– Doskonale. Emmo, jest ci wygodnie? – Tak, Ramsey. Mam pianino.
Trzymała pudło tak mocno, że kostki jej paluszków były zupełnie białe.
– Trzymaj się, mała. Zaraz damy stąd nogę.
– Czy oni pojadą za nami?
Ramsey spojrzał na Molly. Wjeżdżali już na autostradę.
– Nie, trochę im to zajmie, zanim ruszą z miejsca. Zabrałem zakrętkę od wlewu paliwa z ich samochodu. Najprawdopodobniej mają telefon komórkowy i zaczną teraz dzwonić do swoich mocodawców. Zgubiliśmy ich, ale ponieważ wiedzą, gdzie nas szukać, nie możemy ryzykować powrotu do tamtego domu.
Dziesięć minut później byli na autostradzie 80 i jechali na zachód.
– Nie poszliśmy na wycieczkę w góry, Ramsey.
– Pójdziemy jeszcze nie raz, Emmo, zobaczysz.
Po trzech i pół godzinie znaleźli się na moście Golden Gate. Dzień był słoneczny, choć nieco chłodny. Wymarzony dzień na robienie pięknych zdjęć, pomyślał Ramsey. Mgła dopiero zaczynała zbierać się pod łukami mostu.
– Czy to aby na pewno dobry pomysł, Ramsey?
– Nie wiem, ale mam dosyć ciągłego uciekania, Molly. To mój teren, więc tu bez trudu znajdziemy pomoc. Rozmawialiśmy o tym wcześniej i wydawało mi się, że zgadzasz się ze mną.
– Ale ci ludzie szybko się dowiedzą, kim jesteś i wtedy znowu nas dopadną!
Ramsey zaklął pod nosem.
– Masz rację. Nie wiem, dlaczego o tym nie pomyślałem. Założę się, że już teraz wiedzą, co lubię jeść na śniadanie. Spokojnie… Zatrzymamy się w moim domu tylko na godzinę, żebym mógł przebrać się, spakować trochę rzeczy i zadzwonić w parę miejsc. Jeszcze dziś po południu polecimy do twojego ojca. Przykro mi, Molly, ale nie widzę innej możliwości, chyba że chcesz pójść na policję w San Francisco.
– Nie – warknęła. – Rzeczywiście nie mamy innej możliwości, prawda? Dobrze, polecimy do Chicago. Nadal nie zamierzam narażać Emmy na setki pytań ze strony policji, psychologów i psychiatrów, nie mówiąc już o FBI. Jeżeli agent Anchor jest typowym przedstawicielem FBI, to włosy stają mi dęba na samą myśl o tym, co mogliby zrobić z Emmą.
– Anchor nie jest typowym przedstawicielem FBI, ale nieważne. W takim razie jedziemy do Chicago. Kiedy poczujesz, że nadszedł odpowiedni moment, skontaktujemy się z tamtejszą policją.
– Chyba już wcześniej powinnam poprosić ojca o pomoc. Mason zapewniłby Emmie lepszą ochronę niż wszyscy ludzie z FBI i policji razem wzięci. Jest przestępcą, to prawda, ale stanie na głowie, żeby Emma była bezpieczna.
– W porządku, skorzystamy z jego pomocy. Pozwolimy mu zatroszczyć się o Emmę.
Molly zamknęła oczy. Po chwili skinęła głową i uśmiechnęła się do nich.
– Spójrz, Em. Tam jest wyspa Alcatraz. Jeszcze w latach pięćdziesiątych to szare gmaszysko pełniło funkcję więzienia dla najbardziej niebezpiecznych kryminalistów.
– Ładna wyspa. Chyba chciałbym tam zamieszkać.
– Czytałam, że dawali więźniom posiłki wartości sześciu tysięcy kalorii dziennie. Chcieli ich utuczyć, żeby nie byli w stanie uciec i dopłynąć do brzegu. Myślę, że karmili ich głównie hot dogami i fasolą. I na pewno nie pozwalali im dużo spacerować.
Ramsey zerknął w lusterko i rzucił dziewczynce pogodny uśmiech.
– Nie wyobrażaj sobie tylko, że piekli wbite na wieszaki parówki nad ogniem, Emmo. Założę się, że po prostu je gotowali.
– Blee…
Ramsey skręcił w Scenie Drive, wiodącą przez piękną, starą dzielnicę miasta, zwaną Sea Cliff.
– Te domy znajdują się najbliżej zatoki. Mój ma numer dwadzieścia siedem i stoi na samym końcu.
– Wiedziałam, że sędziowie federalni muszą sporo zarabiać, ale żeby aż tyle? – odezwała się Molly. – Ten dom na pewno sporo cię kosztował, Ramsey.
