwonię w piątek, jeżeli nic się wcześniej nie wydarzy. Dzięki, stary.
– Nie martw się, upomnę się o dług.
– Słyszę Sherlock, czy tylko mi się wydaje? Ucałuj ją ode mnie.
– Nigdy w życiu! Jesteś facetem z jej marzeń, twardym i zdecydowanym na wszystko. Po twoich ostatnich popisach na sali sądowej, mówię o tych w stylu macho, i tak trudno mi będzie utrzymać jaz daleka od ciebie. Nie, żadnych całusów, absolutnie! Uważaj na siebie, Ramsey, i dzwoń bez wahania, gdybym mógł coś dla ciebie zrobić.
– Dziękuję, Savich. – Ramsey powoli odłożył słuchawkę. – Słyszałaś wszystko?
Molly skinęła głową.
– A teraz koniec z unikaniem tematu. Opowiedz mi o ojcu. Milczała.
– Molly, twoim ojcem jest Mason Lord. Najwyższy czas, żebyśmy zastanowili się nad rolą, jaką mógł odegrać w tych wydarzeniach. Nie sądzę, aby był w to bezpośrednio zamieszany, ale nie możemy wykluczyć, że któryś z jego wrogów kazał porwać Emmę, żeby wyrównać z nim rachunki. W zamyśleniu gładziła dłonią lekkie lniane zasłony.
– Myślę, że uprzedziłby mnie, gdyby liczył się z takim niebezpieczeństwem.
– Nie wątpię, ale może niczego nie podejrzewał. Nie zaprzeczysz chyba, że Mason Lord ma wrogów, i to takich, którzy chętnie ujrzeliby go na kolanach? Zastanawiałaś się, skąd ci wszyscy ludzie, którzy za nami węszą. Być może to jest właśnie odpowiedź na twoje pytanie.
Nadal stała tyłem do niego. Powoli zasunęła zasłony i spuściła głowę. Milczała. Ramsey zauważył, że jest boso. Paznokcie jej stóp pomalowane były na jasnoróżowy kolor, lakier odprysnął już w kilku miejscach.
– Kiedy ostatnio rozmawiałaś z ojcem?
– W zeszłym tygodniu.
– I powiedziałaś mu, co się stało? Kiwnęła głową.
– Powiedz mi coś, Molly. Kiedy ostatni raz widziałaś się z ojcem?
– Nie twoja sprawa! To nie ma nic wspólnego z porwaniem Emmy! Przestań mnie dręczyć!
– Zależy mi tylko na tym, żebyśmy wyszli z tego cali i zdrowi. Utrudniasz mi to zadanie, bo ciągle coś przede mną ukrywasz. Kiedy to było, Molly? Zasługuję chyba na odrobinę szczerości…
– No dobrze, ale ta informacja jest zupełnie bez znaczenia, sam się o tym przekonasz. Ostatni raz widziałam się z nim trzy lata temu.
Ramsey zerwał się na równe nogi, uderzając fotelem o podłogę.
– Trzy lata temu?! Dlaczego, na miłość boską?! Odwróciła się twarzą do niego, ale nie podeszła bliżej.
– Emma skończyła wtedy trzy lata – powiedziała. – Mój ojciec przyleciał do Denver w dzień jej urodzin, ale to nie był prawdziwy powód jego wizyty. Był wściekły na mojego męża i uznał, że musi z nim porozmawiać.
– I zrobił to?
– Tak. Po tej rozmowie Louey trafił do szpitala z dwoma złamanymi żebrami, odbitą nerką i siniakami na całym ciele, z wyjątkiem twarzy. Doszedł do siebie dopiero przed Bożym Narodzeniem.
– Co takiego zrobił Louey?
– Nie chcę o tym mówić. To nie ma nic wspólnego ze sprawą. Nie mam zielonego pojęcia, czy może mieć coś wspólnego z tą sprawą, Molly. Wiesz przecież, że Louey jest moim byłym mężem. Rozwiedliśmy się dwa lata temu. Nie kłamałam, mówiąc Emmie, że jej ojciec bardzo się o nią martwi. Louey zadzwonił zaraz po tym, jak dowiedział się o jej zniknięciu. Jeśli mam być szczera, bardzo mnie tym zaskoczył. Zadzwonił pierwszy, zanim zdążyłam się z nim skontaktować. Wydało mi się to o tyle dziwne, że od naszego rozstania w ogóle się nią nie interesował. Dzwonił z Berlina, po koncercie. Pamiętam dokładnie, co powiedział – że ktoś znajomy z Denver zawiadomił go o jej porwaniu. Zapytał, czy już ją odzyskałam. Kiedy zaprzeczyłam, przez chwilę robił wrażenie zaniepokojonego i przygnębionego, zaraz jednak roześmiał się i powiedział, że mój ojciec zapłaci za Emmę każdą sumę, więc nie powinnam się martwić. I zaczął opowiadać, jak układa mu się trasa koncertowa. Pochwalił się, że jakaś dziennikarka z „Berliner Zeitung”, Fraulein reporter, tak ją chyba nazwał, porównała go do Bruce’a Springsteena. Mówił, że Europejczycy mają lepszy gust niż Amerykanie, co znaczy, że on sam cieszy się większą popularnością w Europie, i że może przedłuży trasę do końca roku. Szczegółowo opowiedział o wszystkich swoich europejskich podbojach i ani słowem nie wspomniał więcej o Emmie. Policjantka, która słuchała go razem ze mną, miała oczy okrągłe ze zdziwienia. Uwielbiała Loueya i modliła się, żeby zadzwonił, bo wtedy mogłaby usłyszeć ten jego słynny seksowny głos, ale kiedy usłyszała, co ten seksowny głos mówi, zmieniła zdanie. Gdy odłożyłam słuchawkę, ze współczuciem poklepała mnie po ramieniu. Zaczęłam płakać, a ona klepała mnie dalej. Myślała chyba, że rozpaczam z powodu rozstania z Loueyem i że jego łóżkowe zwierzenia są dla mnie ciosem w samo serce…