Выбрать главу

– Zapisałem. Na pewno nie powiesz mi, kto zdobył dla ciebie te informacje?

– Nie mogę.

Mason Lord znowu westchnął.

– Cóż, dobrze. Wracaj do domu, Molly.

– Zadzwonię jutro. Emma czuje się dobrze i jestem przekonana, że tamci ludzie nie zdołają nas znaleźć.

– A ten człowiek, który uratował Emmę? Kto to jest? Skąd pewność, że możesz mu ufać?

– Gdybym nie mogła mu zaufać, byłoby Już po mnie, tato. Wierz mi, to najbardziej godny zaufania człowiek na świecie. Odezwę się jutro.

Wyłączyła komórkę i położyła ją na stole.

– Dobrze, że nie musisz się do niego zwracać per „ojcze chrzestny”. Uśmiechnęła się do niego. Był to czarujący uśmiech, ciepły i szczery.

Miała szerokie usta i bardzo białe zęby. Ojciec Ramseya był dentystą, dlatego on zawsze zwracał uwagę na zęby świeżo poznanych osób. Pomyślał teraz, że jego ojciec na pewno byłby zachwycony stanem uzębienia Molly. Podobał mu się także jej uśmiech. Odnosił wrażenie, że Molly powoli przestaje się bać.

– Mason Lord jest bardzo przystojny – powiedziała. – Prawdziwy czarnowłosy Irlandczyk: jasna skóra, włosy jak atrament, proste i gęste, tylko odrobinę przyprószone siwizną na skroniach, oczy tak intensywnie błękitne, że kobiety wprost nie mogą oderwać wzroku od jego twarzy. Nie czuje się zbyt swobodnie w roli ojca dorosłej córki, a tym bardziej dziadka, ale jakoś sobie z tym radzi. Moja matka podpowiedziała mi, żebym mówiła do niego po imieniu, ale zupełnie mi to nie wychodziło. On też nie mógł do tego przywyknąć. W końcu powiedziałam mu, że robię to wbrew samej sobie, wtedy rozłożył ręce, roześmiał się i kazał mi dać sobie z tym spokój. Od czasu, gdy po rozwodzie rodziców wyprowadziłam się razem z matką, mówię do niego „tato” i chyba mu to nie przeszkadza…

– Nigdy nie przyszło mi do głowy, że Mason Lord może mieć ludzkie cechy, na przykład poczucie humoru. Nie jesteś do niego podobna, Molly.

– Nie. Najbardziej przypominam swoją babkę, która w latach pięćdziesiątych była aktorką. Nie zrobiła kariery, bo nie była ani piękna, ani fotogeniczna. Potrafiła świetnie grać, ale okazało się, że to nie wystarczy.

– Nie można powiedzieć, że masz przeciętną urodę, chyba wiesz o tym? Rzuciła mu wspaniały, szeroki uśmiech.

– Powinieneś zobaczyć moją matkę, to prawdziwa piękność w wielkim stylu. Ma pięćdziesiąt pięć lat, ale mężczyźni nadal oglądają się za nią na ulicy. Myślę, że i ona, i ojciec byli niemile zaskoczeni, kiedy stwierdzili, że nie odziedziczyłam urody po żadnym z nich.

Najwyraźniej naprawdę wierzyła w to, co mówi… Czy aż tak długo nie przeglądała się w lustrze?

– Gdzie mieszka twoja matka? Jak ma na imię?

– Alicia. Mieszka w pobliżu Livorno, we Włoszech. Stamtąd pochodzi jej rodzina. Ona i ojciec rozwiedli się, kiedy miałam osiem lat. Potem przez dziewięć miesięcy w roku mieszkałam z nią, a trzy miesiące wakacji spędzałam z ojcem. Na stałe przyjechałam do Stanów dopiero na studia. Skończyłam Vassar i od tego czasu, czyli już od jakichś siedmiu, ośmiu lat widujemy się z mamą tylko raz do roku.

– Wie o porwaniu Emmy?

– Nie sądzę, chyba że przeczytała o tym w jakiejś włoskiej gazecie, ale nie wydaje mi się, aby ta wiadomość dotarła aż tam. Nie chciałam jej niepokoić.

– Twój ojciec nie ożenił się ponownie…

– Och, tak, ożenił się, prawie trzy lata temu. Jego druga żona ma na imię Eve i jest o dwa lata młodsza ode mnie.

– Mówisz, że Emma jest muzykalna. Gra na pianinie albo na innym instrumencie?

– Nie chcesz dłużej słuchać o Eve, prawda? Nie dziwię ci się. Eve obrzuciłaby cię jednym bacznym spojrzeniem i oblizałaby się łakomie, oczywiście jeżeli ojca nie byłoby w pobliżu. Niedawno zadzwoniła do mnie jedna z dawnych przyjaciółek mamy i uraczyła mnie całym mnóstwem opowieści o Eve Lord. Ta pani jest nauczycielką w szkółce niedzielnej, więc chyba można jej wierzyć. Chociaż nigdy nie wiadomo, może sama miała ochotę złowić mojego ojca… Nieważne. Emma gra na fortepianie.

– Jutro kupię jej przenośne pianino na dwie oktawy. Chciałbym usłyszeć, jak gra.

– Dziękuję, Ramsey.

– Dlaczego przez trzy lata nie spotykałaś się z ojcem?

Stała dość daleko od niego, lecz bez trudu zauważył, że zesztywniała.

– Czy dlatego, że tak źle obszedł się z twoim mężem? – zapytał cicho.

– Dobry z ciebie sędzia śledczy.

– Wiem, ale to nie ma nic wspólnego z moim zawodem. Nie jestem wścibski, po prostu usiłuję się zorientować, co dzieje się wokół ciebie i Emmy. Pomóż mi.

– Częściowo z powodu, który podałeś.

– Ale tylko częściowo, słyszę to w twoim głosie. Powiedz mi całą prawdę, Molly.

– Zgoda. Louey zagroził, że odbierze mi Emmę, jeżeli kiedykolwiek zobaczę się z ojcem. O ile pamiętam, nazwał go „wyjątkowym skurwysynem”.

– Dlaczego?

– Louey znienawidził go, ponieważ ojciec dowiedział się czegoś o nim…

– Czego? Westchnęła głęboko.

– Louey mnie zbił.

Ramsey poderwał się z fotela, chwycił się za nogę Lżę stłumionym okrzykiem bólu opadł na siedzenie.

– Ten chuderlawy, pajacowaty sukinsyn ośmielił się uderzyć ciebie?! Podniósł na ciebie rękę?!

– Tak. Nie wyobrażaj sobie, że odegrałam w tym wszystkim rolę bezbronnej ofiary, o nie. Powiedziałam mu, że jeżeli jeszcze kiedykolwiek mnie tknie, zabiję go. Nie wiem, czy uwierzył, ale ja wiedziałam, co mówię i nie wątpię, że Louey to wyczuł.

– Dziwne, bo nie sądzę, aby miał choć odrobinę inteligencji…

– Zdarzyło się to trzy lata temu. Zaraz potem jedna z moich przyjaciółek dowiedziała się, co zrobił Louey, i zadzwoniła do mojego ojca. Mason natychmiast przyjechał do Denver i osobiście stłukł Loueya na kwaśne jabłko. Powiedział mu też, że zabije go, jeżeli jeszcze raz mnie uderzy. Louey uświadomił sobie, że wpadł w poważne tarapaty, ale ponieważ nie potrafił znieść upokorzenia, zabronił mi widywać się z ojcem.

– Rzeczywiście zabiłabyś go, gdyby cię uderzył?

– Prawdopodobnie nie, ale nie zawahałabym się go zostawić. Tamten pierwszy i jedyny raz uderzył mnie chyba dlatego, że właśnie otrzymał bardzo mamą recenzję swojej nowej płyty, Niebezpieczna głębina, i był naprawdę wściekły. Tego samego dnia ja dostałam zawiadomienie od redakcji pewnego czasopisma, że moje zdjęcia zostały przyjęte do publikacji. Ogarnęła go zazdrość, co było po prostu śmieszne, jeżeli porówna się oba te wydarzenia. Ale on nie widział w tym nic zabawnego i wyładował na mnie swoją złość.

– Nie przypominam sobie, aby w prasie czy telewizji pojawiła się wiadomość o niedyspozycji Loueya Santery…

– Nie, nie było o tym żadnej wzmianki. Ojciec wezwał lekarza do domu, by go opatrzył. Rok później wyrzuciłam Loueya z domu.

– Dlaczego zwlekałaś z tym tak długo? – Ramsey uniósł lekko brwi.

Molly westchnęła, uświadamiając sobie, jak dobrze i łatwo jej się z nim rozmawia.

– Chciałam dać mu jeszcze jedną szansę, oczywiście ze względu na Emmę. Nie był to dobry pomysł. Kiedy Louey w końcu się wyprowadził, była to czysta formalność. Prosto ode mnie przeniósł się do jednej ze swoich kochanek. – Molly zaśmiała się niewesoło. – Mój ojciec zadbał, abym przy rozwodzie dostała więcej, niż Louey miał. Louey był wściekły, ale nic nie mógł na to poradzić. Próbował znowu szantażować mnie Emma, lecz nie dałam się nabrać. Powiedziałam mu, że zabiję go, jeśli tylko spróbuje ją zabrać, i wiem, że tym razem uwierzył bez żadnych zastrzeżeń.