– Wydaje mi się, że powinniśmy poszukać miejscowego psychiatry, który specjalizuje się w leczeniu dzieci. Co o tym myślisz?
Zastanawiała się długą chwilę, w końcu potrząsnęła głową.
– To za duże ryzyko. Myślę, że na razie lepiej będzie, jeśli zapewnimy jej całkowity spokój i poczekamy, aż odzyska poczucie bezpieczeństwa.
Wiedziała jednak dobrze, że Emmę nieprędko przestaną dręczyć te straszne sny. Zmarszczyła mocno brwi, aby nie okazać, jak bardzo chce jej się płakać.
Ramsey nie był do końca przekonany, czy jest to dobre rozwiązanie. Emma siedziała na tylnym siedzeniu toyoty, przyciskając do piersi duże pudło z pianinem. Miała zamknięte oczy. O czym myślała? A może wyobrażała sobie, że nadal gra? Ramsey modlił się, aby jej myśli krążyły wokół muzyki, nie wokół tego, co ją niedawno spotkało.
Mniej więcej kilometr za centrum handlowym zauważył jadącą za nimi hondę civic. Na szosie numer 89, jedynej drodze prowadzącej z Truckee nad jezioro Tahoe, nie było zbyt wielu samochodów. Do miejsca, w którym skręcali w Alpine Meadows Road, zostało jeszcze ponad dziesięć kilometrów. Nie zdradził się ze swoją obserwacją, lecz co parę minut zerkał w lusterko. W końcu nie miał już żadnych wątpliwości, że są śledzeni.
– Molly, odwróć się do tyłu i sprawdź, czy widzisz numery rejestracyjne tej hondy dwa samochody za nami. Raczej nowy, szary wóz. Postaraj się zrobić to dyskretnie, dobrze? Nie chciałbym, żeby się zorientowali.
Wyraz jej twarzy nie uległ zmianie, dostrzegł jednak paniczne przerażenie w jej oczach. Potem pojawił się w nich twardy chłód, ten sam, z którym patrzyła na niego parę dni temu, gdy o świcie wpadła do chaty w górach.
Spojrzała na Emmę. Dziewczynka wyglądała przez okno, nadal mocno trzymając tekturowe pudło. Wyglądało na to, że w ogóle nie słyszała ich ostatniej wymiany zdań. Byli już bardzo blisko skrętu, kiedy wreszcie udało jej się odczytać tablicę.
– FARB 333 – powiedziała. – To za łatwe. Śmieszna rejestracja! Jesteś pewien, że jadą za nami?
– Nie, ale nie zamierzam ryzykować. Masz rewolwer?
– Oczywiście. Co chcesz zrobić?
– Skręcimy i zobaczymy, co oni na to. Dwóch mężczyzn, prawda?
– Tak mi się wydaje. Są ostrożni i cały czas trzymają się z tyłu. Nie widzę, czy są to ci sami faceci… Moja komórka została w domu, ładuje się.
– Nie szkodzi. Zadzwonimy i przekażemy ich numer zaraz po powrocie do domu…
Jeżeli w ogóle wrócimy do domu, pomyślał niespokojnie.
– Ramsey, widzę litery „A” i „R” na ich tablicy – odezwała się Emma. – Jestem pewna, bo akurat te dobrze zapamiętałam. Są w naszych imionach. Przyda mi się jeszcze jedna lekcja.
Ramsey spojrzał na Molly.
– Świetnie, Em – powiedziała. – Ja też widzę „A” i „R”. Są tam jeszcze „F” i „B”, ale to trudniejsze litery. Dziś wieczorem poukładamy sobie wyrazy, żebyś mogła się ich nauczyć.
– Niepotrzebnie pojechaliśmy po pianino dla mnie. W ten sposób nas znaleźli. To wszystko moja wina. – Drobna twarz dziewczynki była bardzo blada.
– To nie jest twoja wina – rzekł Ramsey dobitnie. – Nie mów tak, bo będę musiał na cały tydzień wziąć cię na dietę bez hot dogów. Nie bój się, Emmo. Nic nam się nie stanie, zobaczysz.
Molly odwróciła się twarzą do córki.
– Posłuchaj uważnie, Em – jeżeli ktokolwiek spróbuje mi cię znowu zabrać, zastrzelę go, choćby to był sam prezydent, rozumiesz?
– Tak, mamusiu.
– Sprawdź swój pas, Emmo.
– Jest zapięty, Ramsey.
Skręcili w prawo, w Alpine Meadows Road. Motel River Ranch znajdował się na rogu po lewej, po przeciwnej stronie duży sklep ze sprzętem narciarskim i alpinistycznym, chyba zamknięty. Wysoko w górach leżało jeszcze sporo śniegu, lecz perspektywa ostatnich zjazdów zwabiła do motelu niewielu chętnych, na parkingu stało więcej niż sześć samochodów. Ramsey miał cichą nadzieję, że honda civic też skręci na parking. Dzień był pogodny i dość ciepły.