– Rzeczywiście jest dużo wart, ale nie kupiłem go. Dostałem go po dziadkach, razem z okrągłą sumą. Nie jestem tak bogaty jak ty, lecz głód mi nie grozi. Roztacza się stąd nieprawdopodobnie piękny widok. Kiedyś tu wrócimy, Emmo, i urządzimy sobie barbecue na trawniku za domem. Będziemy siedzieć i patrzeć, jak mgła napływa od Golden Gate, podobna do przejrzystych białych palców. Zawsze uwielbiałem mgłę. W domu jest także fortepian, na którym grywał jeszcze mój dziadek. Był wspaniałym człowiekiem.
Ledwo otworzył drzwi, a już poczuł okropny odór zgnilizny. Niemożliwe, pomyślał. Stanął na progu salonu i natychmiast się cofnął. Pokój był kompletnie zrujnowany. Ktoś wybebeszył najwyższej jakości sprzęt do słuchania muzyki i z wściekłością go podeptał. Na drewnianej podłodze poniewierały się potłuczone płyty CD. Wszystkie meble zostały poprute ostrym narzędziem.
Ramsey wszedł do kuchni, gdzie odór zaatakował go z całą siłą. Drzwi lodówki stały otworem. Ktoś rozrzucił resztki jedzenia po podłodze. Talerze i naczynia były potłuczone, z wyszarpniętych na siłę szuflad sterczały pogięte srebrne sztućce. Czyjeś pełne nienawiści ręce po prostu wymiotły wszystko z szafek, niszcząc bez opamiętania.
– Nie wchodź tu, Emmo – powiedział.
– Och, nie… – jęknęła Molly, zatrzymując Emmę w progu.
Po paru minutach Ramsey wiedział już, że włamywacze nie zapomnieli o żadnym pokoju. Wszedł do swojego gabinetu, pięknego pokoju o ścianach wyłożonych dębową boazerią, z oknami wychodzącymi na Marin Headlands. Antyczne biurko z roletowym przykryciem na blacie było poorane głębokimi rysami, jego szuflady zostały połamane na drobne kawałki, a papiery, które się w nich znajdowały, rozrzucono po całym pokoju.
Na cennym dywanie leżały stosy książek z powyrywanymi kartkami. Ukochany skórzany fotel Ramseya był pocięty nożem, ktoś odpiłował nóżki fortepianu, który leżał na boku, z wyrwanymi klawiszami. Dom stanowił obraz kompletnej dewastacji. Czego szukali? Jakiegoś wyjaśnienia więzi, które połączyły go z Molly i Emmą?
– Strasznie mi przykro, Ramsey – przemówiła Molly. – Naprawdę strasznie mi przykro… To my sprowadziłyśmy to na ciebie…
Dopiero po paru sekundach w pełni dotarło do niego znaczenie jej słów. Odwrócił się powoli i ujął jej ręce.
– Kiedy to zobaczyłem, byłem wściekły i litowałem się nad sobą, ale teraz, po tym, co powiedziałaś, uświadomiłem sobie, że ten dom jest tylko miejscem do życia, niczym więcej. Jeśli kiedyś dopadnę tego, kto to zrobił, z przyjemnością skopię mu tyłek, lecz Emma znaczy dla mnie dużo więcej niż kupa zwykłych gratów. Nawet nie potrafię tego porównać, rozumiesz mnie, Molly?
Kiwnęła głową.
– Nie rozumiem tylko, dlaczego ktoś wykazał się takim bezmyślnym okrucieństwem. Mogli przecież po prostu przeszukać dom, nie musieli wszystkiego niszczyć…
– Ja też nic z tego nie rozumiem, ale z czasem dowiemy się, o co chodzi.
– Mam nadzieję.
Schyliła się i podniosła z podłogi wielki atlas ze złamanym grzbietem i poszarpanymi kartkami. Usiłowała je rozprostować. Robiła wrażenie zupełnie otępiałej. Delikatnie wyjął książkę z jej rąk.
– Pomóż mi się spakować – poprosił. – Potem zadzwonię do kilku osób i pojedziemy na lotnisko.
Okazało się jednak, że ani jedna sztuka ubrania nie była cała. Włamywacze pocięli na kawałki nawet komplet skórzanych walizek, które dostał na gwiazdkę od rodziców.
Telefon nie działał, więc poszli do automatu na rogu California Avenue i Gough. Pierwszą rozmowę odbył z przedstawicielem firmy zajmującej się sprzątaniem, drugą z Dillonem Savichem, trzecią z Virginią Trolley z policji w San Francisco. Na końcu zadzwonił do linii lotniczych i wstąpił do pobliskiego banku.
– Jedziemy – powiedział po wyjściu z banku, uśmiechając się do Emmy. – Szykuje się podniecająca przygoda, i przynajmniej w tej chwili jestem bogatszy od twojej mamy. – Podał małej dwudziestodolarowy banknot. – Weź to, Emmo, i schowaj na później.