Выбрать главу

– Przypominam sobie teraz, że prasa niewiele pisała o waszym rozwodzie – odezwał się Ramsey. – Nie było żadnych plotek o zdradach, narkotykach czy kłótniach, tylko krótkie oświadczenie o niezgodności charakterów. Dziennikarze bardzo szybko przestali się tym interesować.

– Mój ojciec jest potężnym człowiekiem. W tym wypadku wykorzystał swoje możliwości w dobrej sprawie. Prasa rzeczywiście szybko dała nam spokój, dokładnie po dwóch dniach. Byłam mu za to bardzo wdzięczna…

Spojrzała na swoje paznokcie. Na palcu wskazującym prawej ręki pozostał ślad po musztardzie. Zlizała go szybko.

– Molly?

– Louey, ojciec Emmy, nigdy jej nie chciał. Wydaje mi się, że po naszym rozstaniu poczuł ulgę, między innymi dlatego, że dziecko zupełnie nie pasowało do wizerunku symbolu seksu i gwiazdy rocka. To zabawne, ale Emma jest chyba nie mniej uzdolniona muzycznie od niego. Może nawet bardziej…

– Skąd Louey wiedział o porwaniu Emmy? Powiedziałaś, że zaskoczył cię telefonem.

– Też się nad tym zastanawiałam. Niewykluczone, że rzeczywiście zadzwonił do niego ktoś ze znajomych z Denver, a Louey szybko doszedł do wniosku, że jako troskliwy tatuś lepiej wypadnie w prasie. Zresztą, kto wie, jak to było.

– Ciekawe, kto pofatygował się, żeby się z nim skontaktować…

– Nie wiem, byłam zbyt zdenerwowana, żeby go o to zapytać. Louey zna mnóstwo dziennikarzy, więc może to ktoś z nich.

– Ma jakiegoś bliskiego kumpla z tej branży?

– Tak. Nazywa się James Hicks i pracuje dla „Denver Post”. Dlaczego pytasz?

– Bez specjalnego powodu. Po prostu lubię gromadzić informacje. Więc jak, zadzwonisz do ojca i powiesz mu, że Emma jest bezpieczna?

– Powinnam to zrobić. Bardzo się przejął, kiedy zadzwoniłam do niego zaraz po porwaniu. Wiedziałam, że natychmiast przyśle do imię swoich ludzi i nie pomyliłam się. W sześć godzin po naszej rozmowie zgłosiły się do mnie dwie kobiety i mężczyzna. Gliniarze z Denver dostali kota ze złości, atmosfera była gęsta od podejrzeń i wzajemnych oskarżeń. Zignorowałam ostrzeżenia policji i powiedziałam tamtym wszystko, co wiedziałam. Dlaczego miałabym tego nie zrobić? Chcieli mi pomóc, ojciec zapłacił im za to, żeby szukali Emmy. Widziałam ich jeszcze kilka razy, ale w gruncie rzeczy nie wiem, czy udało im się zdobyć jakieś informacje. Rozmawiali ze mną o różnych tropach i możliwościach, lecz ja zaraz potem wyjechałam.

– Mówiłaś im, że zamierzasz szukać Emmy na własną rękę?

– Nie. Zaczekaj, zaraz do niego zadzwonię. Przynajmniej on nie będzie próbował namierzyć mojego telefonu. – Zamilkła na moment i rzuciła Ramseyowi pytające spojrzenie. – Ciekawe, czy ojciec podejrzewa, że to porwanie może mieć coś wspólnego z nim… Założę się, że tak. I wiem jedno – jeżeli dowie się, kto to zrobił, nie zawaha się nasłać na niego płatnego zabójcę.

Rozdział 11

Nasłać płatnego zabójcę… Powiedziała to tak łatwo i naturalnie. Ile razy musiała słyszeć te słowa, gdy była dzieckiem?

– No to dzwonię… Zaraz, zaraz, a co, jeżeli tamci mężczyźni zjawili się wtedy, aby uratować Emmę i wzięli cię za porywacza? To zrozumiałe, że próbowaliby się ciebie pozbyć, a potem cię śledzić. O Boże, można tak roztrząsać tę sprawę bez końca. Głowa mnie od tego rozbolała, Ramsey.

– Świetnie się składa, bo mnie rozbolała noga. Tę teorię można było brać pod uwagę do chwili, kiedy ty wkroczyłaś na scenę. – Myślisz, że nie widzieli twojego zdjęcia? I nie mieli pojęcia, że jesteś córką ich szefa? Dzwoń, Molly. Chciałbym wiedzieć, co twój ojciec ma do powiedzenia. Z komórki, dobrze? I podejdź tutaj, żebym wszystko słyszał.

Usiadła na poręczy fotela i zaczęła wybierać numer. Kierunkowy 312, Chicago i przedmieścia willowe, na przykład Oak Park. Jasne, gdzież indziej mógłby mieszkać Mason Lord… Tylko w najlepszej dzielnicy. Ramsey zobaczył, jak dłoń Molly zaciska się na telefonie.

Dlaczego przez trzy lata nie widywała się z ojcem?

Po dwóch sygnałach w słuchawce odezwał się głęboki, urzekająco miły męski głos.

– Miles? To ja, Molly.

– Tak, Molly? Masz jakieś wiadomości o Emmie?

– Z Emmą wszystko w porządku. Odzyskałam ją. Dziękuję, że zapytałeś. Chciałabym sama zawiadomić o tym tatę.

– Zaczekaj chwilę. Boże, co za ulga! Pan Lord potwornie się denerwował.

– Dobrze słyszysz? – zapytała Ramseya, który znajdował się w odległości dziesięciu centymetrów od słuchawki.

– Tak, bardzo dobrze.

W słuchawce mniej więcej przez dwadzieścia sekund panowała cisza.

– Molly? Emma jest bezpieczna?

– Cześć, tato. Tak, Emma jest ze mną. Znalazłam ją. Nic jej nie jest.

– Czegoś tu nie rozumiem… Moi ludzie nie dawali ostatnio znaku życia. Czy policja w Denver wie, że ją odnalazłaś?

– Tak. Nie podoba im się, że udało mi się to zrobić bez nich.

– Opowiedz mi wszystko. Molly wzięła głęboki oddech.

– Wiesz, że kiedy policja i FBI nie popchnęli sprawy na krok, sama wyruszyłam na poszukiwania. Myślałam, że twoi ludzie o tym wiedzą. Tak czy inaczej, znalazłam ją. Uratował ją pewien facet i po dziesięciu dniach wpadłam na ich trop. Emma jest teraz bezpieczna, ale na pewien czas zostaniemy tu, gdzie jesteśmy.

– Nie ma powodu, żebyście się ukrywały, Molly. Wracajcie do domu. Nie wątpisz chyba, że zdołam zapewnić wam odpowiednią ochronę?

– Na razie nie wrócimy, tato. W tę sprawę zamieszanych jest sporo osób, nie tylko sam porywacz. Nie chcę ryzykować. Zostanę z Emmą w ukryciu, dopóki ci ludzie nie przestaną się nią interesować. – Molly ściskała słuchawkę tak mocno, że kostki jej palców zupełnie pobielały. – To nie jest zwyczajne porwanie…

– Ale przecież policja dostała list z żądaniem okupu!

– Tak. Odebrali ten list po tym, jak odzyskałam Emmę. To był blef. Rozumiesz coś z tego?

– Nie, ale pomówię o tym z Buzzem. Zastanawialiśmy się już, czy przypadkiem nie jest to sprawka jednego z moich wrogów. Nieważne, najważniejsze, że Emma jest z tobą. To ogromna ulga. – Mason Lord westchnął. Molly wyobraziła sobie, jak przeczesuje palcami włosy, energicznie, lecz nie na tyle mocno, aby je potargać. – Na razie trudno mi coś powiedzieć, ale nie podoba mi się to wszystko. Ilu ludzi widziałaś?

– Prawdopodobnie czterech. Udało nam się ich zgubić. Teraz jesteśmy w całkowicie bezpiecznym miejscu.

– Dobrze. Zaraz zadzwonię do Buzza Carmena. Nadal jest w Denver. W jaki sposób zorientowałaś się, że ktoś was śledzi?

– Jechali za nami, więc zjechałam z autostrady i ukryłam się za stacją benzynową. Kiedy nas mijali, zanotowałam numer rejestracyjny ich wozu. Pewien znajomy dowiedział się, że ta półciężarówka została jakoby skradziona farmerowi z Loveland w Kolorado. Żona farmera zgłosiła policji kradzież, a zaraz potem jej mąż przyznał się, że po prostu sprzedał samochód, niewykluczone, że właśnie porywaczom. Przekazałam numery rejestracyjne policji w Denver i FBI. Byłabym wdzięczna, gdybyś ty również je sprawdził, tato. – Podyktowała ojcu numer czarnej półciężarówki.