– Pójdziesz ze mną na wycieczkę w góry po południu, Emmo? – zapytał. – Może będziemy mieli szczęście i zobaczymy całe mnóstwo zwierząt – lisy, jelenie, ptaki i króliki.
Rzeczy, które kupił dla niej w Dillinger, doskonale nadawały się na taką wyprawę. Starał się odwrócić uwagę od jadącego z tyłu samochodu, ale bezskutecznie.
– Chcesz z nami pójść, Molly?
– Może, zobaczymy. Jesteś głodna, maleństwo?
– Nie wiem, mamo. Staram się zobaczyć tych ludzi w samochodzie. Myślicie, że to ci sami, którzy byli w restauracji w Kolorado?
– Nie mam pojęcia – odparła Molly. – Są za daleko. Ramsey spojrzał we wsteczne lusterko. Toyota minęła wjazd na parking przed motelem. Cholera jasna! Teraz nie było już między nimi żadnych innych samochodów. Tamci ciągle trzymali się dobre sto metrów z tyłu.
– Są za nami – rzucił. – Pojadę prosto, aż do tego wielkiego ośrodka wypoczynkowego. Jest tam duży objazd. Potem ruszymy w kierunku Tahoe City, to tylko kilkanaście kilometrów na wschód. Nie pozwolę im zbliżyć się do naszego domu.
Dostrzegł, że Molly wyjęła swego Detonicsa i położyła go na siedzeniu. Sam także wyciągnął naładowaną i gotową do strzału broń. Pod wyciągami koło ośrodka wypoczynkowego zaparkowanych było jakieś pięćdziesiąt samochodów, w tym mniej więcej dwanaście z czterokołowym napędem w pobliżu kas biletowych. Śnieg był brudny i wyraźnie się topił.
Ludzie, którzy przyjechali jeździć w takich warunkach, mogli być tylko albo profesjonalnymi, albo początkującymi narciarzami. Ramsey powoli przejechał przed budynkami, okrążył je i znowu znalazł się na Alpine Meadows Road, zmierzając w stronę głównej drogi.
Honda civic zwolniła pod rzędem kasowych okienek, ale nie zatrzymała się. Ramsey wiedział, że tak będzie. Zastanawiał się, czy tamci zdają sobie sprawę, że zostali zauważeni. Na drodze natychmiast przyspieszył. Po dotarciu do skrzyżowania z autostradą 89 skręcił w prawo, w kierunku Tahoe City. W samochodzie panowało pełne napięcia milczenie.
Zastanawiał się, jak zgubić hondę w małym, turystycznym mieście. W Tahoe City królowały niezliczone restauracje i bary, kioski z pamiątkami oraz wypożyczalnie sprzętu narciarskiego. Było tam także duże centrum handlowe z licznymi arkadami i ścieżkami spacerowymi. Uznał, że będzie to najlepsze dla nich miejsce.
Przypomniał sobie, że centrum znajduje się po prawej stronie, na obrzeżach miasta. Będzie musiał pozbyć się toyoty. Szkoda, ale przecież nie miał wyboru. Zerknął we wsteczne lusterko i stwierdził, że na razie droga za nimi jest pusta. Skręcił na rozległy parking i zahamował przed samym wejściem do centrum.
– Wysiadamy, szybko!
Chwycił pudło z pianinem Emmy i w ciągu pięciu sekund znaleźli się w środku.
– Idźcie prosto przed siebie, Molly. Za minutę spotkamy się przy tylnym wyjściu.
W kompleksie handlowym kręciła się tylko garstka ludzi. Widział, jak Molly szybko idzie w kierunku wyjścia, obejmując Emmę ramieniem. Sam został na chwilę przy drzwiach, którymi weszli. Nie musiał długo czekać. Honda podjechała wolno i zatrzymała się. Jej kierowca zdążył już dostrzec toyotę. Ramsey nie musiał wiedzieć nic więcej.
Przebiegł przez centrum, potrącając kilka osób i wypadł na zewnątrz. Dogonił Molly i Emmę koło małej restauracji.
– Wejdźcie do toalety w tej restauracji – rzucił. – Za pięć minut tu podjadę. Czekajcie na mnie przy drzwiach. Pięć minut, z zegarkiem w ręku.
Zawrócił do centrum. Nigdzie nie widział tamtych z hondy. Obszedł budynek i wszedł na parking. Honda stała na jednym z bocznym miejsc, pusta. Uśmiechnął się. Po czterech i pół minutach był przed restauracją, a Molly otwierała drzwiczki samochodu